Użalanie – koan

Rzucił stosem papierów i powiedział:

Mam dość głupców. Głupców i mięczaków. To ich użalanie się nad sobą. Ciągła prośba o uwagę, o zrozumienie. A potem jeszcze gorzej: oceny, insynuacje, wyrwane z kontekstu słowa, przeinaczone zdania, wepchnięte w usta niewypowiedziane frazy. Oni mnie skrzywdzili, oni mi zrobili, oni mnie nie zrozumieli. Oni, oni, oni.

– Słyszę, że miałaś ciężki dzień – powiedziała i zsunęła okulary.

– Wiesz, może jestem wypalony zawodowo? Może czas powiedzieć to sobie w oczy? Mam dosyć dorosłych dzieci, które przerzucają odpowiedzialność, ranią wszystkich dookoła tylko dlatego, że nie potrafią same wziąć się w garść. Ciężkie dzieciństwo, ciężkie dzieciństwo – przedrzeźniał czyjeś głosy. Każdy miał ciężkie dzieciństwo. Ale gdy robisz sobie z tego tarczę nic się nie może zmienić w twoim, jakby nie było, dorosłym życiu.

– Oj miałeś, miałeś ciężki dzień. Co się stało? – Spytała z troską.

– To nie jest kwestia trudnego dnia, tylko refleksji. Refleksji nad dojrzałością. Również nad własną dojrzałością. Wiesz co, od dziś nie będę się zajmował ludźmi dorosłymi, którzy zachowują się jak dzieci.

– I co zrobisz? – spytała.

– Jeszcze nie wiem.

– I to jest dojrzałe? – Znów zadała pytanie.

– Dojrzała jest moja refleksja, że nie chcę już więcej chodzić do pracy z poczuciem, że otaczają mnie dzieci. Ciągle skrzywione, nieustanie w poczuciu winy lub krzywdy, niedorobione, niepewne, pełne skrywanej złości, z maskami na twarzy, z przylepionymi uśmiechami. Dzieci pełne pretensji wobec otaczającego świata i niegotowe do wzięcia odpowiedzialności choćby za własne słowa. Zawsze tylko oni, oni, oni są winni.

– Dzieci już takie są – podała mu jego ulubiony kubek z herbatą. – I co w takim razie zamierzasz? – Zaakcentowała ostatnią sylabę.

– Rzucam to w cholerę.

– Dokąd idziesz?

– Rzucam.

– Od tak, w jednej chwili? – Oblała się herbatą niechcący przechylając kubek, gdy podeszła w ślad zanim do drugiego pokoju. Wkładał osobiste przedmioty do pustego kartonu.

– Mówisz poważanie? Powinieneś ochłonąć. Przemyśleć to – dotknęła jego dłoni.

– Od lat się uspokajam. Nie dziś. Dziś odchodzę. Rzucam to. Dziś.

I odszedł. Na zawsze. Zebrała papiery, którymi rzucił. Nikomu nie były potrzebne. Kubek się stłukł.

__________________________________________

inne koany

_________________________________________

zapraszamy na nasze szkolenia

Udostępnij:

Maciej Bennewicz

Założyciel i pomysłodawca Instytutu Kognitywistyki. Twórca podejścia kognitywnego m.in w mentoringu, tutoringu, coachingu oraz Psychologii Doświadczeń Subiektywnych. Artysta, pisarz, socjolog, wykładowca, terapeuta, superwizor.