Użyteczność

Tak jest. Nie warto demonizować potrzeby zmiany i strefy komfortu. W moim rozumieniu [w mojej mapie] o zastosowaniu coachingu, potrzebie zmiany decyduje jedna z podstawowych norm, zasad coachingowych: pytanie o użyteczność.  Czy to, co robisz, myślisz, w co wierzysz jest dla ciebie użyteczne? Czy przebywając w strefie komfortu czujesz się z tym dobrze? Jeśli tak, cudownie, wszystkiego najlepszego. Strefa komfortu, podobnie jak wzorce zachowania, wyuczone algorytmy, powtarzalne mechanizmy obronne, a nawet stereotypy – nie jest zła ani dobra, pytamy czy jest użyteczna, czy pozwala ci czuć się tak jak chcesz cię czuć i pozwala osiągać zamierzone cele. A co wtedy, jeśli ktoś nie ma potrzeby zastanawiania się nad potrzebami i celami? Tu również coaching odpowiada: ok, to twoja decyzja, tak jest dobrze, jak ty definiujesz swój komfort i dobrostan. Wówczas coaching nie ma zastosowania. Do zobaczenia innym razem.

Zmiana jest ściśle związana z chęcią i potrzebą zmiany. Mechanizm pracy coachingowej jest stosunkowo prosty. Analiza stanu obecnego – wnioski. Kolejnym krokiem jest zaplanowanie stanu pożądanego – jeśli wnioski mówią, że nie jest ok. lub pojawia się potrzeba sukcesu, zmiana itd.;  coach zachęca, zaprasza do zaplanowania celu i efektu zmiany. Następnie zaprasza do określenia wskaźników tej zmiany [Po czym rozpoznasz, że osiągnęłaś cel i rezultat]. W kolejnym kroku odbywa się poszukiwanie zasobów w drodze do osiągnięcia zmiany [Czego użyjesz żeby dotrzeć na miejsce w sposób, który będzie ciebie satysfakcjonował]. To w zasadzie cała strategia coachingu. Jeśli na poziomie wniosków pojawia się wahanie, niezdecydowanie lub postracjonalizacja [czyli wtórne uzasadnienie danej sytuacji lub wyboru] zmiany również nie będzie.

Warto jednak pamiętać o dylemacie palacza. Według badań w programach unijnych mających przeciwdziałać uzależnieniom, ponad 80 % aktywnych palaczy w naszym kraju potrafi intelektualnie sprostać wiedzy na temat zależności ich stanu zdrowia od nałogu nikotynowego. Kolejne 50 % w grupie palących uświadamia sobie wpływ na zdrowie biernego palenia ich dzieci, członków rodziny oraz innych osób. Tymczasem palą. Kiedyś już pisałem, że po wizytach na oddziałach onkologicznych moje ubrania nadają  się tylko do prania – razem z kurtką i szalikiem. Palą tam przedstawiciele wszystkich grup: chorzy, sanitariusze, pielęgniarki, rodziny i …lekarze, łącznie z ordynatorami. Choć na każdej ścianie, w recepcji i na izbie przyjęć wiszą hasła, że za palenie grozi natychmiastowe usunięcie ze szpitala.  Można poprzestać na stwierdzeniu – niech palą, ich sprawa. Można też bardziej  sarkastycznie, że gatunek ludzki charakteryzuje się bezgraniczną głupotą i autodestrukcją. Z punktu widzenia strefy komfortu nie ma nic bardziej komfortowego dla nikotynisty czy heroinisty jak kolejna porcja narkotyku.  Co tu zmieniać?

Być może warto zatem w self coachingu zadać sobie czasem pytanie: Co jest moją kokainą? Kiedy siebie oszukuję? Co robię ze swoim życiem i zdrowiem? Jak mawiał jeden z moich nauczycieli: Życie może być progresywną chorobą prowadzącą do śmierci, pełną cierpienia i zaprzeczeń, a jedyną ulgą mogą być chwile transu z alkoholem, nikotyną, heroiną, albo innym uzależnieniem, które pozwala na chwilę poczuć ulgę. Życie może być jednak zupełnie czymś innym. Czym? To właśnie potrzebujesz odkryć. Nałóg lub uzależnienie skutecznie będzie ci w tym przeszkadzać, aż do śmierci. 

Użyteczność
Oceń artykuł

Udostępnij:
Maciej Bennewicz

Maciej Bennewicz

Dyrektor Instytutu Kognitywistyki, wykładowca mentoringu i coachingu, pisarz, socjolog, coach, terapeuta, superwizor.

13 komentarzy

  1. sory Jarek; ale twoj komentarz nic nie wnosi, to jak napis, ktory kiedys widzialem na murze w Opolu: „Opole stanowczo domaga sie dostepu do morza!!!

  2. za dużo tu mądrych wypowiedzi jak dla mnie…

  3. dlaczego pala pacjenci onkologiczni?albo ci z zaawansowana miazdzyca???
    bo nadal sa w transie,
    nawet jesli sasiad na szpitalnym lozku walczy o to ,zeby zachowac noge,martwa,bolaca,ale jednak swoja wlasna noge,albo niknie w oczach z powodu uogolnionej choroby nowotworowej…
    to nadal wiezra,ze im sie to nie zdarzy,ich to nie dotyczy….
    ba-w ogole zycie od nich nie zalezy,nie maja na nie wplywu!!

    moj szef mawia na pozegnalnej wizycie,po leczeniu naczyniowym:”jest pan duzym chlopcem,musi pan wybrac-albo palenie albo noga”
    czesto na twarzy „duzego chlopca”pojawia sie niedowierzajacy,rozbrajajcy ,dzieciecy usmiech………….

    ci ,do ktorych dociera swiadomosc wplywu na wlasny los-rzucaja palenie skutecznie

    zamiast wiec pisac na szpitalnej karcie informacyjnej”zakaz palenia”,moze przydalby sie coaching pacjentom?
    co chcesz zrobic ze swoim zyciem?jak bedzie wygladalo za 5,10….20 lat?to co robisz,zaprowadzi cie tam ,gdzie twoj cierpiacy sasiad jest dzis.jesli chcesz zdrowia-co mozesz dla siebie zrobic?

  4. Poród był lekki. Praktycznie niezauważalny. O_n_a nie rozumiała tego. Nie odczuwała chęci, ani tym bardziej, potrzeby pojawienia się Zmiany.
    Nie planowała tego, nie coachingowała. Nie analizowała stanu AS IS ani stanu TO BE. Nie miała pojęcia o mapach. Cele miała już dawno określone i z realizacją nie szło najgorzej. A tu, po prostu stało się… Wstała z łóżka i stwierdziła: „Dziś jest i n a c z e j, zmieniło się.”
    I zadziałała zgodnie z Zmianą.

    Najpierw był szok. Pozytywny. Zmiana była bardzo pomocna. Najpierw zmieniła bezsensowną decyzję Szefa, potem wyjaśniła sprawę z Dzieckiem, w końcu wpłynęłą na Mężą i ten przestał się kręcić w kółko. Następnie ustawiła Priorytety, przeanalizowała Cele, zweryfikowała Rezultaty i przystąpiła do Marzeń. Przyczaiła się cicho i zaczęła tworzyć ryunek w słodkich kolorach tęczy.
    O_n_a ledwo powstrzymała odruch wymiotny.
    „Co tam bazgrolisz?” – warknęła O_n_a.
    Zmiana: „jak to co, zmieniam twoje Marzenia, przecież możesz więcej, lepiej, ciekawiej… życie masz tylko jedno”.

    Zmiana dopiero po chwili zrozumiała. Wstała i … rozeszła się po kościach.

    Na bolące krzyże są polecane specjalne zestawy ćwiczeń, przy systematycznym ćwiczeniu ból pojawia się naprawdę bardzo sporadycznie. W stanach awaryjnych trzeba stosować Opokan lub coś mocniejszego.

  5. sadze, ze nie tylko o palacza chodzi ale o te autodestrukcyjna czesc natury, o to ze sami sobie robimy krzywde w imie doraznej ulgi albo glupio pojetej wolnosci;

    kim jest palacz we mnie? kiedys palilem, dlaczego? bo wszyscy moi kumple palili i kiedy matka nawet mowila mi ze to glupota, to wylacznie sie na nia wsciekalem, ze mnie ogranicza, a potem mojemu palacemu ojcu rak wyzarl gardlo, apotem mozg i przestraszylem sie, ze mnie czeka to samo; musialy minac lata zanim zrozumialem cos wiecej, na przykald zadac pytanie…. co robie ze swoim zyciem? co robie swoim dzieciom?

  6. A ja w takiej sytuacji pytam: kim jest palacz w tobie?

  7. Nie do końca uświadamia sobie znaczenie użyteczności. Coś co uważa za cel jest tylko drogą do tego celu, zbytnia koncentracja na drodze przesłania ten cel. Nie chce iść dalej bo tak naprawdę czuje, że to nie ma sensu i wraca. Nie czuje się dobrze też w strefie komfortu i rzeczywiście demonizuje ją, postracjonalizuje swoje działania. Syndrom wtórnych korzyści, szukanie przyjemności i uciekanie od bólu, swoje dokłada też nieuświadomiony strach przed zmianą, strach przed odrzuceniem przez rodzinę, znajomych.
    Rozmyślając wiele na temat strefy komfortu uświadamia sobie, że potrzebuje zmiany postrzegania zmiany, zmiany przekonań, zmiany nawyków, a co za tym idzie zmiany sposobu życia. Zajrzał do swego wnętrza, zrozumiał co jest ważne. Poznaje siebie, ewoluuje. Zrozumiał czego nie chce, a to z kolei pomogło zrozumieć czego chce. Elastycznie i umiejętnie odczytuje informację zwrotną. Obserwuje co dzieje się wokół, nie przejmuje się niszczącym słowem „kiedyś”. Jest tu i teraz. Chce, wie, że zmiana jest użyteczna, wie jakie będą efekty zmiany. Idzie do przodu i jest pewny, że wtórne korzyści nie staną mu na drodze.
    Czy takie zachowanie nie staje się nałogiem, czy chęć zmiany nie staje się tą kokainą? To zależy od osoby chcącej zmian, każdy przyciąga to co chce przyciągnąć i tworzy swoją rzeczywistość nawet jeżeli nie zdaje sobie z tego sprawy.

  8. może to też tak że palenie papierosów to często wierzchołek góry lodowej tego co w tym konkretnie człowieku się dzieje. Dym papierosowy szczypie niektórych w oczy dzięki czemu ludzie przejdą łukiem obok, inni zniesmaczeni zapachem papierosów odwrócą głowę z grymasem obrzydzenia, jeszcze inni zaczną tyradę na temat szkodliwości papierosów na zdrowie. A to wszystko pozwala palaczowi schować się za tą chmurą i daje bezpieczny dystans żeby nikt nie zbliżył się za blisko i za bardzo.

  9. Piszesz Maćku „Zmiana jest ściśle związana z chęcią i potrzebą zmiany” . Niekoniecznie. Zaskakująco często zmiana jest ściśle związana z nie-chęcią i potrzebą niezmieniania czegokolwiek. Chcemy zmiany ale tak żeby nie trzeba było nic zmieniać. Więc tkwimy czekając aż samo życie wymusi na nas zmianę. U palaczy i pacjentów onkologicznych często spotykamy osoby, które niemalże w jeden dzień zmieniły całe życie bo jedna diagnoza z ust lekarza nie dała im wyboru.
    Czemu więc palacze palą będąc świadomymi ile ryzykują? Dylemat palacza jest niczym niezwykłym a tylko bardziej kłuje w oczy niepalących. Dla palacza papierosy są nałogiem tak jak dla pracoholika – praca, dla hazardzisty – hazard a dla kogoś kto praktykuje 24h na dobę jogę – joga jest nałogiem.
    Do Twoich pytań dopisałabym: ile w moich wyborach jest ‘chcę”, wow! jakie to fajne, spróbuję, zobaczę, może,…” a ile „muszę, chociaż tyle, nie mam wyboru, w sumie to nawet lepiej, może kiedyś, kiedyś na pewno, takie jest życie, gdybym tylko” ?

  10. Dżo–ann,
    to wszystko piękne, co piszesz, a nawet przekonywające,szkopuł w tym, ze wielu dobrych ludzi o tym wie, a jednak nie przestają palć.
    Piszesz „własna śmierć–sama śmierć nie boli”. Wybacz, ale trudno uwierzyć w te słowa. Umarłaś, że wiesz? Pozdrowienia.

  11. Nie dajmy z siebie robić frajerów. Kiedy chcemy wyjść z jakiegokolwiek błędnego koła – postanówmy i wyjdźmy (i wtedy nie wracajmy już – łatwo, dużo łatwiej powrócić niż wejść w to na początku, za namową, z ciekawością czy też samym tylko zaciekawieniem). Tak chcę i robię tak i jestem – jestem consistent i allegiant (konsekwentny i zgodny z tym co dla mnie dobre oraz wierny, lojalny wobec siebie).
    Ostrzeżenia nie działają (raki i inne choróbska), napisiki czy reklamy – nawet najlepsze- mogą tylko skłaniać, zachęcać do takich czy innych zachowań. Najważniejsze, to nasza reakcja, nasze myślenie, wybory – pozytywny egoizm, świetny egocentryzm – nie dzięki za fajkę ale się powstrzymam – zwrócenie całej uwagi na siebie w naszym palącym towarzystwie, które przecież jest naszym towarzystwem :)
    Odwiedzając cmentarze, spotykając się w domach, patrząc na bawiące się dzieci, myślmy o nich. Nie udawajmy że o nich myślimy, myślmy o nich naprawdę, zdrowo myśląc o Sobie.

  12. Błędne koło. Dziś dorzucę coś, co mnie trapi. Problem palenia. I nie chodzi mi o pierwszy papierosek za młodziaka czy starszaka dla spróbowania, sporadyczny dymek, „dla towarzystwa” jednorazowe sztachnięcie. Ale o papierosy, zioła, marycha, tableteczki. Często, nałogowo. Kiedy zapominamy o naszych najbliższych, bliskich, kochających, polegających na nas (kiedy wchodzimy w tę strefę zupełnego egoizmu negatywnego, w odróżnieniu od pozytywnego – dobrego, progresywnego myślenia o sobie). Parę minut własnego odprężenia. Parę minut wzmocnienia naszego organizmu przed Alzheimerem – tak nikotyna ma taki dobroczynny wpływ – w małej dawce (receptory nikotynowe w mózgu). Ale niech to będzie tylko parę minut. Nie zwiększanie niewyobrażalnej straty dla naszych bliskich. Tylu wspaniałych ludzi, oddanych innym jak Religa już przez to zgubne szaleństwo straciliśmy. Boimy się śmierci, tak sobie rozważam przed Świętem Zmarłych kiedy zapalamy znicze, kładziemy kwiaty, posyłamy myśli tym, za którymi tak tęsknimy – poznanych nam osobiście lub tylko z opowieści.
    Nie ingerujmy w czas. Nie mocujmy się z sobą w ten sposób. Mamy rodziny, dzieciaczki, rodziców, dziadków, dalszą rodzinę, znajomych, mistrzów, przyjaciół, zwierzaki, którym często jesteśmy jedynymi karmicielami – bez nas nawet często kwiaty więdną… i zwiędną. Ktoś kiedyś powiedział nie żyjemy dla siebie.
    I po co jarać? Żeby wypełniać kieszeń jakiegoś tępego dealera? Przyczyniać się do tego co złe i niemoralne dla nas, dla innych? Niszczyć sobie i tak nadwątlony wszystkimi chorobami jakie przeszliśmy organizm?
    Własna śmierć – sama śmierć nie boli. To pewne przejście – niezależnie czy ktoś wierzy czy nie. To przejście. Ograniczajmy fajeczki. Jeśli kochamy – to kochajmy czynami, a nie słowami. Troską, a troska nie mieszka w paczce mentolów.
    I nigdy tam nie zamieszka.

  13. Strefa komfortu jest podstępna, ma wysokie i mocne ściany, czasami otwiera drzwi, ale warunkiem jest uwiązanie na sznurku by nie odszedł za daleko. Jest się świadomym użyteczności takiego a nie innego działania, jest wiara w to co się robi. Strefa komfortu nie daje już poczucia bezpieczeństwa, nie wystarcza tego co ma do zaoferowania, a mimo to tkwi się w niej. Cel jest, efekt zmiany, znane parametry i sposób osiągnięcia tego celu, mocne postanowienie wyjścia z tej strefy.
    Wychodzi ze strefy komfortu, podejmuje odpowiednie działania i wszystko jest ok., po czym sabotuje siebie, efekty działania, plan diabli wzięli, a on wraca spokojnie do strefy. Jest dumny, kolejny raz jest samo-zadowolony, a może samo-oszukuje się, że może osiągnąć ten cel zawsze bo tak łatwo mu poszło, że nie chciał dojść do końca, a teraz wraca do swojej strefy komfortu i może wymyśli coś trudniejszego. Po powrocie jednak żałuje i znowu zaczyna działać, ale sytuacja się powtarza i tak w kółko. Na miejsce żalu do świata przychodzi zrozumienie o wyłącznie swojej winie, świadomość, że sam siebie oszukuje. Jakby nie było przykro kończy się na wiedzy.
    Jest pewny swoich zdolności, umiejętności, możliwości. Co może pomóc wyjść z tego błędnego koła?

Komentarze są wyłączone.