Wrocław [kołczołan z dziennika podróży]

We Wrocławiu wieczorem zrobiło się magicznie i tajemniczo. Najpierw, rankiem na lotnisku warszawskim alarm. Setki ludzi na ulicy, zmarzniętych. Nikt nic nie wie. Zero informacji. Atak bombowy? Awaria? Potem okaże się, że to dzień ogłoszenia sensacji o planowanym zamachu na sejm. Synchroniczność. Koincydencja. I nagle wszystko nad wyraz sprawnie się odkorkowuje, samolot nadrabia spóźnienie 6 tysięcy metrów nad ziemią. Całe szczęście Edyta przywozi nas, odwozi, omija korki. Jesteśmy zaopiekowani.  Na spotkaniach tłum. Dwa wykłady pod rząd. Oba mam chęć przedłużyć, tyle jest jeszcze do powiedzenia, do przećwiczenia, drugi przedłużam prawie o pół godziny, z trzech.  Cały czas mam z tyłu głowy powiedzenie Woltera, że błędem jest chęć powiedzenia wszystkiego, ten kto mówi wszystko co wie, nie ma nic do powiedzenia. Człowiek mądry mówi to co trzeba i tyle ile trzeba, lecz wie znacznie więcej niż mówi, aż w końcu milknie. Twarze ludzi. Zainteresowani coachingiem. Wyszkoleni. Zaciekawieni. Gotowi. Świadomi. Uważni. Ćwiczymy. Włączam turbo trans swoich myśli, to jest możliwe tylko w sytuacji współdziałania, zgody, bezpieczeństwa, przyjaznej atmosfery. Dzięki temu prawie nie odczuwam zmęczenia. Ranek, podróż, dwa wystąpienia, noc.

Noc. Mieszkamy na Ostrowie Tumskim. Zaczarowana przestrzeń. Wieczorem niewiele tu czynnych restauracji. Okrążamy katedrę. W końcu w pustej, ogromnej sali jesteśmy jedynymi gośćmi. Magia trwa. Podchodzi do nas kelnerka w nieokreślonym wieku. Cicha, tak cicha, że aż przykuwa uwagę, tak stłumiona, że aż boleśnie zamknięta. Przez warstwę smutku i wycofania przebija się uśmiech, a raczej grymas uśmiechu i ledwie słyszalne słowa. Kelnerki to zazwyczaj pewne siebie, dynamiczne dziewczyny, studentki pełne energii, niekiedy zadziorne, kokieteryjne, świetne sprzedawczynie, umiejące doradzić. Nasza kelnerka jest pogrążona we własnym świecie, nieobecna, tak smutna jakby w domu czekały na nią same nieszczęścia, jakby z tych nieszczęść wydobyła się na chwilę, tutaj. Anioł smutku. Delikatna i zbolała, a może tylko nieśmiała? Może to jej pierwszy dzień w pracy, albo boli ją ząb?

Moja potrawa niesmaczna, Lidki pyszna. Dajemy duży napiwek. Dziewczyna bierze go bez reakcji, poprzez smutek, z tysiąca kilometrów głębi posyła nam uśmiech. My też przesyłamy jej najlepsze myśli, w ciszy. Jaki ma dom? Jakie życie? Restauracja ginie we mgle  rozpraszanej blaskiem latarni. Może potrzebna jej restauracja osobowości? Zdarzenia jak sen. Nie widać Odry. Trans? A może to Wrocław hipnotyzuje?

Od rana szkolenie. Relacje. Ćwiczenie za ćwiczeniem. Mam to cudowne uczucie, że jest nas, ludzi dbających o rozwój, otwartych, poszukujących, samoświadomych tak wielu. Wrocław ma ich wielu.

Nocą znowu lekka mgła. Na lotnisko wiezie nas stary taksówkarz w starym samochodzie. Nareszcie trafił mu się dobry kurs i to w stronę gdzie mieszka,  blisko domu. Miał już zjeżdżać, ale poczekał i trafił mu się taki dobry kurs, taki dobry kurs i to blisko domu. Obok tej bramy, była kiedyś cukiernia, pyszne makowce. Tu była fabryka, a tam chodził do szkoły, w tej cegielni pracował 14 lat. Ostatnio spod nieczynnego dworca, w którym teraz jest hala targowa, brał klienta z Anglii. Polak, gość tęsknił za Polską, ale już by tu mieszkać nie mógł, za dużo agresji. W Anglii też sporo złego, wieczorem sami pijacy na ulicach. Po drugiej stronie nowe domy zbudowane w miejsce wyburzonych po powodzi. Nowa obwodnica, kiedyś rosły tu piękne jabłonie, poniemieckie, i brukowana droga, a przy niej buraki cukrowe, dobra ziemia. Teście przyjechali tu spod Lwowa. Jego  babka też, z jego ojcem, wtedy małym dzieciakiem, na ręce. Z jedną walizką. Wszystko zostawili. Cudem przeżyła. Cztery okupacje w jednej. dawne dzieje. A państwo skąd? Dwa razy był w Warszawie i za każdym razem na zamku, a na Mazurach raz, za to dobrze je poznał, bo w delegacji z energomontażu, znaczy się transformatory stawiali.

W 20 minut poznajemy historię Wrocławia i okolic, życie pana Henia i zarys historii współczesnej. Jego taksówka unosi nas w inne światy. Ginie we mgle rozpraszanej blaskiem latarni. Sen, a może to trans? A może to Wrocław hipnotyzuje?

Mgła opóźnia powrót, ale pilot trochę nadrabia na 7 tysiącach metrów. Twarze ludzi, słowa, tajemnicze spotkania, wizyta w innych wymiarach. W Warszawie inaczej. Inny świat. Nie ma mgły. Taksówkarz milczy. Ani słowa. Przepłacamy za kurs. Droga korporacja.

Oceń artykuł

Udostępnij:
Maciej Bennewicz

Maciej Bennewicz

Dyrektor Instytutu Kognitywistyki, wykładowca mentoringu i coachingu, pisarz, socjolog, coach, terapeuta, superwizor.

22 komentarzy

  1. We mgle wszystko jest łagodniejsze, bardzo mi się podobała Warszawa dwa tygodnie temu, nieśmiało wyglądająca zza pierzynki, Pałac powyżej killu pięter istniejący tylko w domyśle, nawet garniturów nie było widać :) Dziękuję Macieju za te dwa dni we Wrocławiu, żałowałam wcześniejszego (czyli o czasie :) wyjścia, ale klienci czekali – i dobrze, bo od razu wykorzystałam Twoje ćwiczenie i kilka swoich pomysłów. Pozdrawiam :)

  2. Znak naszych czasów Bartku. Przykre to, co mówisz. Jeszcze gorzej, że w wydaniu polskim trzeba się karmić kac wawami. Nawet Stuhr nic nie wyreżyserował od lat :(

  3. Ja również brałem udział w spotkaniu we Wrocławiu. Macieju dziękuję za inspirację – czasami to z czym się stykamy daje nieoczekiwanie więcej niż superwizja :). Pozdrawiam

  4. Samsarę z 2012 chciałem obejrzeć. Niestety kina województwa kujawsko-pomorskiego nie były zainteresowane wyświetlaniem. James i jego dziewczyny – to był hit. I na popcornie można ludzi skroić i na gazowanym płynie. A Samsara – eeee :(

  5. Dodam, też od razu szczerze, że nie z wszystkimi tezami, myślami i postulatami radykalnych światopoglądów się zagadzam.
    Myślę, ze kwestia tożsamości seksualnej jest na tyle ważna, że powinieneś ją podnosić, jak już Ci zresztą pisałam Macieju, często, kształtować większą samoświadomość ludzi. Każdy ma prawo do pogubienia, wątpliwości, poszukiwań czy własnych preferencji seksualnych i co do seksu. Seks jest wciąż jednak sprawą intymną, w znacznym stopniu prywatną (mówię to ze świadomością preferencji np. swingersów); blisko uruchamiania agresji i przemocy. Elementem – wręcz narzędziem takim jak broń i obok broni -gwałt na wojnie.
    Kształtujmy świat wokół siebie na taki w jakim chcemy żyć, a nie z którego chcemy uciec, doprowadzając się np. do autodestrukcji przez życie na krawędzi przez osoby cierpiące na zaburzenia borderline, nie tylko dotyczące świata seksu.

  6. No „moja” Samsara to z 2001 ;-)
    Poszukam sobie tej Twojej ;-)

  7. Życzę sobie obudzić się kiedyś w świecie, który będzie szanował i egzekwował proste prawdy. Żaden człowiek: kobieta w najkrótszej spódnicy świata i najmocniejszym makijażem, jaki robi według mody, mężczyzna najdziwaczniej według starszego pokolenia ubrany w lateksowe spodnie, z kolczykiem w nosie czy gdzie indziej nie robi tego po to, żeby zostać skrzywdzonym, zgwałconym, sponiewieranym czy by stać się przedmiotem używania przez kogoś czy zginąć (nawet nagrywając się czy robiąc sobie zdjęcia osadzone mocno w seksualnej sferze).
    Wypaczenie i zboczenie seksualne, pedofilia, jak świat światem były zawsze. Przeraża mnie jedynie myślenie tymi patologicznymi kategoriami przez jednostki zdrowe, normalne, definiujace i pilnujące prawa i moralności.

  8. ja opisuję Samsarę z 2012, Ty z tego, co się zorientowałam 2011 :) Piękne obrazy. Ważne obrazy. Scena z atrakcyjnymi Japonkami przy rurach w go go, które zrobiłyby wszystko (jeszcze) by być jak Europejki. Skąpe bikini i operacja przyciętych powiek oczu to wciąż za mało.
    W Polsce feminizm drażni. Kobiety, mężczyzn. O feministkach mówi się, że to chłopobaby, że im w życiu nie wyszło i wyżywają się na biednych facetach i niszczą tradycje rodziny. Atakują je często gęsto same kobiety, które dzisiaj mogą wybrać zawód i pracować albo nie, dzięki temu że pojawił się w ogóle ruch sufrażystek.
    Szczerze, ja wolę pisać choćby tutaj na forum, mieć dostęp do świata niż szydełkować na bujanym fotelu. Cieszę się, że istnieje radykalny feminizm. Bo to jedyny ruch, który kiedy widzi prawie nagą, rozkraczoną kobietę na wielkich posterach, reaguje do rady etyki mediów.
    Powiecie taki jest świat. Modelka jest młoda, ładna, robi karierę. Ale ona, na miłość boską, reklamuje napój, agd lub bieliznę. I wszystko można pokazać w sugestywny sposób niekoniecznie wieszając na całym Rondzie Mogilskim w Krakowie wielkiego krocza dwudziestolatki.
    To tylko impuls. Tylko moje słowa. Ale to eksponowanie bodźców seksualnych w miejscach publicznych, mediach i internecie jest prowokowaniem ZAGINIONYCH DLA ITAKI, uprowadzonych, molestowanych nastolatek w kozaczkach i miniówkach. One w ogóle lansują się i wchodzą w życie według takich naszych wzorców. Tak wygląda kobieca kobieta. Epatuje swoją seksualnością. A potem łagodzenie wyroków, poczucie winy na cąłe życie i życie ze świadomością (tak się ubrała to sama tego chciała).
    Przykro mi że mówię o takim trudnym temacie. Nie umiem, nie mówić.
    Pozdrawiam wszystkich.

  9. A oglądałyśmy ten sam film? Nie mam pojęcia o jakim niszczeniu mowa ;-) A oglądałam też dziś ;-) Hmmm, nie pamiętam mozaik…
    Za to pamiętam rzekę, która przyjęła cierpliwie człowieka, który się miota. Zmyła, zabrała co trzeba, przygotowała ciało na nowe szaty…

  10. Agnieszko! dla mnie wspaniałe niszczenie przez mnichów mozaiek z barwników, tak starannie i drobniutko układanych (zadawałam sobie pytanie czy to możliwe, że wielobarwny pył do miseczek zgarniają dokładnie ci sami, co z takim trudem i mozołem tworzonych czy jednak od niszczenia są już inni?)…
    Ten film bez słów jest momentami bardziej wymowny niż wiele ciekawych z fabułą i niedomówieniami. Wiele w nim medytacji; niesie pewien rodzaj ukojenia w pięknie natury i ludzkich oblicz.

  11. Dzięki Dżo-ann za przypomnienie o filmie. Mnie zapadła najmocniej w pamięć scena ze starym, milczącym mistrzem i zwojami „prawdy” ;-). Picie herbaty i mowa niemówiącego… Kochające się szkielety…Wszystko mija, oprócz tego, co wieczne…

  12. Przesłanie tego kołczołana jest niby banalne, ale jednak wymowne. To my sami tworzymy sobie swój świat. I albo stworzymy go pięknym, w choćby i tak niepięknym mieście, jak Łódź, albo stworzymy świat smutny i trudny, jak ta kelnerka w uroczym i magicznym Wrocławiu.
    Miejsce jest mniej istotne, nasza nastawienie do życia i radość życia, każde miejsce potrafią uczynić magicznym. Tak na serio ważni są dla jakości naszego życia inni ludzie. Być może jest tak, że pewne miejsca są łatwiejsze i ciekawsze do życia, bo ściągają ciekawszych ludzi.
    Być może.
    Chociaż ostatnio jestem świadkiem, jak dużo możemy my sami. Wykreować miejsca, które ściągają pięknych ludzi. Tego kreowania tu i teraz uczę się systematycznie, powoli.
    Trochę mi szkoda miejsc, sytuacji i ludzi, które/których byli piękni, a które przeoczyłam z powodu własnej ślepoty. Myślę – ten smutek jest ceną za przebudzenie do życia z pasją.

  13. Sylwester…przemierzanie swych ścieżek w zaparte. Hmm… myślę, że na tym świecie ogromną cenę płaci się za wlasne zdanie. Ciężko się uprzeć, wyzwolić spod „dobrych rad”, prób ustawień przez innych. Własne zdanie, którego umie się obronić i które własciwie broni się samo to również cenne dobro.
    Dziś dzień prawie wyłącznie na wyłączność. Oglądałam „Samsarę”. Widział ktoś? Która scena odbila się w was najwiekszym echem? W jakiej emocji się odnaleźliście? Macieju widziałeś? Pozdrawiam :)

  14. na progu
    blogu Twego
    zastany
    wybujałą wyobraźnią
    odziany
    stoję Panie
    wpatrzony w słowo
    słowem podparte
    przemierzam ścieżki
    swoje
    w zaparte
    idąc

  15. moja gęstość
    spowita smutkiem
    chyli się ku
    jego gęstość
    spowita cieniem
    oddaje mnie
    na korytarzach naszych
    krętych myśli
    mi się o Tobie
    i stojąc odbiciem
    zwierciadła
    oczarowany
    przywołuję pozytyw
    stanu tego, który
    podpowiada mi
    że
    jesteś

  16. MIEJSCA TWORZĄ LUDZIE ! :)))))

  17. Halo, dobry wieczór :) ze słotnego Krakowa. I kropka nad ypsylonem i smutek, którego nie waham się czasami łyżkami jeść i melancholyja i splin w czarnych pelerynach i spojrzenie z dystansem zza rogowych okularów i spod zaczarowanego kapelusza Piotra Skrzyneckiego ;) Moje, dzisiaj trzy grosze. Ile światów na świecie tyleż więcej mnoży się, powiela i otwiera z różnych perspektyw -narracji. I amen. Niech narracji będzie jak najwięcej na tym łez padole! Dobre narracje przyczyniają się przecież do tego, że więcej spraw i rzeczy idzie ku dobru. Za dobrym przykładem.
    Moja gęstość i spoistość myśli i uczuć podopowiada mi, że dobro powinno być modne i lansowane w mediach jak dreamliner, celebryci, skórzane kurteczki, swetry w rombiki dla panów. Dobro przychodzi z większym wysiłkiem niż jego cień. I tym bardziej trzeba je cenić. Póki tu jestem i do kiedy jestem zamierzam świadczyć je, promować i szerzyć, a jak widzę innych w nim zatopionych i pięknie nim żyjących, to zawsze będę mówić chapeau bas! :D

  18. Czas goi rany.

  19. Mam wrażenie, że to my sami wytwarzamy klimat. Czy we Wrocławiu, czy w Warszawie. Miejsca mają swoją energię, a to my ją wyzwalamy.

  20. „tylko w sytuacji współdziałania, zgody, bezpieczeństwa, przyjaznej atmosfery.” Tylko wtedy można budować. Budować solidny dom świadomości i odpowiedzialności. Tworzyć świat, do którego inni chcą przynależeć.

  21. Pan Heniu pasuje mi do tego Merca z 1919:) Nie miał liści w bagażniku? Postaram się dojść co te liście w tym moim śnie oznaczają. Co do magii Wrocławia to Ostrów Tumski jest miejscem niepowtarzalnym. Jak coś mnie męczy duchowo idę sobie tam posiedzieć, albo grzebię w książkach w księgarni Archidiecezjalnej. Następnym razem zapraszam do Nalandy na Kościuszki , mam wrażenie, że Ostrów Tumski przez jakieś kanały energetyczne tam też promieniuje:) Wysłuchałam wczoraj wykładu na temat : Tantra, miłość i duchowość, prowadzonego przez Dawida Rzepeckiego. Miałam, więc w tym tygodniu dwa wykłady gdzie dominującym słowami były : blokada i schemat. Mamy tendencje do pakowania wszystkiego w głowę, a zapominamy o własnym ciele i seksualności. Seksualność, kojarzy się tylko z fizycznymi technikami , a to tak naprawdę nasza podstawowa energia życiowa. Najbardziej przerażające dla mnie było stwierdzenie prowadzącego, że trafiają do niego ludzie, którzy mówią, że nic nie czują. Ze mnie to się litrami uczuciowość wylewa i miałam ochotę Pana Macieja wyściskać, ale się trochę pohamowałam , ponieważ wiem, że nie wszyscy są przygotowani na obcą kobitę wieszającą im się na szyi ( a potem jeszcze dojdzie do żony , co się na wykładach wyrabia:) Ale mentalnie wyściskałam. Patrzcie, my tu debatujemy, wrzucamy sentencje , hasła, wiersze, w większości mówiące o uczuciu, o zauważaniu tego co wokół. Międlimy te nasz myśli w głowie, a mam wrażenie, że czasem wystarczy się do kogoś przytulić, tak z czystej sympatii i wiele rzeczy staje się o wiele prostszych. Polecam, więc przytulanie, ale w grupie najpierw zaprzyjaźnionych, żeby nikt robaczywych myśli nie miał:)

  22. Uczestniczyłam w spotkaniu we Wrocławiu. Dziękuję, Macieju za inspiracje, refleksję, materiały do wzbogacenia warsztatu coacha i niepowtarzalny klimat, jaki stwarzasz.. To był dobry – wartościowy czas.

Komentarze są wyłączone.