Trudny los drapieżnika 2

Taki mol w szafie – dla wielu milionów ludzi na Ziemi to także istota czująca, i komar również. Trzeba ich życie szanować. I co więcej nie warto się z tego nabijać, właśnie z powodów przyczynowo – skutkowych, o których niżej. To trochę tak, jakby dyskutując o katolicyzmie ktoś podważał sens boskiego synostwa Jezusa i żartował z Jego ofiary przebłagalnej za grzechy ludzi, lub dziwił z powodu mistycznego połączenia Boga Jedynego i jego proroków w islamie. Koncepcje kosmologiczne to kwestia filozoficzna :) Albo w coś wierzysz albo nie. Obserwując na świecie różne przejawy różnych imperializmów, w tym religijnych, staram się z ciekawością przyglądać, uczyć i poznawać, zamiast oceniać z własnej perspektywy. Zachęcam też do postawy uważnego antropologa :)  Czasem pomaga rozumieć :)

Biologiczny byt, czyli fizyczny organizm istoty czującej, z buddyjskiego punktu widzenia określają procesy świadomości istnienia i odczuwania świata. Nie ma znaczenia rozmiar istoty, stało lub zmiennocieplność, biologiczna forma, ani percepcja rzeczywistości lub zdolność do analizy faktów itd. Szeroko pojęty buddyzm uznaje za istotę czującą tak samo człowieka jak i dżdżownicę. Wszystkie istoty pragną uniknąć cierpienia, bólu, krzywdy i osiągnąć szczęście w swoim obszarze percepcji [w swoim naturalnym środowisku]. Szczęściem dla prosiaczka będzie obecność matki oraz reszty stada, pobudzanie zmysłu szukania i zabawy, sytość, otwarta przestrzeń, a zatem możliwość eksplorowania przestrzeni; cierpieniem zaś lęk, zadawany ból, obecność drapieżnika, strach innych członków stada. Nie będę się rozpisywał nad męczarniami jakich doznają kastrowane żywcem warchlaczki, oderwane od matki, stłoczone na zimnym betonie. Prosiak może osiągać zdolności percepcyjne 4 letniego dziecka, więc cierpi bardzo świadomie.  Literatura na ten temat jest obszerna. Polecam zwłaszcza książki Temple Grandin.

Sprawianie cierpienia czującym istotom buduje negatywną karmę, czyli zależność przyczynowo-skutkową, która wytwarza w świadomości krzywdziciela ziarna negatywnych tendencji. To podstawowy koncept.  Jak przyczyną drzewa jest ziarno, które latami wzrastało, tak przyczyną krzywdy, zła, cierpienia zdaniem buddystów, jest negatywny uczynek przeciwko drugiej istocie, słowo, a nawet myśl. Tendencje te nazywamy negatywnymi, ponieważ prowadzą do cierpienia, zaś cierpienie jednej czującej istoty jest równoznaczne i skutkujące cierpieniem drugiej, gdyż umysł każdej czującej istoty jest tym samym w swej naturze.  Na absolutnym, uniwersalnym, ostatecznym poziomie czująca istota istnieje tylko, jako Umysł, Umysł Świata, Absolut, Czysty Umysł, Brahman. Na poziomie codzienności, w wyniku działań prawa przyczyny i skutku istniejemy w postaci indywidualnych istnień w biologicznych ciałach rożnych istot: lwa, człowieka, prosiaczka i muchy. Tyle o koncepcji buddyjskiej.

Przemysł spożywczy? No cóż – na przykład efekt cieplarniany zawdzięczamy w większym stopniu ogromnym stadom tak zwanych zwierząt rzeźnych, niż przemysłowi ciężkiemu [np. Stephen J. Dubner, Steven D. Levitt, Superfreakonomia] Największymi trucicielami środowiska są mleczarnie i rzeźnie.

Milcząca arka
Milcząca arka

W żołądku „zjadacza schabowego” [dla buddysty będzie to zjadacz istoty czującej zwanej świnką, zawsze jest konkretna świnka; to, konkretne istnienie] nie tylko pojawia się proces gnicia, potem szkodliwy cholesterol i otłuszczenie, ale w wyniku rozkładu mięsa rozwiną się wolne rodniki, dobrzy znajomi nowotworów. Polecam na początek książkę twórczyni organizacji Viva – Juliet Gellatley [Juliet Gellatley i Tony Wardle; Milcząca arka, mięso – zabójca świata; oraz Marii Grodeckiej; Wegetarianizm – Zmierzch Świadomości Łowcy]
http://www.wegestudio.pl/pl/c/KSIAZKI/2

Stworzenie z życia świnki, krowy, czy kurczaka produktu, kotleta, kiełbasy to jeden z zabiegów przemysłu spożywczego, który najpierw w USA, a potem w Europie wysmażył nam hamburgery, czyli tanią, wysokokaloryczną, mega białkową żywność dla ciężko pracujących biedaków. Wraz z hamburgerem pojawiła eliminacja głodu, zadowolone, syte grubasy oraz otyłość, nadciśnienie, miażdżyca i cukrzyca oraz nowotwory. Powstał też cały rynek medyczny i jeden z największych rynków spożywczych na świecie, istny gigant – diety odchudzające, cud suplementy, preparaty antyłaknieniowe, chromy i slim fasty [polecam w tym względzie książki i artykuły Paula McKeny]. Poucza nas też genialny Stanisław Lem pisząc, że wraz z lodówką pojawiło się mniej zgnilizny w jedzeniu, ale więcej cholesterolu, wraz z mikrofalówką szybkie, chemiczne jedzenie i ogromne zapotrzebowanie na prąd. Warto też pamiętać, że według Światowej Organizacji Handlu około 3 miliardy ludzi na Ziemi w ogóle nie je mięsa, i nigdy nie zje, tylko ryż, ryż i znowu przepyszny ryż, od czasu do czasu garstka innego zboża. W istocie człowiek przez tysiące lat istnienia swego gatunku wcale nie potrzebował urozmaiconej diety, funkcjonował i funkcjonuje w monokulturach żywieniowych. Historia przemysłu spożywczego, miliardów ton marnowanej żywności, przetwórstwa i kapitalistycznej redystrybucji żywności, oraz tak zwanych chorób cywilizacyjnych, to okres najdalej kilkudziesięciu lat.

Tak czy siak ryż polecam, zwłaszcza dziki. Na zdrowie!

A film, no cóż…straszny i smutny lecz wart obejrzenia…

Dla zainteresowanych zdrowiem i leczeniem interesujący może być film Jedzenie ma znaczenie [Interesy koncernów farmaceutycznych to osobny temat, mieliśmy przykład ich znakomitej kooperacji z mediami w Polsce, w styczniu tego roku, gdy poczuły zagrożenia swoich interesów; Polska w Europie ma pierwsze miejsce w zakupie leków bez-recepturowych i jedno z pierwszych w zakupie leków we wszystkich grupach, raj dla koncernów!!!]

Oceń artykuł

Udostępnij:
Maciej Bennewicz

Maciej Bennewicz

Dyrektor Instytutu Kognitywistyki, wykładowca mentoringu i coachingu, pisarz, socjolog, coach, terapeuta, superwizor.

32 komentarzy

  1. Dzięki Bartek! dopiero zauważyłem nową zakłądkę jak napisałeś :) Fajny pomysł. Pozdrawiam!

  2. Witajcie,

    Pan Maciej jako pierwszy zrobił dobry uczynek i stworzył zakładkę „ZROBILIŚMY”.

    Jeżeli chcecie powiedzieć coś dobrego, napisać o czymś lub o kimś fajnym, podzielić się spostrzeżeniami zapraszam powyżej.

    Pozdrowienia

  3. zgadzam sie z tym….przemysl farmaceutyczny….ba….jeszcze mozna zrobic operacje zmniejszajaca zoladek ,albo utrudniajaca wchlanianie /nieodwracalnie!!!!/ tak aby mozna bylo bezkarnie pochlaniac tony zywienia, zaspakajac tym zazwyczaj zupelnie inne potrzeby niz glod!!!!!chirurgia bariatryczna rozwija sie w tempie ekspresowym,firmy produkujace drogi sprzet laparoskopowy przescigaja sie,aby uczynic operacje bardziej dostepna i mniej ryzykowna,NFZ za to placi….a co jest celem tego zabiegu…………..rzadko zdrowie-atrakcyjny wyglad bez wysilku odmawiania sobie przyjemnosci,za to z uszkodzeniem wlasnego organizmu….malo ktory lekarz tlumaczy pacjentowi ,jakie moga byc konsekwencje …zazwyczaj ogranicza sie do tego ,ze trzeba przyjmowac dozgonnie preparaty witamin i zelaza;)))))-a wiec znow nakrecamy przemysl farmakologiczny.irale nie trzeba tak drastycznych zabiegow….wystarczy jesc mniej…………………………………..

  4. Brawo dla Was. Naprawdę ilekroć tu jestem i piszecie o Waszych codziennych zmaganiach – na dużą skalę, bo często działacie po cichutku i bez rozgłosu, ale za to skutecznie. Nie zamiatacie niczego pod dywan. Wyznaczacie sobie cele, klarujecie je na różnych polach i nie poprzestajecie na nich. Mimo, że mogą one być trudne i niewygodne dla innych osób – choć potrzebne im do rozwoju i życia.

    Każdy walczy i dorasta do siebie. Tak to widzę. Szkoda, że niektórzy tak powoli i powoduje to tyle nieszczęść, zwłaszcza dla tych przebudzonych. Czytając Was, nie mam wątpliwości, że buzuje w Was energia i udziela się wielu wielu innym.

    Być może dożyjemy takiego dnia, w którym ludzie porzucający swoje zwierzaki pod lasami, po prostu nie będą wcześniej się na zabieranie ich ze schroniska albo kupno decydować. W którym świadomość każdego człowieka będzie silna, prorozwojowa i propokojowa. W którym nikt nie będzie musiał kraść z głodu, umierać za pokój, wstydzić się za czyjś brak szacunku do siebie i innych.
    Dziękuję, że jesteście.

  5. Marku tak bardzo modelowo to nie było, bo i nerwów trochę i stresu przy tym. Nauczyłam się jednak, że ofiarą staje się ten, który nie robi wokół siebie szumu. Jak byłam w pierwszej klasie, napadł na mnie starszy o rok chłopak z osiedla. Nie wiem czy chciał mi zabrać tornister , czy po prostu wywrócić ale jedna myśl, która mi się kołatała po głowie, to nie dać się przewrócić. Nie krzyczałam, tylko twardo stawiałam się przeciwnikowi, to go chyba zaskoczyło bo zwiał. Nie krzyczałam w ogóle i tak naprawdę do dzisiaj nie wiem, czy ze strachu , czy po prostu to wszystko tak krótko trwało. Wiele razy zastanawiałam się dlaczego nie krzyczałam, krzyk zwraca uwagę a tu nic. Kiedyś koledze mojego męża odbiło na urodzinach znajomych i zaczął atakować gości, więc mąż z kolegą zastosowali mu chwyt unieruchomili na podłodze, ja podobno wtedy tak nawrzeszczałam na tego pijanego faceta, ze koleżanka stwierdziła , że mi w drogę lepiej nie wchodzić. A ja za bardzo nie pamiętam cobym się wydzierała. Mąż jednak potwierdził , że jakby gościu był bardziej trzeźwy to bałby się ruszyć. Myślę, że to pierwsze zdarzenie dało mi z czasem do myślenia, że mam jakieś blokady, albo po prostu u mnie w rodzinie nigdy nikt na nikogo nie krzyczał i nie zachowywał się agresywnie, przez co takie zachowanie było dla mnie szokiem. Ogólnie w życiu staram się walczyć o swoje, chociaż czasem ręce mi opadają jak trafię na „beton” albo „klikę”. Czasem się poryczę , czasem odpuszczę a czasem zrobię tak, że wychodzi na moje:) Ogólnie załatwiam sprawy za pośrednictwem uśmiechu i żartów, ale też potrafię powiedzieć co myślę jak trafię na chamstwo. Jak się człowiek ciągle chowa to go ciągle kopią po tyłku. To tak jak z bardzo dobrymi pracownikami , którzy nie potrafią zadbać o swoją karierę bo liczą , że zostaną docenieni przez zwierzchników. Akurat :) Jak robol dobrze robi to znaczy, że jest na odpowiednim stanowisku :) Tak dla wielu osób do przemyślenia……..

  6. Aniula, dziękuję za odpowiedź w sprawie małolatów :)
    ad.1 Gratuluję, że udało się Tobie tak modelowo rozwiązać problem w przedszkolu. W sytuacji rodziny, którą znam, to niestety nie skutkowało. Problem przeniósł się do szkoły, w której było jeszcze trudniej coś zrobić, dlatego rodzice postanowili przełamać strach pociechy poprzez aktywację u niego kontr-agresji

    ad.2. Tak, proste odpowiedzi są najczęściej najlepsze. Czy mojemu Krzyśkowi to wystarczy – nie wiem, często jest baaaardzo dociekliwy i drąży, dopóki nie ułoży sobie w głowie wiarygodnego schematu :)

  7. Zośka – zgadza się. Ale czy intencje nie wyłaniają się właśnie nieśmiało i trochę samoistnie z naszych postów?

  8. Marek,
    ja to sobie myślę, że aby „wymyślić Cel”–jak piszesz, trzeba najpierw na chwilę pozbawić się głowy i poczuć, co i konkretnie dla kogo chcielibyśmy zrobić. Poczuć intencję.

  9. Zgadzam się z wami. Dzisiaj praktycznie każdego dnia trzeba walczyć o przeżycie. Taki alkoholizm to próba (jakże to straszne, że tak udana) wyniszczania nas jako narodu. Pozbawić pieniędzy, zabić szare komórki i inteligencję, osłabić więzi rodzinne, wygnać w bezdomność, biedę, głód, brak potomków i perspektyw. Jesteśmy krajem buraka cukrowego, a cukier za wysoką kasę musimy importować z Niemiec (zobaczcie, że posłów broniących ładnych lat temu zatrzymania produkcji cukru przedstawiano jako szaleńców). Żyjemy z importu, choć jesteśmy tak zasobnym krajem w KAŻDE DOBRO że moglibyśmy wyżywić siebie i eksportować. Nie borykać się z żadną inflacją, mieć porządne PKB, socjal na poziomie.
    Jak można 400 złotych nazywać emeryturą? To od każdego z nas tak naprawdę zależy, jak ten kraj się rozwija. Mamy wpływ. Każdą najmniejszą decyzją to udowadniamy.
    Akcja Pokonaj Raka i ludzie wspinający się po najwyższych szczytach, Ratownictwo, służby medyczne, jednostki działające w różnych strukturach, ludzie prawi, stawiający czoła finansowym hegemonom. Ludzie myślący.
    Szkoda, że tak dużo jeszcze energii traci się na oczernianie, wysyłanie obelżywych donosów i anonimów – ale wierzę, że ci ludzie też dojrzeją do samych siebie.
    Broń. Pieniądz. Ropa naftowa. To taki zaklęty krąg. Dobrze jeszcze uzależnić człowieka nałogiem, podporządkować go sobie. Ustawić. Najlepiej pod ścianą :-(
    Ale coraz więcej osób zaczyna przecierać oczy, burzyć się na to wszystko. Przestaje się bać, co wcale nie jest takie łatwe bo we wszystkich izmach mniejszość, nie mająca często racji potrafiła zawładnąć większością.

    Człowiek jest wolny. Jest odpowiedzialny za siebie i innych. Ma ogromny potencjał i wspaniałe dziedzictwo, z którego może czerpać i identyfikować się z najbliższymi mu ideami. Ale kurczę tak ważne jest wyważenie, złoty środek, intelekt (wykańczany substancjami niewiadomego pochodzenia) – zdrowy rozsądek.

    Wiele się zmienia. To jest niesamowite, jak czytam wasze myśli i gotowość do działania w mądrych kierunkach, że tak wielu jest ludzi oburzonych bezsensem na tym świecie.

  10. Hej Bartek! Miło słyszeć, że porusza Ciebie ten wątek :) Od pewnego czasu myśli, które przywołałeś nie dają mi spokoju.

    Niby jesteśmy leniwi, ale jednak jak już zechcemy to potrafimy. Na przykład Wielka Orkiestra Świątecznej Pomocy. Grosik do grosika i od lat my wszyscy wyposażamy oddziały dziecięce w wielu szpitalach.

    Bardzo by się przydał ktoś z charyzmą, jak chociażby wspomniany przeze mnie niedawno John Lennon. Nie mamy Lennona, ale mamy internet, wiedzę i motywację i być może wiele, wiele innych talentów.

    Gdyby tak zapoczątkować akcję. Wymyślić Cel i i zmotywować do wspólnego myślenia grupę dobrych ludzi. Myśleć, myśleć i jeszcze raz wspólnie myśleć. Myśleć i rozmawiać. I w końcu wymyślić jakiś plan, którym można by zainteresować trochę szersze grono. Być może jeszcze bardziej intensywnie myśleć, dyskutować i myśleć aż wymyśli się coś, co można przekuć na konkret. Coś, czym można by zainteresować jakieś znane osoby, dziennikarzy, może jakiegoś polityka i zacząć docierać do jak największej liczby osób. Nie mam pomysłu co by to mogło być – to właśnie trzeba wymyślić :) ale na pewno musiałoby wyzwalać dobro, serdeczność, pomoc, miłość, musiałoby mieć moc samo-rozpowszechniania się, być NON-PROFIT i ponad religiami. To coś musiałoby nieść ze sobą duży ładunek pozytywnej energii. Trudne zadanie? Wcale nie wiem. Bo czy wśród nas nie ma analityków? Ludzi pomysłowych? Osób odpowiedzialnych za reklamę? Za PR? A przy tym każdy ma jakiś znajomych…

    Utopia? Może tak. A może nie.

    Przy okazji też pozwolę sobie przeprosić Pana Macieja, że my tu tak „ni w 5 ni 9” o różnych sprawach, trochę nawet o dzieciach a przecież wątek o drapieżnikach – chociaż, niektóre dzieci to jak lwy co najmniej :)

  11. Jutro tybetański Nowy Rok, tzw. Losar. Nasz Nauczyciel, Mistrz, Tybetańczyk z pochodzenia–Namkhai Norbu Rinpocze (należę do dzogczen community) od bardzo wielu lat mieszka w Europie i na Nowy Rok, ten „zachodni ” Nowy Rok przesłał nam, swoim uczniom takie życzenia.
    „Najlepsze życzenia na Nowy Rok. Mam nadzieję, że przyniesie wam dobrą wolę, radość i trochę mądrości, by stawić czoła codziennym sprawom. Mam też nadzieję, że będziecie praktykować szczerą i pozytywną wizję wszystkiego. Zmienia to karmę i umysł, rozwija Miłość i Współczucie wobec świata i jego czujących istot.”
    Przesyłam dalej te pełne mocy życzenia.

  12. Bartku dobry pomysł:) A co do tego zła i dobra. Łatwiej jest zrzędzić, marudzić, biadolić, pomstować , kogoś kopnąć, lenić się, obwiniać innych o swoje problemy niż wziąć się za siebie , uczyć się, pomagać innym cieszyć się każdym dniem itp:) Dobrym wcale nie tak łatwo być. Dzisiaj byłam drugi raz na ściance wspinaczkowej. Pierwsze wrażenie i lekkie przerażenie:) dzisiaj już było lepiej, ale to dzięki temu, że jest fajna atmosfera, sympatyczni ludzie tryskający pasją i pozytywnym nastawieniem. No i ja taki mały dinozaur może nie do samej góry ale trochę za połowę dolazłam :) I teraz będę zarażać innych ścianką , tak jak wcześniej zarażałam i zarażam jogą ( mimo, że w jednym z pism kobiecych , ksiądz egzorcysta ostrzegał przed jogicznym szatanem, ja zaglądam do kościoła i nic mną nie trzepie), wędrówką z plecakiem czy jazdą na desce. Myślę , że wejście w takie pozytywne środowisko potrafi zrobić więcej i zjednoczyć ludzi , niż jakieś odgórne nauki. Poza tym ludzie poddają się temu czego się boją, w obecnej chwili jest tak duży przepływ informacji, że ciężko ludziom już wszystko wmówić, widać to po protestach przeciwko ACTA. Ludzie komentują , oceniają na bieżąco stanowią siłę , która potrafi powiedzieć nie przekrętom. Oczywiście każdy kij ma dwa końce i trzeba o tym pamiętać.

  13. Witam Was serdecznie,

    Ostatnimi czasy zauważyłem większą aktywność komentatorską na tym blogu. Super.

    Zmienię temat. Intryguje mnie i zaciekawia „marek”, zwłaszcza jego słowa z tematu „5 minut”. Pozwólcie, że zacytuję:
    „Czytam i tak sobie rozmyślam. Trochę off-topic. A trochę nie. Tylu dobrych ludzi pragnących dobrze przeżyć dany im czas. A jednak na wierzch co i raz nachalnie wypływa zło. Dlaczego czasem „garstka” ludzi potrafi zawładnąć grupą wielokrotnie większą a czasem calym narodem? Myślę, że wbrew pozorom „dobro” jest w większości a jednak dajemy sie wciagnac w gre ze zlem. Ktos powie grzech. Tyle czasu poswiecamy w zyciu na rozne sprawy – „techniczne”. Chcielibysmy zyc w swiecie dobra. Ale co tak na prawde robimy by ten swiat na wieksza skale stworzyc? Czesto otaczamy sie murem. Zamykamy w naszych swiatach, rodzinach, przyjaciołach, tyle mamy zajec. Probujemy uciec, albo udawac, ze zlo jest gdzies daleko, mnie nie dotyczy. Ale gdzies tam w tej chwili ktos wlasnie mysli kiedy bedzie najlepszy czas by uderzyc na Iran. Ktos mysli o kontrataku. Ktos w Syrii by nie zginac, zabija kogos innego. Czy na pewno mnie to nie dotyczy? Czy na pewno nie mozemy z tym nic zrobic? Jestesmy w wiekszosci. Niby XXI wiek a czy tak na prawde bardzo wiele zmienilo sie przez tysiaclecia? Odwieczne miec zamiast byc. Czy na pewno tak byc musi? A gdyby tak komus udaloby sie zebrac tych wszystkich nas i sprawic, ze zaczniemy intensywnie myslec a potem choc troche dzialac. Czy na pewno nie mamy szansy wygrac? Zmienic swiat troche bardziej? Internet pozwala tak sprawnie sie jednoczyc. Czy nie warto przynajmniej sprobowac…?”

    Dwa tygodnie temu w programie porannym TVN 24 ktoś zadał mailowe pytanie prowadzącemu Jarkowi Kużniarowi: „dlaczego mówicie tylko o złych rzeczach, które się wydarzyły” – „bo tylko takie są” padła odpowiedz.

    Zgadzacie się z tym??? BO JA NIE !!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!

    Telewizja jako hipnotyzer ogólnospołeczny kreuje to o czym mówimy, czego doświadczamy i o czym myślimy /my jako społeczeństwo/.

    Dlatego mam propozycję dla pana Macieja, dla Marka, dla wielu z Was, którzy tu komentujecie i dla Wszystkich, którzy anonimowo zaglądacie.

    Panie Macieju proszę o stworzenie zakładki w górnej części strony, w której będziemy wpisywać co dobrego ZROBILIŚMY dla siebie, bliskich, dalszych, naszej przyrody i ekosystemu. Może napiszemy o kimś, kto warty jest aby o nim napisać. Każdy będzie mógł zrobić to anonimowo albo podpisać się swoim nazwiskiem i wpisać choćby najmniejsze uczynione dobro tak często jak będzie miał na to ochotę.

    Za markiem: „A gdyby tak komus udaloby sie zebrac tych wszystkich nas i sprawic, ze zaczniemy intensywnie myslec a potem choc troche dzialac. Czy na pewno nie mamy szansy wygrac? Zmienic swiat troche bardziej? Internet pozwala tak sprawnie sie jednoczyc. Czy nie warto przynajmniej sprobowac…?”

    Spróbujmy. Róbmy dobre rzeczy i chwalmy się nimi dla dobra naszego i wspólnego.

    Wszystkiego dobrego

  14. :) Marku to zacznijmy od małego drapieżnika:) U mnie było podobnie, syn trafił na dzieciaka z ADHD i problemami rodzinnymi. Najpierw zrobiliśmy wywiad, z panią co się dzieje, a potem kazaliśmy synowi zgłaszać pani każde agresywne zachowanie w stosunku do niego i do innych dzieci. Efekt był taki, że dzieci też przestały się bać, bo było cały czas larum przeciwko agresorowi , dzieciaki nawzajem mówiły, że on robi im krzywdę i agresor nie wytrzymał presji. Najgorzej jest jak się nie reaguje, jak reaguje grupa to agresor po prostu tchórzy.
    Kwestia śmierci nie może być tajemnicą. Wystarczy dziecku opowiedzieć, że jak człowiek jest bardzo stary i schorowany to po pewnym czasie umiera, ale zostawia po sobie następców w postaci dzieci i wnuków, przez co tak naprawdę nie umiera na zawsze. Dla dziecka starość to tak odległa sprawa, że nie powinno sobie zaprzątać tym głowy. Nie ma co się wgryzać w jakieś drastyczne szczegóły, ponieważ dziecku chodzi o samo pojęcie a nie za całą ciągnąca się za tym historię :)

  15. Aniula, odpowiadam – na przykład takie 2 sprawy:
    1. Znam dobrze taką rodzinę. Rodzice uczyli swego synka od najmłodszych lat łagodności. W starszej grupie przedszkola był zastraszany przez kolegę łobuza. Bał się chodzić do przedszkola, ale dotrwał do końca. W szkole pojawił się nowy łobuz. Rodzice nie wytrzymali i zaczęli wymyślać nagrody za to, że chłopiec nauczy się oddawać swemu prześladowcy. Teraz chłopiec chodzi na kurs samoobrony.
    W naszym domu też nie rozmawiamy o przemocy, zastanawiam się czy nie powinnismy, bo przypuszczam, że prędzej czy później Krzyś też może spotkać swego małego prześladowcę?
    2. Już ze 2 razy Krzyś (nie całe 4 lata) zapytał co to jest śmierć (usłyszał słowo w radio czy tv). Do tej pory nigdy nie ściemniałem z odpowiedziami, zawsze tłumaczę poważnie tak jak sam to rozumiem. W tej sytuacji coś mną powstrzymało i wykręciłem się od odpowiedzi. Ale pytanie kiedyś wróci.

  16. Dżo-ann, dziękuję za listę lektur :) i za ciepłe życzenia! Dodam tylko, że z nauk, których szukam skorzysta nie tylko 4 letni Krzyś ale też 5-miesięczny Adaś :)

  17. Obejrzałem. Film jest niewątpliwie wstrząsający. Odzywa się jednak we mnie mój „bliźniaczy” charakter, który próbuje ocenić tę samą kwestię zawsze z różnych stron. Wynik jest taki:

    1.OBROŃCA PRZEMYSŁU
    To nie „przemysł” a konkretny człowiek ustanawia strategię, narzuca wyniki, projektuje rozwiązania, lobbuje, oszukuje, wykorzystuje. To konkretny człowiek kopie kurczaka, dźga widlakiem krowę. W małym gospodarstwie rolnym produkującym na potrzeby jednej rodziny też może być zły gospodarz i krzywda zwierząt.

    Kolejna sprawa to amerykańska specyfika. O ile wiem w europie nie ma tak gigantycznych przetwórni spożywczych ani farm, które przez swoją skalę mogą tak łatwo wpływać na prawo lub pozostawać poza kontrolą. Znam osobiście kilka zakładów spożywczych w Polsce (m.in.: mleczarnie-serownie w Turku, Pasłęku, Radzyniu, Głubczycach, z innych branż np. Wedel, Nałęczowiankę) byłem też w wielu, wielu innych i nie stwierdziłem nigdy nieprawidłowości o jakich mowa w filmie. Oczywiście produkcja sera typu camembert w zakładzie przemysłowym będzie mniej urokliwa niż jego wytwarzanie w małym francuskim gospodarstwie, ale za to bardziej bezpieczna, wydajna i tańsza i nie ma w tym nic złego.

    W filmie narracja jest prosta – przemysł spożywczy to zło. Takie też pobrzmiewają co chwila instalacje – „przemysł spożywczy jest głośny, śmierdzący, szkodliwy i ze wszech miar zły”. Ale przemysł spożywczy jak każdy inny to fabryka. To technologia. Celem jest dobry produkt w dużych ilościach – dlatego taniej, ale wcale nie gorzej. Nie boję się pić jogurtu wyprodukowanego przez dużą fabrykę o uznanej marce, bo wiem ile systemów i procedur kontroli jakości muszą oni przestrzegać – wpadka zaś dużo kosztuje. Na przykład systemy wentylacji (kluczowe dla czystości powietrza na produkcji) są tam czasem lepsze niż na salach operacyjnych. Natomiast kefirek z małej lokalnej spółdzielni mleczarskiej może być czasami (chociaż wcale nie musi) negatywnym zaskoczeniem. Gdyby nie przemysł, kogo byłoby stać na produkty? Ryż i soja jakoś nie wydają mnie się alternatywą dla ludzkości, a na ziemi coraz ludniej.

    2. LOS ZWIERZĄT.
    Tak, to jest straszne, że zwierzęta traktuje się tak nieludzko, przedmiotowo, bez szacunku i bez serca. Nie wiem jeszcze co z tym zrobię, ale moja mapa została po obejrzeniu filmu istotnie zaktualizowana.

    3. INNE
    Nieuczciwi hodowcy, bezduszne korporacje, wpływ upraw na środowisko. Dużo tego wszystkiego i mam tylko jedną receptę. Pomóc człowiekowi zmienić się na lepsze, pisałem o tym wcześniej.

    Pozdrawiam czujących,
    Marek

  18. Marku polecam „Psychologię rozwoju człowieka” pod red. B.Harwas-Napierała I J. Trempała (tom 1,2,3, najbardziej przydatna może okazać się jedynka dobrze zilustrowana),
    „Psychologię wspomagania rozwoju” Barbara M. Kaja, ze starej szkoły psychologicznej: Piaget i Erik Erikson. Znacznie lżejsze są pozycje książkowe autorstwa pana o imieniu Tony Buzan całkiem fajnie rozwijająca kreatywność, uczące rozrysowywania map mnemotechnicznych (wszystko co dotyczy super pamięci). „Charaktery” pewnie odwiedzacie :-) Wartościowa i strona internetowa i czasopismo. Z krakowskich nazwisk: M.Ligęza, Białecka-Pikul, prof. Kielar-Turska.
    Czasem język psychologiczny mocno skomplikowany, ale można wyłapać pewne intuicyjne prawidłowości, tym bardziej jeśli mocne zainteresowania tematyką.
    Fajną sprawą jest podchwycenie sobie jakiejś jednej teorii, kierunku, nazwiska i przeszukanie zasobów sieci :-)
    Ciepło pozdrawiam i życzę owocnych trudów wychowawczych, gratulując rodzicielstwa :-)

  19. W moim rozumieniu wystarczy „świadomość żywieniowa” by ustrzec się wielu trujących rzeczy. Wielkie koncerny żywieniowe dość sprytnie ustawiły ten świat. Przejście na dietę wegetariańską by dostarczała tyle białka ile dostarcza je w miarę tanie mięso jest po prostu drogie. W pospolitym sklepie nie dostaniemy aż tylu zamienników, no chyba że się mylę co do tego. Mięsa jest zdecydowanie więcej i jest łatwiej dostępne.
    Zresztą zawsze mamy wybór. To my odpowiadamy za nasze życie i to co jemy. Nikt nam nie każe jeść hamburgerów czy przyjmować diety McDonalda. Nikt nam nie każe też siedzieć przed komputerem po kilkanaście godzin dziennie. Ja np. wolę iść na spacer a po złamanej stopie i 6 tyg przebywania w domu jeszcze bardziej doceniam spacery i świeże powietrze na zewnątrz.
    A co z naturą? Przecież zwierzęta od zawsze dzieliły się na mięsożerne i roślinożerne. Skoro wszystkie zwierzęta czują to dlaczego się krzywdza? Człowiek oczywiście posiada świadomość i złożone procesy psychiczne oraz myślowe.
    Żyjemy wygodnie i to jest problemem. Patrząc na moich rodziców i ich wzorce żywieniowe jestem w szoku, że ja od 6 lat trzymam dietę. Zapewne to dzięki mentorom ze świata sportu gdy grałem jeszcze zawodowo w piłkę. Tak… sport to jest największe dobrodziejstwo tego świata. Potrafi zaszczepić progresywne przekonania i wzorce.

  20. Panie Macieju co u Karolci?

  21. Marku musisz podać przykłady, kiedy nie wiesz co robić, ponieważ tak ciężko wymienić się doświadczeniami :)

  22. Dziekuje Dżo-ann! Mysle sobie, ze tak mniej wiecej staramy sie postepowac z moja lepszą polową wobec naszego Krzysia 4-latka. Pewien czas temu dostalem olsnienia, kiedy zdalem sobie sprawe ze dziecko w zasadzie nie rozni sie od doroslego. Jedynie zamiast mapy ma czysta kartke papieru. Sa jednak sytuacje, kiedy mam dylemat jak wspierac, co powiedziec.
    Chetnie poczytam madrych ludzi, ktorzy zechcieli podzielic sie wiedza tajemna :)

  23. Panie Macieju obejrzałam film o Gersonie i teraz będę szukać materiałów, jak zwalczać migrenę według jego metody. Lekarze są co do mojej bezsilni. Przebadali mnie w lewo i prawo i nic nie wykryli. Tylko dzięki swoim obserwacją trochę nad nią zapanowałam :) Ale nie o tym chciałam pisać, tylko w ogóle o profilaktyce. W Polsce jej nie ma. Są co jakiś czas organizowane z dużą pompą akcje badań cytologicznych i prostaty, ale to nie przynosi efektów, ponieważ nikt nie robi potem analizy dlaczego 60% osób w ogóle nie pojawia się a takich badaniach. Moja córcia mając 6 miesięcy zaczęła się wyginać na bok. Byłam u neurologa ( prywatnie bo nigdzie nie było miejsc na NFZ) stwierdził słabe mięśnie brzucha i zalecił odpowiednie układanie w łóżeczku. Ja matka upierdliwa odwiedziłam swoją pediatrę i poprosiłam o skierowanie na rehabilitację, bo to układanie do mnie nie przemawiało, jeśli dziecko wygina się w rogal. Cudem udało mi się w przeciągu tygodnia dostać do lekarza, ponieważ ktoś zrezygnował i co się okazało, że małą powinna być już dawno ćwiczona metodą Voyty. Jest taka super metoda polegająca na odpowiednim skręcaniu i uciskaniu , pozwalająca wyrównać cały układ nerwowy, ale dział tylko do osiągnięcia przez dziecko roku życia. Mając skierowanie w ręku, okazało się, że nie ma dla mojego dziecka miejsc, ponieważ NFZ limituje profilaktykę dla dzieci. Są wykształceni, bardzo dobrzy rehabilitanci i nadal wizja bardzo kosztownych operacji kręgosłupa w przyszłości dzięki zaniedbaniu profilaktyki. Przygotowałam kasę (60 zł za 45 minut zajęć – 2 razy w tygodniu) , ponieważ nie było czasu na czekanie , ale też jakaś opatrzność zadziałała i trafiłyśmy na zajęcia refundowane. Dzisiaj po mojej małej nie widać , że była „rogalikiem”. Oczywiście zdaję sobie sprawę jak wygląda NFZ i wcale mi się to nie podoba, ale wkurza mnie, że nie zwraca się uwagi na profilaktykę tylko na napędzanie przemysłu farmaceutycznego. Kiedyś oglądaląm program o ludziach chorych na cukrzycę. Jeden starszy pan ( tak na oko 70 lat) skarżył się , że przy diecie cukrzycowej wciąż jest głodny, ale się ogranicza ponieważ chce być zdrowy. Jak się okazało nikt mu tak naprawdę nie powiedział jak komponować posiłki, by dbać o poziomy glikemiczne i nie być głodnym. Najlepiej dać insulinę i z głowy. Najlepiej dać antybiotyk i z głowy itp. Nie spodziewam się po obecnym ministrze zdrowia , że jest w stanie coś zmienić w tym względzie, więc musimy się sami wspierać i podpierać literaturą :)

  24. Obejrzałam „Kolporacyjną żywność” i pomimo, że jestem świadoma, skąd bierze się mięso, wydawało mi się, że co nieco wiem o tym, jak traktuje się zwierzęta rzeźne – jestem w szoku. Skojarzyło mi się z systemem niewolniczym – zarówno odnośnie do zwierząt, rolników, jak i konsumentów – co ostatni poprzez swoją ingnorancję, bezrefleksyjność zgadzają sie na bycie niewolnilkiem. To my wybieramy, co wkładamy do koszyka. Jakoś trudno mi zrozumieć, dlaczego wrażliwe, myślące istoty – a za takie uważam conajmniej część ludzkiego gatunku działa tak bezrefleksyjnie. Mieszkam w niewielkim mieście – niedawano otwarli Mac Donalda i stało się szczytem mody właśnie chodzenie do niego i to z dziećmi. Jakby nie docierało, co faktycznie serwuje się tam. Takie pływanie po powierzchni. ..
    Częstą reakcją na wiadomość, że nie jem mięsa jest reakcja typu – jak ty żyjesz, pewnie chorujesz. Bo ktoś kiedyś wdrukował im – mięso jest zdrowe… Jednocześnie zadaje sobie to pytanie, ile z tych osób, ktore jedzą mięso – robiłoby to nadal, gdyby musieli sami zabić żywą istotę. Czasami patrzę na mojego psa i przeszywa mnie dreszcz, gdy pomyślę, że przecież gdyby miał mniej szczęścia, to ludzie mogli zdecydować, że psy się je, a świnie traktuje jak towarzyszy. Przecież inteligencja świni i psa jest zbliżona.
    Przypomina mi się piosenka „Dżemu” – mam wrażenie, że wielu lunatykuje… Czy jest możliwość przebudzenia?
    Religie różne społeczeństwa przyjmują na swój sposób – trudno nawet o tym dyskutować. Dla mnie ważna jest prosta zasada – nie krzywdzić innych czujących istot, szanować ziemię – przecież jesteśmy na niej tylko przez chwilę…

  25. Piszecie o mocnych faktach. Wszystko zaczyna człowiek od siebie. Wyznacza własne mapy, by potem móc kształtować swoje dzieci. O ile są warunki zewnętrzne i względna dojrzałość i szacunek bliskich. W czasach tak dużej niepewności (zwłaszcza finansowej) mocując się z samym sobą i często nieprzychylnością ludzi nam bliskich podejmować decyzję o posiadaniu dzieci. Jestem w stanie zrozumieć każdą osobę, a kobietę to już w każdej decyzji.
    Błędem, jakiego nie sposób czasem uniknąć, jest wychodzenie z punktu: będę idealny i starania oraz pierwsze założenie: nie powielę błędów wychowawczych moich rodziców. Na rodzicielstwo każdy patrzy inaczej. Jesteśmy tylko ludźmi. Bez sensu jest zakładanie i wymuszanie czegokolwiek na sobie czy na następnym pokoleniu.
    Dziecko to od początku człowiek, ze swoimi humorami, potrzebami bardzo angażujący, często męczący, kochany, ale wzbudzający nasze różne emocje także te negatywne.
    Nie ma jednej uniwersalnej recepty. Myślę, że fajne jest traktowanie poważne – dotrzymywanie słowa, mówienie poprawną, nie zdrobniałą polszczyzną ;-) (ciocie i babcie ze swej natury są tu czasem wyjęte poza nawias), tłumaczenie świata, nie banie się swojej niewiedzy, żartu (to też rodzaj narzędzia do walki potem o siebie). Rozmowy, pozwalanie na ekspresję uczuć, choć i stanowczość – niektóre dzieci potrafią dać w skórę.
    Często w ferworze własnych obowiązków życiowych zapominamy o tym jak to było i co czuliśmy, czego szukaliśmy, czego potrzebowaliśmy gdy sami byliśmy mali. A wtedy lubiliśmy tych dorosłych, którzy traktowali nas (nawet z przymrużeniem oka) jak partnerów do rozmowy. W dzieciaczku już siedzi w pewien sposób dorosły człowiek. Nie będę was tu zarzucać fachowymi nazwiskami i terminami z zakresu psychologii rozwojowej. Duże zaufanie mam do tych badaczy i badaczek, którzy spędzili w swojej pracy multum lat. Szacunek nieudawany do współcześnie działających psychologów rozwojowych, w ogóle do psychologów.
    Krytyczne patrzenie na świat, opieka i troska: o siebie jako rodziców, kochanków, partnerów, o dzieci, które są mądre, zwłaszcza emocjonalnie mądre (choć czasem krzyczą w niebogłosy, irytują i denerwują ;P) to myślę ważne nasze mechanizmy bycia rodzicami. Literatura, filmy, gazetki dla młodych rodziców, wskazówki starszego pokolenia i innych rodziców to mocna baza, ale nie zastąpi naszego zdrowego rozsądku. I wiele by tu można kurczę jeszcze pisać, ale co jak co własne odprężenie rodziców istotne :-)

  26. ps. Oczywiscie „żądza” a nie „rządza” – pisalem pol-przytomny na komorce i taki efekt :)

  27. To nie przemysl przysparza problemow ludzkosci – ani farmaceutyczny, ani spozywczy, ani zaden inny. To czlowiek jest dla siebie problemem. A konkretnie ta czesc czlowieka, ktora motywuje go do dzialania na szkode innych – m.in. kompleksy, pycha, zawisc i rzadza posiadania. To jest rak, ktory niszczy powoli od najmlodszych lat. To jest choroba, ktora przenosi sie bezwiednie z pokolenia na pokolenie. Od tysiacleci.
    „Miluj blizniego jak siebie samego”. Takie proste. A takie trudne.
    I zadziwia mnie, ze w sumie tak niewiele sie o tym mowi (poza kontekstem religijnym) i tak niewiele czyni by zahamowac epidemie. John Lennon – kiedy to bylo…?

    „…lecz ludzi dobrej woli jest wiecej
    i mocno wierze w to,
    ze ten swiat,
    nie zginie dzieki nim”…

    Przydalby sie jednak ktos, kto by potrafil zaszczepic dzialanie…

    Ps. Przy okazji Panie Maćku ponawiam pytanie o temat „wychowania dzieci” (czytaj wspierania) w Pana publikacjach.

    Pozdrawiam!
    Marek

  28. Ważna dyskusja. Dzięki!
    Buddyzm to koncepcja drogi środka, umiaru, na tym zasadza się odkrycie księcia Siakjamuniego Buddy, Tao to środek drogi, znów umiar; owszem, zgoda. Jednak bywają wybory w mojej mapie świata bardziej jednoznaczne. Nie można trochę zabić zwierzęcia.

    Tak jak wszechwładny przemysł nikotynowy zaczął się kurczyć pod wpływem „niepalących szaleńców” tak pewnie przemysł spożywczy dozna za lat kilka „humanitarnego oświecenia” pod wpływem szaleńców, którzy policzyli ile setek kilogramów cierpienia rocznie zniknęłoby w ich żołądkach, gdyby jedli zwierzęta, oraz używali innych produktów pochodzenia zwierzęcego. Nie można trochę przyćpać, ani trochę palić. Tego rodzaju tłumaczenie to jeden z objawów osiowych uzależnienia. Na przykład w przypadku osób wychodzących z „U” trzeba zachować trzeźwość do końca życia, albo zginąć.

    Wierzę, że świat jest miejscami lepszy, także dzięki lekom i wielkiej ofierze zwierząt/istot czujących. Podobnie jak współczesna medycyna w wielu przypadkach pomaga, lecz lobby medyczne i farmaceutyczne żyje z chorób, żyje z pacjentów – nie z profilaktyki. Istnieje na przykład pojęcie chemioterapii paliatywnej, która nie ma żadnych funkcji leczniczych, jest natomiast wyniszczająca dla ciężko chorej osoby. Powszechnie się ją stosuje, choć jest zabójcza, nieskuteczna i potwornie droga. Kiedy na przykład w wyniku wieloletnich błędów w odżywaniu pojawia się cukrzyca typu B, nie można być trochę na diecie, gdyż zniszczona trzustka nie daje rady. Następuje gwałtowny progres choroby. Oczywiście można sobie folgować, jak w przypadku palacza za cenę ogromnego prawdopodobieństwa zachorowania na dwie choroby: raka, lub miażdżycę. Czasem zatem nie warto iść na kompromisy, bo kompromisy bywają post-racjonalizacjami i echem uzależnienia, choćby od własnych poglądów :)

    Polecam kolejny, nieco szokujący film i serdecznie pozdrawiam.

    Świat według mnie staje się lepszy między innymi dzięki rozmowom :)

  29. Dziękuję za tę dyskusję, jest dla mnie ważna i być może dzięki niej zaktualizuję „swoją mapę” tego rejonu świata :) Ale jak to z aktualizacjami bywa, instaluje się tylko nowsze – lepsze wersje, dlatego pozwalam sobie drążyć wątek dla dobrego oglądu rzeczy.

    Szacunek dla życia, stworzenia przyjmijmy jako niepodważalny, co w moim przekonaniu nie stoi w sprzeczności z walką o przetrwanie – jeśli komar wypija ze mnie soki to nie tłumaczę mu filozofii negatywnej karmy. Ładnie to ujęła Zosia w poprzednim wątku – buddyjska droga środka.

    Jeśli usuniemy z rozważań o istotach czujących człowieka to nic specjalnie się nie zmieni. Inne istoty czujące pozostaną niezmiennie częścią nieuchronnego łańcucha pokarmowego. Czy istnieją jakieś przesłanki, aby podważać tezę, że częścią „życiowej misji” konika polnego jest dostarczenie pokarmu żabce, a przeznaczeniem tej ostatniej znalezienie się w żołądku boćka, który dostarczy pokarmu liskowi, itd… Może zatem budowa negatywnej karmy jest tragicznym i nieuchronnym losem istot bo raczej trudno spodziewać się, aby pająk ulitował się nad muchą która uwikłała się nieopatrznie w jego sieci? Co zatem zmienia wprowadzenie do tego układu człowieka? (abstrahując od pozostałych kwestii – braku ekologii, niegospodarności i innych wad człowieka, które na pewno zasługują na naganę, ale dla przejrzystości rozważań odłóżmy je na bok)

    Ubój zwierząt nasuwa negatywne skojarzenia. Ale przecież sama Temple Grandin projektuje specjalne urządzenia do humanitarnego uboju. Może to jest właściwy kierunek buddyjskiej drogi środka?

    Przeczytałem zdanie „największymi trucicielami środowiska są mleczarnie i rzeźnie”. Nie rafinerie naftowe. Nie przemysł gumowy. Nie petrochemia. Nie spalarnie śmieci. Nie lakiernie i farbiarnie. Nie produkcja kwasu siarkowego lub azotowego, nie wydobycie i oczyszczanie rud, nie huty tylko mleczarnie i zakłady mięsne. No to nasza Warmia i Mazury i Podlasie powinny być najbardziej skażonymi terenami w Polsce bo tam koncentruje się ten przemysł, a czy rzeczywiście tak jest, wie każdy kto był.

    Czy przemysł spożywczy lub farmaceutyczny nie powstał jako wynik „najlepszych dostępnych wyborów”? Jak każdy przemysł jest tylko narzędziem i jak każde narzędzie może być dobrze lub źle wykorzystywany. Trzeba pracować, by narzędzia służyły ludziom a nie przeciw nim. To nie hamburgery są problemem, tylko ludzie, którzy lenią się sięgnąć po alternatywę. To ludzie wybierają FAST zamiast SLOW. Ale tylko niektórzy ludzie, bo zjawiska chorych NIEKTÓRYCH Amerykanów nie można chyba tak bezkrytycznie ekstrapolować na inne środowiska? Czy uśredniona długość i standard życia ludzi w Europie dajmy na to 200 lat temu były niższe czy wyższe od czasów obecnych? A umieralność na choroby, epidemie?

    Nie jest prawdą, że nowotwory pojawiły się wraz z hamburgerami. Za to wykrywalność i uleczalność niewątpliwie wzrosła. Kiedyś przeczytałem o badaniach naukowców w jakiejś populacji azjatyckich ludów, których podejrzewano o wyjątkową odporność na nowotwory (przywołuję z pamięci więc mogę coś przekręcić). Ludzie ci żywili się chyba właśnie głównie ryżem. W wyniku badań okazało się, że ludzie ci na nowotwory umierali prawie tak samo często, tylko że wcześniej nikt nie klasyfikował właściwie chorób.

    Nie chcę rozbudowywać pobocznego wątku na temat trawienia mięsa bo oddala nas od głównej kwestii (chyba, że ktoś sobie zażyczy). Napiszę tylko, że znam inną teorię na ten temat. Staram się być ostrożnym i nie przyjmować bezkrytycznie tez różnych „naukowców”. Można znaleźć sporo bardzo sprzecznych publikacji – zwolenników i przeciwników np. homeopatii, picia/nie picia mleka, jedzenia/nie pieczywa, łączenia/nie łączenia, wyższości masła/margaryny itp. Itd. – każdy ma swoje argumenty. Tak jest, chociaż nie do końca to rozumiem.

    Złoty środek, pokora, miłość i zdrowy rozsądek – to są dla mnie słowa namagnesowane niczym igła busoli.

    Pozdrawiam wszystkich cieplutko!
    Marek

  30. Trzeba popracować nad świadomością ludzi, oj trzeba. W Polsce wiele osób nie jada mięsa , nie z przekonania ale z biedy. Puszki i gazety też znikają ze śmietników nie z przekonania ekologicznego ale z biedy ( tzw. szperacze). Zastanawia mnie jednak, skoro ciągle słychać o tej biedzie dlaczego tony kupionego jedzenia ląduje w kubłach na śmieci. Ludzie nie szanują tego co przychodzi łatwo. Koncerny prześcigają się w produkcji kolorowych opakowań, aby przyciągnąć klienta. Patrząc na półki ze „zdrową” żywnością dostaję alergii, ponieważ ceny są koszmarnie wysokie a tak naprawdę nikt mi nie da gwarancji, że ta zdrowa nie jest pakowana obok tej normalnej. Koszmarne zabawki z plastiku łamiące się przy pierwszym użyciu, sprzedawane tonami za śmieszne pieniądze nadal są, nikt tego nie zatrzymuje. Jak zaczyna się mówić o ekologii, to zaraz odzywają się glosy, że te działania ograniczą miejsca pracy itp Może to zabrzmi paradoksalnie ale odnoszę wrażenie, że problemy finansowe w naszym kraju, wielu ludziom uratowały zdrowie i życie. O otyłości oczywiście się mówi ale nie na taką skalę, że kogoś trzeba wyciągać z łóżkiem przez okno przy pomocy straży pożarnej jak to ma miejsce w USA. Ludzie przy ograniczonych zasobach lepiej planują swoje wydatki ( paradoksem są święta i tony jedzenia w kubłach – może w tym czasie odreagowuje się zaciskanie pasa?) z drugiej jednak strony mają ciągle poczucie niedosytu i niższej wartości w porównaniu z innymi narodami. Zaczęłam do swojej kuchni wprowadzać więcej oliwy, warzyw, sama piekę chleb, czytam co tam wypisują na opakowaniach i mam nadzieję, że idę w dobrym kierunku. Widzę jednak, że mamy dużo do zrobienia, ponieważ ciężko walczyć z tymi , którzy mają dużo kasy, rzeszę prawników i chcą jeszcze więcej.

  31. Nasze drapieżnictwo. Pięknie budzicie i walczycie o świadomość. Niezrozumienie dla swojej natury, swoich instynktów, popędów, czasem niepotrzebna odraza do siebie prowokująca więcej złego niż dobrego prowadzi do wielu tragicznych w skutkach sytuacji.
    Niesamowitym postępem we własnym rozwoju odznaczają się roślinożerni :-) ludzie weganie, wegetarianie – wszyscy którzy kotleta z cierpiącego zwierzątka zastępują kotletem z soi (soja – białko roślinne, z powodzeniem jeśli nie lepiej zastępuje mięsko i ma wszystkie niezbędne aminokwasy). Przebudzeni. cóż można dodać więcej?
    Mnie ciągle chodzą po głowie losy osób zaginionych. Czy żyje, chciałabym aby rodzina tego Pana: http://www.zaginionyhenryk.waw.pl/ to wiedziała. Martwienie się jest obsesją smutku, obawą przed najgorszym. Że ktoś go skrzywdził, zabił? Wielką skuteczność i siła ma ITAKA. Pracujący tam ludzie są wspaniali. Dziękuję, że jesteście :-). Dziękuję za „Ktokolwiek widział, ktokolwiek wie” – program, który pomógł odnaleźć żywych bliskich.
    Straszne i nie do ogarnięcia dla mnie jest strzelanie do siebie nawzajem przez ludzi w Syrii. Przeszło 7000 istnień zginęło, a ile jeszcze zginie? Broń. zabawki dane przez ideologie dużym i małym chłopcom do wyniszczania się nawzajem. Swojego życia, swojej kultury, istnienia i dziedzictwa. Syria. Biedna, pochłonięta ogniem i piękna, choć zgruzowana Syria. Krwawiąca ziemia. Deptana manipulacjami i wielkimi pieniędzmi :-((((
    Jak może strzelać brat do brata? Zabijać, wcześniej gwałcić? Gdziekolwiek na świecie? Śmierć nie ważne czy jednego człowieka czy 85 w zamrożonej Rumunii to przerwanie życia. A życie jest cudem. Każde.

  32. Soczewicę polecam (zwłaszcza czerwoną) . Prawie codziennie jem z niej zupę na kolację—jest zdrowa, pożywna i smaczna .

Komentarze są wyłączone.