Transpersonalnie…3

w poszukiwaniu...
w poszukiwaniu…

Psycholog transpersonalny mógłby powiedzieć: wszystkie rzeczy widoczne są symptomami rzeczy ukrytych. Człowiek buduje złożone narracje, czyli opowieści, dzięki którym rozumie świat, albo raczej wydaje mu się, że rozumie. Jak pisze Ken Wilber, który do transpersonalizmu się nie przyznaje lecz jest uważany za jego głównego, współczesnego twórcę, twierdzi, że nieustanny dualizm, w którym żyjemy jest przyczyną naszego rozdarcia, szarpania się pomiędzy sprzecznościami i w efekcie cierpienia. Śmierć i życie, prawda i kłamstwo, świat roślin i zwierząt, duch i materia, kobieta i mężczyzna, człowiek i natura, psychologia i parapsychologia – dualizmów są setki, całe nasze przeżywanie jest oparte na ocenach i porównywaniu do skrajności. Tymczasem rzeczywistość ani nie przebiega liniowo, ani nie jest prostym continuum pomiędzy skrajnościami. Jest raczej siecią złożonych interakcji, których zalewie fragmenty dostrzegamy i poszczególne elementy kontrolujemy.

 

W tym sensie istotną cechą nowych podejść w psychologii będzie skupienie się na interpretacji, czyli narracji, opowieści. Od sposobu w jaki myślimy o rzeczywistości zależy to, jak się czujemy a potem działamy. Dualistyczna, czyli rozdarta pomiędzy dwoma skrajnymi stanowiskami ocena sprawia, że czujemy się, albo winni, albo rozgrzeszeni, albo zaakceptowani, albo odrzuceni. Tymczasem ważne jest skąd przychodzi myśl, jaki wzorzec decyduje o tym, że myślimy właśnie to, właśnie tak? Jak pisze cytowany już przez mnie Ken Wilber: Podobnie jest z istnieniem Ducha: nie możemy teoretycznie, werbalnie, filozoficznie, racjonalnie lub mentalnie opisać odpowiedzi w żaden ostatecznie zadowalający sposób. Możemy tylko powiedzieć: zastosuj zalecenie. Jeśli chcesz wiedzieć to, musisz zrobić to. Przy każdym innym podejściu będziemy próbowali użyć oka umysłu, żeby zobaczyć czy stwierdzić to, co można zobaczyć tylko okiem kontemplacji, a tym samym będziemy mieli jedynie metafizykę w najgorszym sensie – twierdzenia bez dowodów. Zastosuj oznacza, zrób to, medytuj, kontempluj szukaj połączenia z duchowością, zastosuj zalecenia, tych, którzy wiedza jak, którzy przeszli tego rodzaju doświadczenie oraz inicjację.

 

Jak pisałem wcześniej psychologia, jak zresztą wiele nauk humanistycznych, to gra hipotez, badacz stawia tezy, które albo potwierdza potem neurofizjologia, chemia, fizyka i biologia albo nie. Hipoteza naukowa wcześniej czy później okazuje się tylko częściowa jak uczy nas historia nauki. W świecie nauki żyjemy również mitami, założeniami, hipotezami, teoriami a wiele prac zbudowanych jest na cytowaniu kogoś, kto zacytował kogoś innego. Transpersonalne podejście jest nieco inne, nie boi się stwierdzenia: świat to interpretacja; rzeczywistość to bajka; sen, który śnimy na jawie, to zestaw iluzji. Ważniejsze jest nie to, że te iluzje powstają, ani nawet jak powstają, ale jakie znaczenie i sens nadają naszemu życiu?

Wiemy z dość duża pewnością, na podstawie eksperymentów behawioralnych i percepcyjnych, z użyciem coraz precyzyjniejszych urządzeń, że nasze percepcja jest ułomna – od fałszywej interpretacji kolorów, po gubienie i zniekształcanie informacji, ślepotę na zmiany, ślepotę peryferyjną, czyli brak widzenia szczegółów po za centralnym polem, poprzez heurystyki, czyli wybory oczywiste i mechaniczne itd. itd. Wiemy, że nic nie wiemy z całą pewnością.Interpretacje, interpretacje, interpretacje, czyli komentarze, gry naszego umysłu z iluzorycznymi informacjami, opowieści, wysnute historie, zniekształcenia, utopie – wszystko to czyni nasze życie spójnym sosem, któremu towarzyszy złudzeniem spójności i ciągłości. Im więcej słów i emocji, tym gęstszy staje się ów sos. Wówczas znikają w nim szczegóły, elementy składowe. Nie wiadomo skąd coś przyszło i dokąd trafia, czym jest i czym się staje. Jaką pełni funkcję i jakie ma znaczenie – życie staje się transem, czyli snem, w którym znaczenie odgrywa w coraz większym stopniu nadany mu, najczęściej z zewnątrz, rytm powtarzalnych wzorców, stereotypów, rutyn i rytuałów nie zaś zgubione w gęstym sosie emocji i myśli ważne elementy. Jakie?

Najczęściej są to role, które nas ukształtowały, role cudze, które nadały sens i znaczenia naszemu życiu. Nic też dziwnego, że w gruncie rzeczy przez całe życie wiele osób odgrywa nieustannie role dzieci, a świat cały, to dla nich wyłącznie przedłużenie i rozszerzenie ich rodzinnego domu. Spotkania z ludźmi są wówczas widziane zawsze przez okulary dzieciństwa, odnoszone oraz interpretowane przez ich nieświadomie mechanizmy, zawsze w odniesieniu do roli ojca lub matki i wreszcie całej rodziny generacyjnej, czyli tej, w której ukształtowała się ich osobowość. Szefowie, a szerzej wszyscy mężczyźni będą porównywani do biologicznego ojca, kimkolwiek był; kobiety, szefowe, koleżanki – do biologicznej matki, kimkolwiek była; ich dzieci do własnych doświadczeń dziecięcych – lecz w cieniu tych postaci zawsze są przeszłe losy rodziny, a jeszcze dalej archetypy, pradawne symbole, które ukształtowały tak a nie inaczej kulturę, obyczaj, środowisko. Grzechy zapomniane i rozgrzeszone, winy i krzywdy, łaski i zasługi, nagrody i szanse, ofiary i sprawcy – wszystko to mniej lub bardziej świadomie przechowuje pamięć zbiorowa oraz indywidualna. Niektórzy ludzie, sądzę, że znacząca większość, będzie powtarzać te wzorce. Będą jakby z zamkniętymi oczami szukać tych samych cukierków, tych samych smaków, tych samych batów, krzyków, krzywd i zranień, tych samych nagród i przyjemności oraz będą wystrzegać się tych samych grzechów wciąż od nowa je popełniając. Z jakiego powodu? Oprócz wzorców czysto behawioralnych, czyli wyuczonych na poziomie zachowania, nasze mózgi skonfigurowały się na podstawie archetypów właśnie. Człowiek przyzwyczaja się do wszystkiego, jeżeli tylko osiągnie właściwy stopień uległości – napisze Carl Gustaw Jung.

Cytowany już przez mnie Wilber myśli jednak optymistycznie snując taką oto wizję przyszłości: Ludzie mogą położyć kres swojej alienacji i nieszczęśliwej świadomości nie przez „powrót do Natury”, lecz przez zdążanie do trzeciego wielkiego etapu rozwoju i ewolucji, etapu niedualnego Ducha.

Transpersonalnie…3
Oceń artykuł

Udostępnij:
Maciej Bennewicz

Maciej Bennewicz

Dyrektor Instytutu Kognitywistyki, wykładowca mentoringu i coachingu, pisarz, socjolog, coach, terapeuta, superwizor.

6 komentarzy

  1. Ehh Maćku, a może mąćku… Dobrze, że zamącisz czasem ten fikcyjny spokój. Rzeczywiście jak patrzę na ten sos w którym pływam, to mam wrażenie, że życie przypomina taniec chocholi z dziadów… Znalazłem na to sposób. Z małżonką wykorzystaliśmy szansę na przeprowadzenie się na wieś. Cisza, spokój, natura, dystans, obecność, cykliczność…

  2. Czy to Budda z Owocem z Drzewa Poznania Dobra i Zła?

  3. Cześć czołem niedziela i kluski z rosołem ;-)
    Pierwszym filozofem psychologizującym transpersonalnym był Szekspir. Po czym wnoszę? Po fragmencie z “Burzy”:
    “Utkani jesteśmy z tej samej tkaniny,
    z której sny są stworzone,
    a nasze maleńkie życie snem jest otoczone”.

    Najgorsze gdy oddasz czemuś serce, a głupota i niezrozumienie powoduje, że plan spala na panewce. Tak, jest u nas i nie tylko u nas na polu minowym wielu dziedzin. niektórzy wprost szczycą się tym, jak skutecznie zahamować inicjatywę społeczną, skorumpować, odebrać zapał i zgasić iskrę entuzjazmu. Efekt uzyskują murowany, samozadowolenie sięga zenitu, a zwierzęta jak cierpiały tak cierpią, ustawione firmy wygrywają przetargi, a prezydenci, którzy nie umieli odejść z honorem powracają niby to zwycięzcy. Na szczęście wszystko wokół to iluzja rzeczywistości. Przy tego typu manewrach, a raczej prawdziwej inercji ludzi, potrafiących sobie jedynie zrobić dobrze na tym świecie kosztem oczywiście rzeszy a nawet całych rzesz innych dużo trudniej jest zadawać sobie i odpowiadać na pytanie “jak żyć”. Bezwględni i odarci z mózgu społecznego i empatii tego pytania nie muszą sobie stawiać…

    Nie weszła Konwencja przeciw przemocy w Polsce. Zakładałam, że wejdzie licząc ślepo na zdrowy rozsądek pokolenia bitego kablami i paskami, coby wyszli na ludzi (w ich mniemaniu wyszli of course, gorzej z reality szoł). Na ludzi jednak widać nie specjalni wyszli, a przynajmniej tej ludzkości z lupą detektywistyczną szukać.

    Przykro mi że takie poruszam tematy mało optymistyczne, ale za to rodzinne.
    Buźka

  4. a ja właśnie po raz któryś mam właśnie ochotę na obejrzenie filmu “Klik i robisz co chcesz”, bardzo podoba mi się tam jedna scena gdzie ojciec pracoholik na łożu śmierci biegnie za synem żeby przełamać wzorce.

  5. Co tu tak cicho w komentarzach? ;-)
    Ciekawe. Tu o snuciu narracji, roli snu w życiu. Ja jestem na świeżo po obejrzeniu Z.Beksińskiego w nck-u. Duże wydarzenie – spore kolejki, dużo chętnych. Władza Prl nie byłaby zadowolona.
    Beksiński nie mógł być lubiany, uznany za czołowego twórcę w tamtym czasie. Jego obrazy są jak sny, mary, wizje dusz, Golgoty, strwożonych emocji i zupełnie ciepłych pejzaży. Mocno ocierający się w niektórych o kicz- w niektórych wystarczyłoby zmienić przebrzydłą ramę i już robi się jednak jakieś dziełko? Mocno transpersonalny. Robiący sobie – nic tak nie oburzało władzy jak ktoś nie dający swoich rzeczy krytyce wielkich, środowiska, pokazujący cień?

    Mam często wrażenie, że wygodniej jest uciec w regresję. Ludzie wolą patrzeć z pozycji dziecka. Niech ktoś przejmie tylko od nich cały ten trud, załatwi za nich, pomoże i odciąży. Wyczekują oczami kogoś, kto przyjdzie i ocali. Uratuje z beznadziei pytania jak żyć.
    Człowiek często lubi w głębi siebie uległość. Coś takiego jest, że mu po drodze do wygodnej pozycji dziecka, któremu gdy się coś nie uda, to nie ma tragedii. Dziecku więcej można, więcej się upiecze. Ciekawe, bo dzieci z kolei często na siłę udowadniają, że są już dorosłymi; że nie są dziećmi.

  6. ‘w poszukiwaniu’ – taki też tytuł miał jeden z ostatnich wpisów, które umieściłam na swoim blogu. a treść jego, ma podobny wydźwiek do tego o czym Pan pisze, tyle że z pozycji osobistej, intymnej.
    mogę się tylko podpisać.

Komentarze są wyłączone.