W Supraślu minus 8

Rzecz tkwi w postracjonalizacji. Post, czyli po fakcie. Racjonalizacja, czyli przypisanie do zaistniałego faktu racjonalnego uzasadnienia, którego wcześniej nie dostrzegaliśmy lub, którego wcześniej nie było.  I tak nam się przyda  – mówimy obracając w palcach kolejny bubel, który wpadł nam w oko i niestety nieoczekiwanie znalazł się w torbie z zakupami.  Taki pracownik sporo wniesie do naszej firmy – utwierdzamy się w przekonaniu, że zrekrutowanie stażysty bez doświadczenia było sensownym posunięciem. Po ślubie, zmieni się, dla mnie – przekonujemy siebie samych, o tym, że nasz związek daje nadzieje na przyszłość, a partner na zmianę.  Nie miałem innego wyjścia, musiałem się na to zgodzić – powiemy innym razem godząc się na jakieś drobne świństwo.   

Czy obstawanie przy starym wzorcu to postracjonalizacja? Czy też nowy wybór, emocje towarzyszące zauroczeniu,  zakochaniu, chwilowej fascynacji – postracjonalizujemy, uzasadniając entuzjastyczne ekscytacje? Czy trzymanie się starych, ale przecież racjonalnych etatów, firm, rozwiązań, relacji ma sens – ekonomiczny, finansowy i jest racjonalne, czyli umotywowane, rozsądne, dorzeczne? Czy też przeciwnie: to wzorzec, stereotyp, który dusi i zniewala?

A może w decyzjach o wyjeździe pod Supraśle, zmianie zawodu, podróży do Indii bez planu i środków, rozstaniu, budowie nowego związku zawarta jest nieodpowiedzialność, słomiany ogień, pochopność, którą potem tak łatwo i zgrabnie poddamy postracjonalizacji? Oczywiście w obu przypadkach dobrym rozwiązaniem jest przerzucenie odpowiedzialności i obwinienie innych. Wystarczy znaleźć tylko sprawcę, delikwenta, podejrzanego, którego obwini się za zaistniały stan rzeczy, zmianę lub jej brak i…jaka ulga.  Znam ludzi, którzy całe swoje życie skonstruowali na obwinianiu innych. Autoidealizacja to również, obok postracjonalizacji,  jeden z niezawodnych mechanizmów obronnych osobowości, podobnie jak zaprzeczanie. Jesteś bardzo zdenerwowany –  mówimy do bliskiej osoby, która podniosła głos. Ja? Ja nigdy nie jestem zdenerwowany, a już na pewno nie w tej chwili –  odpowiada krewniak i dalej krzyczy, tylko jeszcze głośniej.

Niestety z kwestiami tego rodzaju jest trochę tak, jak z socjologią, która daje najtrafniejsze interpretacje wydarzeń, które już zaistniały, ale nieustannie ma problem z przewidywaniem przyszłości. Trochę jak z psychologią, która chcąc, nie chcąc, jest młodszą siostrą filozofii, pieszczoszką swoich rodziców Biologa i Poetki, która uwielbia snuć opowieści, stawiać hipotezy, jest niesłychanie kreatywna, ale bardzo mało konkretna. Granice pomiędzy metafizyką, a nauką w badaniach dotyczących człowieka są tak plastyczne, tak umowne, że wręcz koniecznością stał się coachnig, który na całe szczęście nie ukrywa, że  po owocach ich poznacie.  Efekt, osiągnięty rezultat jest miarą prawdy. Miarą prawdy jest skuteczność, czyli odpowiedź na pytanie: czy w wyniku decyzji jakie podjąłeś; efektów, jakie uzyskałeś; przekonań, w które wierzysz  itd. czujesz się tak jak chciałeś się czuć?

Przykład pierwszy, znana anegdota z poczekalni u terapeuty: Chodzę rok na terapię analityczną i już wiem co mi przeszkadza – mówi pierwszy pacjent w poczekalni. Widzę, że jesteś na początku drogi. Ja chodzę dwa lata na terapię i już wiem, że to, co mi przeszkadza, jest przeszkodą we mnie – mówi drugi pacjent. A ja chodzę trzy lata i już wiem dlaczego, to co mi przeszkadza, przeszkadza właśnie mnie – mówi drugi. A ja chodzę siedem lat i już akceptuję, fakt, że są rzeczy we mnie, które mi przeszkadzają. Wtedy odzywa się milczący staruszek – Ja chodzę od piętnastu lat i już wiem, że bliski jest czas, kiedy cokolwiek, co mi przeszkadzało, nie będzie mieć żadnego znaczenia.  

Przykład drugi, z innej beczki: Fotoradary. Rzecz nie w karaniu, lecz w nieuchronności konsekwencji wyciągniętych z zabronionych czynów. Nieuchronność kary odstrasza, nie zaś jej wysokość. Wysokie mandaty są przeciwskuteczne. Wiemy o tym zjawisku od dziesięcioleci. Podobnie jak o tym, że rozprzestrzenianie negatywnych wzorców wzmacnia postawy negatywne. [Cialdini, Milgram, Zimbardo i inni] Innymi słowy: im częściej mówi się o jakiegoś rodzaju problemach, lub wykroczeniach, tym silniejsze zyskują przyzwolenie społeczne, jako zjawiska typowe, opatrzone, budzące zobojętnienie. Trzeba promować, postawy pozytywne, gdyż wtedy społeczeństwo modeluje się i warunkuje na zachowania altruistyczne i  prospołeczne. Między innymi z tego powodu w krajach skandynawskich, bardzo zagrożonych alkoholizmem od końca lat 70 XX wieku, jednym z elementów była edukacja, promowanie trzeźwości i ekologicznego życia, ale innym wycofanie alkoholu z normalnego obrotu, zdjęcie go z oczu. Nowe pokolenie miało urastać bez alkoholowych wzorców.

W obu przypadkach, terapii i fotoradarów,  postracjonalizacje dają całkiem sensowne uzasadnienia, które brzmią nieźle i nawet całkiem naukowo. Być może ukrywają uzależnienie od terapii lub terapeuty, albo poczucie bezradności; a w przypadku fotoradarów cynizm polityków, chęć sciągania dodatkowych podatków?

Zatem jak rozpoznać czy postracjonalizujemy wzorzec czy też pochopną zmianę? Oprócz oczywiście odczekania do chwili, gdy pojawią się skutki?  Jak odróżnić moment, w którym oszukujemy się w swoim chcę;  czy też w swoim  nie chcę? Jak odróżnić moment, w którym skuteczne byłoby zostać na miejscu, od momentu w którym warto wyruszyć w drogę? Sytuację, której warto dać szanse, od tej którą natychmiast warto zmienić?

Tym bardziej, że w Supraślu tej nocy ma być minus 8.

W Supraślu minus 8
Oceń artykuł

Udostępnij:
Maciej Bennewicz

Maciej Bennewicz

Dyrektor Instytutu Kognitywistyki, wykładowca mentoringu i coachingu, pisarz, socjolog, coach, terapeuta, superwizor.

23 komentarzy

  1. Przyjmując hipotetyczne założenie, że historia z poprzedniego wpisu jest prawdziwa, to … wygląda na to, że autor faktycznie „łyknął poczucie winy”… To jest o wiele ciekawsza dla mnie kwestia (dlaczego ktoś czuje się winnym za wybory innych, dlaczego niektórzy zupełnie nie mają tego typu odczuć, itp., itd.), niż sam fakt, co i dlaczego zrobił ten znajomy.

    Takich historii znam wiele, łącznie z taką, że człowiek, który dorobił się niezłego majątku w Stanach, po pewnym czasie, w kwiecie wieku, sprzedał wszystko, łącznie z firmą, kupił jacht i żył sobie na nim od czasu do czasu podróżując po świecie (ale niezbyt daleko). Nikogo nie pytał o radę, twierdził, że tego właśnie chce i to zrobił. Ostatnie wieści od rodziny są takie, że kasa mu się kończy i zastanawia się (praktycznie decyzję odjął na tak), czy wrócić „na stały ląd” i się ponownie ożenić. Ale to tylko taka dygresja…).

    P.S. Panie Macieju, dlaczego od pewnego czasu nie ma Pana artykułow w „Coachingu”?

  2. PS poznałam niedawno świetnych joginów. Założyli cudowne miejsce w Gdyni, poświęcili na to wszystkie oszczędności ciężko zarobione. Przez wiele lat byli na emigracji. Przyjechali z nadziejami, w miesiąc w 4 osoby wyremontowali ogromne powierzchnie i włożyli serca. To czuć. Kiedy zapytałam czy już im się „inwestycja” zwraca, powiedzieli, że nawet jeśli nigdy się nie zwróci, było warto, że pieniądze zawsze mogą od nowa zarobić, a tego, co przeżyli nikt im nie zabierze, no i zrealizowali marzenie, nawet jeśli „porwali się na księżyc” ;-)

  3. ad,
    prędzej czy później życie i tak przypłynie z odpowiednią łodzią do której wskoczysz, za którymś razem zapewne, jeśli nie teraz. Jedno mogę „poradzić” pamiętaj o oddechu ;-)
    Trzymam kciuki za dobrą decyzję,jakakolwiek by ona nie była, bo nie ma złych decyzji ;-)

  4. Dzo-ann,
    Nie dziwie sie Twemu wzburzeniu, poniewaz nie moge sie dziwic z uwagi ze nie wiem na co sie wzburzasz. Mowisz o homofobii, zydach, mesjaszach i fotoradarach w jednym tekscie ktorego w calosci nie ogarniam.
    Pozdrowienia!

  5. Agnieszko K,
    Dziekuje za pytanie coachingowe.
    W moim przypadku gorszy jest ten drugi aspekt (czyli wiele lat) niz zlotowki. A w koncu i tak wiele lat = wiele zlotowek wlozone wiec jak nie wypali to bedzie problem.
    Pozdrawiam!

  6. Ach a kwestii tkwienia w dobrym wzorcu – myślę, że konsekwencja jest ważna. Jest wartością. Do czegoś się zobligowałem, coś mnie rozwija, jest mi potrzebne; nie jestem chorągiewką, którą wiatr manewruje gdziekolwiek powieje.
    Co nie znaczy, że należy tak bać się radykalnych zmian, by ich nie podejmować. Czasem trzeba robić coś metodą prób i błędów i liczyć się z tym, że może nam nie wyjść. Jest to niefajne, zjeżdża poczucie własnej wartości, maleją środki na koncie i rośnie kredyt. Różne są sytuacje. Czasem jednak trzeba się przekonać, sprawdzić, podjąć ryzyko. Zobaczyć ilu przyjaciół wtedy przy nas zostanie i tylko tych tak nazywać…

  7. Nie dziwcie się mojemu wzburzeniu. Mam serdecznie dość. Zakłamania w mediach. Uważam, że wsparcie jest ważne, ale ludzie sobie sami szkodzą przybierając pozy społeczne, które nic pozytywnego nie wnoszą :(
    Tutaj o tak wielu mądrych rzeczach się mówi. Dlaczego tak wielu ludzi wciąż jest odpornych na wiedzę? Wolą tkwić w ciasnych zaściankach, niż wyjść sobie naprzeciw. Uszy mnie bolą od głupoty, której nie chcę już dłużej słuchać. Licho nie śpi.

  8. Spóźnione życzenia ode mnie też Agnieszko!
    Ludzie, którzy wybierają na serio homofobię, nienawiść do żydów, homoseksualizmu, miłość do kościoła i jednocześnie nienawiść do tych, co tego kościoła na ich podobieństwo nie kochają są straszno-śmieszni. Jak się człowiek buja po świecie z takimi antywartościami w efekcie, to nic dziwnego że ciągle na bani, nawet za kierownicą. Jak tu żyć? Przecież Żydzi sprzątnęli każdy pieniądz sprzed nosa (a Żydzi są wszędzie i dobrze poukrywani, od czasu II wojny Światowej, no przecież), geje zwani ulubionym słowem pedały przeszkadzają w spokoju jadać kolację – w końcu tłumione każde wypierane pragnienia seksualne i tak wracają bumerangiem. Mit zbawcy, mesjanizmu, „to ja jestem ten 44 i zaraz wam to udowodnię przemieniając się ze zwykłego kanapowca w piwem w ręku w prawdziwego siebie” – działa. Kobiety też czasami w swoich schematach i wzorcach nie są lepsze.
    Ciekawe, że wszyscy w narodzie są tacy słowiańscy że prawie aryjscy, tacy porządni i etyczni, kłócą się w ważnych sprawach i na ważne tematy… tylko jakoś nie widać, żeby było nam gdziekolwiek jakkolwiek lepiej?
    Jak człowiek się śmieje z kogoś o innej orientacji i murzyna, to co dopiero z radaru? Jakiegoś tam zbędnego czegoś. On ma siłę, on jest zbawcą i jego śmierć nie tknie.
    Strasznie można się zakałapućkać w swoje poglądy, powiem wam. Sobie niech szkodzą jak lubią, takie facie. Ale że innym?

  9. ;-)
    Wczoraj przybył mój prezent urodzinowy, więc wychodzi, że miałam je wczoraj ;-) A są w środę. Więc każdy dzień to dzień urodzin ;-)
    Wszystkim zatem wszystkiego pięknego w tej nasz dzień urodzin ;-) czyż nie rodzimy się każdego dnia od nowa? ;-)

  10. Agnieszka,

    Ja tam lubię czytać Twoje słowa, więc pisz, pisz i pisz… Czy słowa zmieniają? To zależy czy chcę je przyjąć i coś z nich wziąć. Mi one pomagają – dzięki !!!

    „To możli­wość spełnienia marzeń spra­wia, że życie jest tak fascynujące.” Paulo Coelho

    Każdego dnia spełniaj marzenia, małe i duże, odkrywaj życie co chwila na nowo.
    Wszystkiego dobrego z okazji urodzin :)

    Pozdrowienia
    Bartek

  11. Postracjonalizacje możemy ciągnąć w nieskończoność. Za chwilę powstaną postracjonalizacje na temat postracjonalizacji.

    Kruchość surowszego systemu karania kierowców polega na tym że jest doraźny. Jest jak tampon, który ma chwilę przytrzymać krwawiącą ranę. Bez szycia się nie obędzie. Gdzie długoletni program uświadamiania ludzi? Istota w planie. Przecież ludzie od dawna lubili to co zakazane. Więc i tym razem strumień działań strzela sobie w kolano. Polskie państwo to polska mentalność- krótkoterminowa.

  12. I tak sobie myślę, że piszę, piszę i piszę… coś chyba za dużo. Bo czy słowa coś zmieniają? We mnie teoria już niczego nie tyka, niczym nie porusza. Jedynie ludzkie historie to, co w nas każdego dnia w sercach, nie w głowach, to co w naturze to, co we mnie…Otrzymałam jakiś dar, czuję go, ale czy wykorzystuję ekologicznie? Odpowiada mi mrugający kursor, swoim cieniutkim, bijącym sercem, pojawia się i znika, linia, kreseczka, fragment większej całości…Postawiłam kropkę, ale on nadal jest. Poza kropką, poza słowami. Dalej snuje jakąś opowieść beze mnie.
    Mały kursor, a tyle mówi ;-)

  13. Ostatnio tak do mnie dotarło, że samo słowo „wybór” już wywoływać może pewne „napięcie”. a przecież w życiu nie chodzi o to by się napinać, tylko płynąć jako liść na wodzie, co napotka, to napotka ;-).
    Zmiana, czymżesz jest? Czyż nie samym życiem? Obudziłam się jakiś czas temu z marazmu i wielkie mi zmiany wprowadziłam… Po prostu one też zachodziły, tylko inaczej, w skrytości, przy mych zamkniętych oczach. A kiedy jaśnie hrabianka się ocknęła, zaczęła te zmiany widzieć, ot i cała różnica. [wiem, wiem, to „nie takie proste” ;-))]

    [tak sobie tylko bajam, bo to mi wychodzi całkiem dobrze, fajnie sobie teoretyzować, komentować, „radzić”, ale w życiu teorie każdy wdroży po swojemu i nie ważne jak, każda decyzja jest dobra – tak do tego podchodzę ja, Agnieszka Kawula, ktoś inny może ma inaczej. I fajnie. Każdy jeden z nas mówi o sobie, swoje historie plecie, patrzy przez swoje okulary ;-)]

  14. ad, a gdyby była to decyzja po prostu na wiele lat, bez aspektu złotówek? ;-)Może to coś „zmieni”, a może nie, ale tak mi się nasunęło, więc piszę ;-)

  15. Strefę komfortu mamy własną i większą niż strefę wpływu. Strefę własnego wpływu. Najpewniej w drastycznych warunkach, przy radykalnej zmianie poradzi sobie człowiek, który więcej takich sytuacji doświadczył sam na sobie w przeszłości.
    Wszystko może być pochopną zmianą – wystarczy, że zostanie tak zinterpretowane. Jeśli przez coacha, tym trudniej człowiekowi, który taką zmianę podejmuje. A jeśli w dotychczasowej historii życia miał więcej niepowodzeń i porażek niż sukcesów i kroków milowych dla siebie, tym bardziej w sobie tego umocowania mieć nie będzie.
    Potrzebujemy wiary w nas innych bardziej niż niskiej ceny mieszkania czy opłacalnej ceny metra ziemniaka. Wtedy „chcę” jest pewniejsze, opiera się naciskom z zewnątrz, nie jest odbierane tylko jako „widzimisię”.
    Aronson pokazuje człowiek to istota społeczna na każdym kroku. Jego porażki za które jest odpowiedzialny nie są jednak do końca tylko jego porażkami. Może dopiero jeśli strefa wpływu ma znak równości ze strefą uwewnętrznionego wsparcia chcę jest równoznaczne z mogę i dokonuję.
    W poezji są różnorodne stany psychologiczne, ale czy psychologii brak konkretu? Ma swój język to prawda. Trzeba go umieć czytać, rozumieć. Socjologia jest dla niej mocną podbudową, ale nie zastąpi skomplikowanych opisów świata wewnętrznego np. procesów poznawczych (choćby raportowania czasu reakcji). Biologia też ważna, ale różni się od psychofizjologii znacząco. Rozumiem Twój punkt widzenia, ale mocno bym tu Macieju polemizowała z Tobą.

  16. Koleżanka rok temu, za namową swojego ówczesnego chłopa, zakupiła mieszkanie na kredyt….. i obecnie w nim nie mieszka, bo kompletnie nie czuje bluesa. Podobno były przedstawił jej bardzo racjonalne powody zakupu, no a dzisiaj sama spłaca , nie mieszka i kompletnie nie wie po co to kupiła. Jeszcze w obecnej chwili przy sprzedaży dużo traci, co gorsza kupców też chętnych nie ma…… U mnie działa przeczucie ale nie umiem powiedzieć jak je u siebie włączyć. Nie chodziłam na żadne kursy, ale w obecnej chwili wiem które odczucie mówi nie a które tak, po prostu . Czasem oczywiście jak się nie skupię dobrze to tworzy się zamieszanie i błąd się trafia, ale rzadko:)

  17. Właśnie. Co wybrać? Podjąc decyzję i iść dalej, zmienić to, co jest?. czy tkwić w obecnym stanie rzeczy? Zmiana obiecuje rozwój , spełnianie marzeń, wspaniałe samopoczucie. Sukces . Może też przynieść stratę ….

  18. To są właśnie moje pytania na teraz. Podejmuję właśnie decyzję na wiele lat i wiele złotówek.
    I nie wiem!!!!!?!?! Na razie odrzuciłem(liśmy) wersję light (ze strachu przed decyzją? rozważając racjonalnie za i przeciw? a może to postracjonalizacja?). Teraz myślę (limy) o pójściu szerzej w stronę marzenia (mrzonki?).
    Dzięki Agnieszko za Twoje sposoby – wypróbuję. Ja właśnie najlepiej czuję już po, a wtedy to trochę późno.
    Temat na czasie i stan konfuzji. Będzie wpis pt. „Supraśl -12 ?”

  19. PS a jeśli rzecz jasna czuję zbyt dużo napięcia w ciele (zwłaszcza w brzuchu) w sytuacji „po”, ale w wyobraźni ;) jeśli zapominam oddychać, jeśli pojawia się tylko więcej pytań, wiem, czuję, że tym razem to nie dla mnie ;-) Może nie na ten moment, może na całe życie.

  20. Ostatnie pytania… nie potrafię dokładnie odpowiedzieć na nie. U mnie działa to, że czuję w środku, nie w głowie…jeśli to wypływa z potrzeby duszy, serca to kiedy zamykam oczy i widzę, że decyzja już się dzieje, czuję spokój, obserwuję moje ciało jak się czuje z decyzją. I choć jest ona cholernie trudna do podjęcia (a była, oj była…) to po zamknięciu oczu, w sytuacji „po” jest wielka przestrzeń, cisza. Taką mam czujkę w środku. Czasem ta czujka jest zagłuszona przez lęk, więc wtedy upraszam się o większą spokojność i bezpanikowość ;-) Więcej dystansu do samej siebie. I choć nie przypuszczałam w mojej wspaniałej wyobraźni, że konsekwencje decyzji w trakcie się jej dziania będą takie trudne i będą trwały tak długo, to nawet mając tę wiedzę wcześniej, zrobiłabym tak samo… Już nie umiem siebie oszukiwać i zwodzić, choć dobra byłam w te klocki ;-)
    I hawajska zasada huny pono: skuteczność jest miarą prawdy, działa, czyli:
    „czy w wyniku decyzji jakie podjąłeś; efektów, jakie uzyskałeś; przekonań, w które wierzysz itd. czujesz się tak jak chciałeś się czuć?”
    TAK

  21. Jeśli człowiek jest jakby sumą swoich wyborów a niezależnie od sposobu myślenia zwykł wybierać to co dla niego najlepsze w danej chwili, to nie ma zmartwienia… jak się nie powiedzie, znowu przyjdzie dzień gdy stanie przed wyborem: co dalej? Machina życia. Nieprzewidywalność przyszłych wydarzeń daje dreszczyk emocji i napędza motorek, przynajmniej u niektórych :)

  22. Zawsze są dwie strony medalu. „Jak odróżnić moment, w którym skuteczne byłoby zostać na miejscu, od momentu w którym warto wyruszyć w drogę? Sytuację, której warto dać szanse, od tej którą natychmiast warto zmienić?”

Komentarze są wyłączone.