Twórcze napięcie?

genialny strateg, twórca wizji dla światowych marek, ale nie u nas, nie u nas, u nas nie ma tak łatwo
genialny strateg, twórca wizji dla światowych marek, ale nie u nas, nie u nas, u nas nie ma tak łatwo

Piotr mnie zachęcił do tego wpisu. Mówisz – masz. Parę lat temu na zaproszenie Krajowej Izby Gospodarczej, faktycznie zaś rządu polskiego za czasów premiera Millera i Belki do Polski przyjechał Wally Olins. Jest prezesem Saffron Brand Consultants w Londynie, Madrycie, Bombaju i Nowym Jorku. Facet pracował między innymi dla Portugalskiej Rady Turystyki, oraz takich firm jak McKinsey, Respol, Q8, Akzo Nobel, BT, Prudential, Renault i Volkswagen. Budował wizje marki dla Londynu, Irlandii Północnej, Mauritiusa, Portugalii, Wietnamu, Indii. Po kliku miesiącach badań przedstawił kilka cech, które jego zdaniem wyraźnie charakteryzują Polskę i wyróżniają ją na tle innych krajów: indywidualizm, tendencję do skrajności oraz to, że stanowimy symboliczny „pomost” pomiędzy Wschodem a Zachodem. Jesteśmy także krajem, który zachłysnął się euforią tworzenia, a praca staje się nową narodową wartością. W efekcie powstało hasło charakteryzujące Polskę tamtego, przecież nie tak odległego okresu (2004-2005): Twórcze napięcie.

Jednak napięcie polityczne okresu rządów pisowskich (Marcinkiewicz a potem tercet Kaczyński, Lepper, Giertych) wyrzuciło na śmietnik wszystko, co wypracował zespół Olinsa. Hasło wiodące skrytykowano i tyle było dyskusji o marce Polska. Nastąpił powrót do polityki historycznej i pułapki myślenia, którą od początku wieku tak krytycznie przedstawiali Witkacy, Gombrowicz, Mrożek, a obecnie profesorowie Magdalena Środa, Ireneusz Krzemiński i Maria Janion. Pokłosie nieznośnego mesjanizmu, wywyższania się przez martyrologię, szukanie winy i odpowiedzialności historycznej po stronie naszych sąsiadów oraz budowanie identyfikacji narodowej na narodowych zrywach, klęskach, cierpieniu i poczuciu krzywdy. Niestety wiele osób, zwłaszcza ze świata polityki nie zdaje sobie sprawy, że mechanizm poczucia krzywdy szybko przeistacza się w poczucie winy, skrywane poczucie winy daje agresję, agresja wyzwala kolejna krzywdę itd. Mechanizm ofiary, która staje się sprawcą to energia, która tworzyła kulturę od zarania dziejów do końca XX wieku. Nadal silnie oddziałuje na wyobraźnie tłumów, dlatego niewątpliwie jest wykorzystywana przez cynicznych polityków. Działa jak fala w wojsku albo w szkole, prowokuje do konfliktów, agresji, wojen. Nawet w stadle rodzinnym lub relacji małżeńskiej – jeśli używasz listy krzywd zaczynającej się od: Ja tobie zawsze, a ty mi nigdy lub listy jej/jego win: Ty mi zawsze, a ja tobie nigdy itd.  To relacja zmierza wówczas do ostrej w przebiegu – katastrofy. Im większa skrajność emocji pomiędzy krzywdą i winą, oraz ostrzejszy język zarzutów oraz emocjonalno-histeryczny język zasług, tym trudniejsze spotkanie w dialogu.

 

Fragment filmu dedykuję wszystkim polskim politykom :)

antropolog, badacz przemocy jako czynnika kulturotwórczego
antropolog, badacz przemocy jako czynnika kulturotwórczego

Tymczasem trudno nam sięgnąć po coachingowemu do przyszłości, zaplanować ją, określić wizję dla naszych dzieci, wnuków, naszej osobistej i narodowej dojrzałości bez uwolnienia się od demonów przeszłości. Dopóki nie odczarujemy historii, nie przestaniem się jej bać poprzez przyznanie się przed sobą do polskich grzechów i wybaczenie (sobie i innym). To warunek konieczny. Czasem mam wrażeniem, że zdaniem niektórych środowisk Polacy są jedynym podgatunkiem gatunku homo sapiens, który nie zna nienawiści, zawiści, przemocy, manipulacji, bestialstwa, wyzysku  –  i właśnie z tego powodu doznaje wyłącznie niezasłużonych krzywd od innych. Renè Girard, genialny antropolog (polecam jego Kozła ofiarnego i inne książki) stwierdza, że społeczności ukrywa w swojej tradycji plemienne zbrodnie. Z jednej strony społeczności plemienne budują swoją integralność, jako samotne wyspy przeciwko innym, z drugiej na przemocy, a potem przemożnej chęci ukrycia zbrodni. Ofiara odgrywa tutaj kulturotwórcze znaczenie, jest winna, gdyż to na jej głowę społeczność zrzuca symbolicznie wszystkie swoje fobie, uprzedzenia i lęki. Spalenia czarownicy oczyszcza nie tyle czarownicę, co zbiorowość. Ale niewinność czarownicy i winę zbiorowości trzeba ukryć w religijnej legendzie, w powieściach historycznych, zakłamanej historiografii lub publicystyce, narodowym micie. Jeśli naród jest zbiorową zmienną identyfikacyjną, do której się odwołujemy poprzez kulturę, język, obyczaj, religię to możemy z niego czerpać wprost proporcjonalnie w stosunku do tego, w jakim stopniu owa tradycja i obyczaj jest obciążona demonami i kłamstwem. To nie jest wyłącznie polski problem. Amerykanie, gdy zmierzą się z eksterminacją Indian i kłamstwami na temat szlachetnych pionierów Zachodu, mają problemy z rasizmem i segregacją rasową, Kubą, wojną w Wietnamie, a teraz niechlubną rolą wielkiego policjanta w Iraku i Afganistanie. Za każdym razem odczarowują mity, odkłamują politykę Reaganów, Nixonów, Bushów. Francja, gdy odkłamie rolę rządu Vichy i kolaborację z nazistami, zmierza się z niechlubną rolą w Algierii. Przykładów jest aż nadto. Historia ludzkości to przecież historia przemocy i kłamstwa. My w Polsce wyłaniamy się powoli z biedy, która rodzi ksenofobię, nieufność i przemoc. Pewnie musimy się najpierw najeść, nabawić chińskimi gadżetami za złotówkę, naszpanować zachodnimi markami torebek, albo przynajmniej podróbkami; napić po brzegi taniej wódki, której wreszcie mamy dostatek; zanim zadamy sobie pytanie: Jaki to mam sens? Po co to wszystko?

kozioł ofiarny
kozioł ofiarny

Coaching podaje nam jasny model działania. Określ stan obecny: wyciągnij wnioski, potraktuj błędy, jako ważne informacje. Określ stan pożądany i wizję, tego, co zamierzasz osiągnąć. Opracuj wskaźniki – po czym rozpoznasz, że cel został osiągnięty. Dopiero wówczas określ zasoby, których użyjesz żeby przebyć dystans między wczoraj i jutro. Działaj. No tak, ale przecież politycy nie mają pojęcia o coachingu, treningu, ani nawet o zarządzaniu. Pozostaje nam nasz osobisty trening. Czynienie świata wokół siebie, takiego, w jakim chcemy uczestniczyć i zapraszania do niego chętnych. Warto robić swoje, jak zawsze.

A co autorytetów – jaki jest wspólny mianownik, pyta Majkel. Poczucie humoru; ponadprzeciętne rezultaty; znakomite efekty pracy; kreatywność;  pasja, która nie gaśnie z wiekiem lecz rozkiwta; błyskotliwa inteligencja; uważność; refleksyjność; troska o wspólne dobro; empatia; krytycyzm wobec wyrządzanego zła; współczynnik rozpuszczalności w tao (u niektórych większy u innych mniejszy)

 

 

A ten fragment dedykuję nam :) albo odwrotnie; ten politykom a tamten nam; albo …sami zdecydujcie :) :) politycy takich blogów nie czytają, bo teraz listy wyborcze układają

Twórcze napięcie?
Oceń artykuł

Udostępnij:
Maciej Bennewicz

Maciej Bennewicz

Dyrektor Instytutu Kognitywistyki, wykładowca mentoringu i coachingu, pisarz, socjolog, coach, terapeuta, superwizor.

8 komentarzy

  1. Dzięki Macieju za ten artykuł.

    Hmm…a więc twórcze napięcie – niezłe jak na początek, zupełnie niezłe. Mocno pozytywne i dużo energii do działania, do zmiany.

    A ciekawe co dziś wymyślają nasi przywódcy…?

  2. Twórcze na pięcie i bunt młodzieńczy z powyższych Dziewcząt wypowiedzi przypomniały mi pewne zdarzenie. Jak byłem trochę młodszy niż jestem teraz zakomunikowałem matce że jak coś tam coś tam to się zbuntuję i ucieknę z domu. Mamusia na to „jak zgłodniejesz to wrócisz” po czym odwróciła się na pięcie tworzyć obiad. Tyle mojego buntu w wyniku jej twórczego na pięcie :)

    Twórcze na pięcie możne być też odwrócenie się od zjawisk typu polityka historyczna. Odwrócenie w stronę właśnie autorytetów. Na pięcie można też kogoś wyeliminować z gry, Achilles miał taką piętę. I tercet kaczyńsko-giertycho-lepperowski i im podobni tez taką mają. „Tak” dla twórczego napięcia :)

    A spostrzeżenia Pana Wally Olinsa na temat naszego kraju bardzo mi się podobają. Myślę że to co nas wyróżnia ma ogromny potencjał, bo ponieważ:
    „stanowimy symboliczny “pomost” pomiędzy Wschodem a Zachodem” tu jest wielka moc i to nie tylko w symbolice. Kultura wchodu ma nieoceniony wkład w rozwój duchowości/świadomości. Kultura zachodu ma nieoceniony wkład w rozwój nauki/techniki. Wyobraźmy sobie że po kołczingowemu bierzemy dla siebie to co chcemy z ich nauk i osiągnięć.. Nie jesteśmy ani wschodem ani zachodem lub, jak kto woli, i wschodem i zachodem. Jako most nie należymy do żadnego z brzegów, jesteśmy przestrzenią pomiędzy… jesteśmy…. hmm… takim trochę TAO dla świata. tak mi zaświaTao.
    Do tego euforia tworzenia, praca jako narodowa wartość, indywidualizm.. Kochani, nasz kraj jest skazany na sukces!
    pozdrawiam krainę

  3. „zdarza mi się w coachingu z klientami pracować nad tak postawionym celem: A co by się stało, albo mogło stać…. gdybyś codzienie rano już teraz nie wychodziła/ nie wychodził do pracy ale….. do ukochanych sztalug, uwielbianego Excela albo SAPa,pasjonującej technologii spawania w osłonie argonowej, fascynującego opracowywania przepisów dietetycznych, rewelacyjnego pieczenia bułek z orkiszem ????”
    – i to jest moje jedyne zadanie domowe jakie zabieram na ferie. zamiast tony książek (strasznie mądrych) .
    dzięki za nie Maćku bo idealnie wpisuje się w moje obecne .. twórcze napięcie :)

  4. oto właśnie chodzi w „rozpuszczaniu w tao” :) vayho — ja na ten przykład robiłym dokładnie to samo, ….no może cześciej na Maderze (bo tam jest teraz ciepło) – czego sobie i wszystkim życzę (Maderę można zmienić na Pułtusk, Paryż, Legionowo albo nawet Warszawę…to żart taki :)

    zdarza mi się w coachingu z klientami pracować nad tak postawionym celem: A co by się stało, albo mogło stać…. gdybyś codzienie rano już teraz nie wychodziła/ nie wychodził do pracy ale….. do ukochanych sztalug, uwielbianego Excela albo SAPa,pasjonującej technologii spawania w osłonie argonowej, fascynującego opracowywania przepisów dietetycznych, rewelacyjnego pieczenia bułek z orkiszem ????

  5. Lubię twojego bloga Macieju! Lubię patrzeć przez twoje okulary, obejmować szeroko tak wiele zagadnień. Czytając to co napiszesz – to prawie tak jakbym czytał twoje myśli. Za każdym razem znajdę sobie coś takiego w Twoich wypowiedziach co mnie zastanowi… a czasem nawet skłoni do wglądu… w siebie. To ostanie jest najcenniejsze i czyni mnie lepszym, chociaż to czego dowiaduję się o sobie – nie zawsze mi się podoba.

    Kiedy wczoraj czytałem sam własnego posta o Robercie Kubicy, zdałem sobie sprawę, że na Twoim blogu chcę załatwić sobie potrzebę uznania. Wyrażam tu bowiem swoje opinie ale najbardziej cenne są twoje uwagi, odpowiedzi i interakcja. WoW- Maciej Bennewicz czyta to co JA napiszę! Ale czad! I czasem jeszcze wspomni, że to stanowi dla niego inspiracje albo po prostu jest ciekawe! Super! :)

    Co do artykułu – też czasem kiedy rozmawiam z ludźmi i mówię im o chorych mechanizmach w jakie uwikłane jest globalnie całe społeczeństwo, sam łapię się na tym, że odkrywanie tych procesów najczęściej kojarzy mi się z taką postracjonalizacją w skali makro. Nazywanie choroby w sumie nic nie daje bo kolejne pytanie jakie stawia mi rozmówca zabija mi ćwieka: OK gościu – ale co w zamian?…

    Na szczęście są ludzie na świecie, którzy zadają sobie to pytanie i aktywnie szukają odpowiedzi. Jakiś czas temu Anitka wspomniała o Zeitgeist – tak Anitko – oglądałem każdą część i bardzo lubię tą serię. Nie wiem czy zawarte w Zeitgeistach treści można zaliczyć do prawdy czy populizmu – nie jestem bowiem specjalistą w wielu dziedzinach jakie dotyka ta seria filmów – ale jedno jest pewne: Zeitgeisty zadają bardzo krytyczne pytania i chciałbym znać na nie odpowiedzi. Tak czy inaczej ostatni z serii Zeitgeist – Moving Forward mówi wyraźnie, że to nie religia czy polityka powinny być wykładnikiem tego w jakim kierunku zmierza rozwój społeczeństwa a nauka. Ściślej mówiąc gospodarka bez pieniądza – oparta na racjonalnym zarządzaniu zasobami. Wielu ludzi zapyta jak to możliwe? – Okazuje się, że technologicznie jesteśmy już do tego przygotowani – w zasadzie społeczeństwo nie musiałoby pracować (ok 3% tylko). Jeśli nie musielibyśmy pracować to co w zamian? Ha… i tutaj skończę – niech każdy kto przeczyta tego posta sam sobie odpowie – co by robił gdyby nie musiał pracować ? – Przerażające co ? :)

  6. oki zostaje bunt dwulatka ;)

  7. ale nie każdy przechodził przez bunt nastolatka….:)

  8. Każdy polityk był raz sobą w życiu – kiedy przechodził bunt nastolatka….. :)

Komentarze są wyłączone.