Uśmiech majowy trzykrotny

Jakie rzeczy są niepotrzebne?
Jakie rzeczy są niepotrzebne?

Przełom kwietnia i maja powitał nas sprzecznościami. Najpierw upał, niemal lato, a teraz za oknem 5 stopni, miejscami deszcz. Chłód przenikliwy. Ślub w Londynie i trumna w Rzymie – dwie uroczystości organizujące świadomość publiczną. W oddalonych od Europy USA tornado w jednej chwili poprzewracało domy jak zapałki, o Fukushimie już media zapomniały. Rocznicy wstąpienia do Unii prawie nikt nie zauważył. Spojrzałem w lustro. Skąd ten uśmiech? Wiosna w pełni. Wiele drzew zrzuciło już kwiaty. Ja natomiast kończę mały remont, który okazał się duży. Przeniesienie książek w jedno miejsce, a potem ułożenie ich ponownie na nowych półkach okazało się niemałym przedsięwzięciem. Co dziwniejsze dwukrotnie przybyło miejsca, ale na starych półkach wcale się nie rozrzedziło. Jak to możliwe? Po prostu zniknęły słupki woluminów. Tymczasem w ferworze zmian porządkujemy dalej. Wyrzucamy niepotrzebne rzeczy i proces ten wydaje się nie mieć końca. Spojrzałem w lustro. Na mojej twarzy pojawił się kolejny uśmiech. Jakie rzeczy są niepotrzebne? Niemal wszystkie.

gouach lub gwasz Pat O`Connor
gouach lub gwasz Pat O`Connor

Pewien mój znajomy obronił dyplom w Akademii Sztuk Pięknych. Wystawa dyplomowa prac w rzadkiej obecnie technice malarskiej [gwasze i akwarele] okazała się sukcesem, tym większym, że znajomy obrał nietypowy dla tej subtelnej techniki temat: odchodzący w niepamięć PRL- owski krajobraz przemysłowy. Rury, zardzewiałe konstrukcje, szkielety hal, fragmenty murów, rozbite okna i rośliny, które przejmują w posiadanie opuszczony teren. Po wystawie wyniósł wszystkie swoje prace na śmietnik. Wrzucił je do zielonego kubła wraz z farbami, pędzlami i całym archiwum. Wiele osób było w szoku. Z jakiego powodu tak postąpił? Oszalał? Przeszedł kryzys tożsamości? Okazał się jednym z tych neurotycznych twórców ciągle niezadowolonych ze swojego dzieła? Nic z tych rzeczy. Doszedł do wniosku, że zamknął pewien etap. Gwasze, akwarele i PRL inspirowały go dwa, trzy lata wstecz. W dniu dyplomu to była dla niego przeszłość. Ta historia przyszła mi to do głowy, kiedy wrzucałem do wielkiego worka stery śmieci, niegdyś tak cennych. Jeszcze chwilę temu aparat fotograficzny z matrycą 3 mega piksele były wartym krocie hitem sprzedaży, jakiś dysk, modem, film…rupiecie. Nieco dłużej wahałem się wyrzucając listy, rękopisy moich książek, notatniki, rysunki.

fasada katedry w Chartres
fasada katedry w Chartres

Wtedy przypomniał mi się inny mój znajomy, który uwielbia robić zdjęcia w czasie podróży. Pokazywał slajdy z Francji. Znakomite, na przykład fasada katedry w Chartres. Wyznał, że patrzy na nią pierwszy raz. Jak to? Był tak zajęty fotografowaniem, że dopiero w hotelu pobieżnie przejrzał kartę. Zamiast doświadczenia, przeżycia, miał fotki. Od tej chwili wahanie moje trwało krótko. Znowu spojrzałem w lustro. Na mojej twarzy pojawił się trzeci, łagodny uśmiech. W przerwach sprzątania przyglądałem się relacji ze ślubu, potem beatyfikacji, trumnie…

Coraz mniej rzeczy z przeszłości potrzebuję chować po kontach i kątach :)

Uśmiech majowy trzykrotny
Oceń artykuł

Udostępnij:
Maciej Bennewicz

Maciej Bennewicz

Dyrektor Instytutu Kognitywistyki, wykładowca mentoringu i coachingu, pisarz, socjolog, coach, terapeuta, superwizor.

22 komentarzy

  1. Ech, cóż to był za weekend… Podróż do Niemiec, do znajomych, intensywnie długa podróż samochodem, a po drodze… zabraliśmy z mężem parę autostopowiczów, którzy brali udział w międzynarodowym konkursie autostopowiczowym trasa Sopot-Amsterdam. Z dziesiątek osób machających przy drodze zabraliśmy akurat tę parę. Dlaczego? Nie wiem, to była ostatnia para przy drodze, skąd wiedzieliśmy? Nie wiem…
    Wiem jedno, przejechaliśmy razem ok 500km, studenci drugiego roku, młodsi o ładnych parę lat, a dostałam tyle cudnych słów! Jak pięknie się nam rozmawiało! Słuchało…
    Jakbyśmy znali się lata… Dostałam bardzo dużo mądrości, świeżości, otworzyły mi się nowe klapki, przyszło ogromne natchnienie i nowy plan rozwoju zawodowego… A to wszystko dzięki drodze… Cudna ciekawość w nas była ;-)

    Co do porządków. Rozumiem. Ostatnio mam taką fazę sprzątania, trwa już 4 miesiące, wyrzuciłam bardzo dużo ubrań, rozdałam, sprzedałam masę książek, oddałam w dobre ręce (choć kocham książki i mieszkanie było nimi zawalone ;-))), pozbyłam się rzeczy, ozdób itp. I czuję lekkość. Nowy etap jasności, przestrzeni, minimalizmu przede mną. I nadal są przedmioty, których mi nie trzeba, one też powędrują dalej, akurat czeka nas przeprowadzka do upragnionego mieszkania, więc już widzę tę przestrzeń i niezagracenie ;-)

    Z każdą oddaną rzeczą, kilogramów mniej, bagażu wspomnień, czasem ciężkich jak kamienie, czasem lekkich jak piórko. Wszystko, co najważniejsze mam w głowie, w sercu i duszy. Tam mieszka wszystko to, co mam, co utraciłam, co chcę mieć. Ono tam żyje, czasem zetrę kurz, czasem wypiorę, czasem łzawy deszcz oczyści co trzeba.

    Niebawem wyjadę na prawie 3tyg. czeka mnie podróż pod Częstochowę na spotkanie z hawajską nauczycielką. 10 dni z nią i innymi uczestnikami. Spore porządki w ciele i duszy się zrobią… Pojawi się nowe, staremu pomacham z radością.

    Codziennie, tuż po otwarciu oczu zaczyna się coś nowego. Ode mnie zależy czy to nowe dostrzegę. Czasem się udaje, czasem z lekko przymkniętymi powiekami mija dzień. Ogólnie kładę głowę do poduszki i dziękuję za to, co mam, za siebie, za to co potrafię, za to co mnie otacza… Coraz częściej spotykam na swojej drodze „przypominaczy”, którzy zwracają moje oczy ku temu, co mam.

    Dziękuję za każdy dzień, czuję dziś wzruszenie, dziękuję, że mam takie życie jakie mam ;)

  2. To może jeszcze dorzucę słówko – na co dzień pracuję z młodzieżą, jestem drużynową harcerską :) moja przyboczna obecnie kończy gimnazjum. Od jej gramatyki czasem mi włosy stają dęba (zwłaszcza w smsach), a słownictwo którego używam „swobodnie” bywa dla niej nie zrozumiałe. Jednak ona zawsze się dopytuje o znaczenie i prosi o poprawki gramatyki czy ortografii, czym mnie cieszy. Ewolucja (w mojej mapie) jest przydatna, jeśli niesie ze sobą coś dobrego, pozytywnego co zastępuje starsze warianty. Jednocześnie jednak nie powodując regresu i masowego staczania się poniżej pewnego poziomu. Tak, to zagmatwane (życie jest trudne), jednak tym chętniej siedzę nad kolejnym zdaniem mojej powieści, wyszukuję słowa zapomniane, zastąpione obecnie przez mocno nadwyrężane słówko z łaciny tłumaczone jako krzywa.

    Ja ufam i mam nadzieję, że piękny język literacki takowym pozostanie. Choćby dla potomności :)

    pozdrawiam majowo

  3. ja też nie jestem za rewolucja lecz wolę ewolucje. Jednak „rewolucja” ( nie jestem 20-latkiem wiec dla mnie to rewolucja) w elektronice może powodować duże zmiany w innych dziedzinach np większość ludzi pisze smsy i posługuje się komunikatorem gg nie używając polskich liter. biorąc pod uwagę fakt że dla niektórych młodych ludzi to główne źródło komunikacji możemy być zaskoczeni za kilka lat ewolucją naszego języka. Zresztą granice miedzy rewolucja a ewolucja wyznaczamy my sami.

  4. Rozumiem, ze język zmienia się. Natomiast wolę ewolucję od rewolucji. Nie zawsze trzeba iść na łatwiznę*

    *w mojej mapie:))

  5. niebawem matury, u mnie na maturze [choć było to liceum dla pracujących, czyli bardziej liberalne] trzy błędy ortograficzne i dwója [wtedy to była jedynka]; koleżanki i koledzy wkuwali słownik zamiast Prusa Bolesława i Mickiewicza Adama – wiadomo w sprawie Dziadów lub Lalki zawsze się coś wymyśli, odczyta ze ściągi, ale poprostu napisać razem albo Wernychora przez „ch” to był wpatka dramatyczna, niemuwionc o nieprawidłowo wstawionym przecinku…”oj ta relatywizacja, ta dzisiejsza młodzież, upadek obyczajów po prostu” :)

  6. i Pawle,
    język podlega zmianom, a autorytarna instytucja, jaką jest kongres językoznawców zbiera się co pewien czas i stwierdza, czy „król jest nagi”, czy też „nagi jest krul”. Innymi słowy jak używa języka vox populi. I jeśli użytkownicy języka masowo piszą i gadają niegramotnie, nieortograficznie, etc, to owa niegramotność zostaje zaakceptowana przez tych, co to niby szyją szaty królowi (krulowi) i mamy nowelizacje, modernizacje, uproszczenia w językowych procederach, żeby żadne dziecko nie było mądrzejsze od eksperckiego grona językoznawców :) Ostanimi laty mieliśmy dość sporo tego typu uproszczeń. „Król „co prawda wciąż trzyma się mocno, ale kiedy zwiększy nam się liczba dysortografów, jego dni będą policzone.

  7. Ja natomiast wybrałem się na wycieczkę jednodniową z rodziną w Góry Świętokrzyskie. Pamiętam z dzieciństwa (jak miałem około 7 lat) jak wielkie wrażenie zrobiło na mnie Gołoborze. Będąc na miejscu stwierdziłem, że małe to „Gołoborze” . Część może już zarosła drzewami, zrobiono solidny metalowy taras widokowy ( byłem na Łysej Górze). Miało się na burze wiec tylko spojrzeliśmy chwilkę. Zrobiliśmy kilka zdjęć i pędem pobiegliśmy na dół żeby zdążyć przed burzą. Gołoborze na moich dzieciach nie zrobiło żadnego wrażenia. Może, dlatego że nie było czasu wyjaśnić, ale gdy bura przeszła bokiem okazało się, że obok parkingu gdzie staliśmy jest wybudowana nowa „osada średniowieczna”. Poszliśmy tam i dzieci były zadowolone i ja też.
    Wszystko się zmienia, nie należy nic z góry ustanawiać i dyktować. Język polski też. Uważam, że nie należy nic bronić na siłę. Nawet nasze narodowe „ę,ą i Ó”. Myślę, że jak tego nie zaakceptujemy to możemy się stać jak niektórzy starzy ludzie, którzy mówią : „…. To co ta młodzież wyprawia to już koniec świata.” Inne nacje też ewoluują swój język: Niemcy nie używają już „ß” jako scharfes S a Rosjanie odchodzą od swojego „ё”

    PS jestem dyslektykiem dla mnie to było by wygodne :-))

  8. Ale to nie Juliusza wina
    że nie było w tych czasach kina
    a internet obyczajów nie łagodził
    kto chciał muzy na koncerty chodził
    epistoły nosiły gołębie
    a słowiki śpiewały na dębie
    pieśni tęskne do kraju tego
    gdzie winą było dużą kolego
    gdy kto język oj-czysty kaleczył
    narodowi kagańcem nie świecił
    nie Juliusza to wina przecie
    że się tak porobiło na świecie
    nikt średniówki w nim nie używa
    ni przerzutni nikt nie wie co kursywa
    na poema się tu nie zanosi
    ale za to każdy kwiatek powie wiersze zosi

  9. Tomasie To, rządzisz/żondzish! Julek S. też!:)))

  10. Ziomek Julek fajną rozkminkę o nawijce zapodał:

    „Chodzi mi o to, aby język giętki
    Powiedział wszystko, co pomyśli głowa:
    A czasem był jak piorun jasny, prędki,
    A czasem smutny jako pieśń stepowa,
    A czasem jako skarga nimfy miętki,
    A czasem piękny jak aniołów mowa…
    Aby przeleciał wszystka ducha skrzydłem.
    Strofa być winna taktem, nie wędzidłem.

    Z niej wszystko dobyć, zamglić ją tęsknotą,
    Potem z niej łyskać błyskawicą cichą,
    Potem w promieniach ją pokazać złotą,
    Potem nadętą dawnych przodków pychą,
    Potem ją utkać Arachny robotą,
    Potem ulepić z błota, jak pod strychą
    Gniazdo jaskółcze przybite do drzewa,
    Co w sobie słońcu wschodzącemu śpiewa…”
    ****

    Pozdrawiam serdecznie w także porządkowym nastroju

  11. hehehe Panie Macieju, podbił Pan moje serce tym komentarzem :)

  12. Ewelino, bardzo lubię fragment tekstu Myslovtz; „Umieramy wtedy, gdy świat przestaje być codziennym zdumieniem”

    Codziennego zdumienia zyczę sobie i Wam majowo :))

  13. Krystian, dzięki:)) Aczkolwiek przy pułce wykazałam się czujnoscią czekisty, bo coś mnie w tym wyrazie uwierało:))

    Co do zdjęć to przypomniał mi sie fantastyczny fiński film dokumentalny’Wrzeszczący faceci”. W czasie koncertu w Japonii chórzyści wyjęli aparaty i zaczęli robić zdjęcia japonskiej widowni. Super odwrócenie wzorca:))

    A ja jestem za utrzymaniem ortografii. I lubię jak ludzie mówią ortograficznie:)) Niektórzy jeszcze potrafią wymawiać”ch” i ‚h”. Zazwyczaj gdy rodzina ma wschodnie korzenie. Moja babcia pochodziła z Wołynia i nieświadomie potrafię wymawiać te różne „h” i „ch”

    A we Wrocławiu słońce. i wiosna. Kotek Karmelek na L-4 w kołnierzu i ze szwami, więc niemożliwy był wyjazd na Majówkę. I własnie odkryłam, ze mieszkam w domku na drzewie:))Jarzębina za oknami tak się rozrosła, ze patrząc przez cały pokój na otwarte dzwi balkonowe widzę za nimi morze kwitnących gałęzi.

    Ciekawe, ze są majówki, anie czerwcówki czy lipcówki:) Bo maj jest jedyny w swoim rodzaju. Urodziłam się w maju ,to wiem:))

  14. siedzę w łóżku z laptopem.przeziębiłam się i korzystam z korzyści jakie daje mi chorowanie. Pierwsza rzecz za jaką się zabrałam to .. napisanie obiecanego artykułu o coachingu i chorowaniu. na codzień pracuję z chorymi więc wystarczyło mi zeskanować objawy jakie mam żeby domyślać się jak a jest przyczyna. otworzyłam książkę ( ożywieniu!) ‚na chybił trafił” a tam taki fragment ” to, czego doświadczamy to cieniutkie pasemko, czyli jedynie fragment rzeczywistości.Mimo to przechadzamy się znudzeni, epatując doświadczeniem, jak gdybyśmy mówili:” Już tak wiele rozumiem, pokaż mi coś nowego”.Mamy skłonność do utraty niewinności i poczucia zdziwienia. Skłaniamy się bardziej ku życiu postrzeganemu poprzez pryzmat sztywnych koncepcji niż przez bezpośrednie, chwila za chwilą,dziecinne, stale przekształcające się doświadczenia ” (…)

    ładne.

  15. no tak z pułkami i kontami to jusz ponoć pszesada :) rzart taki nieśmieszny fcale :)

    zaproszono mnie do telewizji [program o książkach] dziś była emisja, dziennikarz pyta o angielskojęzyczne sformułowania w książce o coachingu, że to język polski narusza; a kamera, mikroport, interfejs, studio? – pytam; a jak nazywa się program operacyjny w pana komputerze? Nawet jeśli ów nieszczęsny „feed-back” zmienić na „informację zwrotną”, to słowo informacja też jest obce, a jeśli „coaching” zmienić na „trening rozwoju osobistego”, to robi się kłopot ze słowem trening; nazwę stacji telewizyjnej też czyta się z angielska;
    mózg odczytuje słowa nawet z przestawnym szykiem liter, lub pozbawione jakieś litery;
    Jaka była konkluzja dziennikarska? Jak się przyzwyczailiśmy do słowa zbrifować to już ono nie razi, ale coaching i pułka – tak, bo jedno jest obce a drugie błędne, a jakie to ma znaczenie dla dyslektyka lub dysgrafa …Dys…co?

    Może w dobie zangielszczonego Internetu, esemsów ortografia to już tylko balast?
    U tok 2 me? Yes, am toking 2 u. Greyt, am very :)

  16. No rzeczywiście, w pierwsze majowe dni można się było poczuć jak w konserwie. Od Londynu nadciągnęła monarchiczna pompa ze starymi (już prawie świętymi) i nowymi pieniędzmi, a od Rzymu celebra i destylacja duchowości. W takiej atmosferze klasycystyczny ( i demokratyczny) z ducha hymn zrzeszonej Europy nie śmiał się przebić. Widać mamy go ciągle na kredyt.

  17. Wątek ze zdjęciami z podróży przemówił do mnei najsilniej. Osobiście nie robię zdjęć siebie w jakimś miejscu „ja i drzewo”, „ja i muzeum van Gogha”. Ja wiem, że tam byłem i nie muszę nikomu tego udowadniać :) Kiedyś też robiłem zdjęcia co krok i krótki spacer zajmował godzinę, potem te zdjęcia nieobrobione lądowały na płycie i tyle. Teraz robię tylko zdjęcia temu, co jakoś mnie poruszyło i czasem w ogóle nie zabieram aparatu. Wole spacerować i podziwiać widoki w jak najbardziej swobodny sposób: bez aparatu na szyi, plecaka i mnóstwa gadżetów w kieszeniach spodni. Co to za frajda, jeżeli żeby pochylić się nad kwiatem musisz zdjąć klamoty i przesunąć rzeczy w kieszeniach? :)

  18. @Joanna W przeglądarce Firefox jest plug-in do sprawdzania poprawności pisowni i można zainstalować kilka języków. Po co biegać do Worda i z powrotem. :)

  19. Porządki – mam co najmniej dwa skrajne odczucia. Z jednej strony nie znoszę (zwłaszcza jeśli przymuszone działaniami zewnętrznymi) z drugiej potrafię czerpać z nich niesamowitą energię.

    Wczoraj właśnie miałam dwufazowe wydarzenie – od dłuższego czasu planowałam uporządkować pliki na PC, dużo różnorakich, wiele z nich nie używanych. Planowałam także zabrać się „na poważnie” za identyfikację wizualną mojej firmy. O poranku odpalam PC i nic … sam podjął decyzję i zakończył działanie. Jak już przeszła mi piekielna złość na rzeczy martwe i złośliwe uświadomiłam sobie, że dane w sumie pewnie jakoś da się odzyskać, a ja kompa da się kupić i to dużo lepszego. Jako że z finansami kiepsko, to trzeba by się zabrać wreszcie za zarabianie własną działalnością (której identyfikację tworzę). Podjęłam próbę uruchomienia pakietu Corel na firmowym laptopie zakończoną pełnym sukcesem, po czym ogarnęła mnie wena twórcza w wyniku której mam 3 projekty.
    I uśmiech zagościł także na mej twarzy ;)

  20. pełna synchronizacja :)

    zmieniłam kilka dni temu telefon i ze starego modelu, z którego korzystałam od lat przeszłam na kompletnie inny gdzie powolutku musiałam się uczyć obsługi.a przy okazji przełożenia karty – wielkie sprzątanie – przede wszystkim kontaktów do osób, których nie znam właściwie, rzeczy do zrobienia,notatek ponoć bardzo ważnych,które od lat siedziały w tym telefonie i tak dalej. To było dość dziwne uczucie – bo ja nie mam oporów, żeby wyrzucić pół domu na śmietnik. ale usuwając kontakty z telefonu czułam się jakbym selekcjonowała ludzi w moim otoczeniu. Ten zostaje, tego nie potrzebuję. coś dla mnie nowego.

    niesamowite ile energii i czasu zabierają nam rzeczy i ich utrzymywanie,prawda ?

    pozdrawiam gorąco bo tam ziimno za oknem ;)

  21. Przed chwilą w Trójce podano informację o śmierci Osamy Bin Ladena. Któryś z amerykańskich polityków stwierdził, że to może być pocieszeniem dla rodzin ofiar z 11 wrzesnia. Retoryka zemsty – to było moje pierwsze skojarzenie. A drugie: kiedys rozmawiałyśmy z koleżanką, ze gdyby ktos zabił nam dzieci to byłybyśmy prawdopodobnie zdolne do zabicia sprawcy. Oko za oko, ząb za ząb? Brzmi okrutnie, ale coś takiego mamy w budowie mózgu, że rezonuje

  22. I znowu synchronia:))) W sobotę przeglądałam płyty i filmy. Te, do których nie mam potrzeby wracania włozyłam do torby i połozyłam koło kontenera. I pomyslałam sobie, ze to co mi niepotrzebne komus może się przydać. Gdyby stworzyć takie miejsca-rodzaj magazynu-gdzie można zanosić rzeczy w dobrym stanie. Komuś mogą się jeszcze przydać. Meble, książki, ubrania, płyty, naczynia. Jeszcze nie zastanawiałam się nad sposobem finansowania takiego miejsca. A trzeba by zapłacic za powierzchnię magazynową,prąd itp.
    Kiedyś chciałam podarowac ksiązki osiedlowej bibliotece. I to fajne ksiązki:) Zapytana w tej sprawie pani bibliotekarka z oburzeniem oświadczyła, ze nie przyjmują uzywanych książek. Nadmieniam, ze to był czas, gdy biblioteki uskarżały się na brak pieniędzy na nowe zakupy.

    Nie potrzebujemy wielu rzeczy. Oczyszczony dom nabiera nowej energii. Natomiast ktoś może tym niepotrzebnym nam rzeczom dać nowe życie. Gdybym nie zajmowała sie tym, czym teraz to malowałabym uzywane meble. Uwielbiam patrzeć na stare, zaniedbane meble i widzieć je w wyobrażni w „nowej szacie’. Farby, szablony, kolorowe gałki. Mozna meble owijać w tkaniny, zmieniać ich kształt przy pomocy przyklejonej gąbki. Mnóstwo nowych mozliwości zamiast umierania mebla na śmietniku.

    „Coraz mniej rzeczy z przeszłości potrzebuję chować po kontach” coraz mniej rzeczy z przeszłości potrzebuję ciągnąć ze sobą:)))

    Rozumiem, ze te konty i pułki to mała prowokacja?:))) A ja ostatno miewam kłopoty z ortografią. Przy kilku wyrazach zgłupiałam i sprawdzałam w wordzie. Dotychczas rozpoznawałam obraz wyrazu-która pisowania bardziej mi „pasowała ta okazywała się prawidłowa. A teraz czasem się zawieszam:))

Komentarze są wyłączone.