Targ

koan

Targ – koan

Sen przyszedł szybko. Śnił o podróży. Widział z okien pociągu kolorowe pola w rozkwicie. Nie był pewien czy panowała tu wiosna, dojrzałe lato, czy żyzna jesień. Kolory były tak intensywne i przecudowne, że mogła to być każda pora roku niosąca obfitość.

Pociąg zatrzymał się na stacji. Śnił, że wyszedł z wagonu wprost na peron, który był jednocześnie jarmarkiem. Na straganach okoliczni rolnicy porozkładali tysiące owoców i warzyw. Większości z nich nie znał.

Były tam owoce wielkie, podłużne i fioletowe o skórce podobnej do kolczastej łupiny europejskich kasztanów. Inne, żółte, w kształcie podwójnych muszli. Niemal czarne, wielkości jabłek o miąższu słodkim i lekko słonawym. Czerwone, kształtem podobne do wiśni o twardych skorupach i soczystym wnętrzu. Były też w kształcie ogórka, lecz słodkie i aromatyczne. Inne z pozoru szorstkie i początkowo kwaśne, lecz w głębi soczyste i rześkie.  

W końcu przestał porównywać nowe, egzotyczne owoce do tych, które znał. Nie wiedział nawet czy smakuje owoce, czy warzywa, bulwy czy korzenie. Po prostu próbował, nagryzał, przeżuwał, dotykał językiem, naciskała palcami, oglądał i wąchał. Niektórymi potrząsał, inne rozkrajał nożem podawanym przez sprzedawców. Jeszcze inne smakował podane w plasterkach, dzwonkach, gronach, cząstkach, płatkach, talarkach, skrawkach, okruszynach. Jadł pestki, skórki, kawałki kory, ziarna, nasiona.

Peron, a właściwie targ ciągnął się w nieskończoność. Po długim marszu wśród bezkresu owoców i warzyw dotarł do straganów z plackami. Szedł wśród stołów uginających się od ciast, chlebków, bułek, chałek, placków, rolad, pierników, naleśników, racuchów, kołaczy, obwarzanek, strucli, blinów, bagietek, kajzerek, rogali, tortilli. Jedne był z makiem, inne z czarnuszką, z miodem, inne z lukrem, z czekoladą, bazylią, posypką, nadziewane, faszerowane, zawijane, zapiekane, przekładane. Próbował kromek, skibek, ułamków, ogryzków, pajd, zuchełek.  

Szedł i smakował, wąchał, skubał miąższ, rozgryzał rodzynki zanurzone w cieście i nieznane, aromatyczne ziarenka na rumianych skórkach chleba. Dopiero gdy dotarł do straganów z przetworami w nieliczonych tysiącach słojów zorientował się, że pociąg odjechał, ale nie bardzo się tym przejął.

Teraz znalazł się w krainie wydestylowanych smaków. Były zamknięte w słojach. Jedne sproszkowane, jeszcze inne w postaci marmolad, dżemów, galaretek, konfitur, marynat. Mijał wielkie kopce pachnących przypraw. Szedł i jak poprzednio smakował, wąchał, oglądał i znów smakował coraz to nowe powidła aż wreszcie przypadkowo odkręcił średniej wielkości słoiczek. Wziął na łyżeczkę odrobinę czerwonej galaretki a potem spojrzał na etykietę. Dżem truskawy, niskosłodzony. Spróbował raz jeszcze. Tylko ten smak był mu znany. Tylko ten rozpoznawał. Dżem truskawkowy. Charakterystyczny smak.

Nareszcie – pomyślał i…wtedy obudził się przerażony. Przeraziła go własna myśl, pomyślana we śnie.

________________________________________________________________________

niebawem w KALISZU

BOGACTWO TO STAN UMYSŁU – WARSZTAT

_________________________________________________________________________

COACHING TAO. JAK ŻYĆ W ZGODZIE ZE SOBĄ?

Kompletne szkolenie on line w 7 częściach z ćwiczeniami

________________________________________________________________________

inne koany



Newsletter
Udostępnij:

Maciej Bennewicz

Założyciel i pomysłodawca Instytutu Kognitywistyki. Twórca podejścia kognitywnego m.in w mentoringu, tutoringu, coachingu oraz Psychologii Doświadczeń Subiektywnych. Artysta, pisarz, socjolog, wykładowca, terapeuta, superwizor.