Żółw błotny

żółw nad rzeczką

W zasadzie, historycznie rzecz ujmując, pewien człowiek doznaje oświecenia, nirwany, samadhi lub kontaktu z bóstwem [różnie to zjawisko nazywano] a potem zaczyna o tym opowiadać innymi. Przy odrobinie szczęścia uchodzi za proroka, szamana, oświeconego, a nawet samego boga, przy niefortunnym zbiegu okoliczności trafia na wygnanie, leczenie zamknięte, lub na stos.

Rzecz jednak nie w oświeceniu lub przebudzeniu, ale w ego. Ego różnicuje, czyli pozwala na oddzielenie siebie od całej reszty, ja od nie-ja; dzieli na to co moje i na to co obce, czyli inne, cudze, nieznane, a nawet wrogie i zagrażające. Umożliwia ocenianie, porównywanie i tworzenie myśli, a potem myśli utrwalonych we wzorce, czyli przekonań na wszelkie możliwe tematy. Nic też dziwnego, że utożsamiamy się z własnymi myślami, a w efekcie z ego. Ja zrobiłem tamto; oni do mnie przyszli i powiedzieli; z tym się zgadzam; tamto jest głupie; tego nie zrobię; tam pójdę; on jest dobry; ona jest nie dobra; tamtego nie lubię; mnie; oni; tamci; ja; o mnie; ich.

W większości przypadków prorok, guru, mistrz oznajmia, że poznał drogę, sposób, metodę na lepsze życie, na szczęście lub bogactwo; lub też inny interesujący w danej kulturze zasób – na przykład święty spokój. Najczęściej guru tworzy swój własny system nauczania, czasami bardzo szczegółową metodę, nierzadko powołując się na swoisty pas transmisyjny z transcendencją [niekiedy jest nią bóg lub bogowie]. Jeśli tylko zwolennik lub wyznawca zawierzy, poweźmie decyzję, podejmie starania, uzbroi się w cierpliwość, w ten czy w inny sposób podąży za mistrzem – to wówczas uzyska nagrodę. Czasem wypłacana będzie dopiero po śmierci, czasami może się zdarzyć nieoczekiwanie, lecz nie wiadomo kiedy; czasem potrzeba na to wielu lat, wielu praktyk; niezliczonych ilości poświeceń i wyrzeczeń oraz nierzadko sporych pieniędzy. Obietnica jest z resztą wprost proporcjonalna do rangi, jaką sobie nadaje mistrz oraz do popularności jaką uzyskał. Współcześnie na przykład  pojawienie się w najlepszym czasie oglądalności w tok- show w USA, gdzie widownia liczy kilkanaście milionów widzów, to jest nie lada popularność i tym wiarygodniejsza staje się obietnica. Skromniejszy rozgłos w mniejszym kraju. Niekiedy mistrz ma ambicje ogólnoludzkie, religijne; niekiedy ogranicza się do wyjawiania sposobu na zarabianie ogromnych pieniędzy lub udany seks. Oczywiście pojawiają się antagoniści i protagoniści, ich liczebność i społeczna siła decyduje o dalszych losach guru i jego nauk.

Tymczasem głoszenie jakiejś powszechnej nauki, nowej prawdy lub zasady może być najwyższym tryumfem ego, które wreszcie uzyskało pełny głos  zrozumienia u swego właściciela i, co najważniejsze, potwierdzenie w ludziach. Rzecz jasna ego proroka lub mistrza cierpi, gdy pojawiają się przeciwnicy jego poglądów, lecz jednocześnie cudowny mechanizm racjonalizacji sprawia, że przecież łatwo [sobie oraz  zwolennikom] można wytłumaczyć przyczyny antagonizmu. Poruszamy się bowiem w przestrzeni mistycznej, w obszarze opowieści, czyli narracji – tu wystarczy powiedzieć: antagoniści to są niedowiarki; dzieci szatana; zwolennicy niewłaściwego szamana; sami skazują się na niepowodzenie, na potępienie; nie trafią na oświecenie ani do raju; szkolą się w niewłaściwej szkole coachingu; popełniają straszny błąd. No cóż, on nie jest z naszej grupy [ nie jest z naszej sekty, nie jest naszym wyznawcą; ani zwolennikiem] musiał tak powiedzieć; to jego przekleństwo; to jego zaciemniona dusza, nasi przeciwnicy zawsze tak mówią itd. itp.

Ego wzrasta zarówno u samego guru jak i w pewnej mierze u jego wyznawców. Niemal każdy człowiek spotyka się z taką sytuacją. Pompuje swoje ego w cieniu jakiegoś guru, albo sam na dłużej lub krócej jest mistrzem: pieczenia ciasta; najlepszym na świecie kierowcą, który wyprzedza „tych durniów”; liderem sprzedaży w firmie, któremu młodzi zazdroszczą; najszczuplejszą wśród grubasów; najsprawniejszym pokerzystą; najbardziej znanym w dzielnicy radnym; najpiękniejszą w klasie; najmądrzejszym na roku  i…ojcem lub matką, czyli wyrocznią dla bezradnego maleństwa.

Tymczasem ów stary chiński mistrz jest nieco inny. Z dala od zgiełku siedzi nad rzeczką i łowi ryby na wędkę, bez haczyka. Dlatego bardziej gapi się wodę niż łowi na niełowiącą wędkę. Uprzejmie dziękuję za zaproszenie na cesarski dwór, i jak stwierdza, woli być żywmy żółwiem, który tapla się w miłym błotku, niż martwą skorupą żółwia na złoconym ołtarzu.

Żółw błotny
Oceń artykuł

Udostępnij:
Maciej Bennewicz

Maciej Bennewicz

Dyrektor Instytutu Kognitywistyki, wykładowca mentoringu i coachingu, pisarz, socjolog, coach, terapeuta, superwizor.

9 komentarzy

  1. w tym swiecie ego jest niezbedne.okolo 2 roku zycia trzeba je znalezc,etap rozwoju.
    nie sztuka nie miec ego-byloby to powazne zaburzenie….sztuka korzystac z niego rozsadnie,z cala swiadomoscia jego mocy i ogranizcen.zazwyczaj czas poskromienia ego przychodzi duzo ,duzo pozniej….a czasem w ogole sie do konca zycia nie zdarza;))))))))))

    w slusznym czy nieslusznym celu….czy chcialabym dostac Nagrode Nobla?czy miec chocby “dr n.med” na pieczatce?to sie wlasnie robi dla ego;)))))dla zycia i ludzi wnosi sie wklad w nauke,rozwoj,w cudze zycie
    gdyby nie ego,nie wiedzielibysmy ,ze Krzysztof Kolumb odkryl Ameryke,a Kopernik wstrzymal slonce…..gdyby nie ego,nie byloby praw autorskich i urzedow patentowych.

    Nagroda Nobla chyba mi nie grozi;))))))))))))ale chcialabym wykozystac swoj potencjal inetelektualny dla rozwoj ludzkosci,dolozyc mniejsza czy wieksza cegielke do budowy lepszego swiata,taki czy inny pomnik dla ego bylby tylko produktem ubocznym;)))))

  2. ego
    moje ego podpowiada mi bierność
    moja bierność rodzi konsekwencje
    niekorzystne dla mnie
    niekorzyść nie jest silnym bodźcem
    nie dość
    ego wybrało bierność i w niej tkwi
    jak dziecko czekające na to
    co się wydarzy kiedy
    wkłada się kij w mrowisko
    obojętność wobec obojętności
    pętla
    samounicestwienia
    co się wydarzy?
    dorosły potrafi przewidzieć
    a dziecko zamknięte w ciele dorosłego
    czeka
    nie wie tylko na co..

  3. Paweł,
    dzięki!
    Magda Turek,
    “życie trochę niepoważne też”—jak miło to słyszeć :)

  4. najtrudniej jest być mistrzem dla samej siebie. zawierzyć sobie i uwierzyć, że znam odpowiedź na każde pytanie, które zadaję moim mistrzom. milej, przyjemniej, a przede wszystkim wygodniej jest mieć mistrza, który tłumaczy mi to życie. na dzisiaj naprawdę najcenniejsza jest budząca się świadomość. wychodzenie z transu, wyrzucanie siebie samej z wzorca, wreszcie to poczucie, że zawsze jestem w tym miejscu, w którym mam być. i jeszcze jedno – życie już stało się o wiele lżejsze i łatwiejsze. trochę niepoważne też ;-)

  5. Pewnego mistrza odwiedza grupka ciekawych uczniów. Wdrapują się po tych Himalajach, znajdują jaskinię guru, trzęsą się z zimna i wyczerpania. Pytają: – Nie jest ci zimno swami?
    – Nie.
    – Jaki jest twój sekret?
    – Bóg.
    – Nie czujesz się głodny?
    – Bóg.
    – Nie czujesz pożądania?
    – Bóg.
    – Cholera, wszystko jest Bogiem dla niego, ten starzec najwyraźniej oszalał, tracimy czas, lepiej wrócić do naszego kraju, nic tu po nas.

  6. A dlaczego wiedza mistrza miałaby być niszowa? Skoro ma użyteczną wiedzę, którą może się dzielić i choćby zainspirować jedną osobę do zmiany. Zwłaszcza do budowania świadomości.
    Talk show czy inny gniot może być narzędziem do przekazu, choć nie najbardziej trafnym. A że karmi ego… ważne żeby było ekologicznie…

  7. Czasem trzeba jednak uważać na tych mistrzów, bo mogą mieć nierówno pod sufitem :) Jak ktoś chce sobie siedzieć na skale w białych szatkach i kontemplować życie proszę bardzo, ale na sekciarzy omijam szerokim łukiem tam to dopiero rozbuchane ego niszczy ludzi. Dlaczego kościół katolicki traci wiernych? Ponieważ ludzie nie zgadzaj się na manipulację polityczną, której są ciągle poddawani oraz brak równowagi między nauczaniem a życiem duchownych. Ja też wolę mieć swoją skorupkę przy sobie :)

  8. ja Ci wierzę Zosiu :)
    a książka nosi tytuł “Wolność od duchowego materializmu”

  9. “Materializm duchowy” Trungpy –tę książkę powinien przeczytać każdy adept duchowości. W tradycji europejskiej szalony Diogenes, zwany psem prosił cezara, by ten nie zasłaniał mu słońca, kiedy monarcha stanał przed nim, wypytując o nauki… Pies, zółw. człowiek skromny, często z dużym poczuciem humoru—imiona mistrzów :) Często też człowiek “przegrany”–np.taki Vincent van Gogh z obciętym uchem, umierający i żyjący przedziwnie, często w smutku, wręcz niedoli, desperacji. Van Gogh, malujący autoportret w ubraniu mnicha buddyjskiego i —prócz obrazów—zostawiający po sobie słuszną uwagę, że “obraz zawiera się w ruchu pędzla”.
    Mistrzowie, my nimi jesteśmy. Jestem mistrzynią nagłego spontanicznego, często niespodziewanego i dogłębnego kontaktu na żywo. Nie wierzycie?

Komentarze są wyłączone.