Uczeń, mistrz, mędrzec i osioł

kostium dla każdego

Ostatnio inspirują mnie cytaty. Gdzieś w odległej galaktyce sieci znalazłem cytat bez autora i źródła: Mistrz osiąga mistrzostwo gdyż, kocha ludzi, mędrzec posiada wiedzę. Mędrzec oddaje się wiedzy nawet, jeśli ona jest przeciwko ludziom. Mistrz jest człowiekiem z ludźmi i dla ludzi.

To mi przypomniało historię z życia wziętą, dotyczącą moich notatek i oczywiście własnej percepcji. Byłem uczestnikiem szkolenia. Zamieniam się w takich sytuacjach w pilnego ucznia i zazwyczaj mam  bardzo dobre, szczegółowe notatki. Moje notatki bywają obiektem zazdrości, a czasem kpin moich przyjaciół, ale i tak z nich potem korzystają. Był to warsztat  znanego coacha Ygreka. Pod koniec dnia zapisałem dużymi literami jego wypowiedź: Kiedy uczeń jest gotów pojawia się mistrz! Sentencja wydała mi się piękna i pouczająca. Nieco mistyczna, jak fragment o mistrzu i mędrcu, ale trafiła w moje ówczesne potrzeby i stan umysłu. W nieodległym czasie trafiłem na kolejne szkolenie Zeta i nagle słyszę tę samą sentencję. Zaraz, zaraz  jednak coś zabrzmiało inaczej: Kiedy mistrz jest  gotów, wtedy pojawia się uczeń!  Jak to, przecież uczeń miał być gotów, a nie mistrz? Pomyślałem, że sprawdzę w domu poprzedni zapis i ustalę fakty ponad wszelką wątpliwość. W domu szybko odnalazłem właściwy notatnik.

Czytam i oczom nie wierzę:  Kiedy mistrz jest gotów, wtedy pojawiają się mistrzowie.  Byłem zszokowany mając przed oczami trzecią wersję. Czytałem trzy razy. Która jest właściwa? Może za pierwszym razem popełniłem błąd? Po chwili namysłu zdecydowałem, że prawdziwa jest ta trzecia, niby omyłkowo zapisana, jednak najbliższa prawdy: Kiedy mistrz jest gotów wtedy pojawiają się mistrzowie. Kiedy odnajdujesz mistrzostwo w sobie dopiero wówczas jesteś w stanie odnaleźć mistrzostwo w innych, wtedy je zauważasz, doceniasz, szanujesz.

Minął czas i dwa dni temu, na środowym szkoleniu, na którym jak zwykle byłem pilnym uczniem wykonującym staranne notatki, zapisałem nową sentencję: Choćby mistrz dał głupiemu uczniowi tysiąc nowych umysłów, on i tak wybierze swój własny.

I wtedy przypomniał mi się z cytat, wręcz koan, kołczołan z ojca Anthonego de Mello: Ja jestem osłem, ty jesteś osłem, wszyscy jesteśmy osłami. Dopóki tego nie zrozumiesz, będziesz osłem.

Uczeń, mistrz, mędrzec i osioł
Oceń artykuł

Udostępnij:
Maciej Bennewicz

Maciej Bennewicz

Dyrektor Instytutu Kognitywistyki, wykładowca mentoringu i coachingu, pisarz, socjolog, coach, terapeuta, superwizor.

14 komentarzy

  1. Generalnie rozważania o bon motach… aczkolwiek ostatnia sentencja bardzo mnie ujęła. Jako psychoterapeuta dokładnie wiem, że doradzanie niewiele daje. Można powiedzieć mądrość nad mądrościami, a i tak każdy robi po swojemu. Lepiej się do niego dostosować, bo i tak on “wybierze swój własny” sposób myślenia.

  2. stojąc na brzegu pewnego zalewu, patrzyłem i widziałem, słuchałem i słyszałem, próbowałem zrozumieć, ale nie rozumiałem, stada kaczek
    mówiły i latały, tafla wody niczym blat stołu gładka,bezwietrzna chwila, mgła unosząca się nad wodą i moja perspektywa
    z tej “przedkomputerem ” perspektywy definiuję TAO
    TAO stada kaczek, życia zawartego w ciałach opierzonych, pozbawianego naszych-ludzkich refleksji, projekcji, problemów w skali pseudo i tych decydujących
    mistrzostwo życia
    życie po prostu
    po prostu to co próbujemy nazwać, dotknać, pojąć, zrozumieć, sklasyfikować
    życie, zamkniete w słowie, życie, To

    wydaje mi się, że rozumiem, wydaje mi się że wiem, ale też mi się wydaje że nie mam pojęcia o tym co widzę…
    a może wcale nie muszę wiedzieć..

  3. Ostatnio włączyłam TV i akurat jakiś program o ludziach, którzy gromadzą zapasy na wypadek końca świata, że on już się zbliża. Było to tak “mądrze i ładnie” podane, że zaczęłam myśleć o tym! Jezusie mój i inni Bogowie! Już wiem, dlaczego wybrałam tyle lat temu TV nie oglądać! A że teraz “na nowym” mam przez przypadek i odbiornik i kablówkę, oglądam Pingwiny z Madagaskaru na dobranoc, a tu masz ci babo placek, straszą mnie, a ja się dałam wystraszyć na chwilę, niby w żarcie, ale jednak coś się kręciło po łepetynie!

    No i dlatego wybieram, co chcę oglądać, z kim spotykać, jak spędzać czas, w jakim świecie żyć. I on jest zdecydowanie inny od tego, jaki był. Bo żyłam klnąc na NFZ czy jak to się pisze, Kościół, biedę, sąsiadów, małe pieniądze, oszustów itp. No i moje życie też takie było, nasączone tym, co w głowie. Ale teraz się odsączyłam i luźniej i w głowie i dookoła mnie. Słowo klucz WYBÓR. Każdego dnia od nowa. I te wybory też się zmieniają czasem z dnia na dzień. Podążam za tym, co mi służy, co rozluźnia ciało, nie zaś je napina. Co koi duszę, a nie stawia na baczność zastępy niebios bo Kawula coś tu się za mocno stresuje, a no tak, to te “gupie” programy mózgowe :-), no kiedyż się ona naumie je przekraczać? :)

  4. Nim zobaczyłam Mistrza na własne oczy, przez prawie rok rozmawialiśmy w niewielkiej grupie na Jego bloku na temat medytacji (Mistrz jest mistrzem dzogczen, ale i znanym coachem seniorem), natury umysłu i gotowania. A potem Mistrz przyjechał do Warszawy. My z przyjacielem pojechaliśmy także. Mistrz wraz z kilkoma innymi ludzmi czekał na nas na dworcu. Wysiadłam. Nigdy nie widziałam Mistrza, nie miałam pojęcia jak wygląda, ile ma lat. Rozglądałam się na dworcu. Nagle ktoś za mną zapytał mnie–“No, gdzie jest Hasz?” (to był jego nick, skrót od inicjałów imienia i nazwiska). Było tam kilku mężczyzn. Rozpoznałam Go od razu. Nie było żadnych wątpliwości.

  5. Ego jako czujnik w jakim miejscu rozwoju się znajduję -jasne. Ale nadmuchane, opasłe, pękające z dumy z wykorzystania i manipulacji kogoś innego – nie. Razi mnie taka rzeczywistość. Rzeczywistość “wiadomości medialnych”, wiadomości, w których “spryt”, ku zaskoczeniu szychy o imieniu i pierwszej literze nazwiska wychodzi na jaw i odbija się zgagą (przez krótka chwilę) u poszkodowanych i obserwatorów postronnych.
    Mieszkam w Krakowie. Widzę tu masy turystów. Ale widzę tu też bardzo dużo osób biednych sięgających po czyjeś niedopałki, brudnych, zapuszczonych.
    Każdy jest odpowiedzialny za swoje życie. Niemniej przeraża mnie filozofia braku i niepewność dnia jutrzejszego, za często udzielająca się w wolnym kraju.

  6. Ego przyda się też. Tylko trzeba go używać, a nie być przez nie używanym :)

  7. Od mniej więcej roku ‘przerabiam’ książki pana Macieja. Co problem, to próbuję znaleźć odpowiedz w którymś z rozdziałów. Książki są popisane, popodkreślane, bezcenne. Co jednak nie powstrzymuje mnie od ich propagowania, polecania, a ostatnio nawet pożyczania znajomym.
    Czuję, jak się zmieniam pod ich wpływem.
    Najważniejszym moim odkryciem jest ‘przyłączanie się’. Od zawsze właściwie jestem buntowniczką, aż tu nagle odkryłam siłę tego ‘przyłączania się’, stapiania z tłem. I czuję różnicę w jakości życia. Biorę też ‘pełniejszy’ udział w moim życiu.
    Najtrudniej jest mi wziąć całkowitą odpowiedzialność za to, co wydarza mi się w życiu.
    Ale powoli uczę się i tego.
    Ostatnio też uczę się śmiać z siebie i pozjadanych rozumów.
    Dzięki temu życie jest lżejsze. Dalej jednak cackam się ze swoim ego.
    Myślę – niech sobie to ego trochę użyje.
    Dziękuję panie Maćku.

  8. Tym, co stopuje, mam wrażenie, świat w pójściu do przodu jest fakt, że ludzie, którym niezbędne do rozwoju jest utemperowanie własnego ego, nie chcą o tym słyszeć. I tak, rozwojem zainteresowana jest garstka, jeszcze mniejsza garstka rzeczywiście rozumie czym ego jest, mierzy się z samym sobą, nie boi się własnej niewiedzy, głupoty, “osłostwa”.
    Mistrzowie nauczają aby się wyzuć z właściwie wszystkiego, co niepotrzebne prawdziwej, skromnej istocie będącej ważnym, ale wciąż elementem wszechświata. Oczyść się, pozbaw się tego, co ci tylko przeszkadza- mówią, piszą, nawołują, a poczujesz się wolny.
    Ego – tylko trzy literki, a taki skomplikowany mechanizm.

  9. Tak mi tu pasuje jeszcze jeden wtręt z życia. Może przydługo, ale w wordzie to jakoś krócej wygląda :) Ci mistrzowie…

    Och, ileż się nawalczyłam z moim Mistrzem :) Kwestionowałam wszystko, co do mnie mówił bo miałam swój własny pomysł na to jak on powinien mnie uczyć. Mój ciasny europejski umysł został zaprojektowany tak a nie inaczej i domagał się dobrze znanego kodu. A tu niespodzianka. Zderzenie z hinduskim duchowym to zupełnie inna bajka. Po pierwszych tygodniach oporu, zaczynałam burzyć barykady bo tylko sama sobie szkodziłam. Nie ufałam nikomu, a tu przecież rzecz była o zaufaniu właśnie. Nie potrafiłam oddać mojej duszy w ręce kogoś, to naprawdę wie lepiej. A przecież czytałam jak to trzeba zaufać, zawierzyć mistrzowi właśnie… I żeby było weselej marzyłam zawsze o takiej relacji. Jako nastolatka oglądałam filmy karate, jak to młody adept trenował u swojego mistrza. No i nie od razu poznawał tajniki walki. Najpierw polerował samochód, sprzątał jego piwnicę, nosił wodę z jeziora… A każda czynność była częścią treningu przecież.
    I ze mną było podobnie. Buntowałam się czasem otwarcie, czasem wewnętrznie, ale jednak był to opór, który szkodził jedynie mnie. Pewnego dnia rozpoczęliśmy rozmowę:
    – Dlaczego mi nie ufasz? – pytał Bharath.
    – Bo nie ufam nikomu.
    – A to błąd. Przyjechałaś tu taki kawał, wydawało mi się, że wiesz czego chcesz, więc dlaczego mi nie ufasz?
    – Bo się boję.
    – Czego? Przecież nie chcę ci zaszkodzić, skrzywdzić.
    – Wiem… Obawiam się bo nie mam pojęcia do czego mnie takie poddanie zaprowadzi. Boję się, że stracę kontrolę nad swoim życiem już całkiem.
    -Może wystarczy, że zanim skrytykujesz to, co do ciebie mówię, najpierw sprawdzisz czy to naprawdę takie złe.
    – Dałeś mi odpowiednie narzędzia…
    – I dzięki nim może dokonać się transformacja. Ale i ona nie dzieje się z dnia na dzień, wymaga czasu i odpowiedniej dyscypliny. Każdy robi postępy we własnym tempie i czasie. Oczywiście zależy to też od indywidualnych predyspozycji i charakteru. Warto skupić się na służbie, zacznij ode mnie ;-)
    – Przepraszam, naprawdę się staram. Ale to wszystko jest dla mnie bardzo trudne. Tyle nowego, a w dodatku nie mam gwarancji, że odniosę sukces.
    – Tu nie ma na nic gwarancji! W duchowości jesteś zawsze sama, pamiętaj. Tylko od ciebie zależy to, co osiągniesz. Nie ode mnie. Moja rola niedługo się skończy. Przekazuję ci to, na co jesteś gotowa, a twoim zadaniem jest praktyka. Nic więcej. Nie robisz tego dla mnie, bym był z ciebie dumny. Nie, to tylko dla ciebie. Czy warto? Ocenisz sama za jakiś czas.
    Dlatego nie trać czasu na zamartwiania i tworzenie problemów, które może wcale nie nadejdą! Ciesz się z tego czasu jaki mamy, żartuj ze mną kiedy jest na to czas, medytuj jak najwięcej. To czas twojego treningu, nie mojego. Ja swój mam już za sobą i był inny niż twój. Ty chcesz nauczyć się wszystkiego szybko…
    – Bo nie mam za wiele czasu i nie wiem kiedy wrócę…
    – Możesz nawet wrócić za 5 lat. To też będzie w porządku. Masz swój czas i masz go wystarczającą ilość. Bóg dał ci tyle ile potrzebujesz, a ja dzielę się tym, co musisz wiedzieć na teraz byś mogła zmienić swoje życie na lepsze.
    – To może mogę się na coś przydać i przynieść ci wodę?
    – Dziękuję, zimną poproszę z kostkami lodu.

  10. Ja to bym taki kostium za darmo włożyła ;-)

  11. Tak na marginesie, jestem ciekawa ile temu facetowi zapłacili za to zdjęcie w kostiumie osła? :)

  12. Mój mąż miał ciekawe zdarzenie. Swego czasu uczył go niewiele straszy od niego grafik. Nauczyciel polecił go jako dobrego programistę – grafika koledze szukającego pracownika do zespołu. Potem z polecenia mąż zmieniał firmy , aż w końcu w obecnej zatrudnił do swojego zespołu byłego nauczyciela szkląc go z programowania:) Jeżeli ludzie współdziałają ze sobą , granica mistrz – uczeń jest bardzo płynna. Mistrz nadal zostaje mistrzem, bo jest świetnym grafikiem, a mąż stał się też mistrzem ponieważ lepszym programistą, ale mają wspólny język, który kiedyś wypracowali.

  13. Gdzieś ostatnio przeczytałem że są 3 fazy relacji mistrz- uczeń. Nie pamiętam dokładnie, ale mniej więcej wyglądało to tak:
    1. Inicjacja- podczas której mistrz spotyka ucznia i odwrtonie
    2. Faza docierania- uczeń chłonie wiedzę, długie lata budowania doświadczenia, wiedzy i umiejętności
    3. Odejście ucznia- przerósł mistrza

    Mistrz jest gotów, kiedy uczeń, jest gotowy na mistrza.

  14. Coś jest w powiedzeniu, że lepiej z mądrym zgubić niż z głupim znaleźć :) Obserwuję ludzi i fizycznie i duchowo. Czasem aż jestem zszokowana jak natura potrafi wymodelować twarze. Nie chodzi mi o tych pięknych ani tych co swoją fizyczność zniszczyli przez np alkohol ani niepełnosprawnych. Tacy zwykli ludzie, a czasem jest mi głupio, bo nie mogę od ich twarzy oczu oderwać. Co do “duchowości” jedni mnie odpychają inni denerwują mimo, że wydają się spokojni i wyciszeni. Podobno to jest reakcja na to co mi we mnie nie pasuje, ale odkryłam, że to nie tak do końca. Niektórzy mistrzowsko ukrywają złe rzeczy. Poczucie , że coś jest nie tak jest bardzo przykre.

Komentarze są wyłączone.