9. Żona żuka

– I co kurde, i nic. Znowu mam depresję. Wróciły wszystkie moje natrętne myśli, zwłaszcza te religijne. Najgorsze jest to, że nigdy nie mówiłem: kurde, a teraz bąkam jak jakiś przygłup: kurde, kurde, kurde – Łasabi westchnął i próbował się rozszlochać na dowód swojego depresyjnego nastroju ale nic z tego nie wyszło, tylko coś w rodzaju chrząknięcia, a potem kaszel, gdyż zakrztusił się własną śliną.

– Panie Czarku… – Nikt tak do Łasabiego nigdy, przenigdy nie mówił, więc w pierwszej chwili Łasabi rozejrzał się po gabinecie doktor Żuk w poszukiwaniu trzeciej osoby. – Panie Czarku – powtórzyła doktor – ustaliliśmy już poprzednio, że nie ma pan objawów depresji, ani zespołu natręctw, co najwyżej dystymię a to raczej cecha osobowości, rzec by można. Tego rodzaju myśli, panie Czarku, rymowanki, nawet o nieco obrazoburczym charakterze zdarzają się najbardziej zdrowym osobom. Ja na przykład, panie Czarku, często powtarzam sobie w stresujących chwilach: Stąd nauka jest dla żuka, żuk na żonę żuka szuka. To z Brzechwy i dodaję nawet: i dlatego nikt go nie oszuka. To rzecz jasna aluzja do mojego nazwiska – dodała doktor Żuk.

Potarła nerwowym ruchem czubeczek nosa, zaśmiała się nieszczerze z własnego przykładu, który wcale nie rozluźnił atmosfery, wręcz przeciwnie był jak dowcip prowadzącego program telewizyjny, jeśli śmieszny to, tylko dlatego, że żenująco niezabawny. Doktor poprawiła się na swoim fotelu i już całkiem zasadniczym tonem zachęciła pacjenta:

– Proszę kontynuować panie Czarku.

– Ach, co tu kontynuować pani doktor? Gdy wreszcie odważyłem się na wyznanie swego uczucia, zdobyłem się na odwagę, mój obiekt miłości wdał się w romans ze złotowłosym Zlatanem, romans, który najpewniej trwa nadal. Zostałem ośmieszony, pognębiony, odrzucony i co najgorsze sam, osobiście Zlatana zeswatałem z Bodzią. Co czuję? Może to się nazywa dystymia. W każdym razie czuję upokorzenie, wstyd i…upokorzenie – Łasabi westchnął głęboko: – To już mówiłem. Jak mówiłem: bredzę, plotę głupoty, nie mogę spać, czuję upokorzenie i już nigdy, nikomu nie wyznam swoich uczuć. Nigdy!

-Panie Czarku…

-Nikt nie mówi do mnie: Czarku!  Proszę tak do mnie nie mówić! – wykrzyknął Łasabi a jego głos uchwycił górne rejestry skali wchodząc w falset. – Czarek od dzieciństwa kojarzy mi się z czarusiem, gogusiem, fircykiem, rozmemłanym kochasiem, słodkim lalusiem i wesołym półgłówkiem. Nienawidzę tego imienia!

-Panie Czarku, o przepraszam – pani doktor chwyciła się za usta. – Jak mam się do pana zwracać?

– Łasabi, wszyscy mówią do mnie Łasabi, to od japońskiego chrzanu. Wasabi jest ostry w smaku jak nóż, nieco gorzki – Łasabi przymrużył oczy i zacisnął pięść – wielokrotnie mocniejszy do naszego chrzanu. Jest jak uderzenie. Mocny, naprawdę mocny! Niestety u nas sprzedawane są podróbki, zwykły polski chrzan, gorczyca i barwnik – rozluźnił pięść i w jednej chwili powrócił do poprzedniego zniechęcenia.

-No dobrze, panie Czarku przejdźmy do rzeczy – odezwała się doktor Żuk i znowu nerwowym ruchem potarła nos

– Pani to robi specjalnie, tak? To jakiś test albo terapia? – przerwał jej Łasabi.

– Co robię specjalnie?

– Jak to co? Panie Czarku, panie Czarku, panie Czarku! Prosiłem żeby tak do mnie nie mówić.

– O widzi pan, to jest intersujące, panie…Wasabi – doktor Żuk powstrzymała się w ostatniej chwili.

-Łasabi! – poprawił Łasabi. – Pani mnie nie słucha, z całym szacunkiem ale pani mnie nie słucha. Przyszedł nadwrażliwy wariat, nie na tyle zwariowany żeby go zamknąć, więc nie ma co słuchać jego banalnej historyjki o miłości. A teraz zacznie pani wyciągać jakieś wnioski, jakieś nadinterpretacje z faktu, że nie lubię swego imienia. Ja też przeczytałem kilka książek z psychologii i znam te numery: dzieciństwo, problemy z tożsamością, odrzucenie własnego imienia. Jest brzydkie i tyle. Nie lubię go i już!

-Ależ wcale nie, jest ładne, Cezary to bardzo ładne imię, panie Czarku.

Zapadła cisza. Długa, całkowicie bezsłowna i bezoddechowa cisza, po której prezenter w radio traci pracę, wykładowca schodzi załamany z katedry, a student oblewa egzamin. Łasabi zakrył twarz rękami i przez równie długą i jeszcze dłuższą i jeszcze nieco dłuższą chwilę nie odrywał ich od twarzy. Trudno było zgadnąć co ukrył w dłoniach? Czy był tam gniew, a może rozpacz, rozżalenie, ulga, apatia, zmęczenie? Pani doktor wykonała ten sam gest dwukrotnie pod rząd dotykając czubka swojego nosa, po czym jakby dla pewności powtórzyła go po raz trzeci. Pstryknęła długopisem i zaczęła notować coś w historii choroby. Po chwili wyjęła bloczek recepturowy.

– Panie Czszsz…Proszę pana – doktor Żuk chrząknęła i kontynuowała – wypisałam receptę na… – lecz nie zdążyła skończyć, gdyż nagle Łasabi jej przerwał.

– Wiem, wiem, wiem, teraz już wiem na czym to polega! Bodzia powiedziała mi, że w jednej chwili dokonała odkrycia i że nic już nie będzie takie samo, odkąd sobie to uświadomiła. Co? Spytałem, ale zagłuszył ją warkot kawasaki, na którym odjechała ze Zlatanem. Teraz to zrozumiałem.

– I co pan odkrył, a raczej pana znajoma panie Czszszłasabi? – doktor Żuk pstryknęła długopisem, znowu dotknęła czubka nosa i ponownie pstryknęła długopisem. Tymczasem Łasabi zamyślił się, znów zakrył twarz rękami i dopiero po długiej chwili odpowiedział:

– Jeszcze nie wiem co odkryłem, ale jestem już blisko – stwierdził i bez pożegnania wyszedł z gabinetu.

Wieczorem wpadł do niego Gonzo, który dzień wcześniej wrócił z niezaplanowanej wyprawy do Istambułu, Islamabadu, Isfahanu, Istrii lub na Islandię, w każdym razie był gdzieś na is lecz Łasabi nie zrozumiał gdzie, gdyż był zajęty przeżywaniem własnych, niełatwych emocji.

– Mam dystymię, tak powiedziała doktor Żuk – stwierdził Łasabi.

– I? – spytał lakonicznie Gonzo.

– I dupa, nic mi nie pomoże, to osobowość.

Wraca żaba od doktora, myśli sobie: Jestem chora, a doktora chora słucha.

Mam być sucha – będę sucha! Leczyła się żaba, leczyła, suszyła się długo, suszyła,

aż wyschła tak, że po troszku została z niej garstka proszku – wyrecytował Gonzo.

– Mógłbyś sobie podać rękę z doktor Żuk, ona też mi recytowała Brzechwę – stwierdził Łasabi obrażonym tonem.

– Wierszyk o żuku, który szuka żuczej żony? – spytał Gonzo.

– A ty skąd o tym wiesz? – zdziwił się Łasabi.

– No cóż, – Gonzo spuścił wzrok jak winowajca – przecież to ja ci dałem do niej kontakt. A tak między nami, z tym szukaniem żuczej żony to jest jej obsesja, jest starą panną, choć to całkiem ładna babka.

– Nie mówi się teraz babka – odburknął Łasabi – to oldskulowe jest.

– A jak się mówi? – spytał Gonzo.

– Mówi się laska albo nawet foczka – stwierdził Łasabi.

– No coś ty, wtedy trzeba by powiedzieć: ale z tej Żuk jest foczka a wierszyk brzmiałby: stąd nauka jest dla żuka, żuk na żonę foczkę szuka – stwierdził Gonzo.

– To już chyba raczej: foczka żuk na męża szuka borsuka  – stwierdził całkiem poważnym tonem Łasabi.

– I ty masz dystymię?  W dupie ci się po prostu poprzewracało a nie dystymia! – stwierdził Gonzo.

9. Żona żuka
Oceń artykuł

Udostępnij:
Maciej Bennewicz

Maciej Bennewicz

Dyrektor Instytutu Kognitywistyki, wykładowca mentoringu i coachingu, pisarz, socjolog, coach, terapeuta, superwizor.

7 komentarzy

  1. OOOOO… Ad jest słomianym wdowcem? ;-) tu wszystkie romanse są kontrolowane… do momentu wejścia w wyższą atmosferę ;-)

  2. Aniulu, jak możesz. Żona daleko a Ty mi tu o wakacyjnym romansie ;)

  3. ad wyluzuj :) Nie szukaj czegoś czego nie ma :) Ciesz się wakacyjnym romansem :)

  4. Uwaga! W tej części transy hipnotyczne i przekazy podprogowe.
    Albo już nic nie rozumiem.

  5. Tak, jakby doktor Żuk bała się diagnozy poczucia zawodu miłosnego, poczucia odtrącenia, odrzucenia i płonnej nadziei, goryczy niespełnionego uczucia zamiast smaku owocu dojrzałego i pełnego miłości? Doktor Żukowa zainterweniowała czy pognębiła Łasabiego, dodatkowo narzucając familiarny ton, który jemu nie odpowiadał?
    Lepiej wcisnąć biedakowi dystymię, ba dystymię, ale taką z którą trzeba się już pogodzić do grobowej deski. Będzie przychodził. Na terapie dalej i dłużej. Po podtrzymanie, po wsparcie, po jakąś formę otuchy. Czyżby Czaruś wpadł zwyczajnie w oko Pani Żuk? Dla niego odwiesi profesjonalnie zasady etyczne na wieszak, zakończy w momencie terapię i… zapragnie zmiany stanu cywilnego :)?
    Czy Zlatan zbałamuci Bohdzię? Czy użyje bariery języka tylko do celów romansu, ale nagle potem zakocha się na serio? I wreszcie kto przytuli Łasabiego do serca?

  6. Ostatnie zdanie po prostu jest kwintesencją :)

  7. Padają wszystkie teorie psychologiczne przy ostatnim zdaniu Gonza :) He he , też tak mówię do moich znajomych żartem , jak już totalnie świrują…… i działa. Jedna koleżanka powiedział mi nawet , że zawsze czeka na to końcowe zdanie i zbiera się do kupy :) Aha i działa jeszcze kop w d…… Dlatego nie mogę mieć „poważnej praktyki”, bo tam nie wypada stosować tych technik :) Chociaż z drugiej strony , skoro działa ….??!!!! ;)

Komentarze są wyłączone.