Terapia a coaching – czym się różnią?

Wiele osób zwraca się do mnie z prośbą o radę, czasami o pomoc w kwestii własnego zdrowia psychicznego.  O matko, a cóż to takiego zdrowie psychiczne?  Jaka jest różnica między terapią i coachingiem? Czytałem wiele książek i artykułów na ten temat. Niektóre rozróżnienia są naiwne. Sam przez wiele lat byłem terapeutą, lecz również wychowawcą, a teraz trenerem, menedżerem i coachem. Nie zajmuję się już terapią. Moim zdaniem ani narzędzia lub stosowane techniki, ani nawet tematyka nie odróżnia coachingu od terapii, ale postawa klienta lub pacjenta wobec własnej sytuacji i oczekiwania wobec coacha lub terapeuty. Skutkiem potrzeb pacjenta lub klienta są oficjalne działania ze strony coacha lub terapeuty otwierające proces – terapii lub coachingu. Leczenie lub trening, dwa diametralnie różne działania. Czym się różnią?

Kiedy człowiek sam siebie definiuje, określa jako osobę chorą, wymagającą pomocy, cierpiącą i w efekcie bezradną – wówczas właściwym i jedynym w naszym świecie zachodnim źródłem pomocy jest terapia, czyli leczenie. Głęboko zakorzenione w naszej kulturze, lecz również w jednostkowych oczekiwaniach chorego jest wzięcie odpowiedzialności przez terapeutę za proces leczenia, a zatem oddanie odpowiedzialności na zewnątrz. Idę do poradni, do specjalisty ufając, że wiedza i doświadczenie lekarza, pielęgniarki, terapeuty, fizjoterapeuty, dietetyka – pozwoli mi wyzdrowieć. Nie mam, nawet w sensie technicznym, ani możliwości, ani umiejętności żeby zajrzeć do swego bolącego zęba. Nie mam pojęcia czy podjęte działania przez stomatologa są najgorsze czy najlepsze? Ufam rekomendacjom, wycenie usługi, albo numerkowi w przychodni cudem wystanemu od piątej rano. W przypadku problemów psychicznych, emocjonalnych, osobowościowych, wahań nastoju – to właśnie profesjonalny psycholog, lekarz psychiatra ma za zadanie pomóc pacjentowi w podjęciu właściwych decyzji, a przede wszystkim w ocenie sytuacji. Ma roztoczyć nad pacjentem opiekę, a czasem również parasol ochronny. Psycholog lub lekarz jest w roli świadomego mentora, który nierzadko ma lepszą ocenę złożoności sytuacji, a przede wszystkim ma umiejętności pozwalające ocenić stan psychiczny pacjenta i dzięki temu podjąć najwłaściwsze metody leczenia. Choć terapeuci mogą to różnie nazywać, w zależności od reprezentowanej szkoły terapeutycznej, czyli stosowanej metody, w terapii chodzi o leczenie, czyli o uzdrawianie. Coachowi tego robić nie wolno. Nie ma wiedzy, ani kompetencji w zakresie leczenia. Nie wolno również dlatego, że takie są wymogi prawa w Polsce!

W przypadku coachingu nie ma mowy o oddawanie odpowiedzialności. Przeciwnie – warunkiem coachingu jest pełnia odpowiedzialności za własne decyzje! Świadomość po stronie klienta skutków własnych decyzji lub ich zaniechania, nieskrępowana decyzyjność. Ponadto coaching to trening, trening rozwoju osobistego, trening zmiany, zwiększania skuteczności, trening nastawiony na wynik i nierzadko związany z konkretnymi narzędziami projektowymi. Coaching to za każdym razem projekt zmierzający do osiągnięcia sukcesu. Projekt zarządzany metodami menedżerskimi.  Praca, zabawa, eksperyment, próby i błędy.

W przypadku bólu, cierpienia psychicznego, poczucia bezradności potrzebne jest zmniejszenie cierpienia, nie ma mowy o nastawieniu na wynik, oraz presję czasu, celem jest wyleczenie. Nie ma miejsce ani na zabawę, ani na eksperymenty w ciemno. Pacjent w przeciwieństwie do klienta coachingu, nie odnajduje w sobie zasobów, umiejętności, siły, energii do działania. Jest w kłopocie. Potrzebuje pomocy w cierpieniu, nie zaś treningu umiejętności. Definiuje siebie poprzez: nie mam. [Nie mam siły, nie mam spokoju, nie mam radości, nie ma zdrowia]. Definiuje siebie również przez pragnienie ulgi: chciałbym nie mieć…bólu, cierpienia, lęku, objawów, napięcia, bezsenności, itd. Terapeuta lub lekarz mają na to zaradzić, pomóc te braki wypełnić, lecz najpierw wspomóc uczucie ulgi od cierpienia, lub wręcz uwolnić od cierpienia na przykład przy pomocy leków. Jakimi metodami, to już kwestia wiedzy, doświadczenia i obranej metody terapeutycznej.

Coach i coaching działają zawsze w obszarze zasobów, w dążeniu od: mam, jestem świadom swoich zasobów; do stanu, w którym klient może powiedzieć: mam jeszcze więcej, osiągnąłem sukces, wiem jak go utrzymać i rozwinąć.  

Jeśli definiujesz siebie jako osobą chorą, która nie daje sobie rady w codzienności, lub jako osobę potrzebującą pomocy – nie zwlekaj, natychmiast szukaj pomocy, zmniejsz swoje cierpienie, masz prawo oczekiwać tego od terapii. Poszukuj stałego wsparcia, jeśli twój nastrój się waha. Jeśli masz wątpliwości co do swojej siły, nastroju, samooceny – udaj się po pomoc. Udaj się po pomoc natychmiast! Współczesna medycyna, farmakoterapia i psychoterapia dają znakomite efekty. Psycholog, poradnia zdrowia psychicznego, prywatna praktyka lekarza psychiatry lub terapeuty to najlepsze miejsca do szukania pomocy w takiej sytuacji.

Jeśli definiujesz siebie podobnie jak określa się sportowca, który chce wygrywać, który potrzebuje treningu – szukaj dla siebie coachingu. Sprawdź coacha i umów się z nim na projekt, coaching to umowa o dzieło z zaplanowanym efektem.

Terapia a coaching – czym się różnią?
Oceń artykuł

Udostępnij:
Maciej Bennewicz

Maciej Bennewicz

Dyrektor Instytutu Kognitywistyki, wykładowca mentoringu i coachingu, pisarz, socjolog, coach, terapeuta, superwizor.

30 komentarzy

  1. Wracam do tego tekstu ponieważ po raz pierwszy trafił mi sie klient, który potrzebował zdecydowanie bardziej terapii niż coachingu. Intuicyjnie na początku, a później opierając się na wskaźnikach uznałem, że jako coach nie mogę mu pomóc. To trudne i mocne doświadczenie. I jakże pouczające.

  2. Ja sztalugę od Mikołaja dostałam:)

  3. No dobrze proszę Państwa… Z okazji i bez okazji, ale skoro jest okazja to z… Składam Wszystkim serdeczne życzenia Mikołajkowe! Dużo miłości! Niech pączkuje w każdym z dnia na dzień i niech się rozprzestrzenia we wszystkich kierunkach ;-)
    Na mnie dziś spadł deszcz obfitości takiej, że aż mi słów brakuje.
    Wysyłam zatem energię dziękczynną i wdzięczną :-)

  4. Umysł jest jak ocean, jego wody nie gaszą pragnienia. Mam wrażenie, że ci którzy bardziej potrzebują terapeuty niż coacha dotkliwiej o tym wiedzą.

  5. Coś mnie gryzie w duszę dziś. Wróciłam do Pana pierwszych postów, swoich komentarzy, tego, co inni pisali. Och, jak dużo zmian…We mnie, na blogu, w ludziach, w Panu. Ktoś przyszedł, kogoś już tu nie ma, zmieniła się energia, pole. Jest inaczej. Ani lepiej, ani gorzej. Inaczej.
    Lubię mieć takie namacalne dowody zmiany. Od tego się nie ucieknie ;-)
    Jest dobrze ;-)

  6. szykuje sie do remontu,wypakowuje ksiazki…chcialabym troche poselekcjonowac,moze czesc oddac..niech sluza innym….ale jak tu oddac takie perelki…skoro temat medyczny,polecam”Księgę z San Michele”,co spadla mi na głowe;)))znak czy synchronia…;)))))tak wiele i niewiele zarazem zmienilo sie w ciagu ostatnich stu lat;)))))))))wowczas zapalenie wyrostka bylo rozpoznaniem wszelakiej masci psychosomatycznych dolegliwosci brzusznych dla psychoterapeuty bardziej niz dla lekarza…stulecie chirurgow sprawilo ,ze dzis juz nikt chorob z glowy nie przypisuje wyrostkowi….wyrostek wycina sie i tyle….ale ze glowa nie mniej szwankuje niz 100 lat temu,wymyslono nowe jednostki na te okololicznosc;))))colon irritabile i inne;))))))))))))))

  7. Aniula…myslalam raczej ,jak z ojca chrzestnego zrobic Ojca Świetego;)))))))))))))))))ale to moze temat na habilitacje w zakresie;)))))))))))))))))))

  8. “Jak dzięki Coachingowi, stać się Ojciem Chrzestnym?” :) Normalnie temat do pracy dyplomowej :) To mój patent , mogę się najwyżej z anią podzielić, bo mnie naprowadziła a z reszty będę w razie czego haracz ściągać za wykorzystanie tematu.:)

  9. no wlasnie …z samochodem to nie obciach do naprawy isc,a ze soba-juz nie tylko do psychiatry czy psychologa,ale i do ginekologa,urologa,proktologa i innych “-logow”,zwlaszcza tych ponizej pasa-to obciach…………….
    a szkoda.
    do ubezpieczenia-jak do oc-moze dobrze byloby ,gdyby coroczny przeglad byl wymagany…;)(

  10. no,ale “pokolczowac” Ojca Chrzestnego to byloby cos;)))))
    szacun;))))))))))))))))))

  11. dla mnie to jasne i nie dzielę tych metod na “lepsze” czy “gorsze”, każdy znajdzie coś dla siebie. ale widzę że wielu ludzi paraliżuje lęk przed pójsciem do psychologa bo jak ktoś się o tym dowie to będzie wstyd. a do coacha to już jednak inny poziom.
    więc odważnie łaźmy gdzie chcemy i do kogo chcemy – zależnie od potrzeb – bez patrzenia na to ‘co inny powie’.

  12. he he he ;)))))))))no to jeszce rozwazylabym ,czy na Sycylie ,czy w jakies inne przyjemniejsze miejsce z dzentelmenami zamiast mafiozow;)))))))))))))))))))))))))

  13. ania tam na Sycylii mafia podobno, żeby Ci się jakiś mafiozo nie przypałętał:)

  14. ja bym powiedziala-nie wyzsza a inna polka,dla kogos innego.

    inny przyklad-gdybym dzis miala swoim fiacikiem przymierzyc sie do podrozy np na Sycylie,to najpierw poszlabym do mechanika-naprawic silnik ,znalezc i wykluczyc usterki ,ktore powoduja,ze auto gasnie,akumulator nie laduje,paliwo wycieka….
    a gdyby bylo wszystko ok-poprosilabym ,zeby podokrecac srubki;)))),doinwestowac to czy tamto-zeby jazda byla bardziej ekonomiczna,fotel wygodniejszy,blachy stawialy mniejszy opor…a nawet rozwazylabym zainstalowanie gazu i przerobke instalacji…

    na nic by sie te zmiany nie zdaly ,gdyby auto nie jezdzilo,gaslo co chwila,a ja bylabym wiecznie nieszcesliwa i nie czulabym sie bezpiecznie-pewnie w zadna daleka podroz nie wyruszylabym !!!

  15. Myślę, że nie ma co coachingu i psychoterapii “półkować”. Po prostu jednemu to a innemu drugie albo to i to w odpowiednim czasie i kolejności. Skoro się tak rozwinęliśmy od tego przodka z małpą i staliśmy się tacy refleksyjni to najwyższy czas zmienić procedury postępowania:) Wcale nie trzeba być mięśniakiem, by wokół siać potęgę. Przypatrując się rządzącym tego świata jak “Pudziany” nie wyglądają ale w głowie niektórzy coś muszą mieć;) ( Niektórzy podkreślam :)

  16. Jest rzeczywiście coś takiego że coaching to “wyższa półka” a terapia to coś dla psycholi ktorzy mają problem z głową. dla mnie to jak z innymi lekarzami, boli cię – idziesz do lekarza – jeśli sobie sama nie radzisz za pomocą “naturalnych” środków.
    miałam to szczęście że nie dostałam tabletek a i pani psycholog nie uzależniała od siebie tylko pomagała stanąć na nogi i zintegrować różne części.
    i tak jak pisze Aga – jak czujesz że to nie to, zmieniasz lekarza.
    warto kierować się intuicją. co za znaczenie że ‘sława’ cię leczy skoro ewidentnie czujesz się nienaturalnie w jego obecności.
    poszłam kiedyś z pewnym problemem do innej terapeutki (takiej “lżejszej”), zadawała mi różne pytania, kazała w domu się nad czymś zastanowić. nie poszłam do niej drugi raz bo to było jakieś takie po powierzchni, i nie dowiedziałam się od niej nic nowego.
    ale każdy znajdzie kogoś odpowiedniego dla siebie. czasem trafia się od razu a czasem trzeba szukać bardziej.

  17. Lopatologicznie:wniosek jednak jest ten sam,co i Macka-kopiacy sam musi pewien poziom energii,sily,woli-zeby byc zdolnym do kopania.jesli jej nie ma ,nie pozosyaje nic innego,jak zrobic to za niego;))))

  18. dodam tylko ,ze z punktu widzenia leczacego:

    bycie coachem duzo mnie czerpie energii niz z terapeuty, lekarza czy uzdrowiciela. malo sie o tym mowi….;))))ale to o wiele bezpieczniejsza praca;)))))mniej ryzykowna i obarczajaca,co za tym-przyjemniejsza;)))))
    to tak jak skopac komus ogrodek ,albo rozwazyc z kopaczem-czy ,jka i za pomoca jakiego narzedzia chcialby to zrobic
    ;))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))

  19. temat dla mnie istotny;)))))))))))bo mam”papier” na oba rodzaje dzialalnosci.

    wybor nalezy do pacjenta.

    pacjent chce byc leczony i zazwyczaj nie chce nawet wiedziec jak.skutecznie.”pani tam niech robi ,jak pani uwaza,pani wie lepiej” i podpisuje zgode na lecznie,nie czytajac nawet tresci…
    takie zaufanie ,czy takie zlozenie odpowiedzialnosci z w cudze rece moze prowadzic do pychy ze strony lekarza…i czesto prowadzi.z drugiej strony wymaga naprawe ogromnej wiedzy i odpowiedzialnosci, ktora w razie niepowodzenia leczenia obraca sie przeciwko lekarzowi…..wtedy “bog”staje sie konowalem…..”to oni mi to spieprzyli,lekarze”…..druga strona medalu…..

    mam tez “papiery”pacjenta-trzecia brakujaca perspektywa;)))))
    bedac pacjentem ,zyczylam sobie byc coachee i zżymałam sie,gdy ktos za mnie podejmował trudne decyzje!!!!
    bylam wiec nietypowym pacjentem.

    zgodze sie ,ze sa sytuacje ,ze nie ma czasu na szukanie zasobow,eksperymenty,dyskusje.Wtedy sprawdzaja sie bardziej algorytmy,statystyka,zdrowy rozsadek,szybkie decyzje i konkretne dzialania.

    ale to tylko czesc medycyny ,w szerokim pojeciu. emergency;)))))

    przy wiekszosci dolegliwosci jest czas,a pacjent ,jak sie zastanowi ,ma zasoby i mozliwosci,bo zazwyczaj nie jest w tak ciezkim stanie fizycznym czy w depresji,ktora uniemozliwia myslenie
    perspektywa choroby jest szersza niz “tu mnie boli”,a przyczyny wieloczynnikowe….
    i wiele jest w reku chorego-zmiana diety ,nawykow zyciowych, aktywnosci fizycznej,zdrowego myslenia i dbania o zdrowe myslenie,codzinne dobre samopoczucie…

    njalatwiej wziac tabletke.

    czasem trzeba wziac tabletke,bo najszybciej i najskuteczniej na tym etapie uzyska sie stan ,ktory przywraca rownowage do etapu ,kiedy mozna bez bolu myslec.czasem trzeba tez “pojsc pod noz”,wziac chemiopterapie itd-bo to najszybciej ukroci proces chorobowy.

    ale sa rzeczy b,ktorych nawet najlepszy lekarz nie zrobi za pacjenta-nie rzuci palenia,nie pojdzie na spacer, nie usmiechnie sie do zony….i chocby nie wiem jak sie staral ,i tak lepiej nie bedzie znal zycia pacjenta niz on sam.

    jako pacjent szukalam-dlaczego choruje i co moge dal siebie zrobic
    jako lekarz pytalam,czasem zartem ,czasem serio-co pan moze w tym wszystkim dla siebie zrobic…medycyna zas moze dac to ,to i to….

    mysle ,ze kazdy proces leczenia jest wspolnym dzielem,jak kazda zywa relacja,bez udzialu pacjenta nie ma leczenia…nawet w chirurgii ;))))))))jest rozny rozklad ciezaru odpowiedzialnosci.czasem trzeba go wziac z pacjenta prawie zupelnie ,a czasem tylko pokazac droge;))))))))))))))))))))

  20. Słowo terapia – słowo wytrych:) Terapia kojarzy się ze słabością, ludzie nie chcą być tak postrzegani no to w zamian mają zawały, cukrzycę i rozwaloną wątrobę … niestety.

  21. PS i przepraszam, że tak z grubej rury, że mocno prywatnie, ale od jakiegoś czasu uważam, że warto o tym mówić, co się komu przytrafiło i jak sobie z tym poradził. Mnie kiedyś to dodało sił, może komuś się moja historia przyda.

  22. Aniula, co do odpowiednich ludzi, którzy się nami zajmują… to już sami sprawdzamy, czy nam odpowiadają. Spaliłam się kilka razy przed moją terapią. Zraziłam mocno… Najpierw psychiatra (oj znane nazwisko…), który powiedział, że w zasadzie już jakiegoś czasu nie prowadzi terapii, i tak sobie “pogadaliśmy” a na moje cierpienia związane z relacjami z rodzicami, na koniec pokazał mi zdjęcie swoich córek i ogłosił, że jest dumnym ojcem :-)
    Inny lekarz, też psychiatra przepisał mi tabletki na depresję, potem skierował do przychodni psychologicznej, gdzie chodziłam… raz na miesiąc po nową receptę. Przemiła pani psychiatra bardzo się mną przejęła, dała mi jakiś kontakt na “normalną” terapię. Poszłam, tylko 2 razy, bo pani psycholog okazała się wyjątkowo mało empatyczna. Potem miałam długą przerwę, choć cały czas na lekach. Potem odstawiłam wszystko w cholerę sama (wszystkie tabletki jakie brałam, a było ich sporo, łącznie z tymi na serce ;-)) myślałam, że umrę ;-)) Wytrwałam, pojawili się odpowiedni ludzie, bioenergoterapia, zioła, aż w końcu poprosiłam zaufaną znajomą terapeutkę o kontakt. Wcześniej jakoś nie prosiłam, bo to była dla mnie wyższa liga, że niby tacy drodzy… ale nie, pani terapeutka jak sobie porozmawiałyśmy brała ode mnie 30zł mniej od sesji. Więc powoli zaczęłam wierzyć w cuda ;-)
    Dlatego można trafić na różne osoby, ważne, żeby się nie poddawać, żeby w tej kwestii wziąć odpowiedzialność w swoje ręce. Komu się oddajemy. Jeśli nie pasuje, szukać, szukać do skutku bo gra idzie o nas samych.
    PS a to wszystko 5 lat temu… aż nie mogę uwierzyć ;-) A jednak to dziś to ja, wtedy też ja ;-)

  23. Byłam w klasycznej terapii, psychoanaliza 3 razy w tygodniu. Bardzo przeciekało mi życie między komórkami. Po pół roku kilka dziur się zatkało, po roku już prawie większość. Po półtora roku zamknęłam ten etap za sobą.
    W międzyczasie poznałam cudną dziewczyną coacha, która swoją drogą przyszła na moje zajęcia z twórczego pisania ;) I tak doszło do fajnej wymiany. Chodziłam na terapię i miałam u niej 10sesji coachingowych. Dwa tory biegły obok siebie. Jeden drugiemu nie przeszkadzał. Nie byłoby to możliwe, kiedy byłam jako to sitko podziurawiona. Wszystko pojawiło się w odpowiednim momencie.
    Dziś, podobnie jak Monika, niczego już nie szukam, to, co najważniejsze znalazłam, zakleiłam, wygładziłam. Dziś to pielęgnacja ciała i duszy codzienna. A kiedy pojawiają się dołki, potrafię sama z sobą pogadać, albo z przyjaciółką, albo nie gadam, tylko milczę i już wiem, a jak nie wiem, to czekam ;-)

    Ale to ważne umieć przyznać się do bezradności i szukać pomocy. To ważne stanąć po swojej stronie. To ważne wyleczyć się by później móc bawić się refleksami życia.

    PS dla tych, którzy powiedzą, że to wszystko takie drogie powiem, że tak, owszem, ale kiedy powie się sobie TAK, finanse się znajdują. Przed terapią nie miałam ani złotówki, a kiedy powiedziałam głośno, że potrzebuję pomocy, że już nie mogę tak dłużej, dwa tygodnie później znalazłam pracę. Większość zarobków szła na terapię, resztę… a resztę odkładałam przez rok na wakacje w Hiszpanii do której z moim byłym mężem pojechaliśmy samochodem. I byłam dumna, że to z “mojej” pensji ;-)

  24. oczywiście zmarła w 2011 a nie rok przed moją terapią – to tak gwoli wyjaśnienia:)

  25. Wczoraj dowiedziałam się że nie żyje psychoterapeutka do której chodziłam 10 lat temu. Zmarła rok wcześniej ale dopiero wczoraj wiadomość trafiła do mnie. Pomyślałam że jakiś etap został zakończony, symboliczny koniec terapii.
    I myślę sobie że wówczas to było konieczne, choć długi czas próbowałam sobie poradzić sama, w pewnym momencie byłam na krawędzi i wiedziałam że to ostatnia szansa. Jednocześnie sama się “budowałam” na nowo, trafiałam na różne ścieżki które w tamtym momencie mi pomagały.
    I tak sobie myślę że od dłuższego już czasu nie czuję potrzeby by “udawać się” do kogokolwiek po jakąkolwiek “pomoc” a życie toczy się na “bieżąco” z cudowną wymianą międzyludzką i nie tylko.

  26. Celne ujęcie. Jeśli chodzi o terapię to, od siebie dodałabym tylko, że terapeuta może być dobrym terapeutą niebędąc psychiatrą, psychologiem; nie mając takowego wykształcenia, ale mając to, coś; tą “iskrę Bożą” – jak powiedziałaby coach krakowski Ewa Mukoid, wiedzę bazującą na intuicji, wykształceniu w odpowiedniej szkole (kursy psychoterapii).
    Zarówno terapia, jak i coaching to pomaganie. Tak, jak pisze Pan Maciej Bennewicz to różne rodzaje pomagania, oba bardzo potrzebne, przydatne różnym ludziom, na różnych etapach życia. Jest to o tyle ciekawa perspektywa, że zawiera w sobie doświadczenie wieloletniego lekarza duszy, jak ujęliby to starożytni Grecy, obecnie praktykujacego z ludźmi zdrowymi chcącymi jeszcze poprawić swoją kondycję psychofizyczną, a więc stan duszy, stan wewnętrzny połączony jak jin i jang z ciałem; fizys (lubię słowo “dusza”; często świadomie używam go nawiązując przewrotnie do Theilarda de Chardin i naszej dobrej katolickiej tradycji :)).
    Dobry lekarz moim zdaniem to ten, który pomaga. Mówi się, że człowiek sam dla siebie potrafi być najlepszym uzdrowicielem. Jest w tym sporo prawdy. W końcu co by człowiek dobrego dla siebie zdziałał, będąc sobie wrogiem; wrogiem własnego dobrego zdrowia psychicznego. A tak niestety, w cięższych schorzeniach się zdarza :( Na szczęście zrozumienie jak wielkie znaczenie ma w nich rozregulowanie emocjonalne i zaburzenie więzi międzyludzkich, pozwala ratować się na czas! I dziś nikogo nie przypina się do “wirujacych krzeseł” i nie poniża w objazdowych cyrkach. Chociaż tyle.
    Pozdrawiam wszystkich czytelników tego wykwintnego bloga :*

  27. ad właśnie o to chodzi czy odpowiedzialni ludzie się nami zajmują:)

  28. Aniulu droga!
    to nie jest nieskutecznosc. nie wzywa sie po prostu elektryka do cieknącego kranu.

  29. Czyli Coach, który nie ma za sobą psychologi tak naprawdę powinien mieć dużą intuicję, żeby w odpowiednim momencie powiedzieć stop, coś jest nie tak, potrzebna pomoc…..tylko ilu przełamie swoje ego , skoro klient zapłacił jak się przyznać do nieskuteczności?

  30. Najlepsze jest to w tym tekście, że masz Maciek doświadczenie w obu dziedzinach. Zarówno w terapii jak i coachingu. Z perspektywy lat możesz dobrze oddać sens obu obszarów działalności- terapuety czy coacha.
    Nic dodać, nic ująć.

Komentarze są wyłączone.