Uzdrowiciel wu wei

Uzdrowiciel to temat na czasie. Carl Gustav Jung stworzył koncepcję rannego uzdrowiciela. Często o tym mówię do studentów, którzy chcą zostać coachami. Ranny uzdrowiciel boi się dotykać ran swojego klienta, by nie odezwały się jego osobiste zranienia, problemy, konflikty. Instynktownie, nieświadomie unika tematów, które byłyby dla niego samego trudne, zakazane, owiane tabu, lecz przede wszystkim głuchnie i ślepnie na wszystko, co może uruchomić bolesne wspomnienia, dawne traumy, lub choćby własne nierozwiązane konflikty lub dylematy. Inny znakomity naukowiec, antropolog René Girard udowadnia, że podobnymi mechanizmami rządzi się każda zbiorowość, nawet tak wielka, jak naród. Ukrywa swe grzechy i występki, wyrzuca je ze swej zbiorowej świadomości i narracji, zaś w mitach, legendach, religijnych rytuałach znajdujemy ślady ksenofobii, sądów na kozłami ofiarnymi, zbrodni i nadużyć. W naszym pięknym, jesiennym kraju mamy do czynienia z oboma mechanizmami, które nieliczni starają się usprawiedliwić historią, komuną, zaborami, a większość przemilcza. Co najdziwniejsze ta zmowa milczenia dotyczy zarówno dziennikarzy jak i autorytetów, badaczy i polityków, księży i publicystów. Ot choćby reforma służby zdrowia, której nigdy nie było i dłuuuuugo nie będzie. Dlaczego?

Pracowałem w służbie zdrowia ponad 12 lat. Panują tam iście feudalne zasady. Szef kliniki rządzi wszystkim i wszystkimi. Jest panem wszechwładnym, a losy zawodowe lekarza, zwłaszcza młodego, który zaczął specjalizację zależą niemal całkowicie od widzi mi się szefa. Służba zdrowia to klany, jak wśród notariuszy i prawników. Do państwowych lub samorządowych jednostek zdrowia poprzyczepiały się najrozmaitsze fundacje, które na tym samym, publicznym sprzęcie zbijają kokosy. Rezonans kolana, proszę bardzo na jutro, 750 złotych. Na ten sam zabieg za pieniądze z NFZ trzeba czekać miesiącami, a nierzadko latami. Dlaczego? Bo jest centralna dystrybucja usług i kontrakty oparte na planowaniu jak za komuny. Dlaczego? Bo na to, żeby pieniądze szły za pacjentem w starzejącym się, schorowanym kraju, nie ma pieniędzy. Dlaczego? Bo lata zaniechań, problemy demograficzne, których nikt nie rozwiązywał, schorowane, zestresowane społeczeństwo emerytów. Brak ekologii i profilaktyki. Choroby cywilizacyjne: rak, cukrzyca, miażdżyca, serce, starość. ZUS to worek bez dna, w którym nie ma wydzielonych pieniędzy na zdrowie, emerytury itd. wszystko łyka zbyt drogie państwo. Dlaczego? Bo od lat kolejne rządy boją się zreformować pokomunistyczne, uprzywilejowane sektory. Dlaczego? Bo strajki, niepokoje społeczne i wybory. Patrz – Grecja. Milej jest być miłym i dużo dawać, zwłaszcza, gdy są kolejne wielkie kredyty. A przecież gospodarka kiedyś drgnie i spłacimy. Z długami Grecji, Hiszpanii i Włoch, jest tak jak z bankami komercyjnym w USA, nie mogą upaść, bo następnego dnia w bankomatach nie byłoby pieniędzy, aktywa zniknęłyby z kont, faktury stałyby się pustym papierem, a firmy domkami z kart.  Trzeba zatem z kasy państwowej te dziury łatać. A skąd środki w kasie państwa? Z podatków, których starzejące się społeczeństwo coraz mniej płaci. Emeryt jest sfrustrowany. Całe życie ciężko pracował w nadziei na emeryturę i jako taki socjal. Co go obchodzi demografia? I dlatego mało kto ma odwagę jakiemuś populiście, albo napalonemu związkowcowi wygarnąć prosto z mostu: przeczytaj kretynie choćby prosty artykuł z makroekonomii, zastanów się co mówisz? Dlaczego? Gdyż NFZ to wielgaśny worek pieniędzy, zwłaszcza ten z dofinansowaniem leków. Setki głodnych oczu spoglądają na te smakołyki. Choćby częściowe uwolnienie cen leków oznaczałoby podwyżkę, a nawet okresowy chaos, zanim rynek by się ustabilizował. Wciąż jesteśmy zbyt biedni na zagraniczne leki. Oprócz tego wielkie koncerny farmaceutyczne to potęga i władza. Wielki sektor gospodarki. To ruszyć, to dopiero byłby bałagan!  Dlaczego nikt o tym nie mówi? Może dlatego, że trzeba by  powiedzieć, że model gospodarczy, w którym żyjemy ma się ku upadkowi i jakoś nie widać, co ma nastąpić po nim.

Uzdrowiciel oprócz tego, że jest ranny jest też mądry, ostrożny, chowa głowę w piasek, a może jest w taoistycznym stanie wu wei, w aktywnym niedziałaniu, doskonale zdaje sobie sprawę, że robienie od nierobienia niczym się w zasadzie nie różni, bo na planie makroprocesów i tak wszystko zmierza do emergencji, czyli samouporządkowania, łącznie z naszym życiem aż do jego kresu? Może coaching, tak jak polityka, to tylko inne uporządkowanie naszych obaw i nadziei na przyszłość? Ot, taki śmieszny żart-pytanie przyszło mi do głowy na koniec  :)

Uzdrowiciel wu wei
Oceń artykuł

Udostępnij:
Maciej Bennewicz

Maciej Bennewicz

Dyrektor Instytutu Kognitywistyki, wykładowca mentoringu i coachingu, pisarz, socjolog, coach, terapeuta, superwizor.

6 komentarzy

  1. A teraz z życia wzięte, właśnie się dowiedziałam, że NFZ uzdrowiło moje dziecko cierpiące na alergię pokarmową. Okazuje, że od nowego roku nie należy mi się refundacja na specjalne mleko, ponieważ pani doktor alergolog nie umieściła w zaświadczeniu , że dziecko ma biegunki spożywając zwykłe mleko. Atopowe zapalenie skóry i liszaje na twarzy nie wystarczą. Do końca 2011 było chore od 2012 już nie jest. Cena puszeczki to 25 zł, po refundacji to ok 10 zł – dziecko spożywa ok 10 – 12 puszek na miesiąc. Nie ma co przeliczać nawet. Nie mam możliwości skorzystania z żadnych promocji aptecznych bo to na receptę i im już nie wolno taniej sprzedawać. Ktoś powie to niech nie pije mleka. Tak najprościej, ale to jest dziecko, które ma 2,5 roku i jak mu wytłumaczyć, że mamie może na mleko nie starczyć pieniędzy. Odnoszę wrażenie, że w Ministerstwie zdrowia, tak naprawdę, co refundować i komu, ustala w wolnej chwili jakiś stróż na portierni strzelając na chybił trafił, żeby w rubryczkach dobrze wyglądało. Uważam , że Polacy mają jak nikt szansę być bardzo dobrymi coachami, ponieważ w ciągu swojego życia spotykają się z tak różnymi absurdami, że mało co potrafi ich już zaskoczyć czy nimi wstrząsnąć.

  2. To jest właśnie kwestia, którą poruszliśmy wczoraj z moim przyjacielem. Do zmiany tego chorego systemu potrzeba nie jedenj, nie dwóch a całej grupy ludzi o niezwykle silnej, chłodnej, a zarazem widzącej cel i mającą ogromną wiedzę ludzi. Zdeterminowanych „by żyło się lepiej”… A i tak nie wiadomo czy jesteśmy na to gotowi, czasami trzeba komuś pokazać ten ktoś dopiero wie, że tego potrzebował.
    Ta zmowa milczenia jest nieznośna. Nie akceptuję jej. Potrzeba czasu a przede wszystkim wytężonej pracy ludzi z misją by zmienić świadomość zbiorowości.

  3. Tak sobie pomyślałam, że to świetna metafora pokazująca życie wewnętrzne.
    Ostatnia kropelka i kielich się przelewa. Coś się rodzi, coś w nas chce wyjść ze snu, jakieś nowe myśli chcą znaleźć nową drogę. Próba reformy? Zaraz stają obok emocje- autorytety, strach, lęk- księża, ego- polityk. Są wierni zmowie milczenia, nie chcą żadnych reform. A może coś w nas już zauważyło szklankę do połowy pełną i chce podążać w tym kierunku? Na drodze jednak staje lojalny „dziennikarz”, wewnętrzny analityk, strefa komfortu. Sprytni wewnętrznego świata przekonują słowami: „Coach i coaching potrzebny jest jako niezbity dowód na niemożliwość zmiany, na bezradność, na obiektywny stan niezmienności realiów życia, że to tylko nowe uporządkowanie obaw i nadziei na przyszłość”. Jest jeszcze jednak miłość, wrażliwość, ciekawość, chęć rozwoju dla których coach to ktoś kto pomaga odkryć w sobie mistrza, siłę i nadzieję na szybką „reformę”. :)

  4. Anarchia uporządkowana :) ?

  5. Właśnie miałem okazję udziału w szkoleniu prowadzonym przez Stephena Gilligana i z radością stwierdzam że zdecydowanie za słabo jesteś promowany bo Świat powinien mieć możliwość i szansę na poznanie Ciebie. Gilligan jest rewelacyjny pomimo tego że korzysta z tłumacza ( równie rewelacyjnego jak on sam czyli Edyty). Dlatego z tego miejsca APELUJĘ do Ciebie MACIEJU !!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!! Daj światu Wu Wei

  6. Nasze obawy, nadzieje, i dalej przygotowania do założenia rodziny lub zapewnianie jej bytu. Dzisiejszy temat wpisuje mi się tymi wątkami też i w smutną okoliczność śmierci prof. Hanny Świdy-Ziemby.
    To, co napiszę może się niektórym nie spodobać, ale nasza podwórkowa bieda wynika m.in. z takiego myślenia ludzi władzy o własnym bycie (tylko i nic dalej.nic więcej) – o pieniądzach na koncie dla siebie, bliskich, pracy dla rodziny i dalszych znajomych. O wielozerowym zabezpieczeniu w razie „kiedy już u władzy nie będę”. O staruszku, który przepatruje codziennie rano śmietniki na głównych ulicach dużego miasta nikt nie myśli.
    Rzeczywistość skwierczy. Ale tego nie pokażą żadne spoty wyborcze. Prawdziwych zmian nie ma przewidzianych w żadnej taktyce takiego czy innego ministerstwa. Nie dlatego, że ci wszyscy „oni” są źli, wyrachowani, nepotyczni. Że wchodzą w układy, żeby w ogóle przetrwać w polityce? Taka jest polityka. Sporo z nich wcześniej miało i ma dużą wiedzę z różnych dziedzin. Za dużo interesów własnych i skomplikowania terenu. No i kto chciałby „strzelić sobie w kolano” i wieść życie tego staruszka?

Komentarze są wyłączone.