Zawód: populista

na mieliźnie
na mieliźnie

Grecy świętują. Z czego się cieszą? Nie bardzo wiadomo. Może to taki rodzaj hucznej stypy? Podobnie niezrozumiałe było pytanie referendalne ale co tam, grunt, że jest powód do świętowania. Raz jeszcze spytam? Co świętują? Że zawsze byli w Europie, że tworzyli cywilizację, że odrzucili kredyty, że pokazali kanclerz Merkel co o niej sądzą? Nie bardzo wiadomo. Nie inaczej u nas? W telewizji Paweł Kukiz odmieniał przez wszystkie przypadki słowo: jowy. Co to jowy, o co chodzi z jowami, na czym polega ordynacja wyborcza i do czego prowadzi? Nie wiadomo ale i tak zwolennicy jowów się cieszą.

Podobnie z programem. Pan Kukiz nie ma programu, program to ściema, stwierdza. Ma tymczasem strategię! Czym różni się strategii od programu i na czym polega wyższość strategii nad programem? Nie wiadomo ale i tak Kukiz i jego zwolennicy się cieszą. Od dawna nie słyszałem tak chaotycznej rozmowy jak dzisiejsza Moniki Olejnik z Pawłem Kukizem. Po 10 minutach nie mogłem się połapać o co chodzi? O czym rozmawiają? Jakie są cele rozmowy? Co ma z niej wynikać? Nie ważne, najważniejsze, że pokazał się lider. Jak lider pokazuje, tym którym chce pokazać, gdzie ich miejsce, zwolennicy się cieszą. Co dalej? Nie wiadomo.

***

Ludzie niewiele rozumieją. To zadziwiające – internet, książki, artykuły są pełne informacji, które łatwo można pozyskać, przeczytać, porównać. Łatwo też wyrobić sobie samodzielną opinię na temat Grecji, Unii oraz konkretnych propozycji np. zasiłku 500 złotych na dziecko czy uszczelnienia systemu podatkowego. Być może nieczytająca większość nie potrafi czytać ze zrozumieniem? Lecz nawet jeśli większość Polaków i Greków nie czyta i nie rozumie nieco trudniejszych analiz ekonomicznych, to przecież przeciętnie uzdolniony licealista rozumie, że np. uszczelnienie systemu podatkowego oznacza policję skarbową w każdej firmie, kontrole krzyżowe i transfer kapitału na Kajmany.

***

Tymczasem kilka dni temu byłem w Lublinie na konferencji coachingowej dla biznesu i spotkałem tam mnóstwo ludzi wnikliwych, refleksyjnych, ciekawych. Odbyłem wiele rozmów o dojrzewaniu osobistym, o zmianie w organizacji, o potrzebie wychodzenia ze schematów, o zagrożeniu populizmem – tym lokalnym w firmie, w powiecie, województwie i tym globalnym – w państwie i Europie. Byłem zbudowany samoświadomością, głębokości analiz i refleksji. Przyjazne dyskusje, świadome komentarze, ludzie poszukujący inspiracji! Byłem pod wrażeniem!

***

Populizm? W majowych, powyborczych komentarzach i hejtach obrzucano się tym słowem jak wyzwiskiem najczęściej nie rozumiejąc jego znaczenia. Jednakże jakie to ma znaczenie, że ktoś nie rozumie znaczenia? Podobnie jak z referendum w Grecji i jowami w Polsce – żadnego. Mało kto coś z tego rozumie i mało kto się tym przejmuje, że nie rozumie. Głupota nie tyle staniała, co jest powodem do dumy! Nie uwierzycie – spotkałem ludzi, którzy szczycą się tym, że nie czytają książek! Mało tego, ignorancję uznają za powód do dumy a refleksyjność za wadę i obciach.

***

Przypomnę – populizm to odwoływanie się do uproszczeń i stereotypów, używanie naiwnej argumentacji, która wskazuje pozorne rozwiązania. Populizm kreuje uproszczoną wizję czarno-białego świata tworząc atmosferę zagrożenia i osaczonej wyspy, która ulegnie kataklizmowi, jeśli proste recepty, które zna tylko populista, nie zostaną zrealizowane. Populistyczni politycy tworzą sztuczne i wyolbrzymione cele materialne, których spełnienie obiecują. Dlatego też obietnice dotyczą wyłącznie sfery materialnej. Istota populizmu zasadza się na składaniu atrakcyjnych obietnic w celu zdobycia władzy przez klikę by zrealizować interesy materialne kliki. Obietnice są ponadto miłe, choć dają złudzenia i fałszywe nadzieje.

***

Odkąd wróciłem z Lublina zastanawiam się, gdzie na co dzień chowają się ludzie refleksyjni jakich poznałem na konferencji, dlaczego ich nie widać, dlaczego nie zabierają głosu, dlaczego nie nagłaśniają złożoności zjawisk? Gdzie podziali się wszyscy coache, mentorzy, tutorzy, nauczyciele, analitycy, którzy mogliby zadać krytyczne pytania, zapytać o wskaźniki dotyczące rezultatów, o miary celów? Gdzie się, u licha, na co dzień chowają, jeśli do tak zwanej opinii publiczne najmocniej przebija się głos populizmu? Pochowali się. Nie zabierają głosu. Może to instynkt samozachowawczy? Może konformizm? A może w zgiełku idiotyzmów nie słychać refleksji zachęcającej do zastanowienia? W każdym razie spora część ludzi oczekuje prostych odpowiedzi i tanich recept. Gdy jednak dorwać ich sam na sam w jakimś kątku, przyprzeć do muru, to przecież przyznają, że łatwych recept nie ma. O co więc chodzi z dawaniem poklasku populistom?

Zawód: populista
Oceń artykuł

Udostępnij:
Maciej Bennewicz

Maciej Bennewicz

Dyrektor Instytutu Kognitywistyki, wykładowca mentoringu i coachingu, pisarz, socjolog, coach, terapeuta, superwizor.

17 komentarzy

  1. Oj tak Aniu ;)
    W wyobraźni wszystko możliwe, rozczarowania przychodzą dopiero z czasem. Rety jak to wszystko poszło do przodu. Dziwnie do przodu. Nie było komórek, nie było problemu? Przecież kiedyś imponowało się tym, że dziewczyna sama sobie szyła, ktoś coś zrobił z niczego. Dzisiaj żeby nie być szykanowanym w szkole trzeba mieć.

    Jest lans na posiadanie. Wyścig na młody wygląd. Wyścig na zamki celebrytów, które małpują odbiorcy mody. Inne tempo życia. Trochę nijak ma się to, do różnic i codziennego 1300 brutto albo umowy zlecenia, robanów z ciuchami z drugiej ręki i kolejkami za zdrowiem w nfz. Dla wielu dobrze sytuowanych osób taka codzienność to jakaś fikcja, coś na co być może sami sobie „zasłużyli”. A to tylko drapieżny kapitalizm ;-)???

  2. Autor bloga nas sprawdza czy czytamy jego książki i czy coś z tego rozumiemy. Myślicie, że M. Bennewicz nie wie dlaczego najgłośniej krzyczą głupcy ?

  3. Dzo-ann

    taka partia padlaby po tygodniu.ilu zyskalaby wyborcow?
    po co komu straszenie,ze bedzie zle,albo prawdziwie,czyli tak sobie.zycie zazwyczaj nie jest ani czarne ani biale.

    tak jak mowisz,wszedzie rozsnuwa sie swietlana reklame…pieknego domu ,wakacji na plazy albo nart w Szwajcarii…i wszystko to jest mozliwe ;)))))trzeba tylko zapytac co za tym stoi.ile trzeba na to pracowac dodatkowo.z czego zrezygnowac.
    bo za swoje marzenia trzeba zaplacic.

    jesli naprawde sie chce to miec (dom,ubezpieczenia,samochod)…to mozna. naprawde mozna. tylko czy chce sie ponosic koszta tego?

    no i czy bierze sie sie pod uwage te mniej optymistyczne warianty-utraty zdrowia,pracy,partnera….a czasem wszystkiego naraz.

    uswiadamiam to swojemu dziecku na przykladzie telefonu…
    dwa lata temu kupilismy telefon „za zlotowke”.
    oczywiscie ,za zadna zlotowke….spalcam go w dwuletniej umowie abonamentowej.
    dzis juz moje dziecko chcialoby nowego smartfona…owczesna atrakcja po dwoch latach uzywania…juz nie cieszy ,zacina sie,psuje….
    trudno ,do czasu splaty nie kupimy nowego.
    przypominam wiec ,ze umowa sie jeszcze nie skonczyla.

    tym bardziej trzeba placic kredyt za nowe mieszkanie czy auto. kredyt dla mnie jest uzasadniony w sytuacji ,gdy dany produkt potrzebny jest do uzyskiwania dochodu,czyli potencjalnie pozwala splacac zaciagniety dlug i cos jeszce zyskiwac.
    bzdura jest dla mnie kredyt na zakupy w mediolanie czy wakacje….

    wakacje sluza odpoczynkowi ,zebraniu energii ,pobyciu z bliska osoba…choc bardzo chcialabym pojechac gdzies ,gdzie woda jest lazurowa…ale musze zrobic remont,auto sie psuje,nastolatek chce swoj wlasny kat….
    no trudno.
    moze do tej Grecji da sie jeszce pojechac w przyszlym roku….albo w nastepnych
    ;))))

  4. Przyszło mi do głowy jeszcze coś. Taki eksperyment: czy jest w ogóle do pomyślenia taka polityka, która nie bazuje na snutych bajkowych wizjach, nie mami, nie obiecuje głupiemu gruszek na wierzbie? O czym taka polityka by wtedy była? „Jest tak a tak i Drodzy Obywatele, tu już tak zawsze będzie, tam się trochę poprawi, ale niewiele oraz kosztem tamtej i owej sfery”. Kto by wtedy kogo porwał nie podkręcając temperatury emocjonalnej i bez wykorzystywania najlepiej do tego nadającej się części idealizującej w nas? No i ten ludzki kawałek spragniony siedzenia z palemką na plaży, gdy konto na życie samo zapełnia się odsetkami – mierzą w niego media, reklamy, sekty a polityka miałaby poddać się walkowerem? Tym bardziej, że przecież żywi i realni ludzie tak żyją i jest ich sporo w wywiadach poczytnych portali. Pełno ich historii „jak od zera doszedłem do mej fortuny” co może sprawiać wrażenie, że z obywatelem coś nie tak, skoro on tak nie ma a tu coraz to nowe twarze, rankingi najbogatszych, seriale o milionerach.

    Grecja zbankrutowała. Przedstawia się ja w mediach niepoważnie, roszczeniowo; ośmiesza. Jak? O co tak naprawdę chodzi?
    Na portalach pokazują jedną twarz Grecji – tak, jakby w Polsce politykę budował jedynie, kontrowersyjny Korwin Mikke ze swoim energy drink i nikt poza nim absolutnie. Nie mieli żadnego kataklizmu, ziemia rodzi owoce, ludzie pracują albo usiłują pracować. Natomiast PE pokazuje się jako ostoja demokracji i bastion mądrości wielkich polityków i mocnych banków. Jak świat światem wszędzie jest biel, czerń i ważna zwykła szarość.

  5. czy tak jak Grecy tkwia na swoich krzeselkach,powtarzaja swoja historie,
    nie powtarzamy przedrozbiorowej historii Polski?

  6. kazdy chce miec socjal i wysoki standard.
    jest mozliwy w naszym kraju tylko przy wyzszym PKB.
    dobrze rozumiem?
    ile go wytwarzamy, w czteroosobowej rodzinie ,gdzie pracuje jedna osoba / w dodatku np w Norwegii ?/
    to jest rozwiazanie problemu tylko w skali mikro.rodzina jakos zyje.

    dlugotrwala poprawa jest mozliwa przy pelnej swiadomosci spoleczenstwa,ze dzis bedziemy pracowac na lepsze zycie nasze dzieci. z dlugoletnim planem ,ktory nie od razu przyniesie zaspokojenie oczekiwan oglaszanych przez „kukizow” chetnych do wladzy.
    dla mnie sa to ludzi ,ktorzy dzis chca jeszcze ukrasc dla siebie cegle z budowy.
    paradoks polega na tym, ze ogloszenie takiego planu wiazaloby sie z …przegraniem wyborow.
    ludzie chca tu i teraz.
    za swojego zycia.
    kazdemu spodnie za 300 zl juz jutro.

    no wiec tak trzeba mowic ;) inaczej mnie nie wybiora.

  7. ostatni raz w Grecji bylam 20 lat temu.
    wowczas Grecy siedzieli na krzeselkach przed knajpkami.
    czy nie siedzieli tak cale stulecia?
    czy nie sa dla nich dziwne niemieckie / francuskie /europejskie wymagania?
    ;)))
    nawet my sie gorszymy greckim lenistwem….
    ale mentalnie blizej nam do Niemcow niz poludniowcow

    jak widzialabym zycie w UE,gdybym tam sie wychowala?
    czego od UE oczekuja imigranci?
    wiekszosc z nich po przekroczeniu granic zyje z zasilkow…..

  8. mysle ,ze w skali makro jest podobnie.
    zawsze jest jest jakies cos za cos.

    poza tym co ostatnio napisala AW, czyli konsekwencji wlasnych wyborow i ponoszenia za to odpowiedzialnosci jest jeszcze w tym wszystkim usmiech losu,dobra karma,albo czasem ,mimo dobrych planow i realizacji i -wszystko idzie po grudzie.
    ;)))
    taki element nieprzewidywalnosci .kropla w mikroswiecie , ktora przewaza szale losu.w te albo w te.
    ile trzeba takich kropel w skali makro?
    ile trzeba , aby zmienic myslenie spoleczenstwa ?
    ile trzeba energii ,zeby zmiany w sposobie myslenia zaoowocowaly zmiana dzialania?

  9. czy nie jest to odwieczne marzenie czlowieka: nic nie robic i miec wszystko?
    pamietam z warsztatow coachingowych ,ze wiekszosc uczestnikow marzyla o tym ,zeby zyc z odcinania kuponow ze zbudowanej marki, ktora zarabialaby sama na siebie….wszystko jedno czy bylaby to restauracja ,firma szkoleniowa czy inna.

    moj znajomy sprzedal kiedys swoja firme i kupil za to kilka mieszkan,ktorymi sie zajmuje-wynajmuje,remontuje,naprawia usterki i za czynsz splaca kredyt ,ktory na mieszkania zaciagnal.
    „udalo” mu sie ,bo… potrafil to wszystko wyliczyc, zaplanowac, wygrac licytacje,zrobic samodzielnie remonty (przypadkowo skonczona szkola budowlana pomiedzy matura a studiami) poszukac najemcow i dbac o nich tak ,zeby chceli tam mieszkac….
    no i …podjac taka decyzje (troche zycie mu pomoglo;)))))
    dzis ,po wielu latach:
    gdy wszystko idzie dobrze,ma troche wolnego czasu;))))

    gdy „peknie rura”, przerywa urlop i wraca na plac boju.
    (statystycznie oczywiscie zdarza sie czesciej niz gdy ma sie jedyne wlasne mieszkanie)

    z lokatorami nastawionymi na „daj,zrob,napraw” roznie bywa,
    sa tez tacy,ktorzy nie placa,robia dlugi,a eksmitowanie ich jest niemozliwe….
    wowczas „wakacje” koncza sie na dluzej.

    znajomi patrza z boku i widza tylko te wolne dni ,kiedy „nic nie robi”,nie siedzi w biurze osiem godzin,nie ma pracodawcy,nie prosi o urlop.
    wydaje im sie ,ze ten to ma dobrze….

    ale czy ktos z nich mialby odwage porzucic ciepla posadke i zajac sie podobnym biznesem samodzielnie?

    czyz marzeniem (nie do spelnienia) nie jest przypadkiem zebranie plusow obu sytuacji?
    korzysci z „nieposiadania i posiadania” szefa (i tego za tym idzie )? z jednej strony niepodleganie obowiazkom a z drugiej oczekiwanie wyreczenia z samodzielnosci i odpowiedzialnosci za wlasne decyzje i poczynania,a takze rozliczenia z jakosci wlasnej pracy?
    moj znajomy lekarz marzyl o wlasnej knajpce.
    mial fundusze i pomysl.
    po tym ,jak posluchal „kolegow-szefow” w ewentualnej branzy, zrozumial ,ze to nie tylko mile wieczory,gdy szef kuchni serwuje cos od siebie,ale tez zarzadzanie personelem ludzkim,organizowanie towaru i wywozu smieci, kontrole sanepidu,rachunki,rozliczenia,dbanie o klienta o dopasowywanie sie do potrzeby rynku ,a nie zawsze wlsnego widzi mi sie…..
    i zrezygnowal.
    ;))))))))))

    no i mysle ,ze kazdy moze wybrac.
    i dobrze ,jesli jest to wybor swiadomy.
    mniej wowczas narzekania
    ;))))

  10. A tak poza tym to forma zawsze wygrywa z treścią. Niestety.

  11. Maciek nikt się nie chowa. Po prostu niektórzy wybrali pracę u podstaw, na przykład na sali szkoleniowej. Tam budują zręby poczucia odpowiedzialności czy inspirują do samoświadomości. Wydaje mi się, że ja również sam dokładam cegiełkę do konstrukcji tego domu.

    Jak publicznie mówię o tym, że żeby coś zmienić to trzeba zacząć od siebie, to ludzie dziwnie się na mnie patrzą. My? a czemu nie oni, mówią. Dodają zaraz metaforycznie „dajcie nam a będziemy szczęśliwi a jeszcze najlepiej zabierzcie sąsiadowi, sąsiadce”

    Robię swoje i się nie oglądam. Nie wygram z enelperem-manipulantem, bo on daje snickersa zamiast wędki. Oczywiście ludzie płacą za niego jak za złoto a dostają w papierku gówno. Mają prawo.

  12. :)

  13. Nie ma nic łatwiejszego niż obiecywanie i czarowanie ludzi. Każdy – ten, co czyta i ten, co nie czyta i mimo mało wyrobionej wyobraźni, lubi choć chwilę pofantazjować, zobaczyć siebie w czymś lepszym z lepszymi perspektywami, na sekundę siedzi z palemką na plaży przy błękitnej wodzie ;) Platforma zwyciężając po raz pierwszy np. przenosiła przedsiębiorców w odurzędniczony raj z obniżonym watem. Teraz PIS przenosi ich w raj ciągłych kontroli by stworzyć raj dla ludzi, którzy jeszcze chcą się rozmnażać w kraju, w którym, myśli się, że dziwna kampania społeczna do tego może kogokolwiek nakłonić.

    Coś takiego jest w tych politycznych bajdurzeniach, że choć jeden drugiego sprowadza na ziemię, „lubimy” ich słuchać, wmawiać sobie lepsze światy, wyobrażać sobie cuda na patyku, zasiłki bez wysiłku i raje. Lubimy albo nie mamy wyboru i musimy, a i tak górą są ci, którzy akurat mają władzę i ochotę medialnie szerzyć swoje polityczne wizje.

  14. Refleksyjni są ale stracili zapał i motywację, stłamszeni w zarodku przez populistów – liderów :(

  15. AW nieliczni refleksyjni wystawiają nieśmiało czułki na blogu, u niejakiego Bennewicza ;)

  16. Ależ oczywiście, Panie Macieju.
    Chodzi o to, aby nie podejmować wysiłku. Jakiegokolwiek (czytania, zrobienia czegoś, wzięcia się za coś, dowiedzenia się czegoś o jakiejś sprawie itp.).
    Nie chodzi o znalezienie rozwiązania, tylko chodzi o narzekanie na problem, na skarżenie się jacy to INNI ludzie są beznadziejni (no bo nie MY, przecież). Chodzi o to, aby generalnie nic nie robić ale żeby się poprawiło jak najtańszym kosztem i czyimś wysiłkiem.

    Gdzie są ludzie refleksyjni, że ich nie widać? No po prostu ich stężenie w populacji jest tak małe, że po wyjeździe z konferencji w Lublinie wtopili się w tłum i znikli.

  17. W ramach poszukiwania finansów otarłam się o pewna instytucję, z której szybko uciekłam. Ludzi tam „trwają” a raczej wegetują za niskie płace, ale maja umowę o pracę, podstawę wszelakiej egzystencji. Jedni wegetują do emerytury, inni nie maja lepszego pomysłu, jeszcze inni, bo nie widza innej możliwości. Na moje pytanie: „A może warto ruszyć z miejsca?” Odpowiadają, że już tyle tu pracują i w sumie nic innego nie potrafią…. Moja córka idzie jako 6 latka do szkoły. Nie podoba mi się to. Elbanowscy, którzy odważyli się przeciwstawić się systemowi i walczyć o dzieci, są opluwani … Może nie widać tych refleksyjnych, bo nie chcą być opluwani? Refleksja potrzebuje pewnej delikatności, więc jak tu przeżyć zderzenie z tępotą i buractwem? Oczywiście wszystko kwestią charakteru. Ludzie chcą się czuć silni. Charyzmatyczni populiści, wielu napędzają, można pokrzyczeć, kogoś obrazić, a inni będą bili brawo. Człowiek poczuje się ważny. Ktoś będzie się go bał…. Refleksja wymaga zastanowienia, niektórzy używają trudnych słów, i nie daj Boże człowiek dopatrzy się czegoś w sobie, czego nie chciał widzieć. W jednym z programów, redaktor pytał przechodniów, czy ksiądz miał rację, strasząc , że nie dopuści do komunii dzieci, które chodzą na etykę, bo to grzech… Jedna z osób odpowiedziała, że skoro tak powiedział to pewnie ma racje…. Normalnie reprezentant wyżyn refleksji, własnego zdania i gotowości do dialogu…..Refleksja piękne słowo, ale musi iść w parze z rozumem, a ja odnoszę wrażenie, że w Polsce działa aktywnie podziemie lobotomiczne powiązane z MEN i dlatego mamy co mamy…..

Komentarze są wyłączone.