Trójkąt

potrafi rozmawiać z duchami

Otworzył oczy, trochę ze zdziwieniem. Ostre zęby błysnęły na ułamek sekundy. Nie lubi, gdy ktoś przerywa mu sen w idiotycznym przeświadczeniu, że to będzie dla niego jakaś wyjątkowa przyjemność. Co za bzdura sądzić, że głaskanie w czasie głębokiego snu to przyjemność! Nikt nie lubi, gdy mu się przerywa sen. Ostrzegawczy ruch ogona, pazur czeka w pogotowiu.  Karolcia głaszcze kota. Nauczyła się już perfekcyjnie rozpoznawać, który z kotów i w jakich sytuacjach gotów jest zaakceptować jej pieszczoty, a który zareaguje ostrzegawczym capnięciem. Ciocia Renia nie posiada tej umiejętności, ba, nie słucha nawet życzliwych porad Karolci. Nie dotykaj mu łapek, on tego nie lubi  – cierpliwie tłumaczy siedmiolatka trzydziestolatce. Gdzie tam, któż by słuchał małej, przemądrzałej Karolci, a co dopiero kota, który  nie lubi czegoś tam.  Cap, Loluś uszczypnął ostrzegawczo zębami. Co za kot! ­ Krzyczy ciocia Renia. Po krótkiej chwili testuje najmłodszego, Felka. Jaki śliczny, z białym ogonkiem –  cieszy się Renia. Cap. Felek nie znosi dotykania ogonka, zwłaszcza przez osoby obce. Ugryzł, trochę silniej niż delikatny, tolerancyjny Lolek.  A nie mówiłam! ­- tryumfuje Karolcia. To po prostu źle wychowane koty! Wszystko im wolno.  Złości się ciocia Renia wygrażając Felkowi, który syczy na nią jak zaatakowany wąż. Ciocia Renia ma zły moment. Felek doskonale to rozumie, dlatego ją od siebie odpędza,  odstrasza jej energię, napięcie, wrogość. Nie chce być nawet w pobliżu. Prycha i znika. W jego ślad rusza rudy, potężny Bolesław. On rozumie najwięcej. Nocą gada z duchami. Po minucie nie ma śladu po kotach, nawet najstarszy, zawsze przyjazny i towarzyski, zniknął.

Bolesław rozumie najwięcej

Wakacje dobiegają końca. Sezon emocji, testosteronu i oksytocyny, progesteronu i adrenaliny, wariactwa i pochopnych decyzji, seksu i namiętności, nagłych zmian i kompletnych szaleństw – sezon mokrej głowy mija. Przyjdzie płacić rachunki. Renia przypadkiem dowiedziała się, że mąż ją zdradził.

Od czasu do czasu, w zasadzie przypadkiem sięgamy po czyjś telefon, smartphon lub inny ipad.  Z ciekawości, usłużności, z powodu późnej pory, kiedy to sieć powiadamia o nowej wiadomości. Faceci, to kretyni. W służbowym telefonie: całuski, majteczki, opalone krągłości. Zżyma się Renia. Mógł to jakoś ukryć. Choćby odrobina dyskrecji, ale gdzież tam, on mnie uważał za taką kretynkę, która nawet się nie domyśli! I miał rację, to jest najgorsze. W pierwszej chwili myślałam, że to reklama. Pisała do niego Pysiaczku. Pysiaczku? Dopiero po tym Pysiaczku się połapałam co jest grane. Co za żenada! A potem najzwyczajniej się przyznał. Potrzebował dowartościowania. Dowartościowania? Co za palant! I teraz mamy trójkąt małżeński, powiedział. Trójkąt, ja ci dam trójkąt, popaprańcu!

­— Wujciu, a co to jest trójkąt małżeński — wieczorem Karolcia zadaje jedno z tych interesujących, trudnych, podchwytliwych pytań.

szkoła, ocena, pióra wrastają

Uszy ma jak radary. A jej młody układ nerwowy jest czulszy niż barometr i stacja pogodowa dziadka razem wzięte. Chwilami dorównuje kotom, w końcu pilnie się od nich uczy. Umie już spostrzegać różnice w odbiorze świata przez psy, konie, koty, pająki i wszystko to porównuje z własnymi doświadczeniami. Boję się, że za parę dni szkoła zadepcze tę genialną spójność, intuicję i wrażliwość w tej małej pierwszoklasistce. Zakrzyczą, wymarzą w niej tę cudowną uważność, a potem wzmocnią, ocenią i postawią na piedestale wszystkie te zbyteczne pawie pióra, które potem będzie zmuszona latami wyskubywać, gdy wrosną.

—Wujciu? Czy to było tak zwane męczące pytanie? — po chwili milczenia Karolcia znowu pyta.

—Męczące, skąd taka nazwa? — odpowiadam pytaniem żeby zyskać na czasie.

— Mama tak mówi gdy za dużo pytam, albo kiedy nie chce mi odpowiedzieć.

—No cóż, ja chcę ci odpowiedzieć i nawet zaraz odpowiem. Kłopot w tym, że gdy odpowiadam ci szczerze, wtedy wszyscy mają do mnie pretensje, że ci nagadałem głupot.

—Wujciu, to się wcale nie przejmuj, ja przecież wiem, że wujek spotyka się z inną panią, wszyscy o tym w kółko gadają. Myślą, że dzieci nic nie słyszą, a ja wszystko słyszę. Nie wiem tylko co to jest ten trójkąt?

Trójkąt
Oceń artykuł

Udostępnij:
Maciej Bennewicz

Maciej Bennewicz

Dyrektor Instytutu Kognitywistyki, wykładowca mentoringu i coachingu, pisarz, socjolog, coach, terapeuta, superwizor.

8 komentarzy

  1. Trójka symbolizuje Boga, bóstwo, świętość, trójcę, sacrum, harmonię, siłę, Słońce, owocowanie, wzrost, rozwój, medytację, szczęście, świadomość.
    W różnych kulturach liczbę trzy uważa się za symbol nieba, Boga w opozycji do świata (ziemi). Trójka wyobraża doskonałość, jest syntezą jedynki i dwójki (rodzice i dziecko), symbolizuje czas, różne aspekty życia (duchowe, fizyczne i umysłowe), etapy życia (młodość, dojrzałość i starość). Jest to liczba doskonała, mistyczna, mitologiczna, święta. Dla pitagorejczyków była liczbą doskonałą, oznaczającą początek, środek i koniec.

    trochę teorii …lub też nie … bo same w sobie wydarzenie choć nie akceptowane to zachęca do zmiany , do zastanowienia , kto zaprosił to trzecia osobę do związku tych dwoje ..czasami odpowiedz może być zaskakująca ..

    Jak i przytoczona poniżej przypowieść …
    ” Pewnego dnia Jezus spacerwał z uczniami , kiedy zobaczyli przed sobą martwego psa.Uczniowie chcieli przejść na druga stronę drogi , ponieważ pies uważany był za zwierzę nieczyste . Jezus jednak zmusił ich , by zatrzymali się przed truchłem i spojrzeli na nie. Następnie zauważył : “zobaczcie jak piękne są jego białe zęby ..”
    ..
    Interpretacja :..” Jeżeli pozwolicie narodzić się temu , co jest w Was ,
    Głosy które od kupicie, odkupią Was .
    Jeżeli nie znajdziecie ich i nie pozwolicie im się narodzić ,
    Staną się częścią tego , co Was niszczy ..”

    Może po to potrzebujemy przeciecia trzeciej linni w trójkącie , może jest po to aby zachęcać do zmiany , może jest jak grot w strzale ..wybija do przodu , nadaje energię , zmienia kierunek lub umacnia tylko podstawę …

    Tylko po to aby sobie potwierdzić co jest w życiu ważne właśnie teraz zgodnie ze swoją wizją , ludzkim potencjałem …
    czasami ..” najgorszy czas ” wydobywa z Nas to co najlepsze …
    ..a szkoła trwa całe życie tylko ławki inne …

    Pozdrowienia dla Karolci ..
    Jestem
    Monika

  2. Dostałam po koleżance klasę w zawodówce. Dziś nie mieli jeszcze podręczników, więc zabrałam ze sobą “Japoński wachlarz” J. Bator , by odbyć wspólnie z nimi egzotyczną podróż w wyobrażni. Czytałam im o tym, jak Japończycy jedzą, jak się bawią, jak żyją. Byłam przekonana,ze pogadamy, poprzyglądamy się wspólnie tej kulturze, że będzie ożywczo, ciekawie. Tymczasem—kicha. “Nie interesuje nas to”—powiedział jeden z moich nowych uczniów. “Co was interesuje?”—pytam z myślą,że rzucimy się w inne tematy, że jeszcze może być fajnie, interesująco,ze nie zmarnuje ich czasu. “Konstrukcja samochodów”—rzuca ktos z klasy.
    —Nie znam sie na tym”–wyznaję ze skruchą—Jestem humanistką—usiłuję się tłumaczyć—Od konstrukcji macie inne przedmioty, a ja chciałabym, bysmy mogli pogadać też o czymś, czego jeszcze nie znacie…
    —Nie interesują nas Japońcy, wolimy piłkę—mówi ktoś inny.
    —To wy dwaj, a wszyscy inni? Nikogo nie interesują nieznane kultury?
    —Mnie się to podoba—zgłasza się jeden chłopak. Wszyscy inni milczą.
    —Opowiedzcie mi o piłce—proponuję. Milczenie od klasy. Już wiem,że się wygłupiam. Jeszcze się przecież nie znamy. Ja muszę ich “nauczać”, opowiadać, interesować. Oni nie muszą. W klasie narasta szum, rozprzężenie, zaczyna się zabawa rzucania kredą w kolegów. Wchodzę w rolę belferki. Obiecuję rygor, sprawdzanie obecności podręczników i Jana Kochanowskiego od nastepnej lekcji. Opamietują się. Cichną.
    W starej, znajomej mi klasie powtarzam lekcję z “Japońskim wachlarzem”. Chłopcy są zainteresowani, gadają, komentują fotki poprzebieranych młodych Japonek, śmieją się.
    Znowu czeka mnie okres oswajania nowej klasy. Zaczęłam fatalnie. Japonii mi się zachciało…

  3. Cóż za fascynująca geometria figur płaskich! Trójkąt i wszystko jasne. Dzieci i koty mogą od tego pogłupieć. My pogłupieliśmy już dawno. Beznadziejna szkoła z jej ławkami i nudą. Ja siedzę tyłem do tablicy. Wykonuję program. Czasem ktoś się do mnie uśmiechnie z ławki, czasem dadzą mi “wycisk”, czasem prześpią (nie budzę już od dawna). Uczę też dorosłych w technikum zaocznym. Oni są mili, mogę ich uwieść swoją literacką kulturą i elokwencją (jak mam dobry dzień), są bardziej wyćwiczeni, wyedukowani w szkole życia, tam “na zaocznych” mam spokój :)

  4. Młody człowiek opuszczając mury szkoły nie jest raczej harmonijną osobowością. Szkoła sprawia, że życie wygląda jak w wierszu Wisławy Szymborskiej “Pisanie życiorysu”, w większości staje się kamieniem jak w wierszu tej autorki “Rozmowa z kamieniem”. Nie chce wpuścić szczęścia, myśli pozytywnych, miłości. Przychodzi Rozwój, Świadomość i pukają, ale nie ma odpowiedzi, nie ma drzwi, nie ma okien. Takiemu “kamieniowi” w przyszłości będzie bardzo odpowiadał trójkąt małżeński.
    Wczoraj bratanek (14 lat) i bratanica (16 lat) miło mnie zaskoczyli pytając co znaczy medytacja, jak zapanować nad negatywnymi emocjami, co znaczy kochać siebie i bliźniego.

  5. moja ewa od trzech dni spakowana – w końcu to już druga klasa więc pierwsze koty za płoty (skąd to powiedzenie ??). stęskniła się za koleżankami. pamiętam, że się bałam rok temu, że od pierwszego dnia będą ją ciosać na swoją modłę i swoje potrzeby. ale nie. rok za nami i jest ok ale mam czujność kota by nie dać się wkręcić w ten wyścig edukacyjno konsumencki..

  6. “Szkoła powinna dążyć do tego, by młody człowiek opuszczał ją jako harmonijna osobowość, a nie jako specjalista” Albert Einstein

  7. To tak jak małe niemowlaki, o których mówi się, że widzą aniołki, gdy uśmiechają się patrząc gdzieś w przestrzeń. Może widzą te same duchy co koty.
    A moje dzieci wyczuwają na odległość 100km z jaką intencją kierują się do nich różni ludzie. I czasami patrzę z boku i widzę jak ktoś udaje, że chcę się z Lenią pobawić, a tak naprawdę mówi: “przytul mnie”, “graj według moich reguł”, “okaż mi sympatię”, “okaż mi szacunek”. A ona wtedy odwraca głowę, udaje, że nie słyszy i całym swoim ciałem mówi: “Wróć do mnie jak będziesz gotowy na zabawę.” A gdy, ktoś chce się bawić, naprawdę bawić i być z nią, to się po prostu bawi.
    My dorośli jesteśmy doskonali w próbach maskowania, a dzieci i koty potrafią nas doskonale przejrzeć.

  8. Trójkąt małżeński to w ogóle jakiś przedziwny termin. Dwóch małżonków i trzeci element, czasem też małżonkowaty w innej relacji a czasem nie.
    Co do szkoły, to rzeczywiście wspomnienia wracają. Taka kotwica czasowa. Z jednej strony nakupiłam stertę kolorowych zeszytów, żeby sie wyrzyć za lata kryzysu, z drugiej przychodzą wspomnienia przy których trudno mi się nie zgodzić z usztampowieniem człowieka w takiej organizacji jak szkoła. Szkoła potrzebuje geniuszy pedagogoki. Podwyżek dla nauczycieli! Na szczęście połowa znajomych dzieciaków twierdzi, że szkołę lubi.

Komentarze są wyłączone.