Transpersonalnie…

trans-personalnie
trans-personalnie

Pisałem już o tym [kolejny kontrowersyjny temat], że moim zdaniem psychologia jest młodszą siostrą filozofii. Używa bowiem pojęć i stwierdzeń bardzo abstrakcyjnych i niejednoznacznych by określić nasze motywacje, obawy, potrzeby i stany emocjonalne. Gdy tymczasem psyche to przecież dusza, tchnienie, nefesz, pierwiastek życia, energia, także energia qi, czyli sprawca życia.

Bawiąc się słowami można wiele dowiedzieć się o tym jak powstawały pojęcia i jaką kryją w sobie treść. Język polski jest pełen zapożyczeń łacińskich, angielskich, niemieckich, rosyjskich. Dbałość o czystość języka zawsze wydawała mi się przesadna, gdy co drugie słowo używane współcześnie w naszym języku ma swój obcy źródłosłów albo inaczej etymologię [ polskie czy obce słowo?]. Pełno w nim łaciny, greki, niemieckiego, francuskiego, a obecnie angielskiego, który stał się językiem powszechnym, jak w średniowieczu łacina. Po łacinie pia to pobożny, psyche to dusza, choć to słowo greckie, w istocie imię nieszczęśliwie zakochanej dziewczyny w Erosie, podstępnym kochanku. Słowo tera oznacza pozostała, pozostająca. Słowo psychoterapia tłumaczyć można zatem jako duszę, która pozostała pobożną. Ciekawe, czy tak myślą o psychoterapii terapeuci i pacjenci?

Jak na tematy zatem religijne wypowiada się psychologia transpersonalna? Transpersonalna oznacza w gruncie rzeczy transcendentalną, czyli sytuację, kiedy dana problematyka wykracza po za doświadczenie zmysłowe. Powiemy wówczas, że wobec doświadczenia duchowego, osobistego, emocjonalnego – niemożliwe staje użycie koncepcji lub teorii, która pozwoliłaby skonfrontować wnioski zaczerpnięte z tego przeżycia z doświadczeniem powszechnym, a sposób jego weryfikacji nie podlega kryteriom logiki lub matematyki. Mówiąc prościej – dzisiejszy świat naukowy uznaje jakieś doświadczenie za naukowo potwierdzone, o ile da się w nim wykryć prawidłowości metamatematyczne [statystyczne] oraz jeżeli można dane zjawisko poddać weryfikacji logicznej. Ponadto potrzebna jest wielokrotność i wielka próba, czyli wiele osób, które potwierdza daną tezę lub, co gorsza na których się potwierdzi dana tezę lub przy pomocy, których się ja potwierdzi lub obali. W tym znaczeniu im bardziej respondent jest nieświadomy badania, tym pewniejsze wyniki, gdyż – sądzono – nie zakłóci ich świadomość. Mniej więcej tak samo postępuje się z naszymi braćmi mniejszymi – zwierzętami, na których testuje się chemię, lekarstwa, którym wszczepia się diody i elektrody, które się męczy i dręczy bez znieczulenia a potem po prostu zabija, wyrzuca jak rzecz. Wszystko w imię nauki i dobra ludzkości.

Jednorazowe przeżycie pojedynczej, konkretnej osoby w dawnym i wciąż obowiązującym paradygmacie naukowym, się nie liczy. Naukowo potwierdzone stanie się dopiero wówczas, gdy w tych samych warunkach, za każdym razem pojawi się identyczny lub zbliżony wynik. Jeszcze prościej rzecz ujmując – jeżeli dodasz do wody krążącej w zamkniętym obwodzie barwnika, na przykład niebieskiego i barwnik ten przeniknie na zewnątrz, to znaczy, że jest wyciek. Jeżeli barwnik się nie pojawi oznacza to szczelność obwodu. Inny przykład. Jeśli na widok kobiety w czerwonej sukience reprezentatywna grupa mężczyzn zareaguje skokiem ciśnienia oraz innymi mierzalnymi reakcjami biochemicznymi wskazującymi na podniecenie seksualne, naukowiec uzna, że kolor czerwony działa jako bodziec erotyczny. O ile reprezentatywna grupa będzie składała się z odpowiednio dużej liczby mężczyzn z różnych grup wiekowych, o różnym wykształceniu itd., czyli o ile będzie właśnie reprezentatywna, naukowiec może nie otrzyma Nobla ale będzie mógł opublikować artykuł w czasopiśmie naukowym pt. Wpływ koloru czerwonego jako bodźca stymulującego reakcje seksualne u mężczyzn. Jednak niektórzy z badanych nie wykażą takiej reakcji albo przeciwną, co więcej niektórzy badani zareagują silniej na inne bodźce. Naukowiec porówna kolory sukienek, zbada rekcję na czerń i biel ale nie uchwyci i nie skontroluje setek innych czynników. Czystość pola badawczego okazuje się niesłychanie trudna nawet w biologii i w akceleratorach badających zjawiska kwantowe. Czymże jest owa czystość? Zdolnością do kontrolowania czynników wpływu, najlepiej wszystkich. Niestety nie udaje się to nawet przy pomocy komputerów, spektroskopów i dziesiątków innych super dokładnych urządzeń i metod pomiarowych dotyczących silników samochodowych – niektóre się psują i tak. Niektóre samoloty spadają, choć są najbezpieczniejszym środkiem komunikacji.

Psychologia transpersonalna również opiera się na badaniach empirycznych jednak nieco inną stosuje metodologię. Bada jednostkowe doświadczenia wynikające z: przeżyć duchowych, mistycznych, praktyki istnienia, zachwytu, zdumienia, samoświadomości, ekstazy, mistycyzmu, świętości życia, wartości granicznych, wartości ostatecznych, komunikacji i synergii wewnątrzgatunkowej i międzygatunkowej, dynamiki spotkania interpersonalnego, świadomości zmysłowej i sensorycznej, narodzin, śmierci, zdrowia, choroby, starości. I znów mówiąc prościej – zajmuje się wszystkim tym, czym psychologia akademicka się nie zajmuje, gdyż jest to trudne do ujęcia w ramy statystyczne. Ponadto skupia uwagę na jednostce, stawiając ryzykowną dla nauki tezę [ dlatego jest często negowana przez oficjalne nurty] że twoje osobiste przeżycie jest tak samo ważnym, możliwym do zbadania oraz kulturotwórczym elementem jak powszechna reakcja na szczekania psa, kolor czerwony, czy dźwięk dzwonów kościelnych.

cdn.

Transpersonalnie…
Oceń artykuł

Udostępnij:
Maciej Bennewicz

Maciej Bennewicz

Dyrektor Instytutu Kognitywistyki, wykładowca mentoringu i coachingu, pisarz, socjolog, coach, terapeuta, superwizor.

11 komentarzy

  1. Aniula

    ;))))))))

  2. @ania uprościłaś, żeby było na czym pracować, to trzeba najpierw z człowieka wszystko wydusić i jeszcze rozróżnić, co sobie wymyślił a co jest prawdziwe :) Jest tak, jedni bez dyplomu mają to coś i “kosmiczną wiedzę oraz doświadczenie” i są tacy z dyplomami, którzy nigdy nie powinni mieć dostępu do pacjenta :) Promuję taką zasadę, że żaden dyplom nie czyni z człowieka fachowca w żadnej dziedzinie :) Takie podejście uchroniłoby wiele osób, przed opłakanymi skutkami działań pseudo fachowców :)

  3. czyli… uparwiac pogaduchy? wspolczuc ???i na koneic powiedziec “zrob pan to ,zrob pan tamto”???
    no tyle…to moze najlepsza przyjaciolka,po co psycholog…..

  4. @ania a po co pacjent przychodzi do psychologa ? Żeby się wygadać, wywalić co tam mu w środku się kisi :) A psycholog ma łapać w lot i pomagać znaleźć właściwe wyście z sytuacji :)

  5. No i życie… Życie, w którym rachunek prawdopodobieństwa mówi jedno, statystyka swoje a Prawa Murphy’ego podważają matematykę-królową wszystkich nauk? ;-)

  6. Dziś można się śmiać z małej reprezentatywności czy nierzetelności obserwacji jednej osoby nad samą sobą. W zasadzie jednak tak powstawała pierwsza psychologia akademicka. Mały gabinecik w Lipsku na uczelni i metoda introspekcji profesora Wundta. Ten moment był przełomowy o tyle, że po raz pierwszy zwrócił w świecie nauki uwagę: dogłębnie przyglądajcie się temu, co we wnętrzu człowieka. Musiał mieć miejsce. Nawet potem aby Burrhus Skinner(w 1938 Zachowanie się organizmów) i behawioryści mogli robić swój własny przewrót, oznajmiając że człowiek to tylko zespół zachowań i nawyków, które widać, a tak naprawdę jest “czarną skrzynką” wcześniej musiało być sporo ciekawych ubogaceń języka nowej nauki.
    Dla mnie: filozofia i psychologia to jednak dwie różne dziedziny. W psychologii najbliższy dział to może fenomenologia. Ale też tylko zapożycza język i niektóre myśli w służbie patrzenia jednak psychologicznego. Filozofia powstawała od zarania dziejów. Tworzyli ją już Grecy. Silną reprezentację stworzyli Niemcy i Amerykanie.
    Psychologia była o tyle trudna i budząca wciąż nowe pytania, że powstawała jako coś bardzo elitarnego, jakaś jednak mocno wiedza tajemna badana przez osoby jednak z pochodzeniem żydowskim. Do dziś można zerknąć na świetne, fachowe pióro Polskich Żydów ze Lwowa. Zanim zostali zamordowani zostawili spuściznę tzw. Szkoły Lwowsko-Warszawskiej. Kiedy czytam Szprincę Cymermanówną “O działaniu estetycznym muzyki” to kręci mi się łezka w oku. Zacytuję dla Was fragment:
    “W każdym określonym uczuciu wyróżnić można dwa elementy: podstawę intelektualną i właściwy stan uczuciowy, który jest z nią związany, jest niejako jej wynikiem. Otóż muzyka budzi w nas pewne kompleksy uczuć bez podstawy intelektualnej. Na tem polega bezpośredniość jej działania. z tego względu mówi się o niej, że budzi uczucia bezprzedmiotowe i porównywa się jej działanie do działania narkotyków (dr Reiss O czarodziejach i opętańcach w muzyce), które również wywołują uczucia bezprzedmiotowe”.
    Zaciekawia mnie dalej i filozofia i psychologia. Choć inaczej mi się czyta teksty Sartre’a a inaczej przegląd psychologiczny. Socjologia to też nie byle co ;-) Czy w ogóle byłaby do pomyślenia socjologia bez psychologii albo psychologia bez filozofii czy medycyna bez psychologii?

  7. Świetny Light.Move.Festival w Łodzi. Niesamowity klimat. Cieszyłam się jak dziecko,
    najpiękniejsze były parasolki nad głową na ul.6 sierpnia. Zrelaksowani i w końcu weseli ludzie.
    Dziekuję ci jeszcze raz Ania za namiary na Wisemana,bo to dzięki niemu przeprosiłam się z reality i łapię diem. No i kolejny wielki sukces Polski. Mam nadzieję, że ja też się załapię na kawałek tego smakowitego tortu. W Irlandii dla odmiany protesty na ulicach przeciwko wprowadzeniu opłat za wodę! Tysiące ludzi. Jak oni się tam jednak organizują sami. Niezwykłe!

  8. oczywiscie ,ja sie na tym nie znam;))))))))) tak sobie tylko gdybam

    ale gdybym potrzebowala psychologa-bo nie moge sobie z czyms poradzic i nie wystarcza mi pogaducha z przyjaciolka,to wolalbym pojsc do kogos ,kto prowokacja albo celnym pytaniem zmusi mnie do myslania nad soba….

    ja jednak wole szukac rozwiazan po ksiazkach, ktore jakos tak same wpadaja mi w rece ,gdy trapi mnie jakis problem
    i czesto je znajduje.

  9. Aniula,nie zapominajmy ,ze proces musi byc obustronny —pacjent nie ma przyjsc “sie wygadac”-do tego wystarczy kumpel i flaszka na rozwiazanie jezyka ;))))pacjent ,zeby z pomocy psychologa korzystal- musi chciec zrozumiec siebie ,ze cos z nim nie tak-i podjac trud zmiany…..
    czasem nie da sie,bo klient wcale nie chce sie zmieniac.

    czasem trudno szukac sensu w pokreconym mysleniu-natomiast trzeba stwierzdic ,ze jest ono pokrecone,jak szkodzi pacjentowi i jak je wyprostowac,tak aby przynosilo mniej szkod w otoczeniu….czasem farmakologicznie.

    Nie jestem psychologiem ,ale mysle, ze rodzajow myslenia jest tyle, ile ludzi na swiecie,a ze nie widac tego golym okiem,wydobycie czy zakwalifikowanie rodzajow zaburzen tez wymaga szczegolnej pracy…a nie kazdy latwo wspolpracuje

    ale to i tak zaledwie ulamek pracy do wykonania-bo te poplatane kable w glowie trzeba rozplatac i podlaczyc na nowo-i tez nie kazdy tego chce-bo to zmudna robota…i w dodatku nie wszytkim wlascicielom przeszkadza taki balagan …a na sile nikt nikomu porzadku w elektryce robil nie bedzie……

    w sumie to nie wiem ,czy taki nadmiernie empatyczny psycholog to dobry psycholog,czy nie traci dystansu do pacjenta i jego choroby,czy nie odchorowuje biorac na siebie cudze traumy…moze czasem powinien byc jak zimne lustro ,w ktorym mozna wyraznie zobaczyc siebie????
    mysle tez sobie ,ze niekoniecznie psycholog ma byc do takiego bliskiego kontaktu-do tego sa najblizsi-rodzina,przyaciele….psycholog moze czasem powinien uzmyslowic bledy ,jakie pacjent popelnia w relacjach ,ale nie zastepowac je.

    No i musi brac za to kase.
    Darmowe porady sa malo warte.
    ;)))))))))))))))

  10. Dlatego dobrego psychologa poznaje się po tym, że słucha, podsumowuje, zwracana coś uwagę, wspiera a nie, że gada akademickie farmazony.

  11. … ale z moich przeżyć nie bardzo się da napisać artykuł do czasopisma z odpowiednim tzw. “impact factor”. Stąd być może niechęć do zajmowania się tematem osobistych przeżyć.

Komentarze są wyłączone.