Upał

upał, czasami bywa podstępny

Upał ma swoje różne odmiany, rodzaje i nazwy. Jest upał polski, leśny, gdy ściółka sucha jak pieprz, a każda gałązka trzaska pod najmniejszym naciskiem. Jest upał w dżungli z wykańczającą wilgotnością. Jest upał pełen moskitów albo komarów. Jest pustynny, suchy. Jest upał nadjeziorny i ciężki upał miejski.

sirocco owiewa miasto

Inaczej miasto raczy ludzi upałem gdy jest to Warszawa, inaczej gdy Barcelona, Toronto lub trochę mniejszy Zambrów albo Sanok. Upał pola i stepu, upał przedburzowy i poburzowy. Jednak szczególnie powolny, podstępny i radosny jest upał morski, a zwłaszcza w tej okolicy – śródziemnomorski. Od Afryki wieje gorący, suchy wiatr sirocco. Na morzu, gdy okręt szybko płynie – wiatr chłodzi. To pozór. Słońce odbija się od tafli wody i grzeje, pali, wypala wszystko. Ludzie wskakują do słonej wody, która cudownie chłodzi – przez chwilę. Niestety też soli. Jeśli w pobliżu nie ma słodkiej wody by spłukać tę słoną, sól na skórze wraz ze słońcem tańczy i parzy.  Turyści z Danii, Niemiec, Szwecji  spragnieni słońca dają się uwieść tutejszej bryzie, modrej fali i jak za głosem syreny poddają się morzu. Ich skóra czerwienieje, pęka, syczy zagotowana w kremie z 36 krotnym filtrem. Jak ktoś pomierzył te warstwy filtru?  Z uwielbieniem i zazdrością patrzę na odcienie skóry kawowe, oliwkowe, brązowe, kasztanowe i czekoladowe, a niekiedy w głębokiej czerni. Groźny ultrafiolet, i co tam jeszcze zsyła nam słońce, tych cudnych ciał bursztynowych się nie ima.  Na pełnym morzu słońce jest wyjątkowo rozbawione obecnością bledziuchów z północy. Upał niedostrzegalny, podstępnie liże skórę, oczy i włosy [jeśli ktoś ma włosy] otumania mózgi nieprzywykłe do 45 stopni.

 

 

upalny las, jak tu można być szczęśliwym

Wtedy na łódź- ścigacz zabiera nas Mr. Crazy [pseudonim artystyczny], prywatnie Tony. Jego łódź ma na tylnej burcie doczepione urządzenie o mocy zasilającej ze sześć motocykli ścigaczy na lądzie – to znaczy gigantyczny silnik. Przeżywamy  coś w rodzaju grilla z termoobiegiem.  Łódź śmiga z szybkością światła co oznacza, że dorównuje szybkości promieni słonecznych. Ktoś krzyczy trochę piskliwie, obryzgany strumieniami wody. Water, water, everywhere water! Krzyczy Tony i życzy nam wesołego Bożego Narodzenia. Merry Christmas everyday for everybody! Pływa tą samą łódką od 38 lat praktycznie na tej samej trasie. Zmienił tylko silnik i linkę kotwiczną. Opływa kilka grot, kilka jaskiń. Zarabia na napiwkach, bo stałe kontrakty pokrywają obowiązkowe koszty. Okrutny rząd wyciska ostatnie poty z biednych żeglarzy. Po chwili mruga i stwierdza, że ściemniał, żeby dostać większe napiwki! Cały czas żartuje, robi pasażerom małe dowcipy, kpiarsko pointuje narodowości pasażerów łącznie ze swoją własną – trochę Włoch, trochę Arab, a trochę pirat korsykański. Cypr, Malta, Korsyka, Przasnysz, Zambrów, Toronto – wszędzie mieszkają kuzyni Tonego, to nie żart. Wszędzie rozlokowali się ludzie absolutnie, naturalnie, totalnie szczęśliwi.

 

Kiedyś na Maderze poznałem szczęśliwego dziadka, który tylko raz w życiu opuścił swoją rodzinną wioskę Corral de Freiras, zagubioną na dnie pradawnego wulkanu.  Musiał zarejestrować się w armii, ale i tak nie został zrekrutowany z powodu krótszej nogi. Madera to bardzo mała wyspa. Dziadek ogląda telewizję, czyta, dziwi się, ale nigdzie się nie wybiera. Tu jest najszczęśliwszy. Podobnie Tony. Któregoś dnia wypadnę z łodzi ze starości  i tu na  60 metrach porwą mnie syreny na wieczną wachtę – żartuje, szczerząc krzywe zęby. Ale to jeszcze dłuuuugo. Umierają tylko nieszczęśliwi – śmieje się. Tony ma 67 lat.

 

Upał
Oceń artykuł

Udostępnij:
Maciej Bennewicz

Maciej Bennewicz

Dyrektor Instytutu Kognitywistyki, wykładowca mentoringu i coachingu, pisarz, socjolog, coach, terapeuta, superwizor.

5 komentarzy

  1. dziekuje za dobre slowo i rade.RTZ pomaga mi zrozumiec te prawdziwe od nieprawdziwych powodow,ale emocje z tego lancuszka sa czasem wielkie………sa i potrafie je odczuwac

    zoska,ja rzeczywiscie nie potrafie wbrew wszystkiemu zareagowac” keep smilling”,mimo ,ze nie znam tej praktyki,czasem nieswiadomie tak wlasnie robie-trwam w emocji,a zeby nie produkowac mysli i jednoczesnie rozladowac te wielka energie,biore sie za jakas pozyteczna prace fizyczna;))))))))))prasuje,myje okna albo kosze ogrodek.

    podobnie robie ze zmeczeniem ,nie wsciekam sie,ze musze pracowac mimo nieprzespanej nocy,akceptuje swoja spowolnialosc umyslowa /jesli oczywiscie nie moge odpoczac..co byloby najwlasciwsze./i robie co mam do zrobienia,wolniej ,ale plyne………….na dluzsza mete to jednak nie metoda na zmeczenie,zwyczajnie trzeba odpoczywac ,a ja wciaz mam sklonnosc do nadbagazu;)))))))))))))

  2. czytając wpis Maćka przyszedł mi do głowy cytat z “Nocny pociąg do Lizbony”, który mniej więcej tak brzmi: (..) Dlaczego żal nam ludzi, którzy nie mogą podróżować ? Ponieważ skoro nie mogą rozpostrzec się przestrzennie, nie mogą się też powielać, i w ten sposób zostaje im odebrana możliwość, by udawać się na wyprawy wgłąb samych siebie i odkrywać, kim i czym innym mogliby zostać ”

    pozdrawiam

  3. Aniu, kiedy mnie dopadają nieszczęścia, gorzkie żale i smutki, nie staram się ich przeganiać, racjonalizować (“będzie dobrze, musi być dobrze”—to idiotyczne, wcale “nie musi”), stosuję prostą zasadę dzogczen—pozostaje w ich stanie bez myśli. Wtedy czuje sie ich energię, surowy szkielet emocji (np. gniewu, lęku). I kiedy już czujesz tę energię, nie przeganiasz jej, tylko spokojnie obserwujesz, trwasz w niej, ale BEZ osądzania, myslenia (“oj, jak mi niedobrze, chcę loda, albo do mamusi”), tylko trwasz, czując tę energię…jak góra Fuji :) I wtedy, wcześniej, czy póżniej TO, ten mentalny wir rozpuszcza się. Rozpuszcza się. I co najważniejsze: rozpuszcza się nie pozostawiając śladu. Spływa po Tobie. Jeśli jesteś trochę zdolną osobą–do praktyk dzogczen trzeba mieć troszkę specyficznych zdolności–dasz sobie radę. Spróbuj, to najlepsza metoda, najprawdziwsza bo nie musisz jak dziecko szukać zabawki pocieszenia (pocieszenia są fajne, ale na dłuższą metę iluzoryczne). Trwasz w surowym stanie, wchodzisz w “oko cyklonu” bez mysli i obserwujesz. Zyczę nieustarszoności i serdecznie pozdrawiam.

  4. aniu, wysyłam tęczową iskierkę w Twoją stronę. Niech zamieszka w tej porannej kawie, która dotrze prosto do brzuszka, do centrum ;-)
    Każda czerwona lampka kiedyś gaśnie, bo je się nudzi świecenie skoro już nie ma o co świecić ;-)
    Nowy dzień, nowe możliwości, nowe myśli.

  5. kap kap kap,łzy lecą mi do porannje kawy
    umieraja nieszcęśliwi
    a nie dopadło zmęczenie,czuje się nieszcęśliwa i niekochana
    skąd to nagle przyszło?wychynęlo z czarnej dziury….
    zanim się rozkręci w wielka chandre,łapię za RTZ i tłukę,że nie mam żadnego powodu,żeby wysnuwać takie wnioski
    że uczecie zmęczenia wymaga odpoczynku,że zupełnie slusznie zapaliła się czerwona lampka i coraz częściej marzy mi się śródziemnomorski upał……….

Komentarze są wyłączone.