Thor Heyerdahl i Aleksander Doba

Thor Heyerdahl
Thor Heyerdahl

Norweski odkrywca i podróżnik a także antropolog i archeolog napisał: Granice? Nigdy żadnej nie widziałem, ale słyszałem, że istnieją w umysłach niektórych ludzi.

Thor Heyerdahl w dwa lata po zakończeniu II wojny światowej wyruszył wraz pięcioma towarzyszami z portu Callao w Peru na tratwie Kon-tik żeglując z wykorzystaniem prądu południowo-zachodniego do wybrzeży Polinezji. Udowodnił wówczas, że  przed czasami Wielkich Odkryć Geograficznych, przed okresem rabunkowej eksploatacji tak zwanego Nowego Świata cywilizacje potrafiły się komunikować. Twierdził, że Polinezję zasiedlili przedinkascy osadnicy z Ameryki Południowej nie zaś mieszkańcy Azji. Do dziś dnia jego poglądy są dyskutowane i kwestionowane. Książka z wyprawy Kon-tiki została przetłumaczona na ponad 70 języków i wydana w ponad 50 milionowym nakładzie. 20 lat później w 1969 roku Heyerdahl odbył wyprawę łodzią o sierpowatym kształcie, zbudowaną z papirusu – nazwaną na cześć Boga słońce: Ra. Łodzią podobną to tych jakim podróżowali Egipcjanie zamierzał dotrzeć przez Atlantyk do Barbadosu. Pierwszą wyprawę Ra przerwano z powodu błędów konstrukcyjnych łodzi, jednak niezłomny żeglarz zorganizował już rok później kolejną: Ra II, która odniosła sukces. Trzecia wyprawa z roku 1978 mająca pokonać szlak między doliną Indusu a Mezopotamią została przerwana  przez Heyerdahla w proteście przeciwko wojnie toczące się między państwami Arabskimi a Izraelem. U wybrzeży Dżibuti spalił w proteście swoją łódź Tygrysy. Kilka lat później Heyerdahl odkrył, że  kopce na Teneryfie w Archipelagu  Wysp Kanaryjskich są piramidami, nie zaś wzgórzami wulkanicznymi jak sądzono. Twierdził, że Teneryfa, Lanzarotte i Gran Canaria stanowiły miejsca kultu i jednocześnie port tranzytowy dla starożytnych żeglarzy na szlaku pomiędzy Ameryką i Europą. Był pionierem archeologii eksperymentalnej i tak zwanego dyfuzjonizmu, czyli koncepcji przenikania elementów kultury i religii poprzez kontakty między społeczeństwami. Zmarł we Włoszech w wieku 88 lat.

Dziś wystarczy mieć oczy szeroko otwarte by dyfuzyjną wymianę, mieszaninę tradycji, zapożyczeń i kopii kulturowych dostrzec w różnych krańcach świata. Choćby Erzuli Dantor jedno z najważniejszych bóstw kultu voo doo na Haiti, która jest zapożyczeniem zarówno wizerunku jak i elementów kultu Matki Boskiej Częstochowskiej. Skąd wzięła się Czarna Madonna w wierzeniach Haitańczyków jako bóstwo opiekuńcze kobiet wykorzystywanych i ciemiężonych przez mężczyzn? Przywieźli ją na swoich ryngrafach legioniści polscy, którzy dzielnie w imieniu Napoleona Bonaparte krwawo tłumi powstanie niewolników. Oczywiście ta tragiczna i zarazem pasjonująca kwestia, jak wiele innych w polskiej historii, jest okryta tajemnicą i milczeniem. Pewne znaczenie może mieć brak pieniędzy na badania naukowe, zwłaszcza tak niepraktyczne jak entnografia i antropologia. Jednak za przykład mogą służyć zarówno Thor Heyerdahl jak i polscy zdobywcy na przykład: Marek Kamiński oraz pionierzy kanionu Colca w Peru z ekipy Canoandes ’79 pod kierownictwem Andrzeja Piętowskiego, którzy zdobywali środki prywatnie, często minimalne. Canoandes ’79 odbyło się na drewnianych kajakach i w gumowym pontonie – oficjalnie wypożyczonych z krakowskiej AGH.

Aleksander Doba
Aleksander Doba

Polska historiografia, antropologia i etnografia mają przed sobą długą drogę i lekcję pełną wysiłku do odrobienia. Z pozoru historia jest domeną sal wykładowych dla pasjonatów, bibliofilów w czytelniach okrytych kurzem i starszych panów, którzy fascynując się przeszłością. Nic bardziej mylącego. Zafałszowany obraz przeszłości wciąż na nowo zafałszowuje obraz teraźniejszości. Przez lata polskiej niewoli pisarzom, politykom i historykom wydawało się konieczne żeby ideologizować przeszłość. Przez długie lata zaborów, okupacji, komuny to, co mogło ukazać się w druku, musiało być zgodne z ideologią władzy. W tej wizji mężni, szlachetni, pracowici Polacy, na polach bitewnych, w laboratoriach i zaciszach gabinetów heroicznie walczyli o polska sprawę. Dodawano jedynie, w zależności od potrzeby, że byli to bonapartyści albo piłsudczycy, komuniści albo solidarnościowcy, górnicy, górale, robotnicy, partyzanci, hutnicy, katolicy – zawsze ze znakiem ideologicznym. Polak nie może działać w złej sprawie, a choćby i działał jak literacki Kmicic, to przez chwilę, w nieporozumieniu, i krwią swe błędy będzie gotów odpłacić. Historia starsza czy nowa – zideologizowana jest w Polsce do głębi, jak wiele innych dziedzin z resztą. O krytycznej dyskusji, o dyskursie dotyczącym poglądów, o podejściu eksperymentalnym, jak u Heyerdahla, nie ma mowy. Naukowcy nie lubią tematów kontrowersyjnych, mędrca szkiełko i oko decydują o tym, co jest prawdą, a co fałszem. Jagiellonowie byli wielcy, Krzyżacy źli a Napoleon wyzwalał Polskę. Akademicy traktują poważnie jedynie źródła pisane i fakty archeologiczne, które interpretują zgodnie z przyjętym kanonem albo ideologiczną potrzebą chwili. Świat naukowy już taki jest, zwłaszcza w humanistyce, że jeden naukowiec powołuje się na drugiego, wyciąga wnioski z jego prac, dodaje kilka swoich, a potem następny ma pożywkę dla własnych wniosków. Cytujący cytują cytując cytowanych. Jak napisała kiedyś Susan Sontag: uniwersytety tworzą naukowców, tylko po to, by mogli wykształcić kolejnych naukowców na potrzeby uniwersytetów. Teoria zgadza się z teorią tymczasem tylko uważność i otwartość na innych ludzi sprawia, że w niemożliwym dostrzegamy osiągalne. Jednak żeby znajdować, jak Heyerdahl – trzeba szukać, podważać oczywistości, sięgać po niemożliwe. Wówczas przeszłość ożywia teraźniejszość, gdyż pokazuje nowe drogi, nowe szlaki, zadaje pytanie jak a nie czy? Niemożliwe? Brak środków? Emerytura? Cała nadzieja w ludziach takich jak Leonid Teliga, Krzysztof Baranowski, Marek Kamiński czy Aleksander Doba, 67 latek, który kajakiem pokonuje Atlantyk. W tej chwili, po naprawie steru, znajduje się około 180 kilometrów od Bermudów! Nie chodzi o żeglarzy, antropologów czy podróżników, samotne opływanie Ziemi, czy skok ze spadochronem ze stratosfery, chodzi o postawę.

http://www.national-geographic.pl/aktualnosci/pokaz/aleksander-doba-walczy-do-konca/

Thor Heyerdahl i Aleksander Doba
Oceń artykuł

Udostępnij:
Maciej Bennewicz

Maciej Bennewicz

Dyrektor Instytutu Kognitywistyki, wykładowca mentoringu i coachingu, pisarz, socjolog, coach, terapeuta, superwizor.

3 komentarzy

  1. Bartku , wyrazy szacunku za wpis ……sa słowa o których nie zapominamy, sa gesty ktore na zawsze nam towarzysza sa osoby ktore maja wpływ na nasze życie, ktore zostawiają ślady na naszej ścieżce, w naszych sercach a z nimi chce sie iść na spotkanie z nieznanym bez obaw , z wiara i radością – czy właśnie nie to ( to co zostawiamy w innych ) jest głębokim sensem naszego zycia ?….Serdecznosci dla Mamy

  2. Będąc w miejscowości Gryfino zastanawiałem się kim byłbym gdybym był rodzonym Niemcem z miejscowości przygranicznej Mescherin.

    Kim jest moja mama rodzona w Wesołówce /w dowodzie ZSRR/ obecnie Ukraina?

    Moja mama nie przepłynęła kajakiem kilkudziesięciu kilometrów, nie zdobyła Antarktydy i Arktyki, nawet nie weszła na żadną górę.

    Moja mama dokonała czegoś o wiele większego. Upiekła pleśniak…

    I zapewne dziwią Cię te słowa…

    Perspektywa…

    Śpiączka wywołana wirusowym zapaleniem mózgu. Ponad miesiąc na neurologii plus miesiąc rehabilitacji… i po tym wszystkim… pleśniak

    Żadnych zmian neurologicznych…

    „Teoria zgadza się z teorią tymczasem tylko uważność i otwartość na innych ludzi sprawia, że w niemożliwym dostrzegamy osiągalne. Jednak żeby znajdować, jak Heyerdahl – trzeba szukać, podważać oczywistości, sięgać po niemożliwe. Wówczas przeszłość ożywia teraźniejszość, gdyż pokazuje nowe drogi, nowe szlaki, zadaje pytanie jak a nie czy? Niemożliwe? Brak środków? Emerytura?”

    Możliwe jest wszystko tak jak niemożliwe…

    Wiara granicząca z wiedzą daje SIŁĘ i MOC !!!

    Pleśniak mamy jest najlepszy na świecie :)

  3. Spory problem tego świata to udzielający się tak zwanym silnym brak szacunku dla przyrody. Przyrodnik czy podróżnik to nomada, człowiek dziwak z którym tak zwana elyta się nie musi liczyć. W świecie masowo wycinających lasy wielkich firm, milionerów, rekinów finansjery dochodzących do swoich pieniędzy na mięsie, wódce czy właśnie na papierze (w Krakowie wielkie budownictwo miejskie wyparło pomniki natury-stare drzewa, które zniknęły bez echa bez obrońców przyrody, nowych nikt nigdzie nie sadzi). Aaaaa takie były plany by zalesić pięknie Kraków i Nową Hutę za PRL.

    Drzewa. Solitery. Niemi świadkowie czasów. Miejsca wypadków samochodowych. Główne źródło tlenu -O2!!!! Dzięki nim mamy tlen. Ich zieloność koi, leczy, uspokaja.

    Żal patrzeć np. na Bieżanów cały w wielkich słojach żywych do niedawna ogromnych drzew. Z dala od ruchliwej, niebezpiecznej drogi.

    Drzewa – płuca świata. Te w Afryce przetrzebiane połacie i wielkie zyski koncernów. Jak daleko odszedł taki człowiek od samego siebie, czy może nigdy on przy sobie ze sobą nie był? Taki mam na myśli dziany, z garażem pełnym luksusowych aut, willi i nieruchomości, sklepów itd. bez szacunku dla wyzyskiwanych innych ludzi którzy chcieliby mieć szansę zwyczajnie i normalnie sobie pożyć?

    Czasami mam tak dość patrzeć na namacalną i realną biedę, ochłapy emerytur uczciwych ludzi i tak mi wszystko jedno, że poszłabym zrobić swój Majdan do Warszawy. Bo powiedzcie czy my nie udajemy tylko że żyjemy a snujemy się karnie i potulnie patrząc i widząc to, co jest niewłaściwie, niemoralne, nieadekwatne i co się nie godzi?

Komentarze są wyłączone.