Warszawa_Kraków

1. Krakowska premiera Rozmów z Karolcią, czyli coachingu przy herbacie za nami. Piękne, gościnne miejsce, choć to dawne koszary. Sporo ludzi. Julka odgrywająca Karolcię znakomita – pod koniec rządziła. Świetne, entuzjastyczne rozmowy.  Dzięki za to spotkanie!

2.Kraków dla Warszawiaka to szczególne miejsce, choćby dlatego, że każe Warszawiakowi zastanawiać się nad swoją warszawskością. Kraków w odróżnieniu od Warszawy jest przede wszystkim miastem, gdy tymczasem Warszawa raczej zatłoczoną i niedokończoną obwodnicą, która biegnie przez środek aglomeracji. Wokół niej usadowiły się sypialnie: biedniejsze Bródna, Tarchominy i Skarbki z Gór oraz bogate, celebryckie Konstanciny, Komorowy i Podkowy. Nie tak dawno czytałem dość ryzykowny, choć ciekawie, reportażowo napisany artykuł o słoikach. Dawniej mówiło się na nas spadochroniarze,  czyli ci napływowi w Warszawie, ci obcy, ze wsi, gorsi od rodowitych, tych przedwojennych mieszkańców stolicy. Słoiki to młodsze pokolenie z okolic Łukowa i Łomży, Radomia i Płocka, Ostrołęki i Przasnysza, Puław i  Skierniewic. Ściągnęli do stolicy na studia lub w poszukiwaniu pracy. Wynajmują mieszkania lub już stać ich, przy niemałym wysiłku, na kredyty i spłatę swoich pierwszych mieszkań. Z domu, po weekendzie przywożą wałówkę, domowe przetwory – stąd słoiki. Ja też jestem przyjezdny. Pochodzę z Bydgoszczy, w której dość przypadkowo spotkali się i zamieszkali moi rodzice prawie 70 lat temu. Mama pochodziła z Pomorza a ojciec z Łodzi. Przez wiele lat nawet nie miałem warszawskiego meldunku, gdyż za komuny to było marzenie ściętej głowy. W mojej firmie, też wszyscy spadochroniarze  niektórzy z bliższych okolic, inni z odległych jak Lublin, Tuchola czy Nowe Miasto Lubawskie.

3. W 1939 roku, u progu wojny Warszawa liczyła 1 milion 350 tyś mieszkańców. W czasie wojny, do wybuchu powstania, według polskich i niemieckich danych szacunkowych zginęło ponad 700 tysięcy Warszawian. W czasie Powstania Warszawskiego około 16 tysięcy powstańców i ponad 150 tysięcy mieszkańców cywilnych. Około 1941 roku 460 tysięcy mieszkańców liczyło getto warszawskie i prawie nikt z tych osób nie przeżył. Łącznie w czasie wojny zginęła prawie cała, przedwojenna populacja Warszawy. Wymarły całe dzielnice, całe narody, jak naród Żydowski. Zniknęło większa część ulic i budynków. Po wojnie, do zrujnowanego miasta powróciło według, dość niepewnych danych władz komunistycznych, od kliku do kilkunastu tysięcy mieszkańców. Oprócz tego ideą władz komunistycznych było popieranie imigracji do miast proletariuszy i ludności wiejskiej. Proletariuszy brakowało, więc do stolicy ciągnęli przede wszystkim synowie i córki małorolnych chłopów z biednych, rolniczych terenów. Przez pierwsze dekady komunizmu [i tak jest do dziś], Warszawa była Mekką władzy, zatem osiedlali się tu rozliczni urzędnicy, członkowie partii, wojskowi, milicjanci i policjanci, poplecznicy, poszukiwacze koniunktury i zysku, lobbyści i kapitaliści. Stolica to również Mekka studentów. Populacja licząca ponad 270 tysięcy!

4.Warszawa to wielki dworzec przesiadkowy i przeładunkowy, ogromny hipermarket, gigantyczna hurtowania, rozległe terytorium, po którym podróżuje się tak sprawnie i tak szybko, jak w innych miejscach po całym powiecie, a nierzadko województwie. Miasto bez wyraźnego centrum z kilkoma ośrodkami wokół, których toczą się sprawy mieszkańców. Blokowiska oklejane przez ekskluzywne plomby i wielkoformatowe reklamy. W Warszawie jeszcze jedno jest charakterystyczne, tu zawsze wieje, duje na przestrzał, wiatr hula, gdyż topografia ulic, zaprojektowanych przez stalinowskich mistrzów architektury stworzyła tunele aerodynamiczne, w których bez problemów można testować prądy, strugi i ciągi powietrza.

5. Zatem nikt nie zadaje tu pytania o warszawskie pochodzenie. Takie pytanie jest w pewien sposób niedyplomatyczne, a nawet nieeleganckie, gdyż niemal wszyscy jesteśmy tu ze wsi, nieprawowierni, trochę przyszywani, czujemy się nieswojo i obco, choć większość nie daje tego po sobie poznać. W dodatku tematem tabu jest cmentarz, na którym żyjemy. Nikt od lat od tym nie mówi ale wszyscy o tym wiedzą. Muranów i Wola, Stare Miasto i Powiśle, ogromne obszary getta od Pałacu Kultury po Stawki i Freta – to  obszary zrównane z ziemią, miejsca mordów i tysiące powstańczych grobów, których po wojnie nie ekshumowano. To gigantyczne pole walki, a zatem pole śmierci.

6.Mój znajomy, ktoś w rodzaju szamana i maga energetycznego, twierdzi, że tę energię bardzo wyraźnie odczuwa na każdym kroku, co więcej bywa w Warszawie, tylko, gdy musi. Twierdzi również, że sporo naszych nieszczęść nękających Polskę współczesną, wynika z wpływu tej negatywnej, bolesnej energii na rządzących, mieszkających i pracujących tu ludzi, a co gorsza na ich decyzje. Wszak stolica to ośrodek decyzyjny, centrum władzy wszelkiej. Mój hiperracjonalny umysł rzecz jasna nie podziela jego przesądów, ani nie wierzy w tego rodzaju uzasadnienia, czary, mistycyzmy, miazmaty. Słucham swego zaprzyjaźnionego maga z tym ohydnym uśmieszkiem racjonalisty, co gorsza zadaję złośliwe pytania, wtrącam dwuznaczne uwagi, on jednak cierpliwe tłumaczy, spokojnie ignoruje, wyjaśnia. I czym prędzej wyjeżdża…do Krakowa, gdzie jego zdaniem energia jest dobra, a nawet znakomita. Dowód? Okropne nawałnice ostatnich dekad i stuleci omijają to miasto jak żadne inne. Też mi dowód, kpię z niego otwarcie utrzymując nieznośny ton wyższości.

7. Kilka dni spędzam w Krakowie, do którego wracam regularnie. Zatrzymuję się już tradycyjnie na Podgórzu, które ciągle pamięta, że nie było Krakowem, a nawet nie chciało nim być. Z mojej, warszawskiej perspektywy wszędzie tu blisko. Ulice i domy wyglądają jak miasto. Nieco tu podobnie do Bydgoszczy, którą pamiętam z dzieciństwa. Nowoczesność urbanistyczna wkrada się tu nieśmiało, z większym szacunkiem dla świata, który jest tutaj od stuleci. Smog spowija dachy i poranne powietrze. Kraków grzeje się węglem jakby ignorował interesy Gazpromu. Najbardziej zaskakujące są sklepy. Po prostu są. Usługi szewskie i małe księgarnie, sklepiki z farbami i usługi hydrauliczne, małe bary i gospodarstwo domowe, sklepy papiernicze i dodatki fryzjerskie, usługi ksero i warzywniaki, piekarnie i herbaciarnie, są nawet pasmanterie!

8.Kompletnie powala mnie biblioteka pełna ludzi. Tu czytają książki! Więc wszyscy,  którzy w Polsce czytają, te klika procent populacji, znalazło się w Wojewódzkiej Bibliotece Publicznej w Krakowie, jednego dnia i o jednej porze, tłumy jak na dworcu? Niesamowite! Przecież w Olsztynie i Garwolinie, Białymstoku i Opolu, Jaworznie i w Koninie, Ostródzie i Potulicach też czytają. Ktoś chyba fałszuje statystyki.

Warszawa_Kraków
Oceń artykuł

Udostępnij:
Maciej Bennewicz

Maciej Bennewicz

Dyrektor Instytutu Kognitywistyki, wykładowca mentoringu i coachingu, pisarz, socjolog, coach, terapeuta, superwizor.

9 komentarzy

  1. Niestety, los zatrzymał mnie poza Rajską. Warszawa–bolesna, to się czuje, już na dworcu to czuć. Kraków—wieczny uzdrowiciel.

  2. Ja jestem krakowianką i….. bardzo lubię Warszawę:) Ot, takie moje małe „dziwactwo” wg wielu :)
    Pozdrawiam
    Zuzia

  3. A ja lubię Wawkę, choć w niej nie mieszkam to często bywam u braci :-) Szczególnie tereny wokół pałacu prezydenckiego.
    A czyta mnóstwo osób. Statystyki ze swej natury okrutnie kłamią. Są jak przybliżenia. Tak jak „normalność” jest oparta na statystyce – średnej dla wszystkich ludzi.

    W Krakowie jest coś… magicznego. Jakaś taka atmosfera, aura. Nie do końca potrafię to opisać. Chyba wolę obserwować.

  4. Każde miasto ma inną energię. Nie chodzi o racjonalizm lub jego brak.
    Dla mnie 2 lata spędzone w Warszawie to były 2 lata wyjęte z życiorysu.
    Za to cztery lata spędzone w Dublinie i okolicach doładowały mnie energetycznie..
    Powrót do Łodzi z nad morza irlandzkiego to znów ostry obsów energetyczny.

    Kraków jest w porządku, chociaż w upale i w smogu też ciężko.
    Zdecydowanie energetycznie to najbardziej w Irlandii.
    Irlandczycy też mają o wiele więcej energii (inna rzecz, ze trwonią ją na imprezy).
    Za to spotkania autorskie zawsze tworzą dobrą energię. Aż chce się zapytać to kiedy Karolcia zawita do Łodzi?

  5. Fajny artykuł. Uwielbiam Kraków – bywam często :)
    Warszawę kojarzę niezmiennie głównie jako dworzec kolejowy o szóstej rano, podczas gdy moje sprawy rozpoczną się o ósmej. Ehhh…..bywa :)

  6. We Wrocławiu jest Ostrów Tumski, lubię tam chodzić :) A prawda jest taka, póki stolica nie wróci do Krakowa to będzie jak jest .

  7. Miła i pobudzająca do przemyśleń atmosfera spotkania. Karolcia, z kotkiem na koszulce, ładnie intonowała i ze swadą prowadziła swoją bohaterkę. Autor czarujący erudycją i dowcipem. Gdzieniegdzie mamy z dziećmi, czujnymi jak ważki, a w przerwie rozbieganymi i poznającymi się nawzajem. Panie zadały szyku, elegancko ubrane w żakiety, czarne spódniczki. Dla mnie między pracą a pracą posłuchać na żywo ciekawych, pobudzających do gimnastyki neuronów treści było czymś kapitalnym bez dwóch zdań. Aż się chciało rozciągnąć czas, oszukać go, zatrzymać troszkę, a tu zawczasu trzeba było biec do pracy.
    W bibliotece na Rajskiej często bywam. Przy okazji spotkań autorskich też – to takie niepowtarzalne chwile, z dala od szumu mediów. Dziękuję za wczorajsze!

  8. Fajnie Maćku, że zawitałeś do nas z Kraolcią. Tak „czymać”! ;))

  9. Gratulacje ! Dla Julki również:-) , to chyba takze jej premiera? Czy będą jakies zdjęcia lub nagranie ze spotkania? Kiedy ” Rozmowy z Karolcia” będą w sprzedaży?

    Pochodze ze Slaska ( ojciec jako jedyny ze swojej wsi kieleckiej przyjechal na Slask ” za chlebem” i dzięki temu mogl pomagać w utrzymaniu swojej matki i 3 siostr) Mama z tradycyjne slaskiej rodziny powstancow, dziadkowie byli uczestnikami wszystkich powstan slaskich) ja do liceum – mieszkanka Gliwic, zawsze na ” wagary” czyli kiedy miałam już dość wszystkiego jezdzilam do Krakowa na caly dzien.To co zapamietalam z mojego domu ( rodzice już dawno nie zyja) to książki i zwłaszcza ojca czytającego po nocach i w polskim i w rosyjskim jezyku .Wielkim swietm była dla mnie pierwsza wizyta w bibliotece publicznej – to trochę jak nabozenstwo kiedy mama zapisala nas do bibloteki i odtąd nasz dostep do książek był nieograniczony!
    Studia w Warszawie – za pierwsze stypendium – dziela Londona w polciennej oprawie , pozolklego koloru kupione w antykwariacie :-)
    Po studiach czasowo Konstancin i ..Krakow . Tak – Krakow nie narzeka ilość pelnych księgarni i czytelni. I uwielbiam widok z okna na ulicy Zamkowej. Wisla, Wawel i w oddali zarys wiezy Mariackiej.Tutaj uliczne odgłosy topia się w Wisle i docierają jakby z oddali. Krakow jak wiemy nie został zniszczony w czasie wojny bo Niemcy nie zdazyli go wysadzic. Niektorzy twierdza , ze to energia plyty Gerona na Wawelu. Ja sama miałam w Warszawie znajoma bioenergoterapeutke która w chwilach wyczerpania jechala na caly dzień na Wawel – stala pod plyta Gerona i wracala do stolicy. Dzisiaj już jest to niemożliwe ( stanie pod plyta Gerona) ale energia jest :-) tak mowia i szamani i fizycy. Zbadana, niewyjasniona chroni miasto i jego mieszkancow.
    Ale czytac książki można wszędzie , ja uwielbiam te w tradycyjnej postaci , które można dotknąć, powachac poczuc ;-) i wrocic do nich ponownie.Audio – słucham tylko żeby nie tracic czasu w podróżach samochodem lub kupuje ( jak Coaching TAO który daje jako prezenty w kompletach -plyte i ksiazke) moim zagranicznym znajomym żeby posluchac a potem przeczytać ksiazke ( sprawdziłam zrozumienie znacznie lepsze)
    Tak wiec mimo milosci do Krakowa – czytanie książek to nie tylko Krakow, nie tylko Polska i niech już tak zostanie …

Komentarze są wyłączone.