Ukryte

U nas, w tak zwanej przestrzeni społecznej unikamy prawdziwie trudnych tematów. Ktoś tam nieśmiało powie trzy słowa w okolicach 1 sierpnia o straceńczej roli polskich powstań, ktoś tam napisze o szarży pod Samosierrą i spyta co tam robili Polacy, ktoś inny napisze artykuł o alkoholizmie, o wojnie w Iraku, o bezprawnych więzieniach w tajnych ośrodkach, ale prawdziwa debata dotyczy tego czy Lato powinien odejść czy nie? Potem media rozpalają temat kolejnego dzieciobójstwa ale kompletnie bez refleksji na temat rodzin żyjących na marginesie społeczeństwa i niewydolności instytucji, które powinny opiekować się zagrożonymi rodzinami.

Lista pilnych tematów do przerobienia jest spora. Bez samoświadomości społecznej trudno jest o zbiorowy coaching, o świadomą zmianę postaw, o planowanie rozwoju dla naszych dzieci i wnuków. Tak samo jak trudno nam mówić o tematach na prawdę trudnych i ważnych, tak samo trudno nam mówić o sukcesach i samych siebie chwalić, doceniać, wzmacniać.

Podstawowa coachingowa lekcja to ustalenie stanu obecnego, wyciągnięcie wniosków, określenie stanu docelowego i określanie opcji oraz zaplanowanie środków i zasobów, które pozwolą uzyskać spodziewany efekt. Tymczasem bez analizy stanu obecnego trudno o ruch do przodu, gdyż tematy tabu zaklejają warstwą mgły zarówno sukcesy jak i problemy. Media przestały zadawać ważne pytania. Generują głównie sensację i najprostszą rozrywkę. Pytania wobec tego musimy zadawać sobie sami. Na tym między innymi polega ruch obywatelski i dojrzałość społeczna.

Oto kilka z tematów zakazanych z rożnych dziedzin:

  • Mężczyźni z rozwiedzionych małżeństw niemal automatycznie pozbawiani są wpływu na wychowanie dzieci swoich dzieci. Ten sam nawykowy, sądowy automat przydziela opieką matkom.
  • Sieroctwo w Polsce, to w przewadze tak zwane sieroctwo społeczne. Dzieci trafiające do instytucji opiekuńczych najczęściej mają oboje rodziców z problemami alkoholowymi. Wytężona praca rodziców-opiekunów w rodzinnych domach dziecka, często jest niweczona w ciągu wakacji, gdyż dzieci za zgodą sądów trafiają do rodzin biologicznych, w których powtarzane są negatywne wzorce, nadużycia i psychologiczne szkody.
  • Nie doceniamy i nie rozwijamy osiągnięć polskich inżynierów elektroników i potencjału jaki osiągnęliśmy w nowoczesnych technologiach, zwłaszcza związanych z elektroniką i robotyką.
  • Dzięki państwowemu, centralnemu systemowi zarządzania lasami mamy wysoki, dobrze zagospodarowany areał lasów. Zbyt silny wpływ środowisk lokalnych i gmin na gospodarkę leśną i sprzeciw wobec tworzenia nowych obszarów chronionych odbywa się ze szkodą dla naszej, bezcennej przyrody.
  • Stan nauki polskiej jest opłakany. Przewaga teoretycznych, bezwartościowych prac, które spełniają wyłącznie umowne kryteria naukowości. Zbyt mało działalności badawczej realnie służącej społeczeństwu i jego pilnym problemom.
  • Mamy bardzo długą linię brzegową. Jak nigdy w historii. Jesteśmy państwem morskim. Jesteśmy?
  • Służby zdrowia nie można zreformować od lat, gdyż w interesie służby zdrowia jest utrzymywanie sytemu, który istnieje, w którym utrzymuje się niemal feudalną strukturę zależności.
  • itd.

Jak pięknie i trafnie dowodzi znany antropolog Renè Girard, co jest ukryte, stanowi dla społeczności zagrożenie, gdyż  rozwija się i wzrasta jak gangrena, choć udajemy, że tego nie widać. Co jest ukryte nie może być ani wykorzystane jako potencjał, ani wykorzenione jako patologia.

Ukryte
Oceń artykuł

Udostępnij:
Maciej Bennewicz

Maciej Bennewicz

Dyrektor Instytutu Kognitywistyki, wykładowca mentoringu i coachingu, pisarz, socjolog, coach, terapeuta, superwizor.

32 komentarzy

  1. nie zyjemy w pustce,wiec pelna indywidualizacja nie jest mozliwa,jestesmy czescia swiata i innych ludzi i jak najbardziej naturalne jest wspolistnienie.jak bylam dzieckiem ,latwo wchodzilam w taki stan polaczenia-np wchodzac na drzewo ,czulam sie jego galezia-patzrac na zachod slonca w gorach-gory byly mna,a ja gorami….zupelnie fizyczne odczucie…dopiero po latach przeczytalm u Wilbera,ze taki stan istnieje;))))a dzis fizycy kwantowi dowodza,ze na tym poziomie wszystko jest jednoscia….dzis to przeczucie potwierdza nauka…fajne ,co?oddzielenie ,to wytwor…hmmm umyslu?

  2. im z wyzszej widzisz wysokości,tym wiecej widzisz.
    jak jestes oswiecony ,to podobno;))))nie ma juz tajemnic,wszystko jest jasne….

    jak najbardziej należy „zarażac”;))))swiadomoscia ,nie każdy jednak jest gotów na takie zarażenie,czego masz świadomość;)))))))))))))-ze moze to brzmieć sekciarsko,albo nawiedzeniowo,albo,najlagodniej mowiac” z lekka dziwacznie”.
    i tak daleko odeszlismy od pierwotnego tematu ,ale milo mi sie z toba dyskutowalo;))))))
    chwala ineternetowi ,a takze gospodarzowi tego bloga,ze gora z gora by sie nie zeszla-a tu moga sie ludzie z innych planet wymienic poglady;)))))

  3. dlatego tez czesto odwoluje sie do wychodzenia z inicjatywa, aktywnego dzialania, uswiadamiania nieswiadomych, itp :)

  4. no tak. jakkolwiek by nie nazwać tego stanu – uważam, że zadaniem osób świadomych / oświeconych / obudzonych (itp) jest zarażanie tym innych, wsparcie i wychodzenie z pozytywną inicjatywą. zdaję też sobie sprawę, że brzmi to trochę sekciarsko :)
    Przy okazji – uważam, że modny ostatnio nacisk na indywidualizm, jednostkę, filtrowanie wszystkiego w funkcji własnych potrzeb i pragnień i wreszcie dążenie do niezależności od wszystkich i wszystkiego to nie są najlepsze drogowskazy. O wiele cenniejsza wdaje mi się zdrowa współzależność – czyli umiejętność budowania pozytywnego wzajemnego oddziaływania na siebie ludzi. Do tego przydaje się jednak trochę „świadomości”… :)

  5. dla mnei marku ,to nie swiadomosc ,to intuicja-nie wiem ,nie rozumiem,nie mam wiedzy,ale jest glos ,ze wlasnie tak jest dobrze.swiadomosc to wtedy ,gdy to uczucie jest spojne z tym ,co wiem,wszystko uklada sie w calosc.a mimo wszystko mam wybor i moge postapic wbrew.a jeszce wyzej mogloby byc oswiecenie,tam juz nie ma wyboru;)))))

    tak jak mowisz,stany ,o ktorych dyskutujemy, prawdopodobnie sa jednolite,ale czasem definiujemy je odmiennie,inne nadajac imie;))))))))))))))))))))))))))

  6. ps. Po przeczytaniu de Mello swiadomosc jest dla mnie stamem wlasciwym po dokonaniu „przebudzenia”.

  7. … wtedy szansa na uświadomienie wzrasta. Choć przypuszczam, że w przypadku niektórych osób aby dokonało się uświadomienie musi dojść do usunięcia nogi / płuca / życia bliskiej osoby, a i czasem to nie pomoże niestety.

    Język jest bardzo niedoskonały więc trudno opisać tak subtelne kwestie, inne dla każdego – tym bardziej, że poruszamy się w kręgu definicji, a szufladkując upraszczamy, ale…

    …ja postrzegam świadomość jako najwyższy poziom pewności, przekonania właściwie tożsamego z wiarą i jednocześnie poczucia sensu – których doświadczam w taki sposób, że w zasadzie nie mam wątpliwości.

    A na dodatek, żeby tego doświadczyć, wcale nie muszę rozumieć (lub WIEDZIEĆ). Ba, wręcz często nie rozumiem… :)

  8. a jak widza na szpitalnym lozku obok-faceta bez nogi ,bo ja wlasnie stracil w wyniku palenia…to jest wiedza czy swiadomosc????

  9. No właśnie. Według mojego słownika większość palaczy WIE, a jednak NIE JEST ŚWIADOMA. Właśnie na tym przykładzie wyjaśnia różnicę sam de Mello :)

  10. wiekszosc palaczy jest swiadoma wplywu papierosow na zdrowie swoje ,swoich bliskich ,dzieci …a mimo to nadal pali;(((((
    swiadomosc to rozszerzenie perspektywy,to mozliwosc wyboru ,ale jeszce nie wybor

  11. aniu, oczywiscie, ze de Mello mial wybor. Ale czy to wlasnie nie przez swiadomosc wybral te a nie inna droge?

  12. marku -w tak abstarkcyjnych pojeciach ,aby moc dalej dyskutowac,potzrebna bylaby definicja;))))tak jak ja to rozumiem,swiadomosc to nie wiedza,ale nadal sie upieram ,ze swiadomosc to dopiero mozliwosc wyboru.nawet de Mello moglby robic inaczej,z cala swiadomoscia;)))))
    jesli np. matka po rozwodzie /punkt pierwszy lepszy/ ma swiadomosc,ze ojciec pozostaje ojcem i ma wazny wplyw na zycie dziecka,ze dziecko ojca potzrebuje i zazwyczaj nie jest w stanie zrozumiec konfliktu rodzicow ,w ktorym jest pionkiem-to ma wybor:albo przekroczy wlasne emocje /poczucie zalu ,krzywdy ,chec odwetu/ i wbrew swojemu ego bedzie dazyc do takiego ulozenia stosunkow rodzinnych,by jak najmniej tracilo dziecko.Czesciej jednak bywa,ze najwazniejsze sa wlasne emocje-i po rozprawie sadowej walka toczy sie nadal-a nakazy sadu daja jej dodatkowa bron w rece /alimenty,obowiazki,nakazy i zakazy wytyczane przez sad/….ojciec odpowiada oporem i wojna trwa nadal…dziecko traci.
    na tym przykladzie-swiadomosc to umiejetnosc spojrzenia na te sprawe z „wyzszej ” perspektywy z uwzglednieneim nie tylko wlasnego punktu widzenia ,ale i punktu ojca,dziecka,czasu terazniejszego ,a takze przyszlego.oczywiscie ,mozna jeszce bardziej rozszerzyc perspektywe/…ale juz dojscie do rozwiazan na tym poziomie uwazam za sukces.zastosowanie ich w zyciu to milowy krok dla calego tego ukladu,bywa,ze niedoceniany….przez druga strone.ale obie maja wybor,do ktorego potzrebna jest swiadomosc.

  13. hej aniu! swiadomosc to nie to samo co wiedza. to co ja nazywam swiadomoscia chyba nie pozostawia wyboru.

  14. swiadomosc to nie wszystko.to dopiero mozliwosc wyboru.
    znam wielu takich co zupelnie swiadomie dokonuje bardzo egoistycznych wyborow ,nie zamierza zmieniac swiata na lepsze dla innych-„po mnie chocby i potop….”.mi ma byc dobrze.teraz i tu.moze sa krotkowzroczni,ale to wygodne,czego oczy nie widza….maja sie swietnie ,sa spojni ,nie przezywaja trudnych wyborow ,nie przekraczaja siebie…

    wczoraj ,juz dosc pozno,po meczu, byl w tvp1 swietny fim o mlodych ludziach na Śląsku.Bardzo wpasowany w temat tej dyskusji….o punktach zwrotnych,o budzacej sie swiadomosci….o sprzecznosciac,oaradoksach z naszej rzeczywistosci….przegapilam poczatek ,wiem nie wiem ,jaki tytul ,ale do 2.30 ogladalam z ogromnym zainteresowaniem i nie zaluje ,ze dzis chodze po scianach z niewyspania….

    kolejne retoryczne pytanie-dlaczego tak dobre filmy ,zmuszajce do myslania,puszca sie o takiej porze ,ze po polfinalowym meczu malo kto ma jescze chec i czas na rozkminianie trudnych tematow

  15. dodam – dla tych, ktorzy czytaja zbyt doslownie – tak, to jest czysta teoria i oczywiscie nie jest to łatwe. Wazny jest jednak kierunek i mechanizm, ktore to ponizsza mysl niezle ilustruje. I to juz teorią nie jest.

  16. zakladajac, ze kluczem jest swiadomosc – gdyby tak kazdy swiadomy (zalozmy ze jest ich 1000) postawil sobie za cel uswiadlmic i zmotywowac do dzialania np. w ciagu roku 3 nieswiadomych tak, by ci swiadomi uswiadamiali kolejnych 3 nieswiadomych, to w ciagu kilku lat uswiadomiona bylalby cala Polska…

  17. pierwsze pomocnicze pytanie: na co mam osobisty wplyw?

    czy jestem rodzicem w rozbitej rodzinie?czy szefem odpowiedzialnym za swoich pracownikow i firme,czy radnym w gminie…albo szefem kliniki,promotorem prac naukowych…

    poza oczywistymi korzysciami materialnymi lub emocjonalnymi jest odpowiedzialnosc wynikajaca z stanowiska kierowniczego czy wychowawczego….co czasem oznacza rezygnacje z osobistego dobra dla dobra tych,za ktorych jestem odpowiedzialny..niepopularna i czasem trudna postawa…odjac osobista kromke chleba dla innych….

    trudno odmowic sobie,po ciezkim dochodzeniu do wladzy /na kazdym szczeblu-rodzina,szkola,gmina,firma,oddzial,uczelnia…/ wynikajacych z niej profitow…po to czesto jest wladza-zeby zaspokic osobiste interesy,a nie zeby zmieniac swiat na lepsze.jest w tym spojnosc.wszyscy tak robia ,tylko frajerzy nie odgrywaja sie na ex-malzonku,zatroszcza o zielone pluca dla wnukow,pozwola swoim pracownikom zajsc tak daleko ,jak sami zaszli ,bez obawy ,ze ci wygryza ich ze stolkow,poswieca wolny czas trudnej,nigdzie nie chcianej mlodziezy….pozwola rozwinac nowe idee,nawet jesli sami nigdy ich nie wymyslili,naucza tego ,do czego sami dochodzili ciezka droga….

  18. Dobre pytania Marek. Ludzie jak pisze Mello to egoiści i pewnie niewiele osób je sobie zadaje, chociaż jestem ja. Ja zadaję sobie te pytania a to już dobry początek. Szukam nowych rozwiązań. Stawianie sobie poprzeczki wysoko jeszcze nikomu nie zaszkodziło. Wierzę, że warto być elastycznym. Czy znajdę odp? Nie wiem, chcę się jednak przekonać.

  19. a ilu z nas zadaje sobie takie pytanie?
    ilu z nas znajduje odpowiedź?
    ilu z nas działa?
    co możemy zrobić, aby działających było więcej?

  20. Zadać sobie pytanie- co mogę zrobić już teraz, w tej chwili by przybliżyć się do celu, zmiany?

  21. Diagnozy, opinie, prognozy…
    Po coz one jesli na nich konczy sie nasze zaangazowanie?
    Co sprawia, ze tak trudno przekuc je na dzialanie?
    Co zrobic, abysmy zaczeli zmieniac to co nas boli?

  22. Ludzki świat jest zgniły od podstaw, trzymają się te fundamenty ale ledwo. Wystarczy większy kryzys, katastrofa i d… leżymy. I może mi się nie podobać to i tamto i czuć że nie mieszczę się w tym świecie, ale co z tego? Wypruwanie z siebie flaków nic mi nie da (próbowałam).

    Mam jednak wpływ na szereg spraw. Nie będę oglądać wiadomości, nie będę kupować produktów które są reklamowane (bo nie czuję się debilem a za taką uważają mnie reklamodawcy),unikam „służby” zdrowia jak ognia bo mi nie służy, tak samo jak produkty wielkich koncernów itp. itd.. Nie chce by mi wciskano kit a na każdym kroku ktoś próbuje wciskać kit człowiekowi.
    Co sprzyja tabu? MASA. Brak odpowiedzialności za swoje własne wybory, robienie „dobrze” innym a nie sobie. Gdzie tu miejsce na szczęście? A skoro człowiek nieszczęśliwy, wciśnięty w schematy jak ma być twórcą szczęśliwego świata.

    Brak świadomości, ale świadomość zaczyna się od nas samych. Zrywy, bunty – ok.
    Ale najpierw musi się przebudzić jednostka – a żeby się przebudzić musi tego chcieć, musi zacząć zauważać że coś tu jest nie halo.
    Na wszystko mamy wpływ. To że w mediach masa plotek, tragedii, wojen, polityki i innego syfu – nie bierze się znikąd. Bierze się z człowieczego wyboru.
    Narzekanie – jako jedyne działanie.

    Ale przecież wiem że są ludzie którzy poruszają, zmieniają, pokazują że istnieje coś więcej, wychodzą z ukrycia, wypuszczają smród. A to jest niewygodne i nielubiane, bo potem nie możesz powiedzieć „nie wiedziałem”. A moje obserwacje mówią mi że na człowieka najlepiej działa metoda „obuchem w łeb”, wówczas coś się kruszy i jest miejsce na zmianę.
    Ja zaś robię swoje.
    http://www.youtube.com/watch?v=PivWY9wn5ps

    I ciągle, wciąż mam w głowie że sami przyciągamy pewne doświadczenia, że sami je wybraliśmy, to nasza nauka.. Staram się więc wytężać wzrok i widzieć choć ciut więcej niż to co się pierwsze rzuca w oczy.

    The end.

  23. Mogę mówić za siebie i jedynie za siebie. Uważam, że trzeba zauważać bezsensy, trudności i o nich mówić. Nie narzekać. Politycy tworzą nowomowę „ci polacy, wy naród”. Chyba MY Polacy? Czy nie powinniśmy non stop z czujnością pytać:co z naszą Polską?
    Czemu proporcje pilności omawianych problemów w mediach są odwrotne niż w realności? Gwiazdy ględzą o gwiazdach, gwiazdy zarabiają na tym ględzeniu, gwiazdy robią coś „społecznie” albo „charytatywnie” i to jest wtedy wyjątkowe, bo ma ręce i nogi.
    Na pewno od nas tych którzy tu się urodziliśmy i żyjemy zależy to na co się godzimy, a na co nie, o czym debatujemy, rozmawiamy, w jakim tonie walczymy i o co. Nasze wybory, nawet drobne to już jest na początek dużo.

  24. Jednak coś się dzieje, ponieważ w paśmie porannym TVN zaczęto dużo mówić o przemocy, jak się jej przeciwstawiać i gdzie szukać pomocy. Przede wszystkim mówi się dużo o tym, że nie ma co się wstydzić sytuacji, tylko trzeba z niej wychodzić najszybciej jak się da. Wiem, że to może krótkie wywiady ale dają jednak światełko w tunelu, że jednak coś można zmienić.

  25. no dobrze,wiemy jak jest.a nawet dlaczego….
    i co dalej
    z tą Polską???walczymy czy wyjeżdżamy?czy popiszemy na blogu i na tym sie nasz patriotyczny zew wypali?

  26. Alkoholizm i bieda to wieczny tandem. Ciekawe, że w czterdziestomilionowym kraju w którym powinno chodzić o wzrost PKB, chodzi o wszystko tylko nie o to. Zobaczcie jak traktowani są pracodawcy – drobni przedsiębiorcy, działalności gospodarcze (ZUS po dwóch latach zamyka większość z nich). Politycy pięknie operują słówkami typu wzmocnienie tych obszarów, natomiast co robią? Dobijają je najczęściej – dobrze nadaje się do tego podatek VAT.
    Praca powinna być wartością. I owszem najsilniejszym się udaje. Natomiast wielu ludzi wykańcza bezrobocie. Tragedie rodzinne, patologia domowa i wykorzystywanie seksualne dzieci, kradzieże u podstaw skrywają brak poczucie siebie, własnej wartości, brak środków do życia (przy często dużych potrzebach i jeszcze większych możliwościach jakie daje wolny rynek i kapitalizm). Jesteśmy państwem z porządną linią brzegową, rzekami, które nas zalewają czy jeszcze jakaś stocznia tu należy do naszego państwa?
    Nie potrzeba u nas metod ze związku radzieckiego i Snieżniewskiego żeby znalazł na każdego niewygodnego schizofrenię bezobjawową (choć KGB nie istnieje czy kagiebowcy wyginęli jak dinozaury, a coś co sprawdzało się na milionach i często było inkorporowane jako swoje przez zachód i amerykę wyparowało jak kamfora???).
    Informacji o Polskich naukowcach ze świecą szukać. Czemu? Czemu do diaska pisze się o pudelkach serdelkach? Taki dziennikarz z onetu czy z innego portalu też się boi, że jak nie napisze o sratach tatach to straci pracę.
    Bo tak jest. On jest dziennikarzem od pisania dla konsumenckiej gawiedzi. Po to kończy się dziś uniwersytety, żeby pisać pudelki sretetelki wszędzie i bez końca.

  27. Krystyna ma dziecko łoł…………. żart;)

  28. Dziś nie pierwszej stronie onetu: Z kim dziecko ma Cristiano Ronaldo i czy na nogach jakieś celebrytki widać celulit czy nie.
    Polska debata publiczna.

  29. Uważam, że trzeba ten temat Panu Tuskowi podrzucić albo prezydentowi:)

  30. Jestem jeszcze studentem. Kończę 3 kierunek.

    Wydaje mi się, że bardzo dobrze poznałem realia polskiego szkolnictwa wyższego. Jej stan nie jest opłakany, jest w większości bezużyteczny! Większość przedmiotów to zapchajdziury, byleby coś było.
    Sobie i wykładowcom zadaję pytanie- gdzie tą wiedzę będę mógł wykorzystać w praktyce? Spotykam się z różnymi reakcjami. Są wykładowcy praktycy- opowiadają nam o swoich doświadczeniach ( jest ich garstka). Są teoretycy, zaciekle broniący wiedzy, choć nigdy jej nie przetestowali. Ale przecież panuje wśród naszych studentów i wykładowców powszechne przekonanie, że właśnie wykładowcom nie można zwracać uwagi, zapytać o niewygodne tematy. Studia stały się bezwartościowym narzędziem do lepszej pracy. A gdzie element pasji i realizacji siebie? Studenci też chyba zapomnieli o tym, że uczą się dla siebie by rozwijać swoje umiejętności.
    Nie ma narzędzi do wykorzystywania potencjału tych wszystkich wspaniałych ludzi.
    Jak się człowiek uczy to tą wiedzę trzeba przekazywać dalej, w innym wypadku nie warto się uczyć, bo po co?
    Ja chcę badań, chcę praktyki, zobaczenia na oczy jak to wszystko działa, chociaż dla mnie to już trochę za późno. Ale przecież są inni!

  31. Napisałam pracę magisterską o terapii filozoficznej na podstawie filozofii Pierre Hadota. Praca bardzo podobała się zaprzyjaźnionemu doktorowi. Profesorowie wyższego szczebla patrzyli na nią z pobłażaniem , ponieważ filozofia nie powinna być praktyczna. Poza tym od terapii są psychologowie. Pracę można było świetnie pociągnąć i może Uniwersytet Wrocławski miałby w obecnej chwili miejsce, gdzie mógłby rozwijać się coaching, ale profesorowie z którymi rozmawiałam, byli tak zapatrzeni w swoje publikacje i swoje osiągnięcia, że nie było możliwości iść dalej. To a propos teoretyczności prac różnej maści:) A jeszcze jedno, szukam wyjaśnienia po co na informatyce fizyka, sami wykładowcy nie potrafią dać konkretnej odpowiedzi, ogólna brzmi ” a nie wiadomo gdzie was życie rzuci”:) Dlaczego ciągle uważa się , że studentom, trzeba wciskać różne bzdety zamiast uczyć ich konkretów?

  32. i teraz prowokacyjnie ,nawiązując do tematu sprzed kilku dni ,zapytam-czy wystarczy wiedzieć i robic swoje,czy jednak potrzebujemy piratów,walczących choćby w pojedynkę ,w słusznej sprawie?spakować sie i wyjechać tam ,gdzie te sprawy sa już dawno uregulowane i służą obywatelowi?czy stracić zdrowie i dobre imię,szarpiąc się z rezcywistością,której absurdy sa nie do przyjęcia….

Komentarze są wyłączone.