medialna gęba

Teorie spiskowe i media

Owszem, niekiedy irytujące jest zakłamywanie rzeczywistości przez media. Nic jednak no to poradzić nie możemy – oni muszą. Redaktorzy i prezenterzy mają swoich redaktorów naczelnych, redaktorzy naczelni mają swoich szefów, ci mają również swoich nadszyszkowników a jak działa transfer informacji, czym rządzi się tak zwana racja stanu,  nikt tego nie wie. Istnieje poprawność polityczna i autocenzura. Nikt nie będzie narażał swojej kariery dla jakieś ideologicznej wojenki, której przecież wygrać nie może. W polskich mediach obraz świata został zawężony i zredukowany a zważywszy, że zastraszająca większości populacji nie czyta książek ani nawet prasy, nie mówiąc o mediach niezależnych, to wiedza o świecie, ojczyźnie i otoczeniu jest zredukowana do tego co powie radio i telewizja o raz Internet. Z ich punktu widzenia istnieją tylko Stany Zjednoczone i Europa lecz bez wielu krajów i obszarów. Nie istnieje na przykład Mołdawia, Rumunia, Albania, Bułgaria, Węgry, o których nic nie wiemy, jeśli wytrwale sami nie poszukamy informacji. O pozostałych częściach świata również jest niewiele informacji. Te, które spływają to katastrofy, masowe kataklizmy i mordy. Oficjalna polityka, sport, modne tematy i huragany.

 

O kulisach gospodarki, o globalizmie i neoimperialnej polityce mocarstw, o wojnach, trudnych wyborach, potrzebach lokalnych społeczności na świecie w zasadzie się nie mówi. Podobnie jak o życiu codziennym, problemach nurtujących tamte społeczeństwa, zmianach, które przeżywają. Nie mówi się oczywiście także o rzeczach i sprawach przyjemnych, miłych, wartościowych na świecie – o sukcesach, otwartych mostach, uleczonych chorobach, działających parkach narodowych, programach socjalnych, kooperacji, dobrze zarządzanych krajach i etycznych biznesach. To są nudy. To żadne informacje. Bardziej rozrywkowe newsy w mediach dotyczą coraz częściej przeterminowanych nowinek internetowych w rodzaju: śpiewający pies i motorówka na baterie słoneczne, Bill Gates wylewa sobie wodę na głowę, Bush żartuje z Clintonem i tak dalej. Afryka nie istnieje, Ameryka Południowa nie istnieje, Azji nie ma w przekazie medialnym. Chyba, że jest trzęsienie ziemi lub bombardowanie jakieś dzielnej lub wrogiej armii, wyjątkowo okrutne lub zaskakujące. Jedyny azjatycki kraj, o którym od czasu do czasu jest mowa to oczywiście Korea Północna jako symbol ciemnoty wszelkiej. Programy podróżnicze to coraz częściej również tematy w rodzaju: ich dwoje nago na wyspie, okrutne praktyki inicjacyjne w Senegalu, żarłoczne zwierzęta, wojny zbieraczy złota, wojny magazynowe i tak dalej.

O problemach społecznych w Boliwii czy wojnie na granicach Nigerii nie dowiemy się nic. Oczywiście wielu powie: co mnie obchodzi Boliwia?  O wywołanie takiego stanu obojętności właśnie chodzi, najważniejsze, że w pobliżu otworzono nowy market i jest promocja. Autocenzura okazała się gorsza niż cenzura. Za czasów komunistycznej cenzury przynajmniej było wiadomo z czym należy się przebijać, z jakim informacjami ukrywać, jakie kolportować po cichu. Dziś można o wszystkim napisać i wszystko powiedzieć lecz głównie pisze się o niczym, na przykład, że prezes Kaczyński nie lubił premiera Tuska i tak w kółko. Rosja, to również tylko wieści na temat Putina, wyłączenie w jednej perspektywie, bez cienia szerszej analizy. Nie inaczej z resztą jak temat Stanów Zjednoczonych. Nie dowiemy się czym żyją mieszkańcy Alabamy a czym Montany, chociaż USA to nasz sojusznik i przyjaciel, który powinien budzić zainteresowanie, zważywszy choćby wielkość polskiej emigracji.

Zasmucająca jest ta płytkość obrazu rzeczywistości. Jeśli polityka, to najczęściej tylko polski grajdołek – tylko jako spór i konflikt oraz inwektywy pomiędzy tymi samymi postaciami od lat. Jeśli informacje o świecie, to tylko w soczewce wojny, kataklizmu, straty, nieszczęścia. Jeśli inny temat, to najczęściej temat społeczny – chory człowiek, bezdomna rodzina, nieuleczalnie chore dziecko, skutki powodzi, pożaru lub innego nieszczęścia. Następnego dnia lub za tydzień słyszymy o masowej reakcji widzów i szczęśliwie uzbieranych pieniądzach na operację. Ów mechanizm zaangażowania w szlachetną akcję, w dobrej sprawie jest w gruncie demoralizujący, gdyż tv kreuje się wówczas na obrońcę skrzywdzonych, na Pana Boga i sędziego, który decyduje o losie konkretnej rodziny lub dziecka, feruje wyroki i daje łatwe recepty. Co gorsza obnaża bezradnych i często nieświadomych medialnego hałasu ludzi, którzy przecież nie mogą wygłosić niezależnej opinii, materiał już poszedł. Ktoś został obwiniony, ktoś zlinczowany, inna osoba gloryfikowana, uzdrowiona, uratowana – wszystko ci powie 3 minutowy materiał. Tymczasem tego rodzaju problemy powinny rozwiązywać powołane do tego instytucje nie zaś całkowicie arbitralne akcje kreowane przez tego lub innego dziennikarza, który często wykorzystuje dla zwiększenia sensacyjności swego materiału bezradność i lęk sfilmowanych osób. Jest teza, musi być po tę tezę materiał jak najbardziej sensacyjny i oczywiście bulwersujący. Nikt po upływie godziny nie zastanowi się, że był to materiał tendencyjny i w gruncie rzeczy nieetyczny. Nikt nie zajmie skutkami społecznymi tej, czy innej pseudo interwencji w środowisku społecznym danej osoby lub rodziny. Codziennie potrzebna jest świeża krew.

Cdn.

Teorie spiskowe i media
5 (100%) 1 vote

Udostępnij:
Maciej Bennewicz

Maciej Bennewicz

Dyrektor Instytutu Kognitywistyki, wykładowca mentoringu i coachingu, pisarz, socjolog, coach, terapeuta, superwizor.

6 komentarzy

  1. O fajnie że dzielimy się osobistymi wątkami :) Przyczółek dobrej energii – za uvek w językach jugosłowiańskich zawsze! Podoba mi się @Damian to określenie. Swoją drogą też myślałam że to powinno być pisane przez u zwykłe tak jak zaułek?

    Ja wracam właśnie z Wiśniowego Sadu na Grodzkiej w bramie. Jestem pod urokiem tego miejsca. To idealna knajpka by znowu się zakochać w sobie. Polecam zwłaszcza parom ze sporym stażem, by odświeżyć siłę namiętności :-) W Krakowie Wiśniowy Sad.
    Piękna stylówa. Ukraińsko-rosyjskie smakołyki a o 19.00 w soboty z repertuarem Anny German świeci Zoriana. Ale cyt o tem wiemy tylko my ;-))

    Myślę dużo o Warszawie. W zasadzie nigdy nie pogodziłam się z utraconym pięknem miasta przewyższającego być może Kraków. W końcu tam była i jest nasza stolica. Te wszystkie stare fotografie na których to miasto tętniło życiem – no cóż nie mogę na nie patrzeć spokojnie. Robię się sentymentalną dziewoją :> Pewnie dlatego urodziłam się jednak w Raciborzu ;-) a w zasadzie w Lądku Zdrój ;-) a nie omyliłam się żartobliwie… jednak jestem ze Lwowa. Tak, z tego Lwowa. Tak, jestem Ukrainistą :->

    Mam dzisiaj takie prozaiczne sytuacje ze sobą: nie kupiłam chałwy, bo obudził się we mnie centuś (no wiecie krakusi to kutwy – nie czarujmy się, prawda zawsze wyjdzie na jaw), za to empatyzowałam ze staczami na Grodzkiej (robi się coraz zimniej, a oni jako białe damy nie mogą mieć kożuchów z kwiatkiem na sobie), wpatrywałam się w akacje – tak długo zielone i piłam właśnie syberyjską herbatkę z ziołami ałajskimi…

    Martwię się, że w miastach znikają drzewa. Fajnie, że pojawi się potrzebna spalarnia ekologiczna śmieci. Nie mniej jednam drzew mi się chce. Kosodrzewin, sosen, świerków, limb, tuj – tego co późną jesienią i w zimie będzie wiecznie zielone ;-)

    Romantyczka Junia :-*

  2. :).Brak czasu na wszystko. Trzeba wybierać mądrze…Poprosze o 24 lub 48h na dobę…

  3. Program telewizyjny, programowanie telewizyjne. Może to tylko zbieg okoliczności w polskim nazewnictwie na te wszystkie seriale i teleturnieje, natomiast dobrze odzwierciedla wywoływany efekt – zmiana postrzegania widza.

    Nie oglądam telewizji, bo nie chcę inwestować energii w te wszystkie wampiryczne treści, które tam się ukazują. W głównej mierze trąbienie o polityce. Na widok Kaczyńskiego, który wyśmiewa Tuska w marnym aktorskim stylu to mam odruch wymiotny. Niestety.

    Właśnie zorientowałem się, że mało czytam niezależnych wiadomości, różnych blogów i for. Czy macie jakieś godne polecenia rekomendacje? :-)

    Podobnie jak wielu ludzi dziękuję za dobroć internetu (który oczywiście ma swoją ciemną stronę). Każdego dnia nauka, rozwój i wzrost są na wyciągnięcie ręki, warto tylko tą rękę wyciągnąć. Z perspektywy osoby pracującej w branży IT mogę śmiało stwierdzić, że możliwości edukacyjne internetu nierzadko przebijają możliwości edukacyjne normalnych, „fizycznych” uczelni. To dobrze rokuje dla każdego, kto ma wziął już trochę odpowiedzialności za swoje życie i za siebie :-)

    Cieszę się, że właśnie tutaj jest przyczułek dobrej energii, gdzie spotykam różne światopoglądy i nawet w wymagających, trudnych faktach można znaleźć iskrę jasnego światła.

    Pozdrawiam i dziękuję!

  4. Ja mam identyczne przemyślenia nt polskich mediów. Są krzykliwe i tandetne. Często zaglądam na info na onecie, a tam tylko wojna, dramaty i skandale. Zero myśli. Gazety i magazyny – identycznie. Nie mam TV, generalnie nie lubię sieczki. Ale nie jestem taka niewinna w temacie, bo sama pracowałam przez jakiś czas w popularnym tygodniku w Polsce. I pisałam o pierdołach. Tygodnik ten nie miał żadnej misji i ideologii – jedyną dewizą była publikacja tego, co się sprzedaje. A sprzedaje się bardzo dobrze.
    Odeszłam z pracy właśnie dlatego, że nie mogłam zaakceptować robienia sieczki.
    Najgorsze w tym wszystkim było poczucie, że pracuję z b inteligentnymi ludźmi. Którzy swoją inteligencję wykorzystują jedynie do robienia sieczki.
    Ale sama znam ten stan od środka – kiedy robię coś sensacyjnego, taniego i bezsensownego, bo takie są oczekiwania mojego szefa.
    Autocenzura.
    Wiem, jak to działa.
    Ostatnio czytam ciekawe blogi z różnych zakątków globu, polsko i anglojęzyczne, z których mogę dowiedzieć się o jakichś naprawdę nowych rzeczach. Oraz strony organizacji pozarządowych. I jak się tak rozejrzeć, to sporo tego jest. Jednak internet naprawdę jest cudem. I w ogóle – staram się myśleć. Nie dać się omamić żadnym hasłom i ideologiom.
    Codziennie odkrywać na własną rękę choćby drobne manipulacje.
    A dużo tego jest.
    Mam taką refleksję, że świat jest nieskończenie ciekawy.
    I jak się już raz wyłamie z matrixu, to życie staje się pasjonującą przygodą
    pod każdą szerokością geograficzną.
    Kwestionowanie wszystkiego.

  5. Kiedy pod koniec 2005 r. postanowiliśmy z żoną nie podłączać telewizji w ogóle (w nowym mieszkaniu) było trochę dziwnie przez jakieś pierwsze 2 miesiące. Ale ile czasu się nagle pojawiło – na czytanie, granie, spacery, fitness nawet – normalnie aż nie do uwierzenia, że to tyle czasu już minęło i tego „braku” zupełnie nie zauważamy. A co mamy wiedzieć i tak wiemy – ludzie i tak w kółko gadają o tym co w telewizji, po co więc oglądać i potem 5 razy słuchać tego samego? A poziom stresu „życiowego” to zmalał chyba o 80%. Widzę też, że stałem się bardziej uważny, mój mózg się niejako „odmulił” i więcej rzeczy potrafię wychwycić z otaczającego świata. Również z przypadkowo oglądanej gdzieś u rodziny TV. Nie mogłem ze śmiechu razu pewnego gdy odwiedzałem mamę po Sylwestrze i w Tv oczywiście standard – poparzenia od fajerwerków i pourywane kończyny. Ale zauważyłem jedno hehe – dwa lata wcześniej puszczali dokładnie ten sam materiał! (też akurat u mamy wtedy byłem i widziałem). Ludzie! Ależ oni wodę z mózgu robią, mnie by wstyd było puszczać takie rzeczy, no ale na bank 99,99% ludzi tego nie zauważy… No nic to, wszystkim polecam pozbycie się telewizji, ale nie każdy to potrafi.

  6. Dziękuję za wpis. Zbiera sporo celnych prawd obiektywnych, które mnie też chodziły po głowie.
    Nie oglądam prawie w ogóle telewizji (tylko trochę z podopiecznymi). Jaką moją potrzebę może spełniać serialicho, w którym piękne dobrze ubrane modelki mają problem przed pracą w korpo czy pojechać jeepem czy mercedesem? Jakieś luksusowe aranżacje wnętrz, jakieś programy o gotowaniu ze składników na których stać chyba tylko prezenterów i wziętych aktorów, jakieś wenezuelskie tematy zastępcze typu romanse i miłostki pod palmami, żeby zagłuszyć pragnienie miłości i powszechny lęk przed bliskością i zranieniem. Ja się solidaryzuje z życiem podopiecznych i swoim :> Patrzę na ceny węgla i go noszę we wiadrach, grzeję zimną wodę na mycie, zmienię raz na ruski rok kuwetę kotu. Zdarza się, że mi oko z uchem zanurkują w jakichś njusach z wielkiego świata na zasadzie, że promują zdrowie, ratują życie, walczą i wygrywają w słusznej sprawie organizując akcję możliwą tylko przy pomocy takiego narzędzia jak telepudło.

    Zmartwiłam się dzisiaj. Na placu szczepańskim postawili wystawę Kraków 2020 i nowe inwestycje, które w ramach tego projektu robią. Wiele budynków jakie powstaną super. Nie ma się do czego przyczepić. Muzeum Wschodu na Konopnickiej bardzo mi przypadło do gustu. Ale to co chcą zrobić przy Okrąglaku???!!! Tam gdzie słynne zapiekanki na Kazimierzu? Pousuwają kramiki i wstawią ogromne płyty w stylu mauzoleum-grobowiec. Miazga architektoniczna ;-( Żegnaj stary Kazimierzu, a wyjątkowo te pchle targi i tamtą atmosferę sobie cenię…Z książki o Prokocimu, którą dziś wypożyczyłam przebija inna katastrofalna info: koło Bagrów był kiedyś normalny gęsty i piękny las Olszyna. Ale po co nam drzewa? Mieszkamy w mieście! Po co nam tlen? Modlę się żeby ktokolwiek coś zalesiał na większą skalę niż jedno drzewko w ogródku.
    To mnie dziś trapi. Pozdróweczki
    Ekstrawaganckim rysunkiem ta notka opatrzona autorze Maciejuszko? :-)

Komentarze są wyłączone.