Wehikuł czasu

Wracam do Julio Cortazara jednego z moich ulubionych pisarzy z lat młodości.  W jednym ze swoich krótkich opowiadań Wstęp do przepisów na temat nakręcania zegarka w ostatnim zdaniu stwierdza: Nie dają ci zegarka, ty jesteś prezentem, ciebie ofiarowują zegarkowi na urodziny.

Wreszcie będę miał kilka chwil tylko dla siebie, zanim poprowadzę pod koniec lipca kurs artcoachingu. Cieszę się na tych kilka dni, gdyż zaproszenie sztuki do działaniu, rozwoju, zabawy, zmiany zawsze daje mi wiele radości. Myślę o czasie, o upływie minut. O ludziach, którzy swojego czasu nie potrafią wykorzystać. Nie myśli się o czasie, gdy w głowie tkwi złudzenie, że na wszystko jest czas. Wtedy nie trzeba szanować minut, własnego zdrowia, innych ludzi, otrzymanych darów od losu, szans, możliwości. Człowiek to zwierzę transowe. Z łatwością sam siebie  zaczarowuje  albo poddaje się  zaczarowaniu. Przeglądam książki, które zamierzam do czasu lipcowego kursu przeczytać. Wpada mi w ręce Michio Kaku: Weźmy kartkę papieru milimetrowego i na linii poziomej odłóżmy „odległość”, a na skali pionowej zaznaczmy „czas”. Jeśli leżymy w łóżku od godziny 8:00 do 12:00, nasza linia świata jest prostą linią pionową. Przebyliśmy cztery godziny w przyszłość, ale nie ruszyliśmy się z miejsca. Nawet spędzanie czasu w ulubiony sposób – niepodejmowanie żadnej czynności – tworzy linię świata. Jeśli kiedykolwiek ktoś będzie nas krytykował za lenistwo, możemy zgodnie z prawdą twierdzić, że według teorii względności Einsteina wytyczamy linię świata w czterowymiarowej czasoprzestrzeni).

Przekładam książki z jednej sterty na drugą. Książka musi trafić na swój czas, ja potrzebuję dotrzeć do książki, książka do mnie, ja dorosnąć do książki, książka spaść na moją głowę z półki. Książka to cudowny wynalazek, zatrzymuje myśli innych ludzi. Dookreśla nas jako gatunek. Przeglądam nowości, wracam do klasyków. Uśmiecham się do swoich myśli:  Jak mogłem tego zdania nie rozumieć, jaki cudem omijałem tamtą książkę, tego autora?

W innym miejscu Michio Kaku jakby powtarzając słowa -przestrogi Stephena Hawkinga pisze: Zgodnie z teorią ewolucji, jesteśmy inteligentnymi małpami, które dopiero niedawno zeszły z drzew, żyjącymi na trzeciej planecie przeciętnej gwiazdy w przeciętnym ramieniu spiralnym przeciętnej galaktyki w przeciętnej grupie galaktyk, w pobliżu supergromady galaktyk w Pannie. Jeśli teoria inflacji nie mija się z prawdą, to cały nasz widzialny Wszechświat jest jedynie nieskończenie małą bańką w o wiele większym kosmosie. Wydaje się zadziwiające, że nawet wtedy, biorąc pod uwagę niewielką rolę, jaką odgrywamy w olbrzymim Wszechświecie, nie wahamy się twierdzić, że odkryliśmy teorię wszystkiego.

Książki – te akurat, a nie inne, w tym akurat a nie w innym czasie. Książki i cytaty jak gwiazdy układają się w konstelacje. Zygmunt Bauman, Terry Pratchatt, Eliot Pattison, Manfred Lurker, Roberto Calasso – powieści obok esejów, proza obok socjologów. Przeglądam strony. Od stuleci, my ludzie próbujemy się dookreślić, dopowiedzieć, do opowiadać treść swojej natury, siebie samych w czasie. W księgarniach, w internecie mamy teraz tysiące książek. Kiedy studiowałem – marzeniem był jakiś Aronson lub Zimbardo, Erickson lub Yalom. Profesor Tadeusz Gadacz tak pisze: Pustka i zagubienie są nieusuwalną częścią kultury prawego kciuka. Do tego, co w tej kulturze stało się najważniejsze, nawet całej dłoni nie trzeba. Prawy kciuk wystarczy do wciskania klawiszy pilota i telefonu. Zapewne od początku ewolucji ludzie nie mieli tak sprawnych kciuków jak teraz. I również nigdy nie byli tak bezradni wobec własnego życia. Kiedy zaczynam rozmawiać ze studentami o najbardziej klasycznych dylematach, o których pisał już Platon okazuje się, że są jak dzieci we mgle. Mając 20 lat nie potrafią zrozumieć, że w kulturze, czyli rzeczywistości duchowej, emocjonalnej czy intelektualnej, która jest naszą prawdziwą rzeczywistością, obowiązują zupełnie inne prawa niż w świecie prawego kciuka. Materia, technologia narzuciły im sposób myślenia, który nie pasuje do ludzi.

Szybko czytam, spieszę się, spoglądam na stertę woluminów. Tyle jeszcze książek do przeczytania. Czas tak szybko płynie.

Wehikuł czasu
Oceń artykuł

Udostępnij:
Maciej Bennewicz

Maciej Bennewicz

Dyrektor Instytutu Kognitywistyki, wykładowca mentoringu i coachingu, pisarz, socjolog, coach, terapeuta, superwizor.

7 komentarzy

  1. Czasami przydaje się taki wehikuł czasu, aby przenieść się wstecz.

  2. Niestety lubie kupować książki i robie to zawsze w nadmiarze dlatego w kolejce na czytanie czekaja dwie grupy książek, jedne rozwojowo – zawodowe , a wiec Diltd,St.Peters.J.Welch, P.M.Senge, w drugiej czeka jeszcze T.Pratchett, Szymborska, Twardowski i W.S.Burroughs. Czytanie książek pozwala na zresetowanie mojego zmeczenia ale tez daje wiedze i nowe doświadczenia . Jak się to ma wobec czasu który ” jest dobrem wyczerpalnym i ograniczonym”(Tal-Ben- Shahar) Zrezygnowalam z oglądania Tv, robie to bardzo rzadko , gdyż tam informacja- wiedza podana procesowi przyspieszania ulega absolutnemu splyceniu .
    Poprzez czytanie książek swoich dorosłych już córek poznaje ich preferencje i wybory , zainteresowania i ich odmienne ” mapy” oraz odkrywam nowych autorow.
    Umbert Eco powiedział ze ” ..kto czyta książki zyje podwojnie..” – może to wlasnie nasze dazenie do tego żeby naszym dniom dac ” więcej zycia” a tym samym nawet tylko pozornie ale jednak wydluzyc jego czas – czas lub intensywnosc przezywania każdej chwili zycia?
    A może dazenie do stałego poszerzania własnych horyzontow nie tylko poprzez doświadczenia innych ale także poprzez pryzmat samego siebie , bo jak mowi Tao-te-king ” Ten kto zna innych ludzi, posiada tylko wiedze.
    Ten kto zna samego siebie , jest człowiekiem oświeconym” ….? Jestem ciagle w fazie poznawania siebie ,ale wiem ze potrzebuje książek jak powietrza do oddychania i swiadomosc upływającego czasu mobilizuje mnie do wykorzystania każdej jego chwili – dla czytania również.

  3. Zresztą życzę Ci Maćku, żeby w świecie gdzie królują słupki, diagramy, wykresy opłacalności, głębia ludzkiego humanizmu (sztuka) mogła mieć swoje miejsce i czas.

  4. Wszyscy – Ci co mogą czytać. Szczęśliwi – Ci co czytają.

    Coach gotowy na dzielenie się sztuką w coachingu. Ciekawe czy słuchacze gotowi na sztukę? Odpowiedź zapewne na kursie, albo później. Do niektórych zagadnień trzeba jeszcze dorosnąć, dojrzeć i rozwinąć się społecznie.

  5. Już dawno stwierdziłam, że normalni i wrażliwi mają ciężko w życiu. Dlatego czytają :) Zaczyna mi brakować miejsca na książki :P

  6. Jak bez sztampy wszystko się zmienia. Teraz, całkiem niedawno studiując uciekałam do jakiś niszowych nazwisk. Przygnieciona Aronsonem i Zimbardo, Skinnerem i Ericksonem szukałam moich i tylko moich autorów. Czegoś, czego nie trzeba wyliczać „ciurkiem” przed profesorem by móc dalej walczyć o dyplom magistra. W szkole wiele robi się tylko po to by potem szło tym „ciurkiem” ;) Edukacja wymusza słowną żonglerkę ich badań, nazwisk. Gdy coś robi się głównie, bo się musi i w stresie zaciekawienie i motywacja wewnętrzna spada. Pokolenie, które potajemnie przemycało książki i cieszyło się w tajemnicy każdym białym krukiem, w pewien sposób doceniało je inaczej. Miały inną wagę – przez staranie, na pewno większą. I ten dreszczyk i te narosłe historie. Teraz mogą z dumą opowiadać o ryzyku przewożonych dzieł, pozycji, tytułów.

    Książka, wydaje mi się, daje coś jeszcze bardzo ważnego. Potrafi być dobrym plastrem, gdy życie daje obuchem w głowę. Gdy życie leczy z marzeń, potrafi dać nową nadzieję. Gdy życie przyciśnie, umie dać otuchę :) Kiedy czytam nie wczuwamy się w narratora (o ile taki jest) do końca ale uczymy się też śledzenia zdarzeń z pozycji obserwatora. Patrzymy. Łapiemy dystans.
    Kiedyś stwórca książki to był auctor. Ktoś między autorem a aktorem. Ktoś podpowiadający nam swoją rolą jak swojej się trzymać? i tylko trochę mi szkoda, że sporo osób wyrzeka się tożsamości czytelnika na rzecz konsumenta potem wchodzącego do marketu i pytającego sprzedawcę „nie macie państwo więcej tych muszel?” (z życia wzięte)

  7. dziękuję za te słowa, mam podobne przemyślenia w tej materii i gdy odczytuję je teraz w tej formie na blogu, to bardzo cieszy się mój duch :)

    Podobno nikt nie ma monopolu na „prawdę”, ale może jeśli ludzie nie powiązani ze sobą dochodzą do podobnych wniosków, to wydaje mi się, że zbliżają się do „prawdy”. Czy my sami się prowadzimy do tych źródeł „prawdy” (odpowiednio dobrane książki, świadome rozmowy z ludźmi, własne przemyślenia, wnioski z obserwacji przyrody i inne), czy może jesteśmy prowadzeni przez „niewyjaśnione” poprzez wpadające nam w ręce w odpowiednim czasie książki, spotkani na czas ludzie, usłyszane na czas słowa, nawet niekorzystne zdarzenia lub tragedie wydają się z perspektywy na czas dla naszej linii świata ?

Komentarze są wyłączone.