W Supraślu minus 4

Mój znajomy wyjechał. Jest dziwnym człowiekiem, zawsze był trochę dziwny. W zasadzie trudno użyć wobec niego określenia przyjaciel, z resztą, to słowo tak trudne jest do zdefiniowania, że obaj, choć znamy się od lat, unikaliśmy go jak ognia do opisania naszej relacji. A teraz wyjechał. Stwierdził, że idzie za radą Dróżnika z mojej książki Coaching Tao i wreszcie wykonuje ów ważny krok, krok dla siebie, krok prosty, aczkolwiek radykalny. Żeby było dziwniej wczytuje się w Louis Hay, rocznik 1926. I w pewnym sensie, to za jej radą zdecydował się na ów krok. Jak twierdzą jego bliscy, równoznaczny z szaleństwem.

Hay jest najbardziej znana z książki Możesz uzdrowić swoje życie wydanej po raz pierwszy w USA w 1984 roku. Do dzisiejszego dnia sprzedano 40 milionów egzemplarzy. Hay twierdzi, że większych chorób i dolegliwości [a w zasadzie wszystkie bez wyjątku, żeby być precyzyjnym, co do jej kategorycznych sądów] ma podłoże psychiczne, a nawet metafizyczne. No cóż, nie tak trudno przekonać miliony Amerykanów, gdy amerykańska wyrocznia w kwestiach wszelakich – Oprah Winfrey, zaprasza do swego programu. Późniejsze zaproszenie do programu Phila Donahue jedynie ów sukces umocniło.

W Polsce przetłumaczono większość książek Hay, a mój znajomy przeczytał wszystkie i uwierzył, że jakość życia zależy, od jakości myślenia, a ponadto, że zdrowie zależy od tego, jak siebie samych traktujemy w myślach, słowach uczynkach…no a potem, przenosimy ów stan na codzienność i relacje z innymi ludźmi. Louis Hay sama zachorowała na raka szyjki macicy i wyleczyła się stosując medytacje, afirmacje i …lewatywy. Jak wielu, w tamtych latach, zafascynowała się naukami Maharishi Mahesh Yogi, który osiągnął sławę, jako guru The Beatles. I tak się zaczęło.

Do mojego znajomego teksty Hay dotarły stosunkowo niedawno, ale wywarły na nim spore wrażenie. Ten zapał neofity najbardziej mnie martwił. Znajomy zawsze był dziwakiem, lecz pochopne decyzje mają to do siebie, że są pochopne, słabo ugruntowane i zazwyczaj błędne, lub jak mówiło się dawniej, brzemienne w skutki. Najmniejsze dolegliwości sprawdzał z listą objawów i chorób zawartą w książkach Louis, a następnie ustalał, jaka przyczyna psychologiczno-metafizyczna zdecydowała o jego samopoczuciu, lub jak byśmy powiedzieli językiem bardziej coachingowy – jakie przekonanie wpłynęło na jego stan fizyczny. W końcu odkrył pod koniec listopada, że – generalnie rzecz biorąc, nie jest na swoim miejscu od dawna, a w zasadzie od zawsze. Praca i relacje rodzinne, związek z Warszawą, życie w aglomeracji, tak zwany biznes i uprawiany zawód zbrzydły mu, a w zasadzie od dawne był im niechętny, a jedynie sprytnie siebie do nich przymuszał, czyli postracjonalizował, wtórnie uzasadniał słuszność własnego losu i stylu życia. Oczywiście natchniony niepokojem rodziny, uproszony obawami, oraz swoim własnym poczuciem odpowiedzialności za losy znajomych [a niekiedy, megalomańsko, nawet okolicy] starłem się znajomemu przekazać sugestię, że być może jest tak, że postracjonalizacją jest chęć rzucenia wszystkiego w diabły i udanie się w siną dal. W coachingu nazywamy to eufemistycznie: badaniem ekologii i symetrycznym zadbaniem o wszelkie opcje. W tym przypadku dwie: zostać i wieść dotychczasowe, przewidywalne życie warszawiaka [dodam: dość dostanie]; czy też rzucić się w wir nieznanego i udać gdzie pieprz rośnie. Wiecie mniej więcej gdzie leży Supraśl? To tam, tylko jeszcze dalej na północy wschód. Gęstość zaludnienia: zero ludzi na kilometr kwadratowy. 

-Co będziesz tam robił? – spytałem.

-Żył, nareszcie żył – odpowiedział.

­-A z czego ty żył będziesz, a? – spytałem mimowolnie naśladując podlaski akcent. Dom wszak rodzinny mojej żony na granicy Mazowsza i Podlasia stoi, to i się akcentu osłuchałem.

­- A, żył będę skromnie. Metr ziemniaka na targu dostaniesz nawet za pięćdziesiąt złotych – odpowiedział spokojnie. – A nawet jak dam siedemdziesiąt, to też nie przepłacę – dodał konstruktywnie.

-A ile to metr ziemniaka?- spytałem czując jak moje policzki zsuwają mi się w ślad za szczęką, ku dołowi.

-Metr ziemniaka to sto kilo, czyli dwa worki – odpowiedział i wszedł na stopień pekaesu, czyli Polskiego busa. I tyle go widziałem.

-To twoja wina – usłyszałem godzinę później oskarżycielski głos w słuchawce. – Wróci. Za tydzień, najdalej dwa, wróci, ale nie będzie miał już, do czego. Teraz jest prawosławne Boże Narodzenie, naje się, zabawi, zaczeka do ichniego Nowego Roku i wróci, ale nie będzie miał, do czego – powtórzył głos. –  Złożył wypowiedzenie, sprzedał samochód, sprzedał meble, komputery, wszystko. Wszystko stracił. Naczytał się, naopowiadałeś mu i jak dziecko uwierzył w te bzdury. Trudno, jak wróci, to najwyżej zamieszka u ciebie, bo ja na pewno go nie przyjmę z powrotem, nie licz na to.

No i łyknąłem poczucie winy.  A w Supraślu minus 4.

 

 

W Supraślu minus 4
Oceń artykuł

Udostępnij:
Maciej Bennewicz

Maciej Bennewicz

Dyrektor Instytutu Kognitywistyki, wykładowca mentoringu i coachingu, pisarz, socjolog, coach, terapeuta, superwizor.

29 komentarzy

  1. mysle ,ze sprowokowani zostalismy do ocen przez Macka-i sadzac po ilosci komentarzy do poprzednbiego tematu-a w porownaniu do obecnego-skutecznie;))))))))))

    ,a nic poza tym ,ze „dziwny” ten znajomy,to o nim nie wiemy….ani czym sie kierowal,ani co dla niego wazne…..same powierzchowne informacje……….a poza tym……czy to dobrze czy to zle ,czy to bylo slusznie czy nie…..fakt wyjazdu faktem,wiadc taka chlop mial potzrebe ,a oceny beda sie zmieniac……jeszce nie raz;)))))))))))))))))))
    zakladam ,ae jak mial rozsadek do tej pory-to nadal bedzie go mial;))))))))))i pewnie tez osobiscie wazne powody ,ze tak a nie inaczej zrobil/o ile w ogole nie jest literacka postacia….he he he/ nawet jesli wroci,to bogatszy o doswiaczenie,ktore widac ,na dzien dzisiejszy jest dla niego wazne…..;))))))))))))))))))0

  2. Czasem też dobrze tej odwagi nie ruszać. Zostawić, na chwilę kiedy będzie najbardziej przydatna :) No i co nią jest? Dla jednego brawurą jest taki Supraśl, dla innego zaledwie próbą ogniową. Świetne jest narzędzie samej wyobraźni, które przenosi i kształtuje, dopowiada i precyzuje, odpręża i pozwala zrewidować czego się chce, a czego można w danych okolicznościach dokonać. Oceniać i podsumowywać powinien jednak sam człowiek, na tak zwane stare lata, jeśli chce, a nie osoby dywagujące o tym czy ktoś dobrze zrobił, że skoczył ze spadochronem albo wyjechał w podróż dookoła świata. Coś takiego jest w nas, że lubimy dyskutować, szokować się, puszczać ploteczki i otwierać oczy ze zdziwienia. Łapać kogoś na czymś, na czym sami nie chcemy za żadne skarby świata być złapani. Stąd pewnie memy? ;)

  3. Hmmm, a może odwagę ma każdy, ale nie każdy z niej korzysta i ją trzyma na ławce rezerwowych? ;-)
    Pozdrawiam zielono znad michy surówki kolorowej ;-)

  4. Bardzo lubię Luisę Hay. Mi bardzo pomogła i pomaga. Natomiast pana przyjacieł ma odwagę niebywałą. rzucić wszystko. rozpocząć nowy rozdział życia. przestać szamotać się z rzeczywistością. Być może poczuje się wolnym człowiekiem. Sama czasem myślę o tym samym. Inne zajęcie. Inne otoczenie. No ale cóż nie każdy ma taką odwagę, Ja jej nie mam.

  5. Dużo smutniejsze jest gdy ktoś nie potrafi rzucić czy zmienić życia dysfunkcjonalnego dla niego. Gdy się męczy i nic z tego męczenia nie ma. Choćby kwestia Radomia. Naśmiewanie się przez niektórych, w sposób uwłaczający z tego miasta, uważam jest niskich lotów. I zamiast słynnego filmiku polecam prawdziwszą wersję, tego jak tam może być: http://www.youtube.com/watch?v=OJWPiIb4DtI
    Życzę sił wszystkim, zwłaszcza tym, których siły są pacyfikowane przez to, co dla nich niekorzystne!

  6. Rzucił dotychczasowe życie, Depardieu rzucił samego siebie albo odgrywa pewną rolę komediową w realnym życiu – bez scenariusza, bez kamery za to dalej w świetle jupiterów. Nadal uważam, że cokolwiek by go nie zainspirowało, i tak by to wcześniej czy później zrobił. I jeden i drugi :) Louis Hay nigdzie nie napisała: „A teraz podróżniku przez moją książkę, zapakuj plecak, swój światopogląd i nastawienie i ruszaj do Supraśla. Tylko tam się znajdziesz”. (Amerykanie nie wiedzą gdzie leży Warszawa, a co dopiero Supraśl ;)?) Maciej sprawdził ekologię, a przy okazji :) wyszło, że ta relacja jest jednak cieplejsza niż tylko znajomość. I ciekawe pytanie co w tej relacji takiego jest, że zatrzymuje na pytaniu o przyjaźń? ;)

  7. O sprzęgnięciu ciała z umysłem, zwanym tudzież psychosomatyką, słyszał chyba każdy, a jeżeli nie każdy to większość. Świadomie bądź nie, doświadczamy na co dzień. Pachnie tutaj trochę modnym „Prawem przyciągania”, aczkolwiek autorzy zapomnieli na ulotce „produktu” napisać, że nastawienie to jedno, chęci do wprowadzania zmian i praca nad sobą to drugie ;)

  8. Nawet jak wróci, to już do innego życia. Bo woda w Wiśle warszawskiej też płynie i być może rzucony w Warszawie —tym razem— „na głęboką wodę”, przestanie być dzieckiem dla partnerki . Radykalny test na męskość. Osobiście trzymam kciuki za znajomego.

  9. Maćku dobiję Cię! Jesteś winny!
    Jesteś winny tego, że Twoja książka leżała na półce w Empiku 4 lata temu. Jesteś winny temu żeś mnie skusił by ją kupić. Jesteś winny żem ją przeczytał. Jesteś winny tej wielkiej inspiracji. Jesteś winny skutecznemu budowaniu mojej świadomości. Jesteś winny temu, że powstała GC. W końcu jesteś winny żeśmy 28 listopada 2012 roku zrobili w Szczecinie kawał dobrej roboty. Wstydź się…

    W skrócie: takie jest życie!
    Ale co… tańczymy swój taniec :)

  10. :);)

  11. Jest „nasz dziwnych” więcej, to już całkiem tłoczno się robi ;-)
    A jeśli ten kto obok mnie był ostatnią osobą w moim życiu, to wykorzystałam ten czas najpiękniej jak potrafiłam. I choć jestem teraz sama, to moja towarzyszka hawajskich masaży nadal jest ze mną w sercu, a jej komóreczki ciała radośnie się rozluźniają. Przeżyłam ten czas świadomie.
    Tak, dzięki Bartku, kiedy spojrzeć na to tak jak napisałeś, można naprawdę pięknie żyć, tak zanurzonym w tym, co jest. A kiedy ktoś nas wkurzy, to myśl, że jest ost. osobą z jaką się widzę zmienia WSZYSTKO i miłość w sercu się pojawia ;-)

    A dziś dostałam życzenia urodzinowe, które się zbliżają i pięknie tu pasują, na karteczce są słowa Twaina:”Spraw, aby każdy dzień miał szansę stać się najpiękniejszym dniem Twojego życia”.
    Serdeczności! ;)

  12. Dziwny? To coś o mnie :) ???
    Wielu na jakimś etapie życia podejmuje takie decyzje jak „znajomy”. Porzuca coś co robił dotychczas, aby dokonać zmiany. Świadomie bądź nie. Po co? Przecież jest dobrze. Jest „constance”, linia prosta.
    Jak linia prosta może uwierać? Jak męczyć?

    Teraz jest inaczej. Wcale nie łatwiej, ba… trudniej, dalej. Tego potrzebowałem. Kilkumiesięcznej przerwy, aby narodzić się na nowo, odkryć Eckharta Tolla, odkryć medytację codzienności, odkryć czego potrzebuję i do czego zmierzam.

    Jestem samochodem, który prowadzę. Już nie muszę mieć włączonego radia w którym grane są wciąż te same utwory, już nie muszę nasłuchiwać CB, gdzie suszą „misiaki”.

    Najważniejsza jest chwila, która trwa -teraz i człowiek, który teraz stoi przy mnie. Bo to może być ostatni człowiek z którym rozmawiam…

    A teraz fajnie jest z Wami rozmawiać :):):) i tu być.

    Miłego

  13. „Rzucił wszystko w pieruny”… najwidoczniej nie odnajdywał się w swojej czasoprzestrzeni. Może wyruszył na poszukiwania innych ‚dziwnych’ ludzi z którymi poczułby się na miejscu, ‚jak w domu’. Bo choć gęstość zaludnienia była równa zero to już jeden ‚dziwny człowiek’ postanowił to zmienić, być może zjawi się ktoś inny równie ‚dziwny’. Macieju a co by było gdybyś nie udostępnił mu myśli drożnika? Wtedy to dopiero poczucie winy, że człowiek tkwi w miejscu nieszczęśliwy a mógłby inaczej… ;-) Wskazówki z CT przemawiają najbardziej te, co do których przekonania człowiek już w sobie ma gdzieś na dnie serca, są po prostu wydobywane na powierzchnie i pomagają podjąć trudne decyzje choć nie decydują przecież za człowieka. Swoją drogą, Supraśl powiadasz? Brzmi suprastycznie :)

  14. Ten człowiek dosłownie „rzucił wszystko w pierony”. Tak myślę sobie jeszcze, wiecie, o tym wcześniejszym przygotowaniu, jakie teoretycznie mógł poczynić. Ale nie, jednak wydaje mi się bardzo ciekawy. Człowiek, który nie wierzę, że nie wie, że może być odbierany jako dziwny. Że nie czuł się wcześniej inny. Piszcie i mówcie, co chcecie zostawił wszystko za sobą, cały świat, który go oceniał. Nie sądzę by nagle zaślepiła go jakaś, nawet najciekawsza dla niego psychologicznie, ideologia. A czy wróci zmarznięty? Czas pokaże. Musi się sam widocznie wypróbować w takich warunkach.

  15. Popatrzyłam jeszcze inaczej na tą historię:) To nie o tego faceta chodzi co sobie życie pozmieniał ale o tych co zostali w świecie komfortu:) Jak ucapieni tego co mają nie mogą na spokojnie przyjąć , że ktoś chce inaczej :) Dobre:) Szczególnie Pana rola Panie Macieju, prawdziwa albo podchwytliwa:) Pytania co będziesz tam robił, z czego żył, łykanie winy – jakby Pan chciał powiedzieć nie jestem cały czas coachem jestem też człowiekiem, który jest w relacji i czasem nie potrafię zachować dystansu . Rewelacja nawet jak nie trafiłam :)

  16. sa takie momenty w zyciu pacjenta,ze juz tylko lewatywa i urynoterapia i nawet lekarze nie zabraniaja czytania wywrotowej lektury i odwiedzania „szarlatanow”jak pisze Aniula….

    i o dziwo,bywa,ze pacjenty zyja…..dluzej niz statystyka przewiduje……nawet jesli nie dozywa wieku emerytalego,to czy o zaslugi dla ZUS w tym chodzi,czy o te zmiane wewnetrzna,o ktorej pisze ad? moze w krotkim czasie wymuszonym choroba nadrabiaja stracony czas dla wlasnej duszy?
    dla mnie osobiscie taka sytuacja jest wygrana,choc media /gdy to dotyczy osoby znanejn /zazwyczaj komentuja „po dlugiej i wyczerpujacej walce przegral z rakiem”.
    Wygral .
    Ale oczywisciej fajniej wygrac takze zdrowie i zycie;)))))))))))))))))))))))))))

  17. zoska napisala kilkanascie dni temu w komentarzu…ze na naszych drogach wszelkich najwazniejszym drogowskazem jest zdrowy rozsadek.ja tylko tyle do tego…

    rok temu,choc wcale nie tak samo ,slyszalam ten sam glos w sluchawce.

    i zyje,minal rok,na kartofle starczylo i czasu starczylo ,zeby przez pewne rzeczy przebrnac i na spokojnie pomyslec,i nad ekologia roznych drog sie zastanowic…i nadal sie zastanawiam,a jka juz cos wymysle,wciskam enter,bo nie samym mysleniem czlowiek zyje…..i jak dotad -ciesze sie z powrotu do zdrowia.
    a o „Pulapkach myslenia” interesujaco pisze noblista Daniel Kahneman;)))))))))
    wyjasnia ,ze mamy dwa systemy myslowe-szybki i wolny,do czego sluza i jakie konsekwencje tego ponosimy…Niedawno zaczelam,po kilku rozdzialach-polecam-przystepnie wyjasnia ,jka dziala nasz mozg,przutacza przyklady,cwiczenia,prosto tlumaczy badania naukowe.Dla mnie osobiscie -dobrez wyjasnia moje wlasne ,wczesniej dokonanae na sobie spostrzezenia;)))))

  18. Śmieszne, nie śmieszne. Skoro to zauważasz, znaczy że wzięłaś coś sobie z metafory :).
    Smacznego!

  19. Decyzja jest radykalna.
    I nie dba o ekologię.
    Nie mnie oceniać, bo sama w życiu podejmowałam decyzje radykalne.
    Ale ze względu na ekologię, może warto by inaczej ugryźć te sprawę. Przygotować grunt pod nogami, zamiast planować życie z workiem ziemniaków.
    Louise Hay jest świetna i też mam do niej dużo szacunku. Ale to nie znaczy, wszystko brać na słowo. Trzeba by najpierw wypróbować to co działa, a to co nie działa odrzucić.
    Najśmieszniejsze jest to, ze sama działam zwykle jak ten pana znajomy, a w komentarzu jestem jedyna osobą, która ma wątpliwości czy tędy droga. Śmieszne. Sama podważam własny styl działania.
    A jednak – dbanie o ekologię ma sens.

  20. Ciekawa historia. Człowiek zdezerterował od starego, nieodpowiadającego mu jakoś do tej pory życia do jakiegoś, które niesie dla niego osobiście sporą nadzieję. Piękne. A przecież tyle niewiadomych, niepewności, nieprzygotowanego gruntu, chybotliwego wsparcia ze strony niedowierzających bliskich. Fascynujący człowiek! Życzę mu jak największej siły w 2013. Bez względu na to gdzie i jak potoczy się jego los.
    Zgłębiam ostatnio (pewnie i przez Gerarda Depardieu) temat zmiany obywatelstwa, kategorii zdrady ojczyzny. Przede wszystkim powodów dla których ktoś idzie i zdradza ojczyznę. On po prostu jest święcie przeświadczony, że wydźwignie naród sam z zapaści, z wojny, z zaboru. Nasza pięta achillesowa: Szczęsny Potocki dla przykładu. Jego ciekawa historia życia i własna wiara w to, że jest zbawcą ojczyzny i to właśnie on, a nie nikt inny wykupi swoimi dobrami wolność i zmieni ustrój na lepszy. Czy można zmienić de facto swoje obywatelstwo? Nie chodzi o prawo i jego przepisy. Ale jeśli ktoś jadł ślimaki całe życie, pił dobre wino w pięknych ciepłych krainach Francji i mówi od maleńkości po francusku, jest do tego dobrym aktorem komediowym i głównie komediowym na serio dokoptowuje do Rosji? Nie mówcie o pieniądzach. nie w tym rzecz…

  21. PS Panie Macieju, proszę czem prędzej wypluć to poczucie czegoś tam, bo niestrawności będą okrutne! A jak już się wypluje to zapić, no zapić ile się da, ta mocna herbata co to u Pana na filmiku tak opadała zgrabnie, może sobie poradzi! ;-) a jeśli to nie pomoże, wymyślę jakieś zioło z domowej apteczki ;)

  22. „-Co będziesz tam robił? – spytałem.
    -Żył, nareszcie żył – odpowiedział. ”

    A jak się człowiek zajmuje zwykłym życiem, to i środki się znajdują na nie, ot, spływają takimi kanałami o jakich by się wcześniej nie pomyślało ;-) Nie daję certyfikatu na to, ale w moim przypadku tak się nareszcie dzieje. Jedyny warunek, że to, co naprawę mi gra, to jest melodia duszy i serca. Bo jeśli z umysłu… No to podziękuję, już tam byłam i mogę brać już udział w zapasach ;-))

  23. Prawda ad ;-)
    a kiedy już zmiana zajdzie w środku, zewnętrze też przechodzi metamorfozę (co nie zawsze podoba się „staremu” zewnętrzu ;-))
    Nie od razu nasionko stało się awokado, minął czas, spory i było gotowe. Każdy ma tyle czasu ile potrzebuje by dojrzeć, a potem zebrać owoce swych rolniczych procesów ;)
    A jeszcze wszystko zależy jakie nasionko się zasiało, przecież ich cała masa. Czasem trzeba wiele roślin posadzić i dopiero wtedy, tym pięknym ogrodzie można się rozsiąść i być tak, jak się chce, bez lęków, które uklepują ziemię i złowrogo spoglądają na każde maleńkie nawet kiełki ;)

  24. Krócej:
    Prawdziwa zmiana może być tylko i wyłącznie we mnie.

    Być może.

  25. Hmm. Hmm. Zastanawiam się jak ten tekst czytać, przecież jest w kategorii „metafory” :).

    Ostatnio dochodzę do wniosku, że choć niektóre okoliczności sprzyjają lub nie sprzyjają poczuciu szczęścia to można być szczęśliwym właściwie (prawie?) wszędzie.

    I jeśli ktoś nie może być mnichem buddyjskim na 5th Avenue i koniecznie potrzebuje do tego tybetańskieg klasztoru to być może i tam mnichem nie zostanie.

    I jeszcze, że jeśli nie pogodzimy się na pewnym poziomie z aktualnym stanem to nie przejdziemy jasno i czysto do nowego, który jest dla nas lepszy. (patrz piękna historia Sylwii).

    I z mojego aktualnego podwórka: nawet jeśli się przeprowadzę w fajniejsze miejsce to cały bagaż i tak przejdzie ze mną. Inaczej: w nowe miejsce i tak wniosę swoje blaski i cienie.

  26. Świetna historia Panie Maćku :) Bardzo lubię pana czytać, zostawiam więc ślad, że byłam :) Pozdrawiam!

  27. Hmmm ja jeszcze nie dojrzałam do życia w ” kurnej chacie”:) Co do chorób to na pewno stres , napięcie, brak odpoczynku, wyluzowania osłabia nasz organizm, z drugiej strony jesteśmy organizmem biologicznym i niestety czasem jakieś dziadostwo się przyplącze i na nas pasożytuje i jakoś nie daję wiary, że wszystko tak umysłem można wytrzebić. Nie po to natura wymyśliła cała masę roślinek , które wspierają organizmy biologiczne. W każdym bądź razie zasięgam informacji ludzi kształconych i na tej podstawie podejmuję decyzje co dalej. Wiecie, książkę może napisać każdy a pomyłki w diagnozowaniu raka czy innego badziewia też się zdarzają. Trochę sceptycznym trzeba być. Z drugiej strony znajomy mógł sobie wynaleźć rewelacyjny pretekst aby pieprznąć wszystko , bo od zawsze mu to nie pasowało ale jak to się mówi nie miał wymówki. Kwestia czy jest bardziej dojrzały teraz po przeczytaniu Hay? Czy bardziej zapatrzony w siebie? Nie znam, nie wiem. Tak sobie wybrał to niech ponosi konsekwencje. Chce jeść metr ziemniaków to niech sobie je. Zarabiać jako drwal, niech sobie zarabia. I niczyja w tym wina. Nikt go nie ubezwłasnowolnił a jak wróci i ten ktoś dzwoniący z wyrzutami nie będzie go chciał przyjąć, to niech nie przyjmuje. Może to oskarżenie w kierunku Pana wynikało ze strachu o brak napływu gotówki, albo urażonej dumy albo itp. Pisze Pan o tym jak ważny jest proces zmiany i sama zmiana, czasem to tylko lekkie poprawienie azymutu a czasem jest to zwrot o 180 stopni. Niestety otoczenie danej osoby tą zmianę też odczuwa. Widzę po moim mężu jak musiał się przyzwyczaić, że mu żona ożyła i nakręciła się energetycznie. Nie zabraniam nikomu korzystać z niekonwencjonalnych metod leczenia ale trzeba mieć wyczucie do szarlatanerii i pamiętać, że nie każdy ma predyspozycje do leczenia raka lewatywą, tak jak nie każdy nadaje się na pisarza czy budowlańca. Mimo wszystko nawołuję do rozsądku, to co pomaga tobie może zaszkodzić innemu. Co do znajomego, jemu chyba wszystko jedno co Państwo sobie myślą:)

  28. Rachunek zysków i strat. I tak kazdy odpowiada za swoje wybory. A przyjaciele ostatecznie nie dadzą zginąc. Pozdrawiam całe towarzystwo.
    Ja jak mam doły to krzyczę. Bo jak się robi radykalne kroki to mozna się utopic. Pod Wa-wa sa miejsca spokojne. I szybciutko mozna wrocic do Wa-wy. Na wies najlepiej pojechac na miesiac. Oczyscic sie i wrocic.Mam znajomych i tak robią. Potem maja naładowane akumulatory .
    Pozdrowionka dla Wszystkich:) Dobrze, że jestescie. I przepraszam, ze czasami krzycze,płacze i smieje sie. Mój typ tak ma;) Pozdrawiam wszystkie moje skarby.

  29. powiem tyle : rozumiem tego znajomego, wydaje mi się być jakoś bliski :-) może wszystko stracił a może wszystko zyskał. może okaże się to być najważniejszą lekcją jego życia. i świetnie.
    Louise L. Hay i tym podobne pozycje połykałam w liceum – może życia mojego nie wywróciło do góry nogami ale oczy na wiele spraw mi otworzyło i na tamten czas pomogło a ziarno zostało zasiane.
    Już teraz cieszę się doskonałym zdrowiem :-)

Komentarze są wyłączone.