Woda

Ludzie mówią: To nie takie proste. Może w twojej sytuacji, owszem tak, ty możesz sobie na to pozwolić, ale w naszych realiach to niewykonalne. Jaka jest ta: moja sytuacja? Wydaje się lepsza, jak mawiał Antoni Czechow – dlatego, że nie ma w niej nas. Stwierdzenie: Tobie to łatwo powiedzieć – oznacza: To dla mnie jest niedostępne. Zbyt trudne. Niewykonalne. Jesteś ode mnie w lepszej sytuacji. Za mało, nie tu, nie teraz, nie tak, inaczej, jutro, za rok, jak się unormuje, jak minie kryzys, jak wrócę, jak wyjadę, jak się rozwiodę, jak się ożenię, jak kupię, jak sprzedam, jak mnie awansują. Tymczasem w życiu, jak mawia moja żona, nie ma prób generalnych, są same premiery.

Bardzo długo myślałem podobnie: jutro, może za rok, aż do dnia, kiedy uświadomiłem sobie, że zasady naszego życia są jak ogrodnictwo. Wiem, wiem – brzmi to banalnie. Oczywiste jest, że to, co zasiejesz to wzrasta. Lecz głębiej oznacza to dbałość. Stałą dbałość o przyszłe zasiewy. O pole, wodę, las w pobliżu, miedzę, naturalne nawozy…słowem przestrzeń, energię, relację z otoczeniem, relację ze sobą. Chodzi też o rodzaj zasiewanego ziarna. Nie wystarcza, że dbasz teraz. Konsekwencje twojego zaniechania, niedbałości odbiją się na przyszłych zbiorach. Zachwaszczona ziemia będzie wymagała bardzo długiej pracy. Jednak wystarczy minimalna konsekwencja, by uprawa szła w miarę gładko. Ale znów przymrozki w maju, czerwcowe burze i wichury w lipcu mogą okazać się groźne. Potrzeba zatem również elastyczności i odporności.

Mój znajomy kupił gospodarstwo na Warmii. Stał tak nad brzegiem sporego stawu i zachodził w głowę co ma z nim począć. Rolnik, od którego kupił ziemię – przez całe lata wpuszczał do stawu gnojówkę, szambo, niewykorzystane środki ochrony roślin, resztki, śmieci i zbyteczne nawozy. Rekultywacja takiego stawu to nie tylko ogromny koszt, to spore przedsięwzięcie. Po namysłach znajomy wynajął specjalistyczną firmę. Trzeba było zacząć od wypompowania hektolitrów brei. Potem użyto sprowadzanych z Finlandii bakterie, które miały rozpuścić resztki chemikaliów. W końcu jedynym wyjściem okazało się zasypanie dziury po stawie. Miesiące pracy. W miejscu stawu zasadzono specjalny gatunek roślin, które miały uporać się z resztkami trucizn w glebie. Koszenie i powtórny zasiew. Pewnego dnia, kilka lat po szczęśliwej rekultywacji, znajomy otrzymał wezwanie do prokuratury rejonowej. Gdzie trafiała wypompowywana breja ze stawu? Dokąd odbywały się dziesiątki kursów szambiarek?…. Do pobliskiego jeziora. Do strefy lęgowej ptactwa. W parku krajobrazowym. Proszę przedstawić faktury na wywóz toksycznych nieczystości? Potrzebna jest faktura z firmy ze specjalistycznymi uprawnieniami w tym zakresie – uprzejmie poprosił prokurator. Znajomy takich faktur nie miał, jedyne jakie posiadał, to na usługi ogrodnicze i szambiarstwo. Nielegalna utylizacja materiałów toksycznych, to przestępstwo zagrożone karą więzienia do lat…– powiedział pan prokurator z uprzejmym uśmiechem. Wtedy, współczując koledze, dziwiąc się i złoszcząc jednocześnie – dokonałem odkrycia, przebudzenia, zrozumienia. To było niesamowite, silne i wyraziste – jak wstrząs. Tłem była świadomość, że rekultywacja trwa długo i równie długo trwa profilaktyka. Jednak najsilniejsze było wrażenie, że trucizna krąży, że raz nagromadzona z oporem daje się usunąć, ale najważniejsze było, to, że czasem przesuwamy truciznę tylko kawałek dalej. Czym jest rekultywacja? Przez kilka dni chodziłem z tym pytaniem w głowie? Potem rzuciłem palenie, a następnie przetworzoną żywość, mięso, cały ten spożywczy chłam i wreszcie alkohol. Przed oczami miałem zatruty staw. Ale musiało minąć jeszcze sporo czasu, zanim zacząłem czyścić zawartość swojej głowy.

Dziś rozpoczęliśmy kurs Master & team coach, który skończy się dopiero latem. Mój przyjaciel w podsumowaniu ćwiczenia stwierdził dziś po południu, że jest szczęśliwym człowiekiem. Ma wspierającą rodzinę, jest zdrowy, ułożył sobie sprawy w firmie, w domu, tak, że może poświęcić czas dla siebie. Otaczają go przyjaźni sąsiedzi, żyje w wśród ludzi, którym ufa. Zajmuje się rozwojem duchowym. Dokonał tego odkrycia zastanawiając się jakie zasoby wspierają jego życiowe wartości, jak roślinę wspiera woda, dwutlenek węgla i sole mineralne. Na koniec stwierdził, że z odkryciami jest jak z wodą. Możesz bardzo precyzyjnie określać, czym jest mokrość, jak odczuwa się obecność wody wokół ciała, jakie to uczucie być pomoczonym, oblanym wodą itd. jednak nigdy nie zrozumiesz tego w pełni, dopóki nie zanurzysz się we wodzie.

Znam Roberta od 11 może 12 lat. Przypomniałem sobie dzisiaj chwilę, kiedy się poznaliśmy. Spędził tę dekadę na starannym, konsekwentnym ogrodnictwie i teraz po prostu na wiosnę mu rośnie : )

Woda
Oceń artykuł

Udostępnij:
Maciej Bennewicz

Maciej Bennewicz

Dyrektor Instytutu Kognitywistyki, wykładowca mentoringu i coachingu, pisarz, socjolog, coach, terapeuta, superwizor.

8 komentarzy

  1. ciągle myślałam że nie stać mnie na szkołę trenerów-coachów i kiedy to zrozumiałam zapisałam się od razu:))
    zaczynam od maja:))

  2. Życie jak ogród – świetna metafora. I tak mi przyszło do głowy, że… czasem niestety takie chwasty, że nie da się nie użyć glebogryzarki albo co gorsza Roundupu :)

  3. ja wciąż oczyszczam,wracam to środowiska i zdziwiona jestem ,że trwa to tak długo…..rekultywacja mnie samej????no co pani…dziwi sie orzecznik w ZUS na moje łzy,wstydzi sie pani choroby???????tak wstydze sie choroby,choc wiem ,ze nie pojmuja ,jak gloeboko siega choroba…..no wiec rekultywacja,jesli nie chcesz przezucic szamba za plot,musi trwac………………………………………od[powiednio dlugo.dostaje pol roku .w czasch urzednika widze zerozumienie”to sytuacja przejsciowa,bedzie dobrze”i cieply usmiech.kto by sie spodziewal….co zrobie w tym czasie??????????

  4. Aniula

    Artykuł zrozumiałam jako proste przesłanie w stylu nie ma na co czekać i trzeba robić tu i teraz to co najlepsze dla nas. Nie mam problemu z tym, że nie wiem co i jak mam zrobić, a tym bardziej, że tego nie potrafię. Świadomie jednak podejmuję decyzję, że nie pójdę tą drogą, bo mam wzgląd na osoby, których los również zależy od moich decyzji.

  5. Byłem ostatnio na szkoleniu z zarządzania projektem i przypomniałem sobie o paru prostych rzeczach, które pomagają. Np. to żeby pić co najmniej 2l wody dziennie. Często byłem zmęczony w ciągu dnia… a teraz już jest dużo lepiej. Zasada 2 szklanki wody rano i wieczorem to… użyteczny nawyk. Druga rzecz to częste wietrzenie pomieszczeń w których się przebywa. Uzyteczności tlenu nie trzeba tłumaczyć. Rok temu rzuciłem fajki z dnia na dzień. Bez żadnego problemu. Stwierdziłem, że nie są częscią mnie.
    Sport od zawsze był dla mnie najlepszym sposobem na oczyszczenie umysłu i tak już pozostanie do końca mojego życia. Parę rzeczy przede mną.
    Czyszczę mój umysł i wiem, że się uda :)

  6. Iwona_A No właśnie wiadomo jak myśleć i problem , bo ile ludzi tak myśli? Patrząc na moich sąsiadów w bloku, mało kto dba o otoczenie poza swoim mieszkaniem. Wczoraj ryknęłam na chłopaka, który sikał pod drzewem, oczywiście koleżkowie od piwka zaczęli się oburzać co się czepiam i mnie wyzywać, pierwszy raz w życiu nie byłam dłużna. Pojawił się sąsiad, to nawet puszki posprzątali. Reszta sąsiadów siedziała cicho. Tak naprawdę jednym rozwiązaniem jest wykopanie ławki i ścięcie żywopłotu , aby ukrócić spotkanka w miłym miejscu. To też jest ekologia, może trochę odsuwanie problemu gdzieś dalej, bo znajdą sobie inną ławeczkę, ale problem tkwi w tym, że policja nic nie zdziała , chłopaki dostaną pouczenie i jeszcze jednemu i drugiemu wpadnie do głowy się mścić. W naszym kraju tak naprawdę nie ma szacunku do władzy , bo władza tam gdzie trzeba za dużo nie może. Myślę, że chodzi o to, żeby nie utknąć w stereotypach. Pamiętam jak urodził się mój syncio i zostałam zbombardowana reklamami typu ” jak nie dasz tego dziecku to na pewno umrze”. Trochę przerysowałam, ale się nie dałam. Mam bardzo mądrą panią doktor, która potrafiła wyciszyć niepokoje i pokierować w dobrym kierunku. Teraz tą wiedzą dzielę się z moimi koleżankami. To, że wiadomo jak myśleć nie znaczy, że tak potrafimy.

  7. Nie przekonuje mnie ten tekst. Wszystko jest jasne i wiadomo, jak myśleć i jak działać. Nie mam z tym problemu, zgadzam się z tym w stu procentach.
    Jednak często zachodzą różne życiowe zależności, czyjś los zależy od naszych decyzji tu i teraz, nie można więc beztrosko realizować coachingowych „rad”, no chyba, że nie zależy nam na skutkach naszych decyzji na losy innych.
    Cóż, zobaczę za 11 może 12 lat…jest wiosna,jak zwykle o tej porze roku mały ogródek wskrzeszam na nowo:)

  8. Macieju
    Bardzo blisko mi do tego o czym piszesz, bo wciąż owocuje we mnie nasz kurs i spotkanie. Zaczynając od siebie, myślenia o tym co jem, co jedzą moje dzieci, skąd to się bierze – zakupiliśmy genialną wyciskarkę do owoców i warzyw i się tym bawimy a przy okazji wypijamy litry pysznych soków, zaczęłam piec chleb i okazało się to bardzo proste….. A poza tym nagle okazało się że jesteśmy bogaci. Jesteśmy w trakcie wykańczania domu i teraz na tapecie jest ogród. I oczywiście wszyscy dookoła mają ogrodników, systemy nawadniania itd.. Koszt tych wszystkich urządzeń jest niemały. Przyjeżdżają do nas ci wszyscy ogrodnicy z polecenia, przedstawiają swoje wizje i projekty a we mnie jest coraz większy opór. I pytam siebie „o co chodzi???? i dociera do mnie że ja swój ogród widzę, że ja mam ten obraz w głowie i sercu od dawna, i że ja chcę tych roślin dotknąć, chcę je posadzić a potem je podlać. Własnymi rękami. Przecież tu nie o chodzi o jakis tam ogród. To coś więcej…
    DZIĘKUJĘ.
    regina

Komentarze są wyłączone.