Twórz świat…

jedna z tych zaczarownych chwil, jedno z tych miejsc
jedna z tych zaczarownych chwil, jedno z tych miejsc

 

Twórz świat, do którego inni będą chcieli należeć. To dewiza Roberta Diltsa. Także moje przesłanie. Jeśli zależy mi na czymś, to właśnie na tego rodzaju myśli, sugestii, wartości. Świat jest taki, jaki wierzysz, że jest. Kiedy piszę na blogu o sprawach kontrowersyjnych, to wyłącznie po to by określać obszar wartości, granice i przestrzeń, do której zapraszam ludzi dobrej woli. Do wspólnego tworzenia miejsc, w jakich chcemy przebywać, pracować, żyć, bawić się, pisać.

 

Inne sprawy mają mniejsze znaczenie. Świat w jakim chcemy żyć to cel sam w sobie. Kiedy ktoś walczy o pokój – prowokuje otoczenie do walki. Lepiej zatem tworzyć pokój. Kiedy ktoś sprzeciwia się niesprawiedliwości, prowokuje więcej oporu. Warto w to miejsce zachowywać się sprawiedliwie. Kiedy ktoś myśli o długach, koncentruje się na braku pieniędzy zamiast na strategii ich zarabiania.

Wiele absurdów współczesnego świata, a zwłaszcza polityki opiera się na tym kolosalnym błędzie. Nie wybieraj się na wojnę, jeśli naprawdę pragniesz pokoju i demokracji. Tam jest rozpacz niewinnych, ból i śmierć.  Dalajlama, jak niegdyś stary wrocławski rockman Lech Janerka poucza w cudownej piosence:

 

Strzeż się tych miejsc 

 

strzeż się tych miejsc
strzeż się tych miejsc

Ciemnych przejść
Późnych pór
Zakamarków, schodów, wind
Baru, park
Końca tras
Brudnych ulic gdzie jest mrok

Strzeż się tych miejsc
Strzeż się tych miejsc

Tu nie wolno głośno śmiać się
I za dobre mieć ubranie
Strzeż się

Tutaj ludzie złych profesji
Mają swoje oceany
śmierć im podpowiada przyszłość
I co noc, co noc z nich drwi

Strzeż się tych miejsc

brudna, szara dzielnica, mój obraz pt. Złodziejstwo
brudna, szara dzielnica, mój obraz pt. Złodziejstwo

W mojej książce Coaching Tao jedna z ważnych postaci Trynidad Gomez-Grabowska opowiada o brudnych miejscach. Buddyści wierzą, że brud, chaos, podrapane ściany, zdewastowane domy wynikają z naruszania zasad w erotyce, w intymności ludzkiej. Trynidad tłumaczy, że nie ma w tym mistycyzm ani magii. Jest bardzo praktyczne i proste wyjaśnienie. Jeśli ludzie nie szanują obszaru miłości, erotyzmu, dokonują nadużyć w tej sferze – to nie będą też dbali o sprawy znacznie mniej ważne od miłości, jak śmieci, czystość, otoczenie zewnętrzne. Wnętrze jest odbiciem zewnętrza. Świat egoistów zamkniętych w swojej samotności i rozpaczy staje się na zewnątrz brudny, szary i odstręczający. Zatem strzeż się jednych miejsc, ale wybieraj drugiej, im więcej w tobie równowagi, tym twój świat na zewnątrz pięknieje, zaczyna cie obchodzić jak wygląda twoja klatka schodowa, ulica, park.

 

dawna rzeźnia w Bydgoszczy
dawna rzeźnia w Bydgoszczy

Czasem miejsca złe muszą zostać zburzone, a czasem „wywietrzeć”, odparować złą energię. W Bydgoszczy, z której pochodzę, w pięknym centrum miasta stała wielka rzeźnia. Do dziś pamiętam odór śmierci i ryki zwierząt, transporty jeszcze żywych zwierząt. Na przeciwko mieszkali moi rodzice chrzestni. Dziś w zabytkowych murach zbudowano centrum handlowe. Ciekaw jestem jak im się wiedzie w tych murach, może „odczarowali” to miejsce swoją dobrą, kupiecką energią?

 

W firmie, której jestem współwłaścicielem od lat tworzę miejsce pracy mając nadzieję, że ludzie chcą do niego należeć. Czasami wymaga to wielkiego trudu i cierpliwości.  Niektórzy odchodzą, inni zostają na długo. Niektórzy, nawet ci najbardziej zaufani, niekiedy zaskakują mnie konfliktami. Tym większy wtedy trud i wysiłek w naprawianiu. Niektórzy odchodzą dostając więcej niż wnieśli. I tak jest dobrze. Dla mnie ważni są ci, którzy zostają, współtworzą. Najważniejszy jest jednak powód, dla którego zostają. W jaki sposób miejsce, które tworzymy dla siebie, dla biznesu, dla klientów, coachów sprawia, że ludzie chcą do niego przynależeć?   

 

rekonstukcja twarzy Lucy, Austalopitekaz Etiopii sprzed 3,2 miliona lat, ponoć z tej gałęzi wyewoluował człowiek myślący
rekonstukcja twarzy Lucy, Austalopiteka z Etiopii sprzed 3,2 miliona lat !!!! ponoć z tej gałęzi wyewoluował człowiek myślący

Dziś pojawiła się ważna, ciekawa wiadomość – dowód, że człowiek rozumny istnieje na Ziemi od 400 tysięcy lat.  Przez ostatnią dekadę sądzono, że od 200 tysięcy, a jeszcze na studiach uczyłem się, że od 45 tysięcy. Co zabawne wyznawcy kreacjonizmu wciąż sądzą, że Stwórca przez sześć dni lepił wszechświat i stało się to 5 tysięcy lat temu, a potem już tylko Noe, piramidy i papież. Od 2 tysięcy lat biegną współczesne dzieje ludzkości,  a kobiety uzyskały prawa wyborcze dosłownie chwilę temu. W bogatej i demokratycznej Szwajcarii dopiero w 1976, a w jednym z kantonów w 1990. W „kolebce demokracji” w USA w 1920. Segregacja rasowa została tamże formalnie zakończona w 1964, ale USA Patriot Act z października 2001 faktycznie ją przywrócił i choć miała obowiązywać tylko do 2005 roku. Czasy historyczne to malutki fragment losów naszego gatunku. Przez tysiące lat integrowanie się przeciwko „obcym” , okopywanie w jaskiniach i plemiennych rytuałach było koniecznością, warunkiem przetrwania.

Przyśpieszyliśmy. Mamy sporo do zrobienia, dopiero wystawiliśmy brudny nos i przestraszone oczy z jaskini. Dopiero uczymy się tworzyć świat,  doktórego inni chcą przynależeć, lecz takich miejsc, do których chce się przychodzić jest coraz więcej.

Twórz świat…
Oceń artykuł

Udostępnij:
Maciej Bennewicz

Maciej Bennewicz

Dyrektor Instytutu Kognitywistyki, wykładowca mentoringu i coachingu, pisarz, socjolog, coach, terapeuta, superwizor.

10 komentarzy

  1. Naszła mnie myśl po przeczytaniu tego… Do roboty! Działać, działać i jeszcze raz działać.

  2. a może jest też odwrotnie..nastrój, wewnętrzna spójność wpływa na otoczenie? Robiono badania, w których okazało się, że u osób depresyjnych, czesto pierwszym, „przegapianym” objawem jest anhedonia, czyli niemożnośc czerpania radości z codziennego życia, z prostych radości. Kolejnym objawem bywa brak troski o swoje otoczenie, śmieci w koszu i brudne szyby, wreszcie własny wygląd…
    Jednym z głęboklich znaczeń wschodnich rytuałów, na przykład parzenia herbaty lub higieny osobistej jest tak perfekcyjne opanowanie gestów by móc przestać o nich myśleć i skupić się na warstwie duchowej. Piękno duchowe nie może, zdaniem mistrzów, powstać tam, gdzie istnieje zewnętrzy bałagan i niezamieciona podłoga i odwrotnie…

    Inną kwestią jest jednak plastik, sylikon, ucieczka od naturalności, od starzenia się, treska na głowie i botoks na czole… W tym jest często złudna obsesja kontrolowania życia, nadzieja Michaela Jacksona, że będzie zawsze młodym pięknym, białym chłopczykiem. Wystarczy tylko kolejna operacja…

  3. mój świat staje się powoli taki, jakim chcę do widzieć.. dużo czasu minęło, zanim to odkryłam, ale w końcu stało się, m.in. dzięki Pańskiej książce, Panie Macieju.:) fajnie…

  4. i dzisiejsze moje odkrycie, którym się dzielę.
    życie jest największą wartością, każdej istoty, bez względu na gatunek, wiek, etap rozwoju, stan zdrowia,pochodzenie…każde życie, od poczęcia do śmierci:)

  5. Doświadczam na własnej skórze tego co nazywamy lękiem przed nieznanym.
    Doświadczam oddziaływania mechanizmu wzorca,wdruku, który podpowiada, że bezpieczne jest tylko to co znane i oswojone.
    Nic nadzwyczajnego a jednak, świadomość działania tego mechanizmu pozwala wbrew wszystkim odruchom wyciągać rękę w kierunku drzwi,za którymi jest to czego się boję.
    Ciekawość popycha mnie do działania, choć racjonalizm czyni nogi ołowianymi.
    Dziękuję za słowa które mówią że jesteśmy tym w co wierzymy i świat jest taki jakim go widzieć chcemy.
    Ziarna ściskam w zaciśniętej dłoni, otworzę drzwi i zasieję…:)

  6. Chciałam się troszkę rozpisać, ale stwierdziłam, że zbyt dużo chaosu w moim toku myślenia. Obawiam się, że nie do końca pojęłam rdzenny przekaz notki, być może to zmęczenie daje się we znaki, utrudniając mi znalezienie wspólnej sensownej gałęzi.
    Wizja kreowania własnego świata nie jest wizją złą, jeśli mamy zupełną pewność i na tyle sprawną empatię, aby dostrzec nawet te małe cienie porażek osobistych i głupoty, jakimi narażamy się na krytykę. Nie mam na myśli ograniczanie się ze względu na wielokrotnie przytaczane „zważanie na to, co mówią inni, co mówi ogół”, nie polecam ograniczania się wcale, o ile nie naraża to niczyjego bezpieczeństwa, ale dzięki doświadczeniom tym gorzkim i cierpkim, a nawet głupim, dostajemy szansę na przeanalizowanie efektów własnego działania. Jeśli wnioski zgodnie z zasadami logiki i racjonalnego postępowania człowieka są adekwatne, wtedy otrzymujemy od samym siebie pewnego rodzaju klocki, z których dopiero wtedy możemy zbudować naprawdę szczęśliwą perspektywę świata. W moim odczuciu, bezsensowne jest udawanie przed samym sobą, że pewnie rzeczy nie mają miejsca. Każdy zignorowany fałsz zamienia się w cień, słabą zaprawę, z której składają się klocki naszego świata. Prędzej czy później rzeczywistość przypomni o sobie i na przyszłość trudno będzie się zmagać z problemem, którego struktury można było rozebrać w przeszłości na tyle dogłębnie, na ile to było możliwe. Działanie takie jest po prostu korzystne, ekonomiczne, wygodniejsze, ochroni nas przed przykrościami w najbliższych latach, o ile tylko będziemy mieć na tyle silną wolę, by móc się ponownie spotkać z odłamkami danego problemu, ale stawić im czoła. No i najważniejsze: nie warto przejmować się tym, na co nie mamy wpływu. Można to przemyśleć, pogłębić analizę, pojąć struktury, bo moim zdaniem by przestać na coś zwracać uwagę, należy najpierw dobrze poznać czegoś szkielet, aby znaleźć dominujące cechy osłabiające promieniowanie danego problemu na nasz nastrój i zachowanie. Wówczas wtedy bez obaw, z wziętym głębokim oddechem, zaczynamy coś w spokoju ignorować :) Nasze myślenie przekłada się na nastrój, decyzje i czyny, co jest jasne i co opisywał Pan, Panie Macieju w swoich książkach. Jak dla mnie,m jest to kwestia logiki, wynikającej w pewnym sensie też z egoistycznego podejścia, bo egoizmem nazywamy skoncentrowanie się na działaniu z korzystnymi dla siebie skutkami. I wówczas owszem, bez cienia poczucia winy mogę nazwać się egoistką, bo byłam w stanie na tyle skomponować swoją przemielarkę sytuacji życiowych, aby wyciągać same pozytywy i je wykorzystywać :)

  7. świat jest taki, jaki wierzysz, że jest… twoja wiara to tylko jedna perspektywa… zobacz świat z wielu okien, eksploruj, doświadczaj i akceptuj w pełni… trudne zadanie i niesłychanie ważne…

  8. Maćku,
    Poruszyłeś temat, który mnie intryguje od jakiegoś czasu. Piękno versus brzydota lub – w najlepszym razie – Nijakość. Otóż wygląd otoczenia, w którym przebywam, ma niekwestionowany wpływ na mój nastrój. Nawet na coś znacznie głębszego niż tylko nastrój. Nie znajduję w tej chwili adekwatnych słów. Ale nurtuje mnie nieco inny watek tej sprawy. Otóż znaczenie ma dla mnie nie tylko to, czy pomieszczenie, w którym przebywam jest estetyczne, urządzone harmonijnie i interesująco, czy klatka schodowa, którą przemierzam, jest czysta i miła także dla mojego nosa, czy widok z okna to las, czy zimne, betonowe bloki bez duszy. Równie istotne jest dla mnie także to, czy kobieta, z która rozmawiam, zechciała wydobyć z siebie – chociaż w jakimś stopniu – swoje zewnętrzne piękno, czy może jest niczym cudowny prezent wręczony w pierwszym-z-brzegu kartonie po butach. Czy mężczyzna, który – zakładam, że ma interesujące wnętrze – zechciał poświęcić chociaż dwie chwile na to, by wyglądać schludnie i nie katować moich zmysłów niemiłymi dla nich doznaniami. Mówiąc wprost – zadaję sobie pytanie – czy i gdzie jest granica pomiędzy tworzeniem piękna także w odniesieniu do własnego ciała (co dla mnie osobiście jest chyba także przejawem szacunku dla tych, którym przyjdzie się ze mną spotkać danego dnia) a czynnościami, które (niektórzy?) ludzie kwalifikują jako „zakładanie masek”, „zniewolenie dbałością o wizerunek” czy „próby potwierdzania własnej wartości poprzez wygląd”. Powiedz mi proszę, czy rzeczywiście zdrowe poczucie wartości musi iść w parze w wyciągniętym swetrem i twarzą soute? Sprawia mi przyjemność obcowanie z ludźmi, którzy umieją tworzyć piękno wokół siebie i „na sobie” także. Jeśli tego nie robią, mam poczucie pewnej straty (po coachingowemu – niewykorzystanego zasobu lub potencjału). Po co wyglądać gorzej, skoro można lepiej?

  9. To chyba Anthony de Mello pisał, że na pewnym etapie rozwoju duchowego, przestajemy widzieć złego człowieka. Zamiast tego uczymy się dostrzegać człowieka nieświadomego, nie mającego wiedzy o tym kim naprawdę jest, człowieka zagubionego. W tym świetle po raz kolejny dochodzimy do popularnej na tym blogu myśli, że zmieniać świat znaczy zmieniać siebie:)

  10. Witaj Maćku,

    bardzo Ci serdecznie dziękuję za Twój dzisiejszy piękny tekst na blogu. Bardzo na niego czekałam. Tekst o pięknie tworzenia, o sile dobrej woli.
    Że świat jest, jaki jest pewnie dobrze wszyscy wiemy. Że ludzkość potrafi być okrutna, niestety też. I że brak naszej zgody na to możemy wyrazić …
    No właśnie w tym istota sprawy …
    Dziękuję Ci, że wyrażasz swoją niezgodę tworzeniem – tworzeniem rzeczy, miejsc, nastrojów, klimatów, tworzeniem społeczności i tworzeniem twórców tych rzeczy, miejsc, nastrojów, klimatów, społeczności…
    Mocno wierzę w to , że dobro raz puszczone w świat wróci.
    Dziwny jest ten świat… ( tak przyszedł mi na myśl tekst piosenki śpiewanej przez Niemena) – kto pamięta więcej niż tę jedna linijkę wie, że dalej jest o dobrej woli i o tym by zacząć od siebie.
    Dzięki jeszcze raz, że mogę ten rok zakończyć myślami o tworzeniu..
    Czego Tobie i nam wszystkim życzę
    Serdecznie pozdrawiam

Komentarze są wyłączone.