Ziemniaczki

rodzina kota Ryśka

Wujciu, co to znaczy, że zmiana jest prosta, ale trudniej jest zauważyć co zmieniać – spytała Karolcia odkładając numer Magazynu Coaching, z którym męczyła się od rana. To jednak nie jest tytuł dla siedmio-i-pół-latki, nawet bardzo rozgarniętej.

koty mają silnie rozwinięty system szukania

Opowiedziałem Karolci pewną historię. Deepak Chopra opisuje w jednej ze swoich książek nieco okrutny eksperyment. Małe kocięta zaraz po urodzeniu zamknięto z matką w dużej, białej klatce tak oświetlonej, że nie widać było żadnych kątów, ani załamań. To była grupa A. Grupę B umieszczono w podobnej klatce z tym, że na białych ścianach namalowano czarne, poziome pasy ≡. W grupie C natomiast na ścianach pojawiły się pasy pionowe │││. Po sześciu tygodniach od otwarcia małych oczek kocięta wypuszczano z klatki na teren laboratorium. Małe zwierzęta, zwłaszcza drapieżniki mają silnie rozwinięty system szukania. Kocięta ruszyły na zwiedzanie pomieszczeń. I co się okazało? Te z grupy A nie reagowały na inne kształty niż tylko futerko kocie, lub owalne bryły przypominające kota. Wpadały na wszystkie kanciaste elementy. Koty z grupy B uderzały w kanty stołów, nogi krzeseł, a nawet w nogi ludzi. Świat linii pionowych dla nich nie istniał. Kocięta z grupy C nie rozpoznawały krawędzi schodów, ani stołów, świat poziomów był dla nich niewidoczny. Wraz z postępem biotechnologii udaje się przywracać wzrok ludziom niewidomym od dzieciństwa. Lecz ich mózgi nauczyły się innych wzorców. Chociaż z technicznego punktu widzenia wszystko działa sprawnie, osoby te przeżywają najróżniejsze zakłócenia. Nie widzą cienia, albo nie rozróżniają cienia od figury, są w części daltonistami nierozróżniającymi barw, a jeszcze inne nie potrafią ocenić odległości, ani głębi obrazu. Niemal wszyscy z badanej grupy, jeśli chcieli zrobić coś szybko, woleli zamknąć oczy.

– Wujciu, a jak się skończyła historia z kotkami? – spytała Karolcia.
– Z tego co wiem mają się dobrze, bo to było laboratorium bardzo troskliwe wobec zwierząt, jednak z osiemnastu badanych kociąt aż 7 z różnych grup nie nauczyło się nigdy widzieć świata z kątami i kantami.
– I teraz te kotki nie widzą, co zmieniać? – Karolcia przytomnie pamięta o trudnym pytaniu z początku rozmowy.
– Gdyby przyszło im żyć w dzikich warunkach, miałyby mniej szans na radzenie sobie z niebezpieczeństwami, na skuteczne polowanie, chowanie się przed zagrożeniem od innych kotków wychowanych naturalnie przez mamy-kocice. Kiedyś mieliśmy w domu kota Ryśka, już nie żyje, bo był schorowany, ale razem spędziliśmy wspaniałe lata. Rysiek najbardziej na świecie lubił zapach ziemniaków, wchodził do toreb i skrzynek, uwielbiał kłaść się na ziemniakach. Kiedy był mały wychowywał się w zimnej piwnicy, w której go z resztą znaleźliśmy osamotnionego, głodnego i zmarzniętego. Najcieplejszymi istotami, do których mógł się przytulić były ziemniaczki. Z ludźmi bywa bardzo podobnie Karolciu.
-Czasem wszystko im się myli, wujciu?
-Tak jest Karolciu.

Ziemniaczki
Oceń artykuł

Udostępnij:
Maciej Bennewicz

Maciej Bennewicz

Dyrektor Instytutu Kognitywistyki, wykładowca mentoringu i coachingu, pisarz, socjolog, coach, terapeuta, superwizor.

9 komentarzy

  1. Dziwne…może zaszła jakaś zmiana, bo ja pamiętam nieco inną historię Ryśka i to, że pałał wielką miłością do dźwięku włączonej suszarki do włosów…

  2. Pawełku,
    natchnąłeś mnie tym wpisem o plackach i frytkach z ziemniaczków. Słonecznie Cię pozdrawiam z mrożnego Krakowa.

  3. ZIEMNIAKI – ostatnio zastanawiałem się nad plackami ziemniaczanymi i frytkami. niby to prawie to samo ale nie mogę sobie wyobrazić że można zjeść frytki z cukrem. pewnie można?

  4. No właśnie mamy takiego kochanego “Ziemniaczka” i chcemy dla niego więcej słońca przychylić (pod warunkiem, ze sami go mamy dostatecznie dużo) i co robimy? Bawimy się z nim na słońcu. On po jakimś czasie przedłuża zabawy, bo jest mu dobrze z nami “Słonecznikami”, coraz mniej tęskni do piwnicy, ale jednak do końca tej piwnicy nie wyeliminujemy, bo jest mu zbyt bliska. Może wtedy my powinniśmy też troche do tej piwnicy zejść?

  5. U mojego kota na cyckanie mowimy ciumkanie; tesciowa uznawala to nawet za obraze boska; ale dzeciaki jej wytlumaczyly, ze to dobrze, ze ciumka bo wtedy nie teskni do mamy i jest spokojny, zastanawiam sie jak mnie w dziecinstwie namalowali paski?

  6. Moja kotka, gdy miała 5 tygodni, została zabrana od ciepłego futerka matki, włożona do worka i wyrzucona. Ktoś ją znalazł, a ja przygarnęłam, stając się jej mamą. Od tej pory, gdy tylko założę coś “włochatego” kotka ssie wyimaginowane futerko. Często tuląc futrzaka, po ludzku tłumaczę jej, że jest duża i już w jej wieku ‘nie cycka się’ i zastanawiam się, ile takich “cyckań” zostaje stłumione w człowieku… Ile razy , na wzór kota Ryśka, tulę się do ziemniaków….

  7. istotą zmiany jak zrozumiałem jest.. zrozumienie swoich przekonań, stereotypów, dopiero wtedy można coś zmienić. Jeżeli nam pomagają się rozwijać, uszczęśliwiać siebie jednocześnie nie krzywdząc innych są dobre. Natomiast najlepiej jest zmieniać te przekonania, które nas ograniczają.
    Przychodzi mi tutaj jedna taka myśl. Gdy ćwiczyliśmy w naszej grupie wystąpienia publiczne zastanawialiśmy się nad przyczynami niechęci, stresu i unikania tychże wystapień przez członków naszej grupy.Padły pytania: Jaki jest tego powód? Co jest podstawą? Co możemy z tym zrobić?
    Abstrahując od tremy i innych czynników, występuje przekonanie u ludzi, że kiepsko wypadną i się boją zewnętrzej oceny. Powodów jest wiele, ale powtarzającym się elementem było utrwalone wspomnienie ze szkoły nauczyciela, który ośmiesza dziecko, gdy się pomyli przy tablicy. Wystarczy taką sytuację powtórzyć parę razy w szkole czy to podstawowej, gimnazujm czy to średniej i tworzy się wzorzec, przekonanie, że oto “ja” jestem słaby… niezdolny, kiedpsko mi idzie. Tworzy się niechęć do ujawnienia swojego zdania. Gdyby w szkole można było się uczyć inteligencji emocjonalnej… od profesjonalistów… Tak jak z kociętami, dzieci nie wiedzą tego czego nikt im nie pokazał, przećwiczył, powiedział że istnieje.

  8. Coaching zachęca: zmiana jest prosta. Ale w człeku buzuje, bo choć to wszystko ładnie brzmi, pięknie brzmi, zapowiada to “nowe” w którym chciałoby się choć na chwilę znaleźć i sprawdzić się oraz poczucie wyzwolenia od tzw. starego bodźca, który mierzi, męczy powtarzalnością i własną bezradnością przy okazji… tylko? No właśnie tylko, ten szok, który wisi w powietrzu, ten “Duchamp” i jak ja to wtedy ogarnę i co wtedy ze wszystkim? Chodzili przecież wszyscy od wszech czasów do muzeum, podziwiali z miną wytrawnego Konesera: rzeźby, płótna, marmury i złote ramy, a tu nagle cichcem w 1917r. M.Duchamp wstawił im do Świątyni Sztuki zwykły pisuar, a potem w 1919r. oczy wyszły wszystkim na wierzch przy wielkiej Mona Lisie z wąsikiem i bródką (podpisanej zresztą wulgarnie). Ale, tak zaszła zmiana(!), w świadomości odbiorcy: terapia szokowa i już: stało się, z czasem ukonstytuowała się w zbiorowej świadomości – nadeszło nowe.
    Przed szokiem trzeba się jednak nogami i rękami, no bo jak się potem pozbierać (wszak w kilku pierwszych sekundach, kiedy wszystko się w tym momencie zakleszcza, się nie da)? I ta złowrogo czająca się odpowiedzialność i czasem potem to, co powiedzą inni.
    Nie chcemy się pluskać we wciąż i wciąż tym samym bajorku kłopotów(!), ale lęk co na suchym brzegu silniejszy. Taplamy się, więc nie chcąc rozgrzebywać tego błotka, nurkować niepotrzebnie – wbrew sobie i niektórym -swoim- ważnym przyzwyczajeniom. Taplamy się, nie podpływając za blisko. Do brzegu alternatywnych rozwiązań.
    Różnie jest z tą zmianą. Z pozoru prostą. Zasadzkową ;-)

  9. Mój kocio jest znajdą. Musiał porządnie oberwać od kogoś kablem, ponieważ bał się wszelkiego rodzaju sznurów i ciemnych pomieszczeń. Któregoś dnia zrobiłam eksperyment i usiadłam sobie w ciemnej łazience z kocią michą i kabelkiem . No i tak siedziałam i sobie mruczałam. Kotek długo się mi przyglądał a potem powolutku zwabiony zapachem jedzenia podszedł , obwąchał kabelek, trochę przy mnie posiedział , zjadł z michy….a w obecnej chwili za Chiny się go nie wywali z ciepłego dywanika w ciemnej łazience. Myślę, że to nie sama zmiana budzi lęk co fakt, że nie umiemy ogarnąć, wszystkich aspektów i tego co będzie dalej. Wtedy właśnie przydaje się taka osoba opiekun , która doda otuchy i dzięki której nagle wszystko staje się proste.

Komentarze są wyłączone.