Urzeczywistnienie

na Kujawach
na Kujawach

Nie wiem dlaczego porusza mnie los zwierząt i chyba nie jest to kwestia wiedzy. Nawet nie mam potrzeby ustalania z jakiego powodu tak jest. W nocy oglądałem zdjęcia z hospicjum dla kotów i nie mogłem spać. Pochodzę z rasy i z rodziny mięsożerców, a w latach mojego dzieciństwa i młodości niemal szczęściem było posiadania kawałka ciała jakieś świnki czy cielątka na talerzu. Oczywiście mówiliśmy wtedy eufemistycznie: schabowy, cielęcinka, paróweczki, szyneczka, kiełbaska. Antropomorfizacja, czyli przypisanie ludzkich cech chroni, uczłowiecza, czyni z jakiegoś dachowca lub kundla domownika, nierzadko członka rodziny. Dehumanizacja uprzedmiotawia, nadaje cechy przedmiotu, stwarza to. Tym samym znika dziecko krowy, cielątko, krowi niemowlaczek [swoją droga nikt tak nie powie o cielaku] natomiast pojawia się: cielęcinka, gicz cielęca, młoda karkóweczka, sznycelek, polędwiczka.

Doświadczeni psychologowie policyjni znakomicie uświadamiają sobie ten mechanizm. Ich zadaniem jest w trudnych warunkach negocjacyjnych w kontakcie z porywaczami, terrorystami, szaleńcami – w pierwszych minutach kontaktu, uczłowieczenie zakładników i ofiar. Stąd prośby i negocjacje dotyczące o uwolnienia dzieci i kobiet, ludzi chorych, stąd używanie imion i dbanie o posiłki, lekarstwa. Wzbudzanie opieki wzbudza empatię i odpowiedzialność. Tego rodzaju prośby dają silny sygnał bandytom: zobacz, to jest dziecko, to jest żywa istota, ma imię, cierpi, jest podobna do ciebie. Największym zagrożeniem jest bowiem sytuacja, w której terroryści nie dostrzegają w swoich ofiarach ludzkich cech, czyli nie empatyzują, nie reagują na ich ból, cierpienie, strach. Przedmiot bowiem się nie boi, nie odczuwa bólu. Zabicie przedmiotu to jak kopnięcie krzesła. We współczesnej kulturze nadaliśmy ogromne znaczenie przedmiotom: telewizorom, komputerom, tabletom, perfumom, samochodom, grom na konsole  i jednocześnie uprzedmiotowiliśmy życie. Po pierwsze: własne. Na przykład u polskich lekarzy z rzadka leczony jest człowiek a najczęściej organ, jakaś nerka, kolano lub nadciśnienie. Po drugie uprzedmiotowiliśmy życie innych istot: zwierząt, zwłaszcza tych hodowlanych i całej przyrody. W rodzinnym mieście mojej żony, w centrum rosły ponad stuletnie lipy, klony i kasztany. Zniknęły jednej wiosny w magiczny sposób. Nagle uschły. Miesiąc później stanęły w ich miejscu fundamenty nowych bloków i centrum handlowego. Oficjalne wycięcie zabytku przyrody było niemożliwe ale uschłe, niebezpieczne pnie, to co innego. Są kraje, w których z troską, sztab ludzi zaprojektowałby przestrzeń publiczną tak, żeby ochronić interesy ludzi, drzew, wiewiórek i ptaków. Są też kraje, w których poluje się na albinosów by ich ciała przerobić na talizmany.

Nie bardzo zajmują mnie racjonalizacje w postaci stwierdzeń: że taka jest natura ludzka, że jesteśmy drapieżnikami, że musimy hodować i pożerać tony mięsa i kolejne tony żywności niszczyć by broń boże nie zwiększyć podaży i nie zepsuć rynku. Mój głos nie jest ani życzeniowy, ani idealistyczny, ani też wegańsko czy wegetariańsko ortodoksyjny. Jestem do bólu świadomy, że w milionach  produktów żywnościowych, farmaceutycznych, drogeryjnych, odzieżowych, chemicznych i setkach, setkach innych zwierzęta złożyły swoją daninę: cierpienia, męczarni i śmierci. Wiele wyrobów, tak zwanych  ekologicznych, ma ekologię tylko w nazwie, gdyż wielkie koncerny zwietrzyły w tym złoty interes, i albo kupiły ekologiczne marki, albo je stworzyły. W folię z różnymi napisami pakują te same jabłka, sery lub zboża, które różnią się tylko ceną i nazwą. Tak zwane racjonale argumenty, że natura ludzka już taka jest i to jest naturalne zjawisko, że potrzebujemy białka z mięsa, odrobinę przemocy na playstation, odrobinę luzu przy pomocy piwka – utrzymują się na powierzchni jedynie dzięki popkulturze, manipulacji i sile transu. To wszystko nie jest w porządku, nie jest naturalne. Intuicyjnie to czujemy. Nie zaprowadzisz dzieci w czasie świąt do rzeźni na familijną zabawę w ogłuszanie świnek, a potem do garbarza na oskórowanie zajączka, z którego zrobicie razem breloczek a z reszty pyszną potrawkę. Patroszy synek a główkę odcina córeczka. Nie łykniesz też z dzieciakami i piwka, nie powiesz sobie, że nie ma dowodów, że piwko dzieciom szkodzi bardziej niż dorosłym. Dlatego też nie dajesz dzieciom papierosów. Po prostu wiesz, że to nie byłoby by w porządku. Jestem też świadom, że ten stan umysłów, to efekt pazerności i zakłamania ludzi biznesu i władzy oraz oportunizmu i ślepoty tak zwanego społeczeństwa, zwykłych ludzi.

Jestem jednak przekonany, że wzrasta w nas samoświadomość. Tak jak palenie tytoniu przestało być w naszych okolicach masowym obyczajem, tak jak coraz bardziej popularne staje się bieganie i tak zwane zdrowe życie, ogrzewanie geotermalne, jedzenie warzyw, segregowanie śmieci, niebicie dzieci, prawa kobiet, prawa mniejszości, tak jak w miejscach publicznych pojawiają się podjazdy dla wózków inwalidzkich i przy kładkach windy, jak wyeliminowaliśmy wychodki za stodołą i publiczne szalety na centralnych placach, tak również wzrasta nasza samoświadomość, odpowiedzialność, rozum indywidualny i zbiorowy, empatia i choćby refleksja nad tym, że z jakiegoś powodu nie prowadzimy naszych trzylatków, ani sześciolatków, ani nawet piętnastolatków na wycieczki do rzeźni, ani do punktów skupu tak zwanego żywca. Stopniowo bierzemy odpowiedzialność. Istnieją już technologie, które potrafią wyżywić, ogrzać i oświetlić życie ludzi bez straszliwego wyzysku planety, innych ludzi i pozostałych istot. Nie mogą się przebić z powodu pazerności nielicznych i z powodu manipulacji i transu, którym poddawani są pozostali. Ale w  końcu te nowe myśli i możliwości się urzeczywistnią. Tak jak nie bijemy już dzieci w szkołach i jak nie skazujemy ludzi na ciężkie roboty za kradzież chleba. Urzeczywistniło się przeciwieństwo, czyli szacunek.

Mam wielki, przeogromny podziw i wdzięczność dla tysięcy ludzi, którzy ratują porzucone koty i katowane krowy, pomagają bezradnym rodzicom i cierpiącym dzieciom, wykupują konie od handlarzy i ratują unikalne gatunki. Zwłaszcza podziwiam tych, którzy wchodzą w epicentrum cierpienia. Znak równości między dzieckiem, koniem i drzewem? Tak. Dopóki nie nauczymy się na co dzień, naturalnie robić takiego znaku równości pozostaniemy oddzielni i jako gatunek skazani na osamotnienie i być może kolejny kataklizm, który sprowadzimy na naszą rasę. Mam jednak nadzieję wielką i ufność wielką w ludzi, którzy angażują swój czas, życie, pieniądze, talent, pracę w niezliczonych fundacjach, hospicjach, po prostu w miejscach miłosierdzia. Dzięki.Dzięki wielkie. Jeden czyn jest ważniejszy niż tysiąc słów i tysiąc dolarów, choć tysiąc dolarów zawsze się przyda w dobrym celu, powiedział kiedyś Dalajlama XIV :)

Urzeczywistnienie
Oceń artykuł

Udostępnij:
Maciej Bennewicz

Maciej Bennewicz

Dyrektor Instytutu Kognitywistyki, wykładowca mentoringu i coachingu, pisarz, socjolog, coach, terapeuta, superwizor.

19 komentarzy

  1. @marek -serdeczności i ciepłe pozdrowienia, kontrowersje i ostre porównania są właśnie po to by poruszały :) kiedyś religia, natura, wiedza, władza, sztuka, ekonomia były nierozdzielone jak dziś w świadomości dziecka nieoddzielone są różne porządki, im bardziej z dziecięcości wyrasta gatunek ludzki tym staje się okrutniejszy, bardziej bezwzględny ale również bardziej samoświadomy; nie ma powrotu do naiwnej symbiozy człowieka z naturą; wierzę, że jest jednak możliwy ład systemowy bez wyzysku; współczesny przemysł spożywczy, podobnie jak medyczny i farmaceutyczny – jest w głównej mierze zdominowany przez chciwość kapitalistów; nie przez potrzeby ludzi a tym mniej potrzeby przyrody,ekosystemu; jako ludzie nie potrzebujemy ton wymyślnych kiełbas, setek słodyczy i jogurtów w osiemnastu smakach – potrzebuje ich chciwość; kot, dziecko i drzewo – to na pewnych poziomach jedność – nieustannie zakłócamy tę równowagę; raz jeszcze serdeczności i dobrych świąt!

  2. Szanowny Panie Macieju,
    Koniec roku to dla mnie dobry czas na podsumowanie. Także na refleksje nad minionym i tym co będzie. Dlatego pozwoliłem sobie na te o to kilka słów wynurzeń i krótkiej polemiki za razem.
    Mam przyjemność już od dłuższego czasu uczestniczyć w Pana blogowej inicjatywie. Przede wszystkim dlatego, że co chwila pojawia się tutaj znakomita sposobność do poddawania testom swojego sposobu postrzegania świata. Czy taki pogląd nie byłby dla mnie lepszy? – często zadaje sobie tego typu pytania.
    Przywiązuję dużą wagę do słów. Dlatego gdy czytam, często analizuję zdanie po zdaniu, próbuję wychwycić intencję, zrozumieć zamysł autora – przetłumaczyć na mój język i porównać z moją mapą. Czasami, gdy wśród trawionych treści napotykam na zdanie, które wywołuje u mnie efekt rozgryzionego pieprzu daję (także na Pana blogu) wyraz swojej irytacji lub braku zrozumienia. Jak sądzę, mogłem się tym samym przyczynić do chwilowego wzrostu ciśnienia, co – proszę mi wierzyć –nie było moim celem i jeśli czymś Pana uraziłem to niniejszym przepraszam.
    Najwięcej takich „drażniących mnie treści” napotykam w tematach związanych z żywnością. Tak się składa, że zawodowo jestem bardzo blisko związany z technologią żywności i projektowaniem zakładów przetwórstwa spożywczego. Ale nie tylko. Na przykład w tym Pana wpisie wychwyciłem trzy zdania, które nie dawały mi spokoju:
    „Znak równości między dzieckiem, koniem i drzewem? Tak. Dopóki nie nauczymy się na co dzień, naturalnie robić takiego znaku równości pozostaniemy oddzielni i jako gatunek skazani na osamotnienie i być może kolejny kataklizm, który sprowadzimy na naszą rasę.” Przyznam się, że to zdanie wzbudziło we mnie negatywne emocje. Potrafię sobie wyobrazić uzasadnioną konieczność wycięcia drzewa a nawet wielu drzew. Co zatem chciał Pan powiedzieć przez zrównanie z drzewami dzieci? Nie rozumiem tego skrótu myślowego. Postawiony przed smutnym wyborem uśmiercenia miliona zwierząt lub 1 dziecka nawet sekundy bym się nie wahał. Myślę, że warto czasem sprawdzić nasze tezy w warunkach ekstremalnych.
    „Nie zaprowadzisz dzieci w czasie świąt do rzeźni na familijną zabawę w ogłuszanie świnek, a potem do garbarza na oskórowanie zajączka, z którego zrobicie razem breloczek a z reszty pyszną potrawkę. Patroszy synek a główkę odcina córeczka.” – no tak, ale przypuszczam, też mało kto w czasie świąt zaprowadza dzieci np. do zakładu spawalniczego, do przechowalni jabłek pod Grójcem czy do szklarni z pomidorami. Poza tym przypuszczam, że są na świecie kultury (albo były), w których ubój rytualny jest wydarzeniem rodzinnym, na który jak najbardziej przyprowadza się dzieci.
    „Na przykład u polskich lekarzy z rzadka leczony jest człowiek a najczęściej organ, jakaś nerka, kolano lub nadciśnienie” – nasuwa mi się pytanie – „a jak wyobraża sobie Pan pracę ortopedy? Jeśli doznaję urazu kolana to oczekuję, że właśnie kolano pomoże naprawić mi lekarz” zakładam jednak, że był to skrót myślowy i że intencją Pana było wskazanie, że ludzie wobec innych ludzi (także w kontaktach zawodowych) powinni traktować się z ludzką wrażliwością a nie podchodzić do siebie przedmiotowo.
    Tak sobie myślę, że chyba wszyscy ludzie (w sposób mniej lub bardziej uświadomiony) próbują przynajmniej w jakimś stopniu zrozumieć prawa i mechanizmy rządzące światem, w którym przyszło im funkcjonować. U wielu niestety fascynacja światem, którego doświadczają kończy się zapewne w dzieciństwie, ewentualnie w okresie, w którym osiągają umowną dorosłość . Zaprogramowane umysły. U mnie faza zdziwienia trwa. Dlatego od lat już konsekwentnie przebudowuję i aktualizuję swoją mapę. Powoli, ale sukcesywnie osiągam stan świadomości, który przybliża mnie do celu.
    Wiele skorzystałem dzięki Pana zaangażowaniu na rzecz rozwoju osobistego za co bardzo serdecznie i szczerze Panu dziękuję!
    Przy okazji Świąt życzę Panu, aby w swoich wysiłkach Pan nie ustawał!
    Pozdrawiam serdecznie,
    Marek

  3. Wierze mocno i szczerze, ze za kilkanascie, kilkadziesiat lat ludzie w koncu sie obudza i dla kilku plasterkow szynki, kawalka kotleta czy kielbasy nie beda w stanie zabic ani jednej istoty. Dziwne,ze w dzisiejszych czasach, w ktorych staramy sie szczerze i publicznie ulepszyc kazdy prawie aspekt zycia, poruszac sprawy bedace jeszcze nie dawno tabu, niewygodne, niepotrzebne, kiedy interesuje nas planeta, drzewo, los koni, czysta rzeka, mniejszosci seksualne, za krotki lancuch pieska, emocjonujemy sie uratowanym ptakiem, kotem (i calkiem slusznie), wciaz zupelnie powszednia, normalna, akceptowalna przez zdecydowana wiekszosc jest mord na zwierzetach, milardach zabijanych rocznie dla kilku minut wrazen otrzymanych przy przelykaniu posliku. Slyszycie to samo co ja: „ja bym nie dal rady bez miesa”, „kolezanka probowala ale z anemia skonczyla” „a co zwierzatek ci zal?” „potrzebujemy miesa bo czlowiek to drapieznik”. Zawsze polecam spojrzec w oczy konajacego zwierzecia, zobaczysz to samo co w oczach umierajacego czlowieka. Pozdrawiam wszystkie osoby zaangazowane :)

  4. Święta racja @Aniula. Trzeba łapać pozytywną energię i ją posyłać dalej w świat.

  5. A ja dzisiaj pogadałam z jedną koleżanką i myślę, że dużo nam obu to dało. Może kiedyś będę porywać tłumy, a może nie, grunt to robić swoje i się nie zamartwiać, bo to strasznie energię wyczerpuje ;) Lepiej energię w dobrą stronę kierować a nie w zamartwianie.

  6. Bardzo wzruszający film na FB o psie uratowanym z wysypiska śmieci. I znów wzruszam się tylko, udostępniam link i nic nie robię.

  7. @ Magda Turek często na nasze pytania odpowiada samo życie? Idealizm jest mega ważną częścią tego świata. Można z niego kpić, ale bez niego ani rusz?
    Można być holywoodskim aktorem, w blasku sławy udzielać wywiadów i jednocześnie poważnymi pieniądzmi po cichu dotować własne charytatywne działania, jak to robił zmarły tragicznie Paul Walker. Miał inną skalę niż Ty i ja, ale też potrafił zakasać rękawy do pracy.
    Myślę, że człowiek, który nie szuka, nie chce tego od życia, nie ma gotowości, nie znajduje się wśród odpowiednich osób podążając z prądem i powie mi brzydko „s*****j”.
    Przyznam się otwarcie, że ja ciągle w sobie czuję „to za mało”, ciągle czegoś szukam, w coś chce się włączyć, podłączyć (od tej strony to wybudza do działania). Zawsze robię za mało.
    Buźka

  8. @Magda Turek, to problem krótkiej formy pisanej, nie da się polemizować z autorem. To jest tylko pewne zaznaczenie problemu, poruszenie procesu. No i trzeba mieć to coś ,żeby pisać :)

  9. Kupiłam dziś magazyn Coaching. Jest o podnoszeniu się z porażek, o ośmiu filarach poczucia własnej wartości, o dążeniu do osobistego szczęścia. Ale brakuje w tym wszystkim jakiejś głębi. Tego czegoś, co jest w książkach Macieja B. Poczucia sensu.

  10. Dżo-ann masz rację. Ale ja się właśnie boję, że moje działania są niszowe i przez wielu uważane za idealizm i nie mające wiele wspólnego z realiami. Że niby coś robię, ale to wszystko za mało. Że nie wychodzę w tych działaniach poza własną strefę komfortu. A ten świat jest tak pokręcony, że żeby choć trochę go naprawić trzeba zaorać większe poletko. Że własna świadomość i nawet czyny to zbyt mało. Że nie można tylko widzieć jak jest źle, ani narzekać, że trzeba ROBIĆ. Pytanie: Co? Jak?

  11. @Magda Turek uważaj, według książki o kosmitach jestem dewiantką :) ale innowacyjną, wkurzam ludzi więc trzeba na mnie brać poprawkę :)

  12. Ach no i oczywiście nie dajmy się, tak? Nie dajmy się wszech rozprzestrzeniającemu się Denkverbot – Zakazowi Myślenia. Najgorzej to się podporządkowywać, zgodzić na nalepienie etykietki ot choćby li i tylko: dobrysta/dobrystka i jakoś siła przebicia spada, znaczenie robi się niszowe, idealistyczne, nie mające wiele wspólnego z realiami. A jeśli realia są fragmentami rynsztokowe, bagienne i aż proszą się o zmianę?

  13. @Magda Turek nie masz wpływu na czyjąś gotowość, nie oddziała się na kogoś, kto od takich treści trzyma się z dala, wyzywa od ekowariatów i porzuca swoje starocie z domu na kawałku miejskiej przestrzeni. Nie uważam, że myślę życzeniowo. Uważam, że myślę logicznie. Myślę, że tylko zwichrowany człowiek porzuca pociętą wersalkę nad rzeką. Nie myśli, rozładowuje jakąś własną agresję i powinien społecznie posprzątać teraz cały ten teren.

    Szkoda, że taka postawa jak Twoja nie udziela się innym, tak szybko jak agresja w grupie.
    Pozdrawiam i życzę innym by w szybszym tempie dorastali do samych siebie :)

  14. Nie jem mięsa, segreguję śmieci, nie mam TV, jeżdżę na rowerze. Udzielam się w pewnej fundacji. Nie mam zwierzaka, bo posiadanie zwierzaka przy moim wędrownym trybie życia to nieodpowiedzialność. Mam super przyjaciół, którzy mają super świadomość. Moi znajomi z Facebooka wszyscy są zarażeni ekologią, rozwojem własnym, wręcz duchowością. Niby wszystko jest ok. A jednak ciągle mam poczucie, że to za mało. Że to nie wystarczy. Że trzeba robić więcej, że trzeba się bardziej zaangażować. Że moja siła rażenia jest znikoma. Że nawet rodziny ani przyjaciół nie udało mi się przeciągnąć na stronę wege. Że moja postawa jest ciągle zbyt bierna. Ale brakuje mi pomysłu jak to zmienić. Co jeszcze mogłabym zrobić, żeby popchnąć ten świat trochę do przodu. Że na moim małym poletku robię, to co się da, ale że powinnam wyjść poza to małe poletko. Zazdroszczę panu panie Macieju, że pana przemyślenia i wzorce trafiają do dużej grupy ludzi. Że pan zmienia świat na lepsze. Bardzo ważny jest dla mnie ten blog, pańskie przemyślenia, komentarze Aniuli i Dżo-ann i innych. Codziennie tu zaglądam i się uczę.

  15. Co musiała przeżyć z rąk człowieka kotka, która teraz po wielu latach od schroniska, w bezpiecznym domu nigdy nie pozwoliła się dotknąć czy pogłaskać?
    Jak to jest, że na tej samej ulicy krakowskiej, po której chodzą greenpeasowcy w biały dzień wycięto w zeszłym miesiącu ot tak kilka żywych drzew?
    Gdy wchodzę do babskiej toalety papierowe ręczniki (papier=drzewo) walają się po podłodze, mimo że można wysuszyć ręce pod suszarką? Chinki w GC nie wyrywają papieru, a mnóstwo młodych, wykształconych, świetnie ubranych Polek zostawia po sobie zwykły syf.
    Walające się na brzegach rzeczek i w samych potokach śmieci, stare graty, siatki podwieszone na jarzębinach, kawałki wersalek, zdewastowane kosze na odzież używaną, butelek i puszek po piwie w Krakowie pokazują nieposprzątane emocje w naszych domach.
    Taki Kraków mało ma wspólnego z nostalgicznym miejscem, siedzibą królów. Na szczęście widzę jeszcze w najstarszym pokoleniu potrzebę segregacji odpadów. Osoby z którymi przez przypadek robię zakupy w jednym czasie nie szafują pieniędzmi na golonkę, której i tak nie zjedzą. Chciałabym móc opisywać tu więcej sytuacji, które są powodem do chluby. Mam szczerą nadzieję, że dzięki niezłomnym osobom pokazującym nowy kierunek świat jakkolwiek zmieni się na naszych albo naszych potomków oczach.
    Aż nie chciałoby się w myślach: dziewczyny dbacie o swoje piękno, dbajcie też o piękno miejsc z których korzystacie. Nawet jeśli to tylko toaleta publiczna :/
    Nie chciałoby się patrzeć na te przykre fragmenty krajobrazu. Na szczęście to tylko fragmenty….
    @Aniula dużo dobrego dajesz na swojej drodze jak to mówisz poszukiwania drogi!
    Dziękuję za notkę na blogu i podziękowania należą się przecież i Tobie @Maciej Bennewicz za obrazowe oddziaływanie na zaplątane w marketing sumienia!

  16. Jest znane powiedzenie: „Nie dostaliśmy świata w spadku od rodziców, pożyczyliśmy go od naszych dzieci.” Niczego nie pożyczyliśmy. Pożyczki trzeba zwracać. My go ukradliśmy. Wciąż go kradniemy i musimy z tym skończyć. (from ‚Jane’s Journey’ – historia Jane Goodall)

  17. dziecko = koń = drzewo – w zasadzie się zgadzam, tak być powinno, ale w świecie, w którym umierają z głodu dzieci, albo po prostu nie jedzą śniadania przed pójściem do szkoły, bo rodziców na to nie stać, trudno mi jest rozczulać się nad głodnym psem. Jeśli staję przed wyborem, czy podzielić się tym co mam z potrzebującym człowiekiem czy też z potrzebującym zwierzęciem, to zawsze wybieram człowieka.
    Z drugiej strony temat skazywania na roboty za kradzież chleba – uważam za taką samą skrajność, jak dbanie o wygody i gwarantowanie praw dla morderców i zwyrodnialców, jak ma to miejsce w dzisiejszych czasach. Nie wiem zatem, czy obecnie mamy do czynienia ze wzrastaniem samoświadomości, czy też (jak już nie raz w historii bywało) z przyjmowaniem pewnych trendów, czy narzucanej mody, w które większość ludzi bezmyślnie się angażuje, aby udowodnić samemu sobie i otoczeniu, że oto „idę z duchem czasu, zmieniam coś lub siebie na lepsze…”
    pozdrawiam

  18. Codziennie czytam po kilkanaście postów od ludzi chorych na choroby tarczycy. Z jednej strony przebrzmiewa w nich radość, że znaleźli taką grupę wsparcia, z drugiej smutek, ponieważ w większości przez niekompetencję lekarzy stracili zdrowie, dzieci, radość z życia. Z taką zaangażowaną grupą dziewczyn staramy się pocieszyć, pokierować do odpowiednich lekarzy, podpowiedzieć rozwiązania. Ogrom konowałów siedzących na ciepłych posadkach NFZ i prywatnych praktykach jest porażający. Grupowicze dowiadują się od nas o tym, że jakość ich życia może poprawić odpowiednia dieta, suplementacja witamin, zmiana trybu życia. Jest już kilka grup tematycznych. Pisze Pan o terrorystach i szaleńcach a ja piszę o lekarzach, bez empatii, niezadowolonych ze swojej pracy, o ciasnych umysłach nie przyswajających żadnej nowej wiedzy, nie słuchających pacjenta. Wiem, wiem ktoś powie połowa to hipochondrycy, myślę, że jednak nie. Wizyta trwa czasem 2 minuty, kończy się wypisaniem recepty czasem nawet bez słowa dzień dobry ze strony lekarza. I są te Anioły – Dobryści budzący zaufanie, konkretnie działający, tak jakby dostali w nagrodę tą całą wnikliwość, empatię i wiedzę tych , którzy jej przyjąć nie chcieli. I tak pod koniec tego roku , życz wszystkim takich wnikliwych empatycznych ludzi wokół :) Sami musimy ich szukać.

  19. Świadomość

    Chociaż był to „Dzień Milczenia” mistrza, pewien podróżny poprosił go o słowo mądrości, które byłoby mu przewodnikiem w drodze przez życie.
    Mistrz uprzejmie przystał na to, wziął kartkę papieru i napisał na niej jedno, jedyne słowo:
    „świadomość”.
    Przybysz najwyraźniej nie wiedział, co począć.
    – To zbyt mało. Czy nie mógłbyś powiedzieć o tym czegoś więcej?
    Mistrz powtórnie wziął papier i napisał:
    „Świadomość, świadomość, świadomość”.
    – Ale co właściwie znaczą te słowa? – zapytał jeszcze bardziej bezradny gość.
    Mistrz wyciągnął rękę po papier i napisał:
    „Świadomość, świadomość, świadomość znaczy świadomość”.

    Źródło: Anthony de Mello „Minuta Mądrości”

Komentarze są wyłączone.