Współzależność?

przypadkowa współzależność? ot, montowana fotografia :)
przypadkowa współzależność? ot, montowana fotografia :)

Czym jest przypadek? Zrządzenie, traf, splot okoliczności, zbieg wydarzeń, fuks, cud, niespodzianka, zrządzenie opatrzności, koincydencja. Zwykliśmy mówić żartem –  przypadków nie ma. I  nie ma również dowodów na jakąś współzależność – zwłaszcza naukowych.

Carl Gustav Jung, chyba nie mówił serio?
Carl Gustav Jung, chyba nie mówił serio?

Zdaniem Carla Gustava Junga zbieg okoliczności to synchroniczność. Zasada związku pomiędzy zdarzeniami, która działa obok zasady przyczyny i skutku, do której przywykliśmy na co dzień. Przyczynowość? Wstawiasz wodę w czajniku i grzałka zasilana prądem elektrycznym, którego nie widzisz i nawet nie rozumiesz, ale wiesz, że tam jest w gniazdku – doprowadza ją do wrzenia. Wrzątek zaparza herbatę. Podajesz napar gościom. Dla niektórych osób herbata jest zbyt mocna. Jedna z nich odczuwa nawet lekkie młodości i prosi o mleko. Ot, związek, logiczny i zrozumiały. Można opisać go językiem naukowym i nawet kwasy w żołądku zmierzyć – sprowokowane garbnikami herbaty. Reszta to mrzonki. Tymczasem synchroniczność dotyczyć ma związków między stanem psychicznym jednostki, a równoczesnymi zdarzeniami zewnętrznymi. Naturalna sprawa dla szamanów, magów, zaklinaczy, wiedźm i czarodziejów oraz  innych cudaków. Dla świata nauki i rozsądnych, racjonalnych ludzi stek bzdur, wymysły i fantazje, śmiech na sali, ewentualnie kompletne wariactwo. Wstyd mówić. Carl Gustav Jung, a potem Marie von Frantz i Arnold Mindell twierdzili, że stan psychiczny, silne emocje, potrzeby i pragnienia mogą mieć współzależny wpływ na okoliczności zewnętrze, jakoś siebie przyciągają. Jakoś?  Znowu śmiech na sali. Pewna kobieta przeżywa silny gniew opowiadając o swoim ojcu, a tu trach, za oknem wypadek samochodowy na zupełnie spokojnej, niemal pustej ulicy – synchroniczność. Młody chłopak w depresji, kompletnie rozchwiany, płacze przeżywając swoje rozstanie z dziewczyną, a tu nagle pogoda się psuje, temperatura spada i deszcz marznie na drogach i szybach. Nie można zrobić kroku na ulicy. On także nie może wyjść, musi dokończyć swoją historię, dokonać zmiany tu i teraz – koincydencja. Mężczyzna łamie ze złości długopis w rękach mówiąc o swoim dorastającym synu, który niczego nie szanuje, a tu odzywa się telefon. Syn dzwoni. Drogie urządzenie, do którego ojciec przywiązuje szczególne znaczenie (jest gadżeciarzem, perfekcjonistą) wypada mu z ręki i rozbija się z trzaskiem o podłogę – współzależność. Stajemy się nadwrażliwi i szczególnie zabobonni, gdy chodzi o chorobę, śmierć, rozstania. Zazwyczaj wtedy, gdy chodzi o bardzo silne emocje. Emocjonalność może jakoś tłumaczyć naszą skłonność do zabobonu.

Jakby to jednak wytłumaczyła postać z mojej książki taoistyczna mistrzyni Trynidad Gomez- Grabowska?  Zrobiła by to całkiem podobnie, jak do bólu racjonalny psycholog profesor Richard Wiseman:

Wyobraź sobie szefa pewnej korporacji. Przyjechał spóźniony na spotkanie. Korki. Jest wściekły. W podziemny garażu ktoś stanął na jego miejscu i przez dobre 10 minut musiał krążyć swoim nowiutkim, śnieżnobiałym bmw x6! O mały włos, a zarysowałby zderzak. Spotkanie z dyrektorem finansowym rozpoczął poirytowany. Zdążył jeszcze ochrzanić stróża na parkingu i własnej asystentce zlecił odnalezienie właściciela forda, który zajął jego miejsce. Też się jej dostało.  Wypowiedzi dyrektora i młodej księgowej były niejasne, raport niepełny, więc po 5 minutach skończył spotkanie besztając dziewczynę, czym również dał do zrozumienia dyrektorowi, że słabo ocenia jego pracę. Niemal wyrzucił ich za drzwi. Dziewczyna roztrzęsiona poszła kupić do baru kanapkę. Szef za drzwiami prezesa tylko zmierzył ją surowym wzrokiem. To było najgorsze. Poczucie winy. Jedzenie zawsze łagodzi jej stres. W barze młoda, pracująca od kliku dni ekspedientka, podała księgowej kanapkę – nieszczęśliwie gołą ręką. Na nic były tłumaczenia, że kanapka jest w folii. Dostało się i ekspedientce i kierowniczce baru. Młoda księgowa pojechała po całości. Wyzwała od flejtuchów. Pracownica baru przeryczała dobrą godzinę na zapleczu. Wtedy zadzwonił jej chłopak i zaczął wypytywać o zły nastrój. No i usłyszał, że jest wścibski, nic nie rozumie, ma się odczepić i że prędko się nie zobaczą. Pech chciał, że matka trzeci raz poprosiła go o przyniesienie ziemniaków z piwnicy. Wściekł się jeszcze bardziej. Nieprzyjemnie odburknął matce, że może sobie sama iść, żeby nakarmić tego głodnego wieprza – ojca. Trzasnął drzwiami i wyszedł. Matka nie lubi piwnicy, ciemno, nieprzyjemnie, często brakuje żarówek i trzeba przyświecać latarką. W dodatku syn, znowu ma humory, gówniarz niewdzięczny. Poszła do piwnicy, ale sporo ją to kosztowało. Boi się ciemności. Mąż wrócił z zakupami także poirytowany. Nie dostał jakiejś części do swojego ukochanego samochodu, który i tak ciągle się psuje.  W dodatku ziemniaki się przypaliły. Pokłócili się przy obiedzie, o ziemniaki, o nieobecnego syna i ten głupi samochód. Mąż poszedł do pracy jeszcze bardziej zdenerwowany i rozżalony.

 

niestety
niestety

Jak nigdy nie wziął nawet kanapek, ani termosu z kawą. Na pętli zmienił się za kierownicą z kolegą i ruszył swoim niskopodłogowym autobusem w trasę. Linia 197. Nie lubi tej trasy. Po kilku minutach wpakował się w wielkie jak czołg, białe bmw x6. Może widział gościa, który się przed niego wpychał, może nie widział? Tak, czy siak miał pierwszeństwo przy włączaniu się do ruchu. A facet wcześniej i tak śmigał bus-pasem. Cały bok bmw przerysowany, urwana klamka, lusterko, pogięte drzwi, wyrwany błotnik, a na zderzaku żółtego solarisa tylko zdarta farba. Nawet był zadowolony. Facet w garniturku klnąc – zaczął kopać wielkie koło autobus. To był dla niego fatalny dzień.

 

 
I nagle okazuje się, że nie ma w tym cienia magii. Co posiejesz to wraca. Według eksperymentów wykonywanych w zamkniętych zbiorowościach jak akademik, open space, wydział, biuro, koszary itd. wystarczy łańcuszek 16 osób, by agresywny sygnał wysłany przez jedną osobę wrócił do niej zwrotnie jak bumerang w ciągu 24- 48 godzin. W historii o prezesie prześledziliśmy tylko jedna ścieżkę. Osób poirytowanych w wyniku porannej złości szefa było więcej. Każda z nich może być nosicielem wirusa. Tak właśnie działają synchroniczności. Szef już dawno zapomniał poranną wściekłość. Odreagował się i poprawił sobie humor porcją sushi i kilkoma szklaneczkami brandy, miłą rozmową z udziałowcami zadowolonymi z wyników, a tym czasem zasiane ziarno wzeszło. Na koniec  stracił prawo jazdy, gdyż policjant z patrolu okazał się nieprzekupny, a brendy wciąż była w wydychanym powietrzu aktywna.  Ups!
znakomita Aurelia Demibińska
znakomita Aurelia Demibińska
Arnold Mindel
Arnold Mindell

Jak mawia znakomita terapeutka Aurelia Dembińska mózg kognitywny, czyli ten racjonalny, nie zna się na żartach, wszystko bierze wprost, dosłownie i traktuje jak instrukcje każde pomyślane lub wypowiedziane zdanie. Im mniejszy mamy wgląd we własne życie psychiczne, tym rzadziej dostrzegamy owe koincydencje, chętnie nazywając różne zjawiska przypadkami, gubiąc zależności między życiem psychicznym i zachowaniami społecznymi, myląc kierunek zależności. Być może depresyjny chłopak czuł „lód w swoim sercu” i pogoda nastroiła go do wyznań o dziewczynie i jej zdradzie. Kierunek zależności może być odwrotny niż sądzisz, a jej występowanie kompletnie przez ciebie niedostrzegane. Arnold Mindell powie: To, że nie widzisz prądu w gniazdku, ani elektrowni nie oznacza, że nie ma koincydencji między twoim czajnikiem, a hałdami węgla, które spłoną nadając pęd turbinom produkującym elektryczność. Wpływasz nawet, jeśli sądzisz, że nie pływasz. Inni na ciebie wpływają, nawet, jeśli sądzisz, że kontrolujesz swoje życie jak nikt inny. Kontrolujesz jedynie mikroskopijny ułamek rzeczywistości.

 

Współzależność?
Oceń artykuł

Udostępnij:
Maciej Bennewicz

Maciej Bennewicz

Dyrektor Instytutu Kognitywistyki, wykładowca mentoringu i coachingu, pisarz, socjolog, coach, terapeuta, superwizor.

70 komentarzy

  1. być.. trzy literki a ile mocy..

  2. czasem dobrze po prostu byc

  3. :)

  4. Hmmmm… zamyśliła się Agnieszka Hawajka i sięgnęła po Kubusia Puchatka

    “Ale to, co lubię robić najbardziej – to Nic. Więc to jest tak: kiedy się idzie, żeby to robić, a właśnie akurat pytają mnie: “Co będziesz teraz robił, Krzysiu?” , odpowiadam: “Ach, nic…”, i wtedy idę i to właśnie robię. To znaczy po prostu chodzić sobie i przysłuchiwać się wszystkiemu, co można usłyszeć, i o nic się nie martwić.” Chatka Puchatka

    Dobrego dnia zatem, idę porobić coś po prostu.

  5. drodzy mieszkańcy oraz goście Krainy Czarów

    niektórzy mistrzowie mówią:

    odpowiedzialność zaczyna się w chwili, w której nieświadome, staje się uświdomione, w momencie przedświadomym, na granicy działania i niedziałania, zanim podniesiesz rękę…

    niektórzy ludzie mają trudność z kontrolowaniem impulsów, bodziec wywołuje reakcję, lub intencja potrzebę i natychmiastowe działanie, w tym sesnie są nieuczłowieczeni, gdyż nie potrafią nadać kierunku rekacjom lub potrzebom – innego jak tylko hedonistyczne i egoistyczne zaspokojenie, odreagowanie…trening bycia ofiarą lub katem ten dehumanizacyny mechanizm wzmacnia…

    katharsis, przebudzenie, nirvana, samadi, błogosławieństwo itp. określenia oznaczają odrzucenie “zaciemnień” czyli pożądliwości, a zatem spokojną harmonię bez emocji i stan szczęścia ( lub czegoś w tym rodzaju :) :)

    taki cytat…jakby

  6. chodzi mi o spokój, nie porywanie się skrajnym stanom czy to euforii czy też smutku.. jak czuje się spokojna to czuje się dobrze.. ale nie przychodzi mi to zawsze łatwo, jednak do tego chcę dążyć i dążę..

  7. Hmmm, dla mnie radość jest emocją i to nawet pozytywną. Słownik wyrazów obcych mówi: “emocja: 1.przejęcie się czymś, podniecenie, wzruszenie, wzburzenie. 2. silne przeżycie uczuciowe np. gniewu, strachu, radości.

    Dlatego nie do końca czuję, co to znaczy, że:”radość przejawia się w braku emocji”. Ciekawa jestem tego toku rozumowania. Podzielisz się?

  8. Jeśli nasze czyny/intencje determinują to, co do nas wraca, to od kiedy jesteśmy za nie odpowiedzialni?
    Od kiedy mówimy o świadomości u ludzi?

  9. no właśnie ta radość przejawia się w braku emocji :)
    jednak emocje też mnie dopadają..czasem określam je jako pozytywne, a innym razem jako negatywne..
    dla mnie człowiek radosny, szczęśliwy to człowiek świadomy..

  10. Tak się jeszcze zastanawiam, czy można w “tu i teraz” czuć tylko radość? A co z innymi emocjami?

    A dla mnie radość jest zielona,a czasem różowa, innym razem tęczowa. Radość jest jak fontanna, jak szalony kwiat-zraszacz wodny ;-) jest balonikiem z helem, jest błyskiem w ciele, jest podskokiem, albo spokojnym uśmiechem do wewnątrz.

  11. Mój sen z poprzednich żyć często odtwarza się w różnych miejscach, przejawia się fascynacjami tak silnymi, że nie mogą być z tego życia ;-) Ot, starożytny Rzym, Hiszpania, Hawaje. Kiedy stanęłam na hiszpańskiej ziemi zapłakałam, poczułam się jakbym wróciła do domu. Hawaje mnie wołają i nie muszę tam być, bo wiem, że stamtąd pochodzę także, a Rzym… oj, i tu nie mam wątpliwości, że byłam ;-).

    Fajnie mieć takie różne sny. Im mniej mędrkowania, tym ciekawiej się dzieje, bo płynie samo.

  12. Jeśli chodzi o radość, to utożsamiam ją z byciem w danej chwili..ot tyle i aż..

  13. Właśnie dlatego pytam o karmę Kocie.. odpowiadałaby na pytanie co dzieje sie właśnie z dzieckiem w momencie jego narodzin, czy też trochę wcześniej.. Skąd takie, a nie inne okoliczności..
    Agnieszko próbuje znaleźć spójność w tym, im jej więcej, tym czuję się spokojniejsza, choć nie wiem do końca czy to nie iluzja. Świat w którym żyję, nierzadko przypomina mi sen..wtedy usmiecham się do siebie i łapie dystans.. Tak jak Maciek napisał uważam, że napewno jesteśmy odpowiedzialni za to co dzieje się tu i teraz..i fajnie gdyby każdy był tego świadom. Na to co spotyka mnie teraz zasłużyłam sobie już kiedyś.. stąd m.in. ciekawa jestem swojego poprzedniego życia..mam nadzieję, że można go sobie przypomnieć..
    Jeśli chodzi o sen (ten nocny :) ) to postrzegam go jako zbiór myśli, doświadczeń tych zauważonych i tych w których nie towarzyszyła nam świadomość .. to taki zmiksowany film z wydarzeń dnia..

  14. O, toś mnie zaintrygował tym,że smutek jest neutralny. Skąd takie zestawienie u Ciebie?

    Na koniec dnia,życzę Ci zatem, żeby o poranku pogłaskały Cię myśli radosne, twórcze i “optymistyczne z akcentem humorystycznym”

    Nurzanie się w bólu dawało jakże fantastyczny stan “bycia ofiarą”, tkwienie w nim było bardzo wygodne.

    A może pogadajmy o radości? Czym jest dla Ciebie (dla Was pozostali mieszkańcy krainy czarów?)

  15. Miało być neutralną… :) dzięki za uważność.

    Ja… hmm… budzę się najczęściej z różnymi myślami… zależnie od dnia tygodnia… osób wokół…

    Nastroje są różne – zależnie od myśli jakie mnie głaszczą z samego ranka. :-)

    Co dawało nurzanie się w bólu?

  16. Cieszę się, że radośnie Ci było/jest ;-)

    Emocją naturalną czy neutralną? Bo jeśli naturalną to mnie to nie pasuje, już nie ;-) Kiedyś to się mogłabym nurzać w bólu egzystencjalnym. Dziś wybieram śmiech.

    A Ty? ;-) Z czym się budzisz najczęściej? I jak Ci to pasuje ;-)

  17. Dzisiaj towarzyszyła mi radość. :-)

    Emocją naturalną jest smutek.

    Jak Ci to pasuje?

  18. Dla mnie spokój jest emocją pozytywną ;-) Pozytywne jest takie bycie w puchu ;-)
    Ogólnie trudno mi doszukać się emocji neutralnej, no może obojętność, ale tego stanu nie znam, więc trudno mi się wypowiedzieć.

    A jakie pozytywne emocje Tobie dziś towarzyszyły?

  19. Dla mnie spokój jest emocją neutralną… jaką dla Ciebie?

    Zdecydowanie łatwiej dostrzec nam emocje negatywne, pozytywne… trudniej.

  20. No kiedy nic się nie dzieje, to właśnie jest spokój i cisza ;-) Dla mnie to emocja, która koi, delikatnie otula, to jak leżenie w puchu z jednoczesnym unoszeniem się. To miękkie bycie ot tak.

  21. A jakie emocje pojawiają się kiedy nic się nie dzieje?

    Czy znany jest Ci stan równowagi, spokoju, harmonii?

    Jeśli tak, to co wtedy odczuwasz?

  22. no i “c” zgubiłam – bo “c” takie ciche, puste, milczące i słabowite mi się zdaje, dobrze, że w sąsiedztwie szalonego “j” występuje, to się równoważy ;-)

  23. “Emocje neutralne” mnie zaintrygowały. Ciekawy zbitek liter, słów i znaczeń. Szukam u siebie neutralnych emocji i jakoś nie znajduję. Samo słowo emocja, brzmi no… emocjonalnie! Ma w sobie ogromną siłę, dźwięczy pięknie.

    Samogłoski jaśnieją blaskiem:
    “e” może być zawodem, ale i złością, może być lekkością, a wyśpiewywane raz nisko raz wysoko, jest jak zmienny nastrój,
    “o” jest zdziwieniem i zaskoczeniem, pewnym zawodem i trąci czasem smutkiem, ale jak mu smutek minie, to o, jak pięknie się robi,
    z “a” jest najwięcej przyjemności, rozkoszy smaku, westchnień ulgi, nagłych olśnień,

    spółgłoski zaś:”m” kojarzy mi się z głębinowymi emocjami,
    a “j” jest takie lekko szalone, raz tu, raz tam, najpierw pociągnie ogonkiem w dół,a potem kropką zwabi w górę.

    Och, jak mi się to podoba, co piszę ;-). Sama się sobie dziwię, że to usłyszałam! Dziękuję za tę muzykę Kocie!

  24. Maćku,

    wzorzec zostaje nabyty/wdrukowany (uczymy się wzorców całe życie)?

    Jak zatem mówić o emocjach u noworodka?

    Jakie emocje posiada w momencie przyjścia na świat?
    Czy są to tylko emocje pierwotne?

    Czy reszta, zostaje nabyta wraz z wiekiem i nowymi doświadczeniami?

    Zastanawiałem się nad tym i do tej pory nie przyszło mi doznać oświecenia. :-)

    Chyba, że intuicja dobrze podpowiada.

    Co z emocjami neutralnymi? Czy w Twojej mapie jest i dla nich miejsce?

  25. Dzień dobry…

    w życiu nie pomyślałabym o coachingu jako o Szalonym Kapeluszniku :) biorę to sobie :)

    a co do przyciągania- to ja się zgadzam znów z Twoimi słowami Maćku, jakoś tylko zgrabniej to napisałeś niż ja ;)

    co mi się dziś wyśniło? śniły mi się duchy… śniły mi się dwa, albo może nawet trzy równoległe światy. W jednym świecie byłam tu i teraz żywa, ale widziałam duchy – totalna masakra, ktoś kogoś gonił z nożem, chciał zabić, potem ten ktoś gonił kogoś innego… (najmocniejsza część snu- patrzę w lustro i widzę w nim oprócz swojego odbicia odbicie jakiegoś chłopca- odwracam się, a tam go nie ma!!!!), a w drugim świecie (we śnie przeskakiwałam między nimi co kilkanaście minut, wg czasu sennego a nie rzeczywistego :)) to ja byłam duchem i niektórzy mnie widzieli i ode mnie uciekali…

    obudziłam się spocona jak norka (norki oprócz tego, że mogą rechotać, gdy są szczęśliwe, to mogą też się spocić przez sen, gdy się przestraszą :))… byłam w takim amoku, że gdy tylko przymykałam oczy, obraz pojawiał się z automatu… i poważnie: cholernie się bałam…

    dawno nie miałam takiej jazdy w głowie… oj dawno…

    nawet nie wiem, czy chce mi się interpretować ten sen na ten moment…

    miłego dnia :)

  26. Maxi C. Maultsby, o którym już była mowa spędził 5000 godzin badan klinicznych i ustalił co następuje:

    to myśl wynikająca ze wzroca (czyli wpojonych nam przekonań i wartości, które się zautomatyzowały) dokonuje “obóbki”, intepretetacji rzeczywistości i nazywa ją (w uproszczeniu) dobrą lub złą, w efekcie oddziaływania myśli wzbudza się w nas emocja przyjemna lub nieprzyjemna

    (Acha, juz sobie przypominam – nie lubię tego sera, jest niesmaczny, och co za wstrętny ser, napawa mnie obrzydzeniem)

    i tak powstała Racjionalna Terapia Zachowań i jej dziecko coaching (które jest mutantem i dzieckiem wielu ojców i matek i samo w sobie Szalonym Kapelusznikiem)

    a coachig, drodzy mieszkańcy krainy czarów mówi, że możesz przyciągnąć ów milion i prezydenturę, gdyż twoja podświadomość działa jak program samosterujący, jeśli jest w nim isntrukacja: bieda, krzywda, bieda, hańba, bieda – to efektem jest poczucie krzywdy i bieda oraz przyspawanie się do krzyża; jeśli działa tam program: siła, sukces, pieniądze, choćby po trupach – spotkasz człowieka-tarana itd.

    dobrej nocy :)

    to co się wyśni to tajna część oprogramowania :)

  27. Ach, jak fajnie się Was czyta. No i ile pytań zabrzęczało we mnie ;)
    Najpierw pozwólcie, że zabiorę głos w sprawie Anity. Bo to przecież oburzające, żeby tak na prezydenturę się pchać! Przecież społeczeństwo tego nie wytrzyma! Umrze od nadmiaru pytań, zmian i dobra. Ale cóż… po przeanalizowaniu wszystkich faktów, wspaniałomyślnie odstąpię od kandydowania i popieram Anitę!

    I choć jestem Agnieszka Hawajka, to tak naprawdę jestem Kapelusznikiem!

    I tak sobie jeszcze dumam, że chyba zawsze widzimy to, co chcemy widzieć. Pojawia się jeden sen, potem kolejny i następny. Kurtyny iluzji opadają raz za razem i co dalej? Co się pojawia jak już opadną wszystkie? Dla mnie zaczyna się wtedy pustka, cisza, wolność.

    A wcielenia, kolejne życia. Może są, może ich nie ma. Każdy ma swoją bajkę, a może ona wspólna? Zdecydowanie, do moich ulubionych pytań należy: Po co Ci to potrzebne oraz: I co chcesz z tym zrobić ;-)

  28. narazie przyciągnę sobie sen.. a jutro powrócę do karmy.. a przy okazji sen to też niezły temat.. śpijcie dobrze :)

  29. Nie wiem… to Twoje przemyślenia… :)

    Pytanie po co Ci to potrzebne?

  30. hmm.. i co teraz..:)

  31. Hmm… ciekawe…

    Zastanawiam się co zrobisz… :-) z karmą i prawem przyciągania.

  32. Ok.. Dobrej nocy..

  33. Tak Kocie mówimy chyba o tym samym, tylko inaczej nazywamy.. Właśnie nie wiem czy chcę to łączyć, ale jesli wierzę w 1 i 2, to lepiej żebym widziała w tym spójność :)
    Anito mówiąc o tym życiu.. a o poprzednich i kolejnych?

  34. PS ja chcę być łącznikiem a nie kłótnikiem, idę spać, bo już zdań nie składam :)

    patrząc na to co się dzieje z tą współzależnością i przyciąganiem to ja mam nadzieję, że serwery nie padną w nocy od ilości czytelników, którzy odwiedzą bloga :)

  35. Lola, to jak już ruszę ze swoim blogiem to wtedy napiszę jaki mam program :) nie wiem czy wolno mi tu uprawiać prywatę (chociaż patrząc na to globalnie- wszyscy na tym zyskają jeśli wreszcie prezydent będzie mediatorem i łącznikiem między partiami a nie pierwszym gromorzutnikiem i rozdzielaczek i kłótnikiem- a takim ja chcę być :) ;))

    co do karmy: tak wierzę w przyczynę i skutek, wierzę w to, że jak uderzysz pięścią w stół to albo zaboli Cię ręka, albo pęknie stół, albo spadnie coś ze stołu albo będzie głośny odgłos, który obudzi dziecko w pokoju obok…
    wierzę też w to, że jak przyczyna zamienia się w skutek i ten skutek jest przyczyną innego skutku. To jednak Ty decydujesz o tym co zrobisz z przyczyną i skutkiem :)

  36. Ludzie, którzy chcą być bogaci tak się zachowują… Może wynika to z tego, że próbują dostosować się/zmodelować w najprostszy możliwy sposób tych bogatych.
    Przestawanie w takim towarzystwie może sprawić, że zostaną bogaczami… potrzebują wzorców zachowań/guru/wiedzy, aby móc je zarobić/zdobyć/dostać.
    Dla Ciebie to przyciąganie, a dla mnie widzenie odpowiednich rzeczy/słyszenie słów/wyciąganie wniosków.

    Szukasz połączenia karmy z prawem przyciągania?

  37. a tak w ogóle to nie bez powodu ludzie chcący stać się bogaci, choć jeszcze nimi nie są tak się zachowują.. przestają w takim towarzystwie etc.. ich działania =przyciąganie..
    wszystko rozumiem, prawie, ale co z tą karmą?

  38. jeden głos już masz, a jeszcze nie znam Twojego planu.. no ale mnie sprowokowałaś :)

  39. Zależy jak sugestię wrzucę swojemu softwarowi… :-)
    Zgadzam się w 100% z powyższym. :-)

    Też się podzielę:

    “Rzeczywistość jest negocjowalna” – Timothy Ferris (o ile dobrze pamiętam:-))

  40. zamiast dobre, miało być słowo użyteczne i ekonomiczne :)

  41. zara zara… ja wierzę, że jak będę myśleć o tym, że za 10 lat zostanę pierwszą kobietą prezydent w Polsce i że im więcej będę o tym mówić do ludzi to to się stanie bez potrzeby wydawania milionów na kampanię :)

    oczywiście samo leżenie i nic nie robienie raczej nie sprawi, że milion dolarów, czy też prezydentura przyjdą ot tak… jednak jeśli będę leżeć czasem, czasem rozmawiać o tym z ludźmi (a na ten moment wszyscy, którym o tym opowiadam są zainteresowani głosowaniem na mnie :)), jeśli dodatkowo powiem parę mądrych słów, napiszę parę dobrych artykułów i do tego jeszcze będę się zachowywać spójnie do tego co mówię- to to przyjdzie…

    przyciąganie nie polega, Kocie z z Cheshire, na roszczeniu, przyciąganie- dla mnie oczywiście- polega na przyciąganiu :P

    jeśli będziesz rościł- otrzymasz roszczenia, jeśli będziesz dawać- otrzymać dawanie :) to o takie przyciągnie chodzi… mnie przynajmniej :)

  42. O ile wierze w przyciąganie.. i w karmę również, bo jak już tutaj mowiliśmy to co zasiejemy zbieramy.. (okoliczności, inne wcielenia itd. ) to jakoś nie mogę tego połączyć..?

  43. “Kiedy sądzisz, że możesz… lub kiedy sądzisz, że nie możesz…, w obu przypadkach masz rację” Henry Ford
    Hmm :)

  44. Co widzisz w tym momencie?
    Co robisz by widzieć więcej?

    Wierzę, że skutek jest jednocześnie przyczyną, a przyczyna skutkiem. :-)

    A Ty w co wierzysz?

  45. yhhmm..czy wierzycie w karmę? (poprawiam się, bo kieruje pytanie do ekipy..)

  46. Oj przyciągnąłbyś, tylko nie wierzysz.. kwestia świadomości..czasu.. okoliczności..no i przyciągania :) a wierzysz w karmę?

  47. Właśnie..myślę, że dostawanie to czego chcemy ma związek z tym co widzimy, czyli idąc dalej tropem Anity widzimy coraz to więcej.. jeszcze dalej – odbieramy to co wysłaliśmy i przepuszczamy przez sito wszystko..tak by otrzymać to czego chcemy..?

  48. Nie zgadzam się z prawem przyciągania – to dla mnie forma myślenia życzeniowo-roszczeniowego.
    Czy przyciągnę do siebie milion dolarów? Nie.

    Mogę jednak ujrzeć sposoby na jego zarobienie/otrzymanie/wygranie/etc.

    Rozwijam więc w sobie umiejętność rozumienia słowa, rozdziału i książki…
    Widzenia liścia, gałęzi i drzewa… :-)

  49. A może, Kocie, zamiast zadawać pytania zamknięte to zaczniesz coś mówić od siebie? :P ;)

    Lola… ekipa przyjdzie sama- pytanie czy ją zobaczymy? :)

    prawo przyciągania sprawa, że dostajemy to co chcemy i to co wcześniej sami wysłaliśmy. Jesteśmy magnesami, które przyciągają wszystko… jesteśmy jednak super ekstra wyposażony magnesami- możemy się otoczyć hiperaktywną bańką, która przepuszczać będzie tylko tych co chcemy i tylko to co chcemy :)

    Widzimy to co nasz mózg chce zobaczyć… ćwiczmy więc codziennie, by widzieć co raz to więcej :)

  50. Czy prawo przyciągania sprawia, że dostajemy co chcemy?

    A może widzimy to, co chcemy zobaczyć?

  51. Anito coś w tym jest.. czekam na dalszą ekipę zatem :)

  52. Lolu :) nas jest tak dużo jak tylko dużo chcesz nas zobaczyć :) a tak samo jest z emocjami- będą dla Ciebie na tyle dobre, na ile chcesz, żeby były… tak sądzę…

    kiedy chcesz komuś pomóc, żeby samej poczuć się lepiej- to też jest ok- sama czujesz się dobrze i komuś robisz dobrze :)

    jednak kiedy pomagasz komuś nie myśląc o tym, czy coś dostaniesz, to jest jeszcze lepiej- wtedy nie musisz już myśleć, wtedy po prostu wiesz, że to i tak do Ciebie wróci :)

    tak sądzę… według mojej wiedzy i doświadczeń :)

  53. kiedy pojawi się Szalony Kapelusznik? :) jeśli już mowa o współzależności ;)?

  54. No tak.. z Krainy Czarów jest Was tu trochę więcej.. Wiem, że emocje u niektórych działają jak automat – moim zdaniem jednak można wziąć je na warsztat, a dalej ku zrozumieniu będą się rozpuszczać jak cukier w mojej ulubionej kawce.. O, może zacznę wizualizować – słyszeliście o prawie przyciągania?
    Ja też wzruszam się.. kiedyś odbywało się to częściej.. ale w miarę upływu czasu jak się temu przyglądam to widzę, że nie jest mi to potrzebne do szczęścia – w tych momentach odzywa się moje ego – chcę np. pomóc komuś, bo wtedy ja lepiej się poczuje z tym.. Wolałabym wnieść czystą intencję..

  55. A mogę ja coś powiedzieć? :) bo dawno nic nie mówiłam ;)))) :)

    Dla mnie, według mojej mapy, emocje nawet jeśli są tłumione NADAL SĄ EMOCJAMI :) to po pierwsze primo.

    Po drugie primo: jeśli jesteśmy w stanie opanować złość, to nie znaczy, że tej złości nie odczuwamy, to znaczy, że ją opanowaliśmy. Mówiąc prościej: jeśli się wkur…. zdenerwujesz… :) i zajmie Ci to 3 sekundy to nie jest to złe- emocja powstała, zdajesz sobie z niej sprawę, nazywasz ją, ona odchodzi i jest ekstra (po latach praktyk myślę, że zajmuje to mniej niż 3 sekundy, mi na razie zajmuje jakieś 40 ;)- o 32 za długo :))

    Po trzecie primo: czy człowiek byłby człowiekiem bez emocji? wydaje mi się, że to chyba jest tak: jak człowiek uzyskuje spokój wewnętrzny to uzyskuje i spokój zewnętrzny, a to oznacza, że nic go nie wyprowadza z równowagi… co nie znaczy, że nie może się zdenerwować- wkurzyć- wściec- ważne jednak by ten stan trwał jak najkrócej. A może to jest tak, że jak się ma spokój wewnętrzny to jedyną emocją jest radość i totalna spójność? :)

    Dla mnie emocje nie są wypaczeniem. Ja uwielbiam się śmiać i płakać. Uwielbiam rechotać jak norka (cytując za pewną Panią :)) ale lubię też (nie wiem, czy lubię to dobre słowo)- nie przeszkadza mi kiedy łzy mi popłyną oglądając np. bite dzieciaki albo zwierzaki. I to nie jest emocja, która mnie przytłacza, ona powoduje, że chce mi się iść w świat i pomagać tym, których spotkam na drodze swojej.

    Po czwarte primo: jeśli masz w sobie energię, która wg Ciebie jest zła, toksyczna, psuje Ci zęby i skórę- zastanów się w jaki sposób przetransportować tą energię w coś co będzie użyteczne i ekonomiczne dla Ciebie, osób z Twojego otoczenia i najlepiej zwierzaków i roślinek ;)

    Po piątek primo: emocje powstają w nas ze względu na jakieś przekonania. Jeśli więc ktoś ma przekonanie: wszyscy Murzyni to Żydzi, wtedy na widok każdego Murzynka otwiera mu się nóż w kieszeni (tzn. zaczyna się bać- powstaje więc lęk, być może i złość, a potem nawet furia) i wywołuje to złe emocje.

    Jeśli jednak ja mam przekonanie: każdy człowiek ma dobre intencje- wtedy, nawet gdy ktoś wjedzie mi w tył samochodu- nie wyskakuję z niego jak furiatka i nie rzucam w niego torebką, tylko wysiadam i mówię: szanowny Panie/ szanowna Pani, cóż teraz możemy z tym zrobić tak żeby było dobrze? :) znając mnie pewnie szanowny Pan albo Pani wzięłaby ode mnie wizytówkę i potem zostałby/ zostałaby moim klientem ;)))

    Po szóste primo: wszystko co powyżej, napisałam na podstawie doświadczenia własnego, swoich bliskich oraz relacji z telewizji :) no i paru książek Maćka :P ;)))))

  56. Emocje pojawią się u nas z automatu… są formą ustosunkowania się do otaczającej nas rzeczywistości.
    (I tak każdy z nas rzeczywistość postrzega w inny sposób – żyje niejako w swoim świecie,)
    Jeśli je tłumimy “ukrywają: się w naszym ciele.
    Długo tłumione, głęboko ukryte mogą prowadzić do bólów w różnych częściach ciała (polecam książki Alexandra Lowena).

    Czy można wyzbyć się emocji? Wg mnie nie.
    Czy można nauczyć się nad nimi panować? Jestem przekonany, że tak. :)
    Jak już napisałaś… tłumione emocje=tłumiona energia… (przynajmniej tak to zrozumiałem).
    A czy energię możesz spożytkować we właściwy sposób?
    Czy świadomość “zarządzania” emocjami ma wpływ na “łańcuch zależności”?

  57. Jeśli jesteś tym Kotem od Alicji.. zapewne wyjaśnisz mi wszystko :)

  58. Emocje są dla mnie oceną i zaangażowaniem, skrajnością, która wypacza obraz rzeczywisty..
    Idąć tą drogą tłumienie zakończy się wybuchem, ale co z możliwością zmiany tej energii na etapie tłumienia?
    Jeśli jednak podejdziemy do sytuacji bez emocji, zupełnie neutralnie, jakie będzie miało to odzwierciedlenie w łańcuchu zależności? Czy w ogóle będzie miało, zaznaczając, że jesteśmy w tym momencie swiadomi..?

  59. Lolu, jak myślisz, co stanie się z czajnikiem stalowym, jeśli skleimy gwizdek z szyjką?
    Albo z balonem, który będziemy nadmuchiwać przez 30 minut?

    Czym są dla Ciebie emocje?

  60. mnie z kolei nasunął się film “11:14”

  61. Hej , mam pytanie odnośnie tego łańcucha zależności, bo jak widać najszybciej na przestrzeni dnia – to działa.. I jeśli chodzi o samo działanie, jest to dość przejrzyste.. Jednak co dzieje się, jeśli ktoś nie wypowiada słów, nie podejmuje działania, powstrzymuje się, tłumiąc w sobie emocje ( np. te negatywne ) ?. No chyba, że tłumienie jest również działaniem.. mam na myśli w takim razie neutralność..
    Czy wtedy energia uzewnętrznia się w jakiś sposób, czy też pozostaje w środku oczekując na ” dogodny moment” ? Może całkowicie znika.. albo też jest to stan i dobry moment na przekształcenie jej w pozytywne wibracje ( w przypadku odczuwania negatywnych)..?
    Jeśli ktoś rozumie o czym pisze.. czekam na zwrotne info..

  62. A mnie się teraz przypomniał film “Mr Nobody”. Poruszający i… chciałam napisać coś jeszcze, ale myślę, że kto ciekawy zerknie, a potem zweryfikuje swoje wybory życiowe ;-)

  63. jest taki film polski “Zero”
    “to wielowątkowa historia, w której przecinają się drogi wielu osób, a każda ich decyzja będzie miała konsekwencje nie tylko dla nich.”

  64. rzeczywiście ten ciąg zdarzeń od poranka do stukniętego BMW popołudniu to przykład współzależności. takiej współzależności …przypadków. Kiedy wydaje nam się, że mimowolnie puszczona uwaga pod czyimś adresem NIC nie znaczy. Znaczy. Tak samo jak uśmiech w stronę kogoś nieznajomego czy bezinteresowna pomoc. W tym przykładzie widać, że nikt nie przerwał jakby tego łańcuszka a kolejna osoba podaje coś złego dalej. Tak – co posiejesz to wraca ale jakby tak w ciągu dnia przechwycić takie ziarenko, które dostajemy i zamienić je właśnie w coś dobrego ? Może gdyby wróciło zmienione do nadawcy to by coś zmieniło ? Inna rzecz że w ciągu dnia dostajemy zewsząd różne takie łańcuszkowe wirusy a czemu reagujemy najbardziej na te podkręcające negatywnie ? bo kiedy spotka nas coś niespodziewanie miłego to często skupiamy się na samym delektowaniu się tym co nas spotkało a potem albo poślemy to dalej albo skonsumujemy i zastopujemy. Jeśli do nas dziennie dochodzi setka takich łańcuszków to od nas zależy co z nich upleciemy i poślemy dalej. Mając dostęp do całego wachlarza energii, uczuć i emocji w ciągu dnia nieprzypadkowo wybieramy te, które do czegoś nam służą. Właśnie przyszło mi do głowy ćwiczenie iście coachingowe – bo mogłabym dzisiaj wieczorem prześledzić jakie emocje i energie wyłapałam od ludzi przez cały dzień i dlaczego te akurat ? i po co ? a jakie bym chciała ( to już Twoje Maćku ćwiczenie z książki – o planowaniu przeżywanych emocji na jutro).Ale gdyby tak prześledzić jakie emocje jednak niechcący i przypadkiem (sic!) łyknęłam w ciągu dnia to mogłabym się dowiedzieć co za tym stoi a potem jak to przekuć na dobry łańcuszek.. :)
    ależ się rozpisałam :)

  65. Piotrze to chyba jest empatia!?

  66. “Strasznie” mi się podoba ten post :)

    Jak w nic innego wierze w zasadę co “co wysyłasz – to wraca”
    Mój świat też jest dobry – bo ja się do niego uśmiecham :)

  67. Człowiek jest tak fascynująco złożoną istotą, niepoznaną i tajemniczą, że takie sprawy są “normalne” (choć jeszcze nie powszechne). Czasem dzieje się podobnie o czym mówisz Piotrze, podczas sesji masażu. Cisza, jedynie muzyka, oddechy i dwa ciała, które mają gotowość na otwartość. I pojawiają się obrazy, fantazje, sny, które potem okazują się snami osoby leżącej na stole, nawet z konkretnymi zdaniami…

    Nie wiem co to jest, jaki kanał jest otwarty i odkąd dokąd prowadzi. Wierzę jednak w uważność i skupienie. Im większe, tym pełniejsze sny można odebrać od drugiej osoby. Im mniej wysiłku wkłada się w próbę “zobaczenia czy usłyszenia” czegoś, tym łatwiej o takie sny-fantazje-wizje. Tak jest w moim przypadku, ciekawa jestem innych doświadczeń ;-)

  68. no tak wszystko sie zgadza :-) …. ale … nie wiem czy to przypadek czy nie, czy włączenie “jakiegoś kanału przekazu” czy nie, a może po prostu sztuczka…
    Powiedzcie proszę co myślicie.
    Terapia, sesja – jestem zagłębiony w swoich myślach i wyobrażeniach (obrazach). Nic nie mówię. Spokojnie oddycham. Oczy mam zamknięte.

    Widzę przed sobą rzekę i za chwilę terapeuta mówi; Piotrze płyń tą rzeką.
    Za chwilę widzę coś w rodzaju ognia – a terapeuta za chwilę po pojawieniu się obrazu; “Piotrze, daj temu ogniowi się rozwijać”
    Za chwilę jestem w nastroju niesamowitej radości i zadowolenia; – a terapeuta mówi – oczywiście za chwilę; “Ciesz się tą radością – to jest Piotrze specjalnie dla Ciebie”
    I jeszcze na dodatek ku mojemu zdziwieniu na koniec, kiedy w mojej wizji / obrazach pojawia się wiel przyjaznych osób – terapeuta mówi – oczywiście po tym jak ten obraz się pojawił ; “Piotrze, zostań z twoimi przyjaciółmi przez tyle czasu ile potrzeba”.
    Jak dla mnie przekracza to kwiestię przypadku – !!! 4 !!! razy przeczytać dokładnie to co myślę lub widzę w wyobrażeniach???
    Tak więc pozostaje kwestia kanału przekazu / projekcji czy czegokolwiek jeszcze – macie może pomysły jak to się dzieje? Jaki to mechanizm?

  69. cos podobnego widac nawet na produkcji czy w biurze, wystarczy jeden czlowiek “nie w sosie” zdenerowoany i cala robota bierze w leb, psuje sie,
    jak jakas mysl zahaczy mi sie na nerwowych skojarzeniach to czasem polowe dnia chodze i mysle o tym, pewnie wtedy tez “zarazam” wirusem zdenerwowania

  70. I dlatego bardzo się cieszę, że w ostatnim czasie w moim życiu spotykam samych dobrych ludzi, że dzieją się same dobre rzeczy w moim życiu i że nawet jak mam katar, herbata się wyleje na certyfikacji trenerskiej, to i tak… jest dobrze. Jeśli spokój jest we mnie, spokój jest wokół mnie… jeśli jest we mnie agresja, agresja jest we wszystkim i wszystkich…

    nauczyłam się nie tylko otaczać dobrymi emocjami, ale i je wytwarzać :)

    dobrej soboty Wszystkim :)

Komentarze są wyłączone.