Żółć oraz inne kolory

spójrz z innej perspektywy

To nic osobistego, nie przejmuj się tak bardzo – powiedział zadyszany szesnastolatek do swego kolegi, gdy uciekł im autobus. Autobusy na przedmieściu kursują rzadko i nieregularnie. Sądząc po futerałach na rakiety spóźnili się na trening. Przedmieście jest mieszane, wśród dawnych, biednych wioseczek lokują się teraz całkiem bogate domy. Rzadko kto jednak z tej okolicy jeździ komunikacją miejską na treningi squosza albo tenisa. Kolega przeklinał, a ten drugi starał się tłumaczyć, że kierowca ich pewnie nie widział, a może miał gorszy dzień, a może to był po prostu przypadek. Niewiele to jednak pomagało. Tamten zadzwonił (chyba do któregoś z rodziców) i napyskował do telefonu. Nie dość, że musiał przez nich jechać autobusem, to jeszcze kierowca-cham odjechał. Był bardzo niemiły. Nic osobistego – tak się w Polsce nie mówi, a jednak chłopak podchwycił ten angielski zwrot i szczerze uspokajał kolegę.

Moja żona przeczytała w jakiejś książce (nie pamiętam w jakiej) rozmowę z Anglikiem, globtrotterem, prawdziwym podróżnikiem takim, co śpi w stodole, jeździ stopem i poznaje kulturę od spodu, omija hotele i znane szlaki turystyczne i spotyka się ze zwykłymi ludźmi. Anglik stwierdza, że Polaków najlepiej charakteryzuje słowo: żółć.  Są w nim wszystkie dziwne, polskie litery, a ponadto ta żółć, gorycz, skwaszona mina, żal, hipochondria, niezadowolenie, nieumiejętność zabawy, depresyjne nastroje, mroczne spojrzenia, szare ubrania, szare ulice, zawiść, zazdrość i niezadowolenie.  Żółć zalewa. Gorycz zatruwa. Depresja otumania.

Masz piękny dom, przy najpiękniejszym w mieście skwerze, wszędzie blisko, wkoło życzliwi ludzie, skorzy do pomocy, bliscy dbają o wszelkie potrzeby, w rodzinie dobrze się dzieje, wszyscy zdrowi, mają pracę. Masz dobre życie ­ –  mówi kobieta do swej przyjaciółki, a tamta smętnie kiwa głową.  Ale te nerwy, nerwy, co ja poradzę.  Tymczasem to nic osobistego. Ludzie naprawdę są sobie obojętni, coś robią albo czegoś nie robią, bo tacy już są w jesiennej mgle zalani żółcią, zajęci sobą, obojętni, skoncentrowani na wydarzeniach nie dalej niż czubek nosa. W tej szerokości geograficznej jesteśmy tacy serio, tacy bardzo realistyczni, bez polotu, skrępowani sobą, sztywni i poddani smutnemu transowi.  Pobudza nas heroiczne staranie lub hipochondryczny lęk – na chwilę.

Młody chłopak mówi do swego kolegi: To chodźmy do kina. Chrzanię kino – odpowiada tamten. To wróćmy do mnie, pogramy w Wiedźmina. Daj spokój, Wiedźmin jest słaaabiasty, mega słaaby – mówi tamten.  Chcę powtórzyć na głos, ale przecież nie będę się wtrącał: To nic osobistego, wyluzuj, więcej dystansu do siebie, spójrz z innej perspektywy, uśmiechnij się do własnych myśli, rozejrzyj się dokoła, zobacz jaka piękna jesień, liście przesuwa wiatr.  Smutna kobieta obok mówi do swej koleżanki: Do tego jaka ohydna jesień, wszystko przez tą pogodę i jeszcze te sterty liści. Pod przystanek podjechało wielkie, czarne bmw. Koła jak w traktorze. Krótki klakson. Obaj chłopcy wsiedli. Ów zagniewany, już w drzwiach, podjął oskarżycielski wątek. Ten drugi uśmiechnął się do mnie. Podałem mu czapkę, którą zgubił na przystanku, jego zagniewany kolega.

Żółć oraz inne kolory
Oceń artykuł

Udostępnij:
Maciej Bennewicz

Maciej Bennewicz

Dyrektor Instytutu Kognitywistyki, wykładowca mentoringu i coachingu, pisarz, socjolog, coach, terapeuta, superwizor.

6 komentarzy

  1. od wielu lat zyje w niemieckojezycznej czesci Europy; Polacy sa tutaj traktowani przyjaznie, jesli sie ich pozna, zaakceptuje; ale Polska natura budzi zdziwnie i niezrozumienia, na przyklad szastanie pieniedzmi, ciagle odwolywanie sie do historii, zdziwenie tez ciagle budzi fakt, ze Polak z Polski zna sie na inwestowaniu, komputerach i jezdzi dobrej marki samochodem – to dlaczego narzeka? Europa dopiero sie integruje albo wlasnie dezintegruje, my ciagla jestesmy dla nich ta biedna Europa, tansza ale gorsza i zupenie nie znana

  2. Hmm… żółć. Słabo, bardzo słabo nas poznał ten Anglik. I nasza geografia, pogoda z jej kaprysami jak powodzie, silne mrozy, brak słońca przez tyle miesięcy chłodu, pluchy, sporych wydatków, opłat i podatków. To wszystko robi swoje. Tym bardziej, że ludzie często bidusie schorowani i mający to przykre uczucie, że państwo ma ich gdzieś. W Anglii i bogatszych państwach zupełnie inne warunki – socjal na poziomie. W ciekawszych, kolorowych krajach, które pewnie zwiedzał kultura i muzyka wypełnia brak pieniądza. On był tu przez chwilę i w ogóle nas nie poznał. Zauważył tylko nasze negatywy. What a shame chciałoby się powiedzieć. Jesteśmy jako naród ciekawi, niebanalni, dumni z poczucia polskości, wierni naszym drużynom sportowym, mamy często bardzo fajne poczucie humoru i nawet gdy narzekamy, to coś w tym siedzi i warto wiedzieć czemu i co. Wsadzanie nas w ciasne ramki żółci to jakaś licha antyreklama. Oj tak jest tu drogo, oj tak roweru nie zostawi się nigdzie bezpiecznie, oj tak bywa szaro zwłaszcza jak śnieg stopnieje w lutym, ale że nie dostrzegł naszej gościnności poza wszystkim to miał facet wyraźnie pecha, że taką, “spreparowaną jednym wrażeniem” zapamięta.

  3. Panie Macieju,

    ale się ucieszyłam, napisałam do zakładowego periodyku recenzję pana 3 książek… piszę od jakiegoś czasu recenzje, może nawet zaczełam to robić w odpowiedzi na przemyślenia, które pojawiły sie po przeczytaniu którejś z nich… nie uzgadniam z nikim o jakiej książce będę pisać… w tym miesiącu mój nagłowek brzmi “u Coacha na sofie”, właśnie dziś ukazał sie nowy numer …..trzymam go w dłoni a drugą odbieram telefon z kadr….”kochana, ale nam zrobiłaś przysługę, pan Benniewicz będzie w naszej firmie gościem w przyszłym tygodniu” …..:)))))))) Panie Macieju do zobaczenia! Bardzo się cieszę!

  4. To, czy się uśmiechamy, czy zrzędzimy jest sprawą nie tylko wychowania, tradycji narodowej (my Polacy mamy takie cudne piosenki ludowe, pełne wigoru i liryzmu) i “podjęcia decyzji” (nie do końca rozumiem i podzielam tu pogląd Ditsa) , ale także poziomu energii i jej jakości. Przepaleni, przepici, uwiązani do kredytów, ledwo dychamy. Nisko opłacani, niedoceniani, robieni w konia przez kolejnych polityków…
    Na codzień się uśmiecham, bo w ogóle od urodzenia jestem nie do końca a propos szarej rzeczywistości, bo często mam gdzieś swoje jutro, pojutrze, wczoraj i dlatego cieszę się dzisiaj. Lekka desperacja, dużo wiary, zero chorób i dobry poziom energii–to moja wizytówka dla świata, który jest piękny zarówno w Pacanowie, jak i Montrealu.

  5. Dilts na szkoleniu, na ktorym razem byliśmy powiedział: pozytywne myślenie to kwestia decyzji. I od tego czasu po mojemu to jest tak: to, jak spostrzegam świat, czemu poświęcam uwagę, jakie nadaję znaczenie zdarzeniom – to kwestia decyzji. Zawsze mogę podjąć inną, bardziej użyteczną dla siebie:) Pozdrawiam:))

  6. A jakiego ty dziś jesteś koloru Maćku?

Komentarze są wyłączone.