Dziecięca bezradność…

wczoraj-dziś-jutro
wczoraj-dziś-jutro

To prawda nigdy nie byłem w Lisnowie i przy jakiejś okazji chętnie odwiedzę to miejsce. Byłem jednak przez wiele lat dzieckiem Bocianowa, ulic Kaszubskiej, Pomorskiej i Rycerskiej – mieszkańcem biednych, zdewastowanych kamienic komunalnych w niedalekiej od Grudziądza Bydgoszczy, byłem dzieciakiem szwendającym się po szarych ulicach i ciągnących się w głąb studniach zapyziałych podwórek. Miejsc równie ponurych, co odcinających od perspektyw. Bydgoszcz lat 60 i 70 XX wieku również miała swoje dzielnice biedne i bogate, jednak nawet te bogate, to był świat kartek na żywność, braku nadziei i wszechobecnej apatii. Przypomnę, że istniał np. obowiązek meldunkowy, restrykcyjnie przestrzegany, więc po prostu nie można było od tak się wyprowadzić się do Poznania, czy do Glasgow. Łatwo zapomnieć, że 25 lat temu w naszej ojczyźnie istniało państwo policyjne.

W mojej dzielnicy tylko nieliczni chłopcy mieli szansę na tak zwane lepsze życie. Szansa pojawiała się gdy ukończyli seminarium duchowne [zazwyczaj dwóch, trzech z rocznika], trafili do Milicji Obywatelskiej [kilkunastu] reszta wiodła życie niskopłatnych robotników, często zalkoholizowanych od młodych lat. Dziewczynki? Najczęściej zostawały żonami w XIX stylu i gorzej płatnymi od swych mężów pracownicami socjalistycznego przemysłu i handlu. Choć wyrzucono mnie ze szkoły średniej z powodu młodzieńczego buntu, może właśnie dlatego pokonałem długą drogę do miejsca, w którym jestem. Pisałem o tym w moich książkach, że ponad 30 lat zajęło mi rozprawienie się z demonami dzieciństwa, uzupełnianie wykształcenia, ciułanie grosza. Pracuję od 17 roku życia i do dziś jestem self made manem, nikt mi niczego nie dał. Dosłownie i w przenośni. Codziennie też ponoszę ryzyko zawodowe, gdyż nie mam etatu, muszę zarobić na rodzinę samodzielnie, własnym pomysłem i przedsiębiorczością.

Piszę ten bardzo osobisty komentarz, gdyż ważne jest zarówno dokąd idziemy jak i to, skąd przychodzimy.  Znam małe miasteczka – Więcbork i Łobżenicę, wioseczki z dawnego pogranicza Polsko – Niemieckiego – Runowo, Topolę, Dźwierszno, Górowatki, Klarynowo, Izdebki. Spędzałem tam część dzieciństwa. Znam współczesny Zambrów i okolicę na granicy Mazowsza i Podlasia.  Znam Polskę B, C i D. Znam ludzi, którzy tam mieszkają oraz ich życie. Jadam z nimi chleb i zupę ziemniaczaną.

***

Choć mam się za kosmitę nie spadłem z nieba. Pamiętam z dzieciństwa dni i tygodnie gdy jedynym posiłkiem był chleb i smalec, i tak cudownie, gdyż niektórzy koledzy bywali głodni przez cały dzień. Halo! Nie jestem jakimś dziaduniem powstańcem, mówię o czasach odległych o trzy, cztery dekady. Dlatego sądzę, że moja osobista droga oraz droga, którą wykonał nasz kraj to lata świetlne.

Trzeba dorosnąć żeby wziąć odpowiedzialność. Dziecko dostaje różne zasoby pod dostatkiem tylko wtedy, kiedy ma szczęście urodzić się w bogatej rodzinie w bogatym kraju. Dostaje psychologiczne wsparcie i poczucie wewnętrznej siły i sprawczości tylko wtedy, kiedy jego rodzina lub środowisko same czują się psychicznie silne, otwarte i elastyczne. Ja nie miałem takiego szczęścia, również psychiczny ład musiałem zbudować sobie sam. Nie znam innej drogi, jeśli nie dostałeś zasobów w dzieciństwie [tych materialnych i tych psychicznych] nikt ci ich nie da dlatego, że masz dowód osobisty.

***

Zdaniem wybitnego psychologa amerykańskiego Erica Berne dorosły człowiek nieustannie nosi w swojej psychice trzy role, trzy potencjalne aktywności – dziecka, dorosłego i rodzica. Może nawet od dawna nie pełnić tych ról w sensie biologicznym [np. dziecka] ale psychologicznie identyfikuje się czasem z jedną z nich, czasem nawet z dwoma jednocześnie. Oczywiście wszystkie trzy reprezentują trzy życiowe etapy rozwoju, które przechodzi każdy człowiek od urodzenia do śmierci, ale czy rzeczywiście? Niestety nie, czasem człowiek dorosły w sensie społecznym i biologicznym zatrzymuje się psychicznie na etapie dziecka. Może też przeżywać regresję, czyli cofać się w emocjonalnym rozwoju i wyrażać potrzeby w sposób infantylny. Może być pracownikiem sezonowym, ojcem, matką, szefem, kolejarzem, spawaczem, nauczycielem, politykiem lub kucharzem ale psychologicznie wciąż dzieckiem. Dzieckiem oczekującym spełnienia marzeń, opieki, wyrozumiałości lub dzieckiem roszczeniowym, żądającym, a nawet wściekłym.

Psychologiczne dziecko może przyjmować postawę dziecka zbuntowanego przeciwko systemowi lub dobrze przystosowanego do otoczenia, tym samym spełniać oczekiwania i nieźle radzić sobie z trudnościami, wówczas osiąga społecznie aprobowane sukcesy. Dziecko może być również nadmiernie przystosowane, czyli uległe, pozbawione asertywności, wycofane i przesadnie grzeczne. Wówczas nie realizuje własnych pragnień tylko nieustannie spełnia cudze.

***

Przywilejem dziecka jest oczekiwanie na zasoby – od jedzenia poprzez opiekę, przywilejem jest oczekiwanie na rozwiązywanie problemów, a obowiązkiem rodziców podawanie rozwiązań zarówno materialnych, społecznych jak i psychologicznych. Mówiąc prościej karmienie, ubieranie, wyznaczanie norm, opieka itd. Dziecko również ma prawo się złościć. Im więcej ma swobody, tym chętniej i wyraźniej manifestuje swoje niezadowolenie – krzykiem, płaczem, oporem, agresją i buntem. Rolą rodziców jest spełnienie oczekiwań dziecka, o ile są możliwe do spełnienia i dobre dla dziecka, oraz umiejętność zarządzania jego potrzebami oraz emocjami. Co więcej mała grupa społeczna, pracownicy jednego działu, załoga fabryki, a nawet cały naród może przyjąć jedną z ról dziecięcych – bunt, przystosowanie lub uległość. Co dzieje się gdy dorosły zamienia się w dziecko lub nigdy nie dorósł? Nieustająca tragikomedia, spektakl pomyłek. Mówisz do kogoś dorosłego jak do dorosłego a otrzymujesz reakcję dziecka. Znacie to? Oczywiście, że znacie. Takie zachowanie zbija z tropu.

***

Zbuntowanego dziecka nie obchodzą emocje rodziców ani źródło zaspokajania pragnień – zbuntowane dziecko oczekuje, domaga się, gniewa lub w łagodniejszej formie obwinia rodzica wprost lub skrycie za brak starań, gorszy niż u innych standard życia oraz rodzicielskie wymagania, które zmuszone jest spełniać. Powtórzymy, zdaniem Berne w rolę dziecka mogą wchodzić faktycznie dorośli ludzie, górnicy strzałowi, lekarze i studenci, sprzedawcy i rolnicy, taksówkarze i dyrektorzy marketingu, wszyscy. Co więcej, pełniąc daną rolę realizujemy skrypty, czyli wzorce, czyli schematy, których wyuczyliśmy się w realnym dzieciństwie, dawno temu. I nie koniec na tym. Realizacja skryptu i dokonywanie psychologicznych transakcji, które ten skrypt dyktuje jest silniejsze niż skutek, który osiągamy, niż pragnienie nagrody, szczęścia lub sukcesu. Paradoksalnie nagrodą w transakcji psychologicznej między ludźmi może być realna strata!

Jak to spytacie? Przecież zależy nam na powodzeniu. Jednak w której rodzinie to się nie zdarza – gra w przegraną? Któryś z członków od lat gra w grę pod tytułem: jestem najbardziej chory, i tym samym skupia na sobie całą uwagę. W którym środowisku nie prowadzi się gry pt. Mamy najtrudniejszą sytuację; Jest nam najciężej; Nikt nas nie rozumie; Jesteśmy najbardziej skrzywdzeni. Kto z nas nie pokazywał skaleczeń, nie opowiadał o tym jak go oszukano, zdradzono, wykorzystano najbardziej na świecie, kto z nas nie relacjonował operacji lub nie rozpamiętywał doznanej urazy? Jaka z tego nagroda? Jest nią: uwaga, prestiż, akceptacja, współczucie itd. Jeśli trudno jest zwyciężać lub dominować dzięki własnym zasługom zawsze na podorędziu jest antyzwycięstwo – najgorsza choroba, bolesne doświadczenie, martyrologia. Jeśli dziecko czuje się niesłuchane – tupie nogami, krzyczy, rozbija szybę, choruje. Wówczas zostaje zauważone nawet za cenę reprymendy lub kary.

***

W Polsce mamy do czynienia obecnie z postawą zbuntowanych dzieci. Wcześniej te dzieci nauczono oddawania odpowiedzialności, bezradności i złości, która odreagowuje frustrację. Wina i krzywda nieustannie podsycane dają efekt w postaci frustracji i roszczeniowości. To socjotechnika, nie polityka i jak wskazuje Noam Chomsky, gdy do człowieka dorosłego długo i wytrwale mówisz jak do niepełnosprawnego umysłowo dziecka, stanie się upośledzony. Gdy nie wskazujesz dobrych praktyk tylko same klęski – utrwala się poczucie klęski. Dlatego obecna sytuacja społeczna jest skutkiem wzmacniania bezradnościowych skryptów, czyli wzorców i w tym znaczeniu jest klęską edukacji i komunikacji. Winna jest edukacja, rząd, który przez te lata nie nauczył się komunikować ze społeczeństwem, winne populistyczne mainstreamowe media., wreszcie rodzina i księża. Nie słyszę w lichej debacie publicznej głosów, które zachęcałyby do zmiany komunikacji, do zmiany modelu edukacyjnego, raczej szuka się skutecznych socjotechnik na wykorzystanie nowego trendu. Odesłaliśmy Bronka do Budy i co dalej? Premierem zostanie rockman oldboy?

Cdn

Dziecięca bezradność…
Oceń artykuł

Udostępnij:
Maciej Bennewicz

Maciej Bennewicz

Dyrektor Instytutu Kognitywistyki, wykładowca mentoringu i coachingu, pisarz, socjolog, coach, terapeuta, superwizor.

9 komentarzy

  1. :) pouczajace. Lubie takie teksty. Pozdrowienia

  2. Dla mnie wygrana Dudy pokazuje szok po PO – po wyprzedaniu Polski, przyzwoleniu na śmierć polskiego przemysłu, aferanctwie. Głosowałam za pierwszym razem na tę partię. Na początku dobrze się prezentowali: mądre głowy, wykształcone, a to jak teraz wygląda mój kraj w każdym wyprzedanym aspekcie (o którym najlepiej dowiadywać się od ludzi wprost niż z mediów) pokazuje zielone światło dla rockmana idealisty czy pisu, który ma tę jedyną zaletę dla ludzi, że to nie platformersi. Jest coś strasznie przykrego, w tym jak historia (zwłaszcza Polski) lubi się powtarzać i jak łatwo z męża stanu przy odpowiednich okolicznościach interesu własnego może wyjść sprzedawczyk.
    Mamy wolność, jest mowa ojczysta, hymn, zachodni kapitał, spółki, banki, wypływające miliony i masę ludzi, którzy nie są tak głupi jednak jak chcieliby to widzieć politycy, którym ciężko, kapując co nieco, w ogóle się cieszyć i samorealizować. Coach ma trudne zadanie? To taki człowiek od brudnej, trudnej roboty? Wykrzesać nadzieję, obudzić poczucie szczęścia, prawo do rozwoju, kiedy wokół pejzaż kolorowy może od przepychu supermarketów i galerii, ale smutny jakoś, bo anomiczny. Nie nastraja mnie optymistycznie to, co widzę.
    Życie tutaj pyta cały czas jak nie dać w sobie zabić entuzjazmu dla niego samego i jak wciąż odnawiać i odnawiać ten entuzjazm, zaciekawienie, zadowolenie, radość z rzeczy niematerialnych.

  3. Ja też dziękuję za osobiste wątki. Dodaje mi Pan siły aby iść w kierunku realizacjo swoich autentycznych celów. I powoli, krok po kroku, udaje mi się je osiągać. W moim przypadku wyuczona bezradność to postawa, którą zaszczepiła mi osobista historia rodzinna. I muszę się przedzierać do innych postaw, do dojrzałych wyborów, do mądrych odpowiedzialnych decyzji. Chciałabym kiedyś móc o sobie powiedzieć: jestem self-made manem. Na szczęście wśród moich przyjaciół jest wiele osób, które są self-made manami. I to pomaga.

  4. Pracuję obecnie w ciekawym miejscu, tak się trafiło jako ćwiczenie na odgruzowanie po życiowych perturbacjach. Płacą beznadziejnie, ale żywa gotówka pozwala mi powolutku realizować moje cele. Właśnie ukończyłam fantastyczny kurs coachingowy, organizowany przez świetne stowarzyszenie. Może nie mogę pochwalić się certyfikatem za 9 tysięcy, ale poznanałam fantastycznych ludzi, miałam okazję cieszyć się z moimi klientami z ich decyzji i w końcu poczułam, gdzie jest ta moja energia. Też byłam „wykluczona”, jak ktoś jest chory i bez pracy, społeczeństwo wyrzuca go poza nawias. Wykluczenie okazało się jednak dla mnie szansą na wejście na właściwy tor. Dziękuję Panie Macieju za Pana książki, bloga, dobre myśli, bo jak tylko pojawia się gremlin w głowie to zadaję sobie pytanie ” I po co Ci to?”.

  5. Naprawdę gratuluję Panu zmiany jakiej Pan dokonał w swoim życiu?

    Znak zapytania jest moją pomyłką. Miał być i ma być ze znak wykrzyknika !!!

    Naprawdę!

  6. Jak zwykle bardzo dobrze się Pana czyta. Dziękuję. Także za dzielenie się swoją historią. Bezradność rodzi także agresję: co widać świetnie w naszym społecznym życiu.

  7. Naprawdę gratuluję Panu zmiany jakiej Pan dokonał w swoim życiu? Zastanawiam się co powoduje, kto/co pcha ludzi do przewrócenia wszystkiego? Ból? Głód? Bieda?

    Tak, to sytuacje skrajnie ciężkie. Tylko czemu zmiany dokonują jednostki?
    Dziś w Bocianowie czy Lisnowie, w Grudziądzu i Warszawie mieszkają ludzie, którzy żyją z zapomogi i zbierania złomu, ze stażu w kwocie nie przekraczającego tysiąca złotych.

    Bardzo szanuję tych ludzi. Punkt widzenia się zmienia w momencie, gdy osoba na stażu autentycznie cieszy się z takiej kwoty, bo wcześniej miała 300 z pomocy. To matka samotnie wychowująca córkę. Pokazuje mi to niezwykłą gospodarność, przedsiębiorczość i właśnie odpowiedzialność za siebie i nią, bo przecież jakoś musiała sobie radzić. Tu kupić pół świniaka z miejscowej ubojni, tam dorobić u gospodarza za ziemniaki na zimę. Zyciowy barter.

    Oczywiście mogłaby pewnie wyjechać gdzieś, może za granicę? Może do dużego miasta? Może mogłaby. „Każdy podejmuje najlepsze dla siebie decyzje na dany moment”

    I mnie nie oceniać, która decyzja jest lepsza a która gorsza. Szanuję tych ludzi za ich codzienne życie i to, że potrafią sobie radzić.

    Są też osoby, które już w kolejnym pokoleniu idą do caritasowego okienka. Taki wzór i komforcik. To też ich wybór. I oni będą zawsze narzekać i nikt i nic tego nie zmieni. Bo zmianą wszak trzeba być. Ci ludzie narzekają na „system” i oboje dorosłych palą i telewizję cyfrową oglądają na pięknym, dużym telewizorze, z laptopa korzystają i rozmawiają przez super komórki.

    Ech życie, czym jest bezradność?

  8. ciekawe, od siebie dodałbym (uzupełniłbym), że nie w całej Polsce się tak dzieje, i są też trochę inni rodacy, to tak by uniknąć nadmiernej generalizacji. pozdrawiam serdecznie

  9. Zauważa Pan istotne sprawy, uświadamia Pan ludzi. Zauważa Pan też, że dużo się zmieniło, jak widać jeszcze 40 lat temu nie było tak wielu ludzi Panu podobnych. Teraz jest coraz więcej i więcej. Przez rozwijanie samych siebie rozwijamy swoje otoczenie więc wierzę, że o ile czas nie strawi wysiłków, nasze dzieci i ich dzieci dożyją bardziej świadomego społeczeństwa. Albo nie. Najważniejsze, że mnożą się małe światy, gdzie rośnie wrażliwość na drugiego człowieka, chociaż i te ciągle poddawane są gradobiciu obłupienia przez korpo świat. Na szczęście nie jesteśmy pępkiem wszechświata i chociażby ludzi miało kiedyś nie być z naszego własnego zaniedbania – księżyc będzie krążyć dalej. Pozdrawiam!

Komentarze są wyłączone.