Tunel

młody "zawodnik" i instruktorzy w Bedford
młody “zawodnik” i instruktorzy w Bedford

W ostatnich dniach byłem w tunelu. Różne są tunele. Niektóre zawężają świadomość, inne potrafią poszerzać, otwierać nowe perspektywy, a nawet panoramy możliwości. Mój tunel był nietypowy. Miał średnicę 8 metrów i był mniej więcej wysokości 10 piętrowego bloku. Ponadto był czymś w rodzaju silnika odrzutowego postawionego na sztorc. Największy na świecie.

 

 

 

 

Super instruktor spadochronowy, mój coach i mistrz, wielki szacun
Super instruktor spadochronowy, mój coach i mistrz, wielki szacun

Przez wiele lat mego życia, nigdy do chwili wejścia, a w zasadzie wpłynięcia do tunelu nie miałem tak pełnej i kompletnej świadomości ciała. W zasadzie nic o nim nie wiedziałem. Pomimo ukończenia kursu skoków spadochronowych w swobodnym spadaniu (AFF), pewnych osiągnięć w pływaniu i jeszcze kilkudziesięciu różnych doświadczeń – to było niewiele. Tunel aerodynamiczny to dopiero szkoła. Wpada się ośrodka jak liść, z tymże ten liść dostaje pęd powietrza o szybkości ok.250 km/h  zaś liść w moim przypadku waży ponad 100 kilogramów. Najmniejszy nieświadomy ruch powoduje, że ten liść całą swą masą rzucony jest o ścianę. Wierzcie mi – boli. Boli nie tylko uderzenie, ale mięśnie, które mają utrzymać ciało w locie, których istnienia nawet nie podejrzewałem. O siniakach nie wspomnę.

W polskiej ekipie, a może nawet spośród różnych ekip niemieckich, francuskich, brytyjskich – byłem najstarszy, najgrubszy, najmniej sprawny fizycznie i w dodatku mam oficjalne papiery na chory kręgosłup i dałem radę. Mało tego zrobiłem postępy. Czas i doświadczenie były takie jakbym w realu, w powietrzu zrobił 100 skoków. Pointa?

 

 

Gośka Grabowska, drugi silnik spadochronowej Omegi, moja instruktorka i mistrzyni; dzięki
Gośka Grabowska, drugi silnik spadochronowej Omegi, moja instruktorka i mistrzyni; dzięki

Nie mów, że coś jest niemożliwe, nie mów, że na coś jest za późno. Nawet bariery, wydawałoby się  czysto fizyczne, tkwią głowie.

Często daję przykład Jasia Meli, Natalii Partyki, Karola Bieleckiego i innych. To wybitne postaci. Prawdziwi mega mistrzowie. Nie mam nawet zamiaru równać się z nimi. W mojej ekipie, nawet moi wybitni instruktorzy, Gosia i Rafał Grabowscy, przed którymi chylę czoła za ich coachingowe talenty i spadochroniarskie mistrzostwo, nie wiedzieli, że robiąc jakieś ćwiczenie często walczę z barierą bólu. Tam gdzie młode, sprawne ciała koleżanek i kolegów śmigały jak nietoperze, a ich umysły i układ nerwowy uczyły się w moment, tam u mnie pojawiał się próg bólu i wysiłku. Gratulacje i wielki szacun dal całej ekipy. U mnie trwało to trochę dłużej, trochę oporniej i boleśniej. Jednak dziś moja spójność wzrosła. Dziś już to, o czym piszę, to nie tylko zapożyczone, cudze przykłady, Lensa Armstronga czy Jasia Meli, to również moje, osobiste, intymne doświadczenie, którym teraz się dzielę.

 

 

 

Porównaj:Tak zaczyna amator :)

 

A tak śmigają mistrzowie :)

 

Od dziś z pełną, osobistą siłą mogę powiedzieć: Nie mów, że coś jest niemożliwe, nie mów, że na coś jest za późno.  Bariery tkwią wyłącznie w twojej głowie. Wyłącznie w twojej głowie tkwią rozwiązania. Skok ze spadochronem to wielka sprawa. Tunel jednak to bardzo wielka sprawa – uczy dyscypliny. Każdy ruch wpływa. Na co dzień, gdy chodzimy po ziemi jest tak samo, wpływamy każdym ruchem. Nie mamy jednak świadomości, że wpływamy. Każdy ruch ożywia. Jeden ruch niszczy, inny okazuje miłość.

Jay Richardson.Znakomity coach, dał mi w kość, najwięcej mnie nauczył i najbardziej wzmocnił
Jay Richardson. Znakomity coach, dał mi w kość, w tunelu najwięcej mnie nauczył i najbardziej wzmocnił

I na koniec jeszcze jedno. Doświadczyłem wielkiego wsparcia i profesjonalizmu ze stronnych brytyjskich instruktorów.  Właściwie ich zadaniem było pilnowanie bezpieczeństwa w czasie sesji w tunelu, jednak każdy z nich bezinteresownie był dla mnie coachem. Nie musieli, a chcieli. Cudownie z uśmiechem, profesjonalnie, wzmacniając, korygując błędy i znowu wzmacniając nawet najmniejsze udane ćwiczenia. Mistrzowie coachingu, zwłaszcza: Jay Richardson, David Sawyer oraz Josh O`Donohue. Młodzi faceci. Wymieniam ich z nazwiska, żeby choć w ten sposób oddać szacunek. Dodam, że w tunel panuje straszliwy huk turbiny. Coaching odbywa się wyłącznie poprzez mowę ciała. I to jest moja lekcja druga. Niekiedy uchodzę za skutecznego coacha. Ale dzięki brytyjskim trenerom poczułem na czym polega mistrzowski coaching:  Krótko, dosadnie, prosto, mocno, z uśmiechem, wzmacniająco, szacunek, pewność. Dzięki.

Tunel
Oceń artykuł

Udostępnij:
Maciej Bennewicz

Maciej Bennewicz

Dyrektor Instytutu Kognitywistyki, wykładowca mentoringu i coachingu, pisarz, socjolog, coach, terapeuta, superwizor.

19 komentarzy

  1. vayha :) po pierwsze w woli wyjaśnień: ze spadochronem chciałam skoczyć jak miałam 10 lat i nie znałam wtedy Maćka (ba! ja nawet nie wiedziałam, że ktoś taki jest na świecie:)) więc jego zachciewajki są przypadkowo zbieżne z moimi :) ja po prostu wyznaczyłam sobie termin na kwiecień- bo wiązało się to z moim zadaniem coachingowym :) nie chcę jednak o tym pisać szeroko, bo nie w tym sens. Proszę jednak byś nie zgadywał skąd są moje przekonania :) wolałabym, żebyś mnie o nie zapytał :)

    Po drugie: gdybym nie osiągnęła spokoju ducha i ciała, skok ze spadochronem nic by mi nie dał. Byłoby to sztuczne zatykanie dziury. Ja swoją czarną dziurę zaszyłam wewnętrznymi zasobami- swoimi wewnętrznymi zasobami. I to był (jest) sukces. Nie był do tego potrzebny samolot, ani komórka. ani laptop :)

    Absolutnie się z Tobą zgadzam, że spokój, oświecenie można uzyskać nie poprzez rozwój technologii, kościół czy religię, ale przez siebie samego, poprzez kontakt ze sobą.

    Różnica między nami jest po prostu taka, że ja swój rozwój duchowy mam, rozwijam go dalej, idę swoją drogą, a po drodze korzystam z tego co mi daje życie- czyli również z technologii.

    Kiedyś nie miałam komputera. Samochodu. Szkieł kontaktowych (były tylko okulary :)). Teraz to mam i korzystam z tego, jednak nie zapominając o duchowości.

    Czy teraz lepiej mnie rozumiesz? :)

    http://www.youtube.com/watch?v=o_YxF18c-70&feature=related

    vayha, a co sądzisz o takim rozwiązaniu? polecam obejrzenie wszystkich części, ale od tej chyba zaczyna się głównie temat równomiernego podziału dóbr, surowców i rozwiązań technologicznych… myślisz, że to mrzonka? :)

    A co sądzą inni Czytelnicy? Co sądzisz o tym Macieju? :)

  2. Ja chciałem oddzielić to co udało się osiągnąć mistrzom rozwoju duchowego od religii, pozostałości jako interpretacja ich nauk, która utrzymuje się w formie rytuałów, zakazów nakazów, ogólnie ogromnych fasad przekonań wykorzystywanych do manipulacji i polityki. Tego nie chciałem nawet ruszać, bo szkoda na to czasu. Odwoływanie się do prastarych historii, ucieczki do lasu czy do pustelniczego życia w grotach skalnych – też nie miałem na myśli.

    A jednak idąc za dynamiką spiralną – Wilberem, Gravesem i Cowanem na najwyższych poziomach świadomości są właśnie oni – mistrzowie rozwoju duchowego. Ci, którzy przekazywali wiedzę jak osiągnąć szczęście, zdrowie i te wszystkie zdolności do których teraz potrzebujemy zewnętrznych sprzętów. To chyba w jednej z książek Wilber porównuje całą ludzkość do wioski zamieszkiwanej przez 100 osób. Na tą wioskę przypada 1 komputer i 1 wykształcona osoba. Czy zadaliście sobie pytanie ile trzeba byłoby przerobić jeszcze surowców aby “każda osoba z wioski” miała komputer, szkła kontaktowe i komórkę? Nie twierdzę, że otaczające mnie sprzęty są złe. Dzięki nim mam łatwiej, mogę się uczyć i wymieniać z wami informacjami. Pytanie tylko czy jest mi to tak naprawdę potrzebne? Czy biorąc odpowiedzialność za cały system, możemy spowodować że wszyscy ludzie będą mogli zaspokajać swoje własne potrzeby w ten sposób? Kierunek w jakim zdąża cywilizacja raczej daje odpowiedz, że nie jest to możliwe. Cywilizacja ma wybór – może korzystać z zewnętrznych sprzętów, które uzależniają ją coraz bardziej i niszczą albo zacząć rozwijać się w kierunku “rozwoju duchowego” – i nie mam tu na myśli religii, tylko system który doskonali wnętrze człowieka i ubocznie uaktywnia to co dziś nazywamy mistycznym lub cudem.

    Rozumiem ludzi, którzy podśmiechują się z tych, którzy zwani są oświeconymi, mistykami czy Buddami. Wiem, że trudno jest uwierzyć w ich osiągnięcia i zrozumienie. (oddzielmy od tego religię). To jest jednak kwestią wyboru przekonań – tego co uważamy za prawdziwe a czego nie. Ja uważam, że aby poczuć stan nieważkości i doświadczyć unoszenia się nad ziemią niepotrzebny jest tunel z youtuba. I mówię tak ponieważ tego doświadczyłem. Uznałem, że skoro takie umysły jak Wilber, stawiają ludzi, o których piszę na najwyższych poziomach świadomości – oznacza to, że oni mogą mieć większą wiedzę na temat zasad działających w otaczającym mnie świecie niż inni ludzie. Podążyłem zatem za jednym z mistrzów i doświadczyłem. Wiem zatem, że nie potrzeba do tego nic zewnętrznego. Bez huku, tunelu, bez coacha od latania itp.

    Aby uruchomić silnik potrzebny jest prąd i surowce. Przy ich wydobyciu i przetwarzaniu powstają odpady. Anita pisze, że dzięki cywilizacji i jej technicznym możliwościom będzie mogła oddać skok ze spadochronem co pozwoli jej być w kontakcie z duchem i ciałem. (przekonanie prawdopodobnie zaczerpnięte z doświadczenia Maćka) Uzależnia więc swoje osobiste ale i wyjątkowe doświadczenie od czynników zewnętrznych (samolot, pilot itp). Moim zdaniem zupełnie niepotrzebnie. Gdyby nie samolot to co? Nie mogłaby tego doświadczyć? Samolot także potrzebuje surowców i paliwa – dużej ilości paliwa. W skali mikro nic się nie dzieje. Jeden lot samolotem czy praca tunelu przez godzinę – ma małe znacznie. Tak jak 1 komórka i 1 laptop. Problem w tym, że całe społeczeństwo płaci w ten sposób za realizację potrzeb innych ludzi w skali makro – spaliny, ścięte drzewa, ropa w morzach itd. Czy za swoje doświadczenie realizowane w ten sposób, można być odpowiedzialnym? Ktoś powie – to jest ani dobre ani złe – takie jest. Też się zgodzę. Świat rozwija się naturalnie – mamy jednak wpływ na jego rozwój. Nikt jednak otwarcie nie uczy nas, że może być inaczej. Że nie musimy się uzależniać od żadnych sprzętów do tego aby realizować własne potrzeby – żeby doświadczać czegoś co przekracza zwykłe pojmowanie. A może uczy nas – ale zagubieni w labiryncie iluzji wiary w naukowe paradygmaty i uczelniane kościoły nie możemy tego zobaczyć? Tak czy inaczej dla mnie naturalnym jest, że kiedyś nauka i rozwój duchowy oficjalnie znowu się połączą. Coraz częściej się o tym mówi. Także technologia niewyczerpywalnej czystej energii będzie dostępna ale dopiero w momencie, w którym nastąpi w/w połączenie.

    Wiem, że to wszystko może brzmieć fantastycznie. Kiedyś sam bardzo się z tego śmiałem. Przedzierając się jednak przez to co powierzchowne, i zwracając się do źródła – doświadczyłem ogromnego zdziwienia. To chyba było najlepsze.

  3. PS a czasem może wystarczy wewnętrzne TAK: chcę zmiany dziś, chcę czuć już dziś, nie obwarowywać niczego żadnymi warunkami i małym druczkiem.
    Ale takie CHCĘ z trzewi. I czekaj, i patrz co się dzieje. I nie będzie odwrotu, więc to TAK w pełni władz umysłowych winno paść ;-)

  4. I znowu Grerr trafiłeś mnie w serce ;-) Bliskie są mi Twoje pytania, oj bliskie. Kiedyś nie czułam nic. Zupełnie nic, aż do momentu kiedy poczułam ból, którego nie da się opisać. Jej, odżyłam! Ból był dla mnie ekstremalny i trwał wiele miesięcy. On wciągnął mnie w tą całą aferę zmian ;) Myślę, że dla każdego takim wyzwalaczem czucia będzie coś innego. Dla jednych adrenalina, dla innych piękny widok za oknem, dla kogoś innego książka i jedno zdanie. I nagle czujesz coś innego niż dotychczasowe nieczucie, a to już dobry start ;-) A potem… potem to już tylko konsekwentne poszerzanie czucia. Budowanie nowych torów, mostów, krain, aż do końca.

    PS wszystkim, którzy przyczyniają się do postępu techniki dziękuję. Dzięki nim mogę czytać tego bloga, mogę czuć i poszerzać siebie.

  5. vayha a ja uważam, że to co osiąga nasza cywilizacja: loty na księżyc, badanie wszechświata, wchodzenie w głąb ziemi, latanie ze spadochronem, telefony komórkowe, internet, szkła kontaktowe (jaka ja jestem za nie wdzięczna!! :)), laptopy, miksery… czyli cały ten rozwój technologiczny jest taki a nie inny, bo… człowiek miał w którymś momencie marzenie… i je urzeczywistnił :)

    Edison marzył o tym, żeby ludzie mieli widno nie tylko w dzień- wymyślił żarówkę. Jakże to zmieniło naszą cywilizację!

    “Telefonu nie wynalazł Alexander Graham Bell, któremu przez dziesiątki lat przypisywano to osiągnięcie, lecz Antonio Meucci. Kiedy jego żona zachorowała, Meucci skonstruował telefon, dzięki któremu kobieta mogła z domu porozumiewać się z warsztatem. Później Włoch zmodernizował wynalazek tak, by można było się nim porozumiewać na znaczną odległość. Nie było go jednak stać na opłacenie patentu.” Było marzenie- powstał telefon :)

    Rozwój cywilizacji jest dla mnie dowodem na to, że jeśli tylko czegoś chcesz- osiągniesz to! i może to brzmi banalnie, ale taka jest prawda :) myślę, że rozwój cywilizacji nie mógłby być możliwy, gdyby człowiek nie chciał tego czy tamtego… oczywiście czasem jednostka wymyślając coś nie wie czy to będzie miało taki czy inny skutek globalny, oczywiście, czasem jednostka może się zorientować za późno jaki to będzie miało skutek globalny (jak to było z rozszczepieniem jądra atomu?)

    To co napisał Maciej, rzeczy nie są ani dobre ani złe- to od nas zależy jaki nadamy im sens. Edison chciał dobrze- dał ludziom światło w nocy trochę mocniejsze niż ogień. Nie przewidział jednak pewnie wszystkich skutków: np. tego, że latarnie w parku jeśli dają światło w nocy to zmieniają ekosystem robaczków i owadków i ptaków siedzących na drzewach (bo za dużo im świeci). Jednak wraz z czasem architekci krajobrazów, biolodzy i inni, którzy mają wpływ na konstruowanie latarni wymyślili w jaki sposób dawać ludziom światło, świecąc jak najmniej na tych najbardziej niewidocznych (za chińskiego boga bym tego nie wiedziała, gdyby kiedyś mój przyjaciel architekt krajobrazu o tym nie powiedział :)). Teraz co raz więcej latarni ma taką specjalną obudowę, by światło padało prosto na chodni a prawie w ogóle na konary czy pnie drzew… Da się? Da się :)

    Nasz mózg jest nieprawdopodobny i tworzy niesamowite rzeczy. Ja marzę o tym kiedy nadejdzie ten dzień (a będzie to już w kwietniu), gdy skoczę ze spadochronem. I absolutnie będę wtedy w kontakcie i ze swoją duszą i ciałem- pomimo, że znajdę się w stanie tym, którym się znajdę, dzięki rozwoju cywilizacji i technologii :)

  6. Grerr piszesz: czy zawsze trzeba ekstremalnych dosiwadczen zeby cos poczuc? cos zmienic?
    a vayha dodaje: każdego dnia technologia wypiera możliwości naszego “ciała i ducha”. Posiłkujemy się zatem telefonami komórkowymi, zaawansowaną medycyną i tunelami aby wytworzyć stan nieważkości. Nasze potrzeby realizujemy zatem tym co na zewnątrz. Powiem więcej – wierzymy zatem w to co na zewnątrz. W technologię. Budujemy kościoły naukowcom i wyznajemy ich wiarę – że świat ma takie zasady a nie inne. Powstają zatem przekonania w skali makro, które spowijają całe społeczeństwa.

    sądzę za Kenem Wilberem, że nie ma powrotu do czasów kiedy nauka, religia i sztuka były nieżróznicowane, tworzyły wspólny uroczy tygiel, w którym mieszano przesądy, przekonania, normy społeczne, mistyczne uniesienia, religijne nakazy, okrucieństwo i współczucie, geniusz i przemoc, miłość i wyzysk. Niekiedy ów “urok” dramtycznie pryskał jak bańka – przychodziła okrutna przemoc w imię przesądów.

    Uwielbiam opowieści szmanów i mistyków, nawiedzonych pastorów i niekiedy nawet Murakamiego :) wizje świętych i błogosławieństwa bothisattwów.

    Wilber twierdzi, że po to by świat czynić bardziej przyjaznym miejscem nie potrzeba wyrzucić telefonów komórkowych do kosza, zlikwidować elektrowni atomowych i tuneli aerodynamicznych :) :) Ukrycie się w leśnych ziemiankach albo w odizolowanych ośrodkach, zdaniem tegoż jedynie wyobcowuje. Rozdzielenie nauki, sztuki i religii wniosło postęp, umyte ręce i nogi, mniejszą śmiertelnośc niemowląt i przynajmniej w niektórych miejscach globu elimację otwartego wyzysku, ale zrodziło nowe problemy – globalny kapitalizm, zanieczyszczenie, nierówność itd. Zdaniem Wilbera, i nie tylko jego: potrzebujemy osobistego doświadczenia zmiany, uczłowieczania własnych pragnień, by tę zmianę wnieść do społeczności. Coaching mówi natomiast: uwzględnij realia, zamiast oglądać się wstecz, z tęskonotą za minionymi czasami; zamiast buntu, burzy, odrzucenia, modyfikuj….przede wszystkim siebie, zmieniaj to na co możesz mieć wpływ, by świat czynić miejscem w jakim chcesz uczestniczyć :)

    Komórka, samochód, nóż, modyfikacje genetyczne, prąd elektryczny albo bloki mieszkalne same w sobie (zdaniem buddyjskich mistrzów) – nie są ani złe ani dobre, dopiero my nadajemy im znaczenie, umieszczamy w kontekście. Na przykład zwalczaną przez kosciól katolicki prezerwatywę można użyc w ochronie zdrowia, jako antykoncepcję, do oblewania innych wodą z radością, lub do przenoszenia wody w strefach suszy w Afryce, zamiast ciężkich, glinianych dzbanów, niesie się przez step lekkie gumki.

    acha, i jeszcze jedno – czasami potrzeba silnych doznań do zmiany, a niekiedy wystarczą stopniowe modyfikacje i osobiste odkrycia :) niekiedy silne doznania zahamowują, gdyż lekkie byłby skuteczniejsze…

    pozdrawiam obu panów i wszystkich blogowiczów

  7. Może posłużę się tu jakimś kwantyfikatorem ale chyba każdy chciałby się wzbić chociaż na chwilę. Poczuć jak jego ciało nic nie waży. Patrząc jak ludzie w tunelu świetnie się bawią przypomniałem sobie powiedzenie mojego ulubionego mistrza qi-gong: “Czasem to co wydaje ci się dobre jest złe, a to co złe jest dobre”. Chociaż samo doświadczenie nieważkości jest nieprawdopodobne (moje doświadczenie) myślę, że tego typu tunel może być kolejną manifestacją pewnego nieciekawego trendu – kierunku w jakim , zmierza ewolucja cywilizacji (moja ocena – moje przekonanie :)). Oceniam to tak ponieważ każdego dnia technologia wypiera możliwości naszego “ciała i ducha”. Posiłkujemy się zatem telefonami komórkowymi, zaawansowaną medycyną i tunelami aby wytworzyć stan nieważkości. Nasze potrzeby realizujemy zatem tym co na zewnątrz. Powiem więcej – wierzymy zatem w to co na zewnątrz. W technologię. Budujemy kościoły naukowcom i wyznajemy ich wiarę – że świat ma takie zasady a nie inne. Powstają zatem przekonania w skali makro, które spowijają całe społeczeństwa. Co jednak z mistykami i świętymi? Z mistrzami rozwoju duchowego? Czy oni się nie unosili? Czy potrzebowali do tego silników? Czy nie czynili wszystkiego tego, do czego my potrzebujemy narzędzi… a może wiary w działanie tych narzędzi.

    Tak sobie właśnie pomyślałem, że coaching uczy korzystać z własnych wewnętrznych zasobów. Moje ograniczenia są tylko w moim umyśle. Skoro zatem Świętym się udało – to przecież każdemu może się udać.

  8. czy zawsze trzeba ekstremalnych dosiwadfczen zeby cos poczuc? cos zmienic?

  9. o tak, pusta studnia u Murakamiego to mocne, wyraziste przeżycie, znakomite porównanie -zarówno wtedy, gdy wieko jest zatrzaśnięte jak i w opowieści na pustyni, ale również wówczas gdy bohater sam wchodzi i zostaje w środku; coś podobnego przytrafia sie mojemu bohaterowi w Coachingu Tao, gdy trafia do piwnicznej ziemianki i jest jeszcze coś….

    stan, w moim odczuciu niemal abosolutnej medytacji; czas wtedy dla mnie się zatrzymuje, choć sprawdzam wysokość….to skok z samolotu ze swobodnym spadaniem, wysokość 4000 metrów, szybkość spadania ok.240 km/h, lecz tych parametrów się nie czuje….jestem sam, pomiędzy niebem i ziemią, widzę linię horyzontu, powietrze niemiłosiernie huczy; czas zatrzymuje się….jeszcze chwila, jeszcze chwila sięgam ręką by otworzyć spadochron….szum rozwijającego się materiału i całkowita cisza, pode mną malutkie kwadraciki pól, domy jak małe klocuszki, widać odległą rzekę…

    w sercu blogu/moim sercu umieściłem filmiki ze skoków: moich i żony, choć nie oddają nawet części opisanego wrażenia
    pozdrawiam

  10. Czytając o tunelu, przyszło skojarzenie ze studnią u Haruki Murakamiego w “Kronice ptaka nakręcacza”. Tam to jest dopiero świadomość ciała i poza ciała. Szczególnie na pustyni w opowieści wojennej. Tym się chciałem podzielić, bo ja wciąż w drodze, przyspieszam, pojawiają się Mistrzowie: Murakami, Benewicz, dr Bruce Lipton, Helinger, Joe Vitale… po prostu pęd :-)

  11. Joa… biorę sobie ten wiersz :)

  12. i jeszcze przyszedł mi na myśl wiersz buddyjski znaleziony kiedyś w książce Soni Raduńskiej Białe Zeszyty:
    Wstaje nowy dzień,
    A ja razem z nim.
    Czy go zrobię dobrym?
    Czy go zrobię złym?
    Jestem jeszcze mała,
    mam niewiele lat,
    ale w moich rękach
    leży cały świat…

    To może być też poranne credo Elfa, albo małej rezolutnej dziewczynki….

  13. Drogi Maćku! Właśnie ponownie weszłam na bloga, po niemal całym dniu i bardzo Ci dziękuje za to co do mnie napisałeś – wiem, że to bardzo ważne na ten czas! (i nie tylko na ten…na każdy kolejny, który nadejdzie).

  14. Ja też tak chcę! Jest coś takiego w Krakowie?

  15. Ależ się wzruszyłam…Dziękuję!

    I ja też chcę do takiego tunelu! Poszło w kosmos, niech się martwi jak to zrealizować…

    Doświadczam mojego ciała, ono mnie uczy jak żyć. Najpierw zamknięte w skorupie bólu dobijało się o uwagę. Teraz każde napięcie jest zaproszeniem do uwolnienia, rozluźnienia. To fantastyczna podróż. czasem myślę, że ciało jest rozumnym bytem. Jestem zakochana w ciele, w jego możliwościach i chęci podążania ku granicy, z ciekawością co pojawi się na krawędzi, co może przynieść krok więcej pełen uwagi i miłości.

    I na zakończenie, a może na początek cytat: “W tym nieskończonym Wszechświecie niemożliwe jest jedynie to, czego nigdy nie spróbujesz, a jedyną porażką jest decyzja, by się poddać. Huna- Serge Kahili King

    Zatem podpisuję się pod Pana wpisem i jednocześnie zachęcam do szukania w sobie tego, co uważam za niemożliwe i zakwestionowania tego: czy aby na pewno? A skąd mogę wiedzieć, że na pewno niemożliwe? ;-))

    Dziękuję sobie za to, co napisałam, bo właśnie zapewniłam sobie zastrzyk energii do pracy nad projektem, który jest obecnie w fazie intensywnego układania, a co chwilę pojawia się pytanie: czy się uda? czy mam prawo? czy wiem dostatecznie dużo? ;-)

    Zatem, zapewniam przed pracą, zapewniłam sobie chwilę medytacji, czucia ciała, lekturę tego bloga, monolog wewnętrzny. Suma tego jest niezłym pokarmem na kilka następnych godzin ;-)

  16. droga Joa witaj; …..może użyteczniejsze będzie dla ciebie wybranie kilku drobnych przyjemności, smaków, znaków, myśli, itd. które wykonane albo nawet wypowiedziane lub pomyślane uruchomią w tobie dobry, energetyczny stan; inaczej mówiąc co możesz sama dla siebie zrobić żeby być niezalezną emocjonalnie ( a może nie tylko emocjonalnie?) zamiast czekać na przypadek z zewnątrz?
    pozdrowienia
    mb

  17. a dziś wstał taki piękny magiczny dzień ( przyszedł cicho nocą , kiedy wszyscy spali ) wszystkie drzewa w moim ogrodzie otulone śniegiem , Magicznie ! jutro będzie inny …Warto żyć bo to jedyne takie Nasze ..pełnią życia , każdą chwilą , wyciskając jak cytrynkę …Wszystkiego co najlepsze ! dziś i każdego dnia MB

  18. ja też chcę do tunelu :)

  19. Dzień Dobry na progu Nowego Dnia.
    BARDZO POTRZEBOWAŁAM TYCH SŁÓW DZISIAJ RANO I BARDZO ZA NIE DZIĘKUJE
    obudziłam się z poczuciem pustki – silnym, dojmującym.
    A teraz znów czuję wiarę i sens. Jakby Ważny Głos napomniał mnie od rana :Hej wstał Nowy Dzień – szykuj się do “akcji” bo wszystko się może zdarzyć. Możesz wszystko! Zatem na czym chcesz się dzisiaj skoncentrować i czego pragniesz dzisiaj doświadczyć? Jakie uczucie jest jest Ci dzisiaj potrzebne? Jaki stan?
    Życzę Wszystkim Dnia, który na każdym kroku potwierdza, że wszystko jest możliwe, uważności i uwagi skupionej z całą mocą na tym, co najważniejsze!
    Dużo Światła!

Komentarze są wyłączone.