Nigdzie nie jadę

Zostaję tu w ciszy i spokoju

Tao i współczesność

Właściwie trudno wyobrazić sobie coś bardziej odległego od współczesności jak Tao. Nie dość, że przestrzeń publiczną zdominowała agresja, to jeszcze wciąż jesteśmy mobilizowani do rywalizacji, wysiłku, wzrostu i konsumpcji. Konsumpcjonizm miał być spełnionym snem liberalizmu. Wszystkim obiecano wszystko a tymczasem tylko niektórzy mogą się cieszyć zaledwie czymś. Ośmiu ludzi posiada połowę udokumentowanych zasobów finansowych świata a 1% populacji ludzkiej kontroluje 90 % wszelkich zasobów Ziemi.

U nas w Polsce dochodzi do tego obietnica równości, którą składają kolejne rządy – nigdy nie dotrzymywana. W kraju dość biednym, na nieustannym dorobku, borykającym się z demonami przeszłości i wątpliwą perspektywą przyszłości, gdzie niemal nikt nikomu nie ufa a skala niechęci, zawiści i złości jak tak ogromna, że strach wyróżnić się z tłumu, lepiej się nie wychylać. Co rusz słyszę, jak w czasach mojej młodości za komuny, że lepiej trzymać się z boku. Jak w rosyjskim powiedzeniu tisze jedziesz, dalsze budziesz. Rzeczywistość działa na wielu ludzi jak smog, który, choćbyś nie chciał i tak wedrze się do płuc. Przypomina mi się stary żart o trzech sąsiadach: Niemcu, Rosjaninie i Polaku, którzy dostali, każdy po metalowej kulce z łożyska. Niemiec ją ulepszył, Rosjanin wymienił na wódkę a Polak…zepsuł. Ach te stereotypy. Być może jednak zepsuliśmy sobie naszą przyszłość na tysiąc różnych sposobów?

Przyznam, że i mnie dopada zmęczenie bliźnimi, których wiedza nie przekracza kilku kliknięć w Internecie, doświadczenie kliku lat życia a neurotyczny lęk rozsadza im głowy. Starają się dać upust swoim kompleksom, zaściankowej małości, frustracji z powodu lichego miejsca jakie, ich zdaniem, zajęli w życiu – eskalując złości i fobie, przelewając je w anonimowy ściek jakim stał się Internet. Internet jak dawne londyńskie kanały stał się zamiast arterią zdrowia, jak chciał król Jerzy – siedliskiem zarazy. A jeszcze w latach 80. XX wieku Ursula K. Le Guin, córka wybitnego entnosocjologa Alfreda Kroebera, wierzyła, że dzięki Internetowi powstanie międzynarodowy rząd połączony z światowymi zasobami wiedzy, gigantyczna biblioteka narodów, z której każdy będzie mógł korzystać. Wierzyła, że dzięki tej mądrości wszyscy staną się równi, odpowiedzialni, mądrzy. Jakże tu nie być odpowiedzialnym i mądrym – sądziła, kiedy wiesz na przykład, że lasy tropikalne giną? Nie inaczej Guglielmo Marconi, który ufał, że nowoczesna telekomunikacja wyeliminuje wojny, bo przecież ludzie na czas się porozumieją i dowiedzą o swoich intencjach. Cóż za szlachetne w intencjach pomyłki. Ani powszechnie dostępna wiedza, ani znakomita komunikacja nie czynią nas istotami bardziej empatycznymi, okazującym sobie szacunek, ani też skłonnymi do porozumienia w imię dobra wszystkich. Gdzież tam, stało się odwrotnie.

Tymczasem Tao, jak to bywa z tego rodzaju przewrotnymi prądami myślowymi, w ślad za mistrzem Chunag – tsy rzeczywiście zachęca nas to unikania. Tisze jedziesz, dalsze budziesz. Nigdzie nie jadę – mówi mistrz do oficerów cesarskich, którzy chcą go zabrać na dwór by uczynić go najwyższym doradcą. Żadnych zaszczytów, żadnej rywalizacji, żadnych zmagań, żadnej wybujałej konsumpcji. Mistrz siedzi na kładce, moczy nogi w wodzie i łowi ryby na wędkę bez haczyka. Omija tłumy, stroni od blichtru, nie podejmuje wyzwań. Nawet jego mistrzostwo zostaje podważone, bo przecież mistrz powinien nieustannie składać dowody ze swych wyjątkowych kompetencji. Tymczasem on nawet ryb naprawdę nie łowi. Na końcu żyłki nie ma haczyka. Po co łowić na wędkę, na którą nie da się złowić? Otóż to!

Gdyż tylko wtedy, kiedy wyzbywamy się tej nachalnej intencji, tego musu, tych wszystkich konieczności – odpowie Chunag – tsy, tylko wtedy, choćby przez chwilę doświadczamy bycia, życia, jestestwa, prawdy o sobie. Siedzimy po prostu  – ciesząc się jak żółwie błotne na brzegu: wodą, słońcem, błotem, życiem. Życie samo jest wartością, powie mistrz, ale nie może być zrozumiany. Rozumieją go najczęściej tylko ci, którzy życie tracą, nierzadko w spóźnionej refleksji.

Liczy się życie, tymczasem ganiałem za błyskotkami z plastiku, spalałem się w nienawiści, często do anonimowych ludzi, a tak naprawdę nienawidziłem siebie samego – powie mój klient podłączony do dwóch kroplówek. Czy jest już dla mnie za późno? Może nie? Może masz jeszcze tę jedną szansę. Możesz powiedzieć – nigdzie nie jadę, zostaję tutaj, w ciszy i spokoju, z dala od zgiełku, dobrze mi kiedy łowię ryby na wędkę bez haczyka.

Tao i współczesność
5 (100%) 1 vote

Udostępnij:
Maciej Bennewicz

Maciej Bennewicz

Dyrektor Instytutu Kognitywistyki, wykładowca mentoringu i coachingu, pisarz, socjolog, coach, terapeuta, superwizor.

2 komentarzy

  1. Kraj jest niewątpliwie biedny. Byłem na wakacjach w Chorwacji w 2016. Pierwsze wakacje w życiu w ciepłych krajach. Po 29 latach żywotu. Ceny o 30 % wyższe niż w Polsce na większość produktów. Zaledwie dwa tygodnie pobytu. Moja obecna pensja wystarczyłaby jedynie na powrót do diety ze studenckich czasów.

    Mnie hejt w jakieś mierze mniej dotyczy bezpośrednio. Jest raczej dystrybuowany po cichu, za plecami. Wtedy kiedy nie słyszę. Dlaczego w tej formie? Ponieważ mógłbym skontrować merytorycznie. I co wtedy? Jeszcze by się okazało, że ktoś głupoty wygaduje. Że brak logiki, argumentów i podstaw. Że sobie plecie – Ot tak – z nudów i zawiści.
    No ale jak nie słyszę to może i lepiej.

    Kiedyś myślałem, że wszędzie trzeba być prawdziwym. Dzisiaj rozumiem prawdziwość trochę inaczej. Można być prawdziwym ale po co od razu się tym chwalić. Jeszcze ktoś Twoją prawdziwość źle odbierze i uzna za pyszałkowatość albo gnuśność. Wtedy staniesz się dobrym kozłem ofiarnym. Stąd blisko do cierpienia. A ja nie chcę cierpieć.

  2. Po dziesięciu latach ponownie przeczytałam Pańskie coachingi (tao, restauracja osobowości) i czuję, że nie straciły na wartości, a wręcz wraz z nowymi doświadczeniami zaczęły mówić do mnie wyraźniej, mocniej. Dziękuję za książki i teksty. Nie dyskutuję. Biorę co chcę. W końcu to moje życie;))

Komentarze są wyłączone.