Wata

Karolcia tuż przed zaśnięciem w piżamce w krokodylki spytała mnie:
– Wujciu, czy ci wszyscy ludzie, którzy zginęli w katastrofie pójdą do nieba? – Cały dzień bardzo przeżywała zderzenie pociągów. Dorośli wciąż komentują wydarzenia i nowe fakty, snują hipotezy, dyskutują, wypowiadają interpretacje, to wcale nie ułatwiała Karolci ułożenia sobie przerażających emocji. Narysowała nawet dwa pociągi. Ten przemyski wznosi się do nieba żeby ominąć nadjeżdżający  z przeciwka warszawski. Zainterweniowałem, jak to ja – z pozoru łagodny i spokojny, ale jak mnie coś poirytuje, to nie ma przeproś.

 
-Cisza, zakazuję rozmów na temat katastrofy! Żałoba narodowa! Gęby na kłódkę. – Jak to w weekend, dom pełen ludzi. Ktoś miał zamiar protestować, ktoś inny wyrazić zdziwienie moim wybuchem, więc zostałem zmuszony do wygłoszenia komunikatu tak zwanym otwartym tekstem: – Dość tego ekscytowania się, jak byście byli reporterami w telewizji. Ślepi jesteście? Karolcia to przeżywa! Gęby na kłódkę!

-Mam nadzieję Karolciu – odpowiedziałem dwie godziny później siadając na brzegu łóżka – że pójdą do nieba, że wszyscy ludzie idą do jakiegoś nieba po śmierci.
-Do jakiegoś nieba? – zdziwiła się Karolcia – to nie ma jednego nieba z Jezuskiem? – spojrzała na mnie tym swoim świdrującym wzrokiem, gotowa do dyskusji. Ani cienia snu, ani kropli Morfeusza. Podparta na łokciu, gotowa do podchwytliwych pytań. Na koniec dnia Karolcia w świetnej, filozoficznej formie.
– Ludzie na całym świecie wierzą w różne nieba. Także wśród tych, którzy zginęli byli obcokrajowcy i pewnie wierzyli w różne światy po śmierci, w różnych bogów, w różne nieba. I sądzę Karolciu, że wszyscy już dotarli na miejsce, każdy do swojego nieba.
– Wujciu, a pani katechetka mówiła, że… – Karolcia zrobiła tę swoją minę podstępnej myślicielki.
– Myszko, proszę cię nie zaczynaj. Już raz ustaliliśmy, że każda pliszka swój ogonek chwali, co oznacza, że?
że każdy zwolennik jakiegoś poglądu lub przekonania będzie tego poglądu bronił nawet wbrew – Karolcia na chwilę zacięła się recytując formułę, którą zapisała w swoim notatniku coacha fioletowym flamastrem z brokatem, a potem wykuła na blachę – oczywistym faktom – dokończyła.
– Z jakiego powodu? – spytałem
Gdyż myli własne myśli i emocje z rzeczywistością.
– Co to znaczy moja młodociana adeptko coachingu, kiedy dyskutujemy o niebie? –  Na twarzy Karolci  zawitał uśmiech.
– To znaczy, że… nie wiadomo jak to jest.
-więc?
-więc nie ma co gadać – Karolcia przełknęła ślinę i po chwili dokonała jeszcze jednego odkrycia – To dlatego wujcio tak na wszystkich nawrzeszczał! Żeby sobie jeszcze gorszej waty w głowach nie robili. I mnie – dodała z satysfakcją.

Wata
Oceń artykuł

Udostępnij:
Maciej Bennewicz

Maciej Bennewicz

Dyrektor Instytutu Kognitywistyki, wykładowca mentoringu i coachingu, pisarz, socjolog, coach, terapeuta, superwizor.

6 komentarzy

  1. Pamiętajmy, że jednak znacznie więcej ludzi się uratowało niż zginęło. I myślmy o tych uratowanych a nie zabitych. Oczywiście mam świadomość, że dla bliskich ofiar to ogromna tragedia, z którą ciężko się pogodzić ale może wśród tych, którzy się uratowali znajdą się tacy, którzy dzięki temu zdarzeniu uświadomią sobie coś o sobie: jak chcą żyć i ile dobra chcą po sobie zostawić…

  2. Anna Maria, cieszę się,że Ci się podoba , i że tych modlitw trochę mamy :)

  3. Zosia, ładnie to napisałaś!!!

  4. Jestem ciekawa, ile wypasionych domów wybudowali sobie ci prezesi, którzy są odpowiedzialni za stan tego odcinka kolei i innych stanowiących zagrożenie. Nie można wyplenić pazerności i głupoty. Co za mechanizm sprawia, że na odpowiedzialne stanowiska dostają się kompletnie niekompetentni ludzie. Znam to z autopsji. Teraz już cisza.

  5. Milczenie jest złotem a mowa srebrem.
    Wszystko przemija…

  6. Nie, gadać nie ma co. Po prostu można się za nich pomodlić. Do każdego nieba prowadzą odpowiednie modlitwy. Karolcia na pewno zna niejedną.

Komentarze są wyłączone.