Zwitek papieru

misterna konstrukcja

Nie było gospodarza. Owszem kilka ofiar, ale pana i władcy tego królestwa ani śladu. Staliśmy z Karolcią przed uchylonym oknem podziwiają wielką pajęczynę, misterną siatkę, cudowną konstrukcję lśniącą w słońcu. Dopiero Karolcia zauważyła, że wielki pająk zasnął pomiędzy futryną i ramą na skos uchylonego okna. Kiedyś nie lubiłem pająków, a nawet się ich bałem. Teraz je doceniam -niedoścignieni mistrzowie architektury i technologii.

 — Wujciu on jest w niebezpieczności, gdy burza huknie oknem albo ciocia trzaśnie, to już po nim — przezornie zauważyła Karolcia.

kręcę młynkiem

Nie chcieliśmy go budzić, niech śpi łajdak nawet nie przeczuwając w jakim był zagrożeniu, nie domyślając się, że uratowano mu życie. Wsadziliśmy w szparę gruby zwitek papieru. Być może muszka owocowa, także z naszego powodu utraciła życie, gdy z Karolcią pozwoliliśmy pająkowi spać, przeżyć i łowić.

W Stumilowym Wielkim Lesie są i Hawaje i wyspa Malta, jest Kraków z uparcie zabijanym trębaczem na wieży, gdzieś za zakrętem wyłoni się Opole, Nadarzyn i Wrocław. Zabłądzisz tam na stu mostach, a na ulicach Porto, Chicago albo Mokotowa utkniesz w korku. W Sopocie odnajdziesz miłość, a w Gdyni zgubisz pieniądze. Stu Milowy Las jest pełen tajemnic. Straszy już choćby przez swoją stumilowość. Dziwi i zaprasza. I może ktoś, jak my z Karolcią, wtyka zwitek papieru widząc jak niebezpiecznie śpisz, albo podsuwa ratunkową kartkę, gdy zmierzasz do krawędzi pędząc 140 na godzinę? Może przenosi na dłoni twoje życie w bezpieczne miejsce?

Wyjmuję osę, która wpadła do soku. Przeżyła, osusza skrzydełka. Przestraszony kot zgubił się na schodach, nie zna terytorium, uderza łebkiem w obce drzwi. Z narażeniem ciągłości skóry zanoszę go pod właściwy adres. W Stumilowym Lesie wszystko toczy się według prawa przyczyny i skutku. Poruszam modlitewnym młynkiem, ukryte w nim słowa uderzają w molekuły powietrza i modlitwa odmawia się sama, za mnie. Koło dharmy, zwitek papieru w oknie, ziarno moich myśli i uczynków wzrasta. Co zasiewasz, to wzrasta. Co pielęgnujesz, to daje plon. Ot, zwykłe rolnictwo. Czasem nie wiesz, co zasiewasz, śpisz i może ktoś wciska zwitek pomiędzy futrynę i ramę okna. Zabawna myśl. Pająk najadł się i znowu zasnął.

Zwitek papieru
Oceń artykuł

Udostępnij:
Maciej Bennewicz

Maciej Bennewicz

Dyrektor Instytutu Kognitywistyki, wykładowca mentoringu i coachingu, pisarz, socjolog, coach, terapeuta, superwizor.

6 komentarzy

  1. A ja ,MonikoB, mam taką ulubioną sentencję z baśni rosyjskiej —“idz nie wiadomo dokąd, przynieś nie wiadomo co; droga jest długa, cel nieznany”. Ta “instrukcja” jest dla mnie bardzo ożywcza, bardzo optymistyczna.
    A propos kobiet, intuicji, białej energii (nie wiem co to, ale fajnie się nazywa), to czytam teraz książkę Virginii Woolf, po raz pierwszy przetłumaczoną na polski, “Noc i dzień”. Jestem pod wrażeniem subtelności i znajomości kobiet (oraz mężczyzn) tej pisarki. Polecam. Mistrzowska pozycja.

  2. misterna konstrukcja ..Naszego umysłu ..który jak softwar najlepszego komputera robi to co my mówimy …na czym skupiamy uwagę ..świadomie lub nie ( choć to też pewnie świadomie ) tylko w większości nie jesteśmy na to uważni ….
    Uważni na to kiedy ta pierwsza myśl trafia na modlitewny młynek , jaką niesie energie i uważni na to że może przynieść dla Nas samych zaskakujące rozwiązanie …
    Rok ten to wg kalendarza Majów rok Szóstego Maga – Jaguara , wnosi energię działania Strony Cienia , walki rozumu z sercem , uporządkowanie tego czego do tej pory nie uporządkowaliśmy , energia ta nie toleruje szwindlu , krętactwa , lawirowania , jest energią kobiecą , stąd siła intuicji i zmysłowość ” węża ” która na Nasze wyzwania prosi aby popatrzeć spokojnie i uważnie , …mówi znajdziesz proste rozwiązanie ….nie musisz zawsze się konfrontować …bo biała energia tego roku jest nieprzekupna i do bólu sprawiedliwa …a my z każdej konfrontacji ( często sami ze sobą ) wychodzimy okaleczeni
    człowiek …jaka misterna konstrukcja ….
    Rumi mowi :
    Idż dalej , chociaż nie istnieje miejsce do którego masz dojść .
    Nie próbuj widzieć na odległość .
    To nie jest dla człowieka .
    Poruszaj się , wewnątrz ,ale nie tak ,
    jak nakazywałby strach …
    to moja refleksja na ten wieczór ….
    Jestem
    Monika

  3. Czasami jest tak, że zakupisz książkę z poza listy bestsellerów i nawet się nie spodziewasz dokąd cię zaprowadzi i co cię przyciągnie… :-)

  4. Tekst przeczytałam rano i cały czas mi towarzyszy. Ja dzisiaj “dosiewam” kolejne etapy pewnego projektu. I każda osoba, do której dzisiaj się w tej sprawie odezwałam odpowiada “Z radością w to wchodzę”. Zbieramy plon zasianego wcześniej wzajemnego zaufania.
    A może ktoś/coś ułatwia mi drogę?Może za te ślimaki zbierane z chodnika?:))

  5. A może MIŁOŚĆ odnajdziesz wszędzie? A w Gdyni znajdziesz pieniądze? :) Ostatnio spacerując po skwerze znalazłam grosik, dałam go Adze Hawajce, na szczęście. Na podróż na Hawaje – niech się pomnaża:)
    Przed chwilą wypuściłam osę która wleciała do pokoju.
    Wczoraj ratowałam muchy przed moimi kotami, czasami jednak jest już za późno.
    “Co zasiewasz, to wzrasta. Co pielęgnujesz, to daje plon. Ot, zwykłe rolnictwo.”
    Wartość numerologiczna dzisiejszego dnia to 7. Sięgnęłam rano po książkę o Numerologii by przypomnieć sobie co warto tego dnia “wyciągnąć”. Przeczytałam podobne słowa, o tym sianiu, wzrastaniu. Więc sieję. MIŁOŚĆ MIŁOŚĆ MIŁOŚĆ :-)

  6. Piękny, poruszający tekst. Wzruszyłam się.
    Byłyśmy z córką przedwczoraj na “Himalaya” w Pałacu pod Baranami, gdzie mieszczą się trzy sale kinowe. Też było o karmie, współtowarzyszach doli i niedoli jakach, niebezpiecznych wyprawach, by sprzedać sól i przeżyć w wiosce, gdzie drzewo można zobaczyć tylko na tance. Wszystko skończyło się (i zaczęło) dobrze, to znaczy jak zwykle. Starzy pogodzili się z młodymi, oddali “tron” i umarli, wdowa znalazła męża, mnich zobaczył zwykłe, pełne niebezpieczeństw życie, jeden jak zginął podczas przeprawy… Kiedy było bardzo niebezpiecznie i ludzie wraz z jakami przedzierali się przez stromą górę, tuż przed burzą śnieżną ze ścieżki dzwiekowej leciała śpiewana doniosłym, góralskim głosem mantra “om tare tu tare soha”. Pomyślałam, że wszystko musi skończyć się dobrze, to znaczy tak jak zwykle, bo scieżka dzwiekowa już to wie, nadaje mantrę Tary na całego, głos niósł się po niebie ponad szczytami. To moja ulubiona mantra, jeśli można tak powiedzieć. Można. Obejmuje wszystkich bez wyjątku w Stumilowym Lesie—nawet pająki.

Komentarze są wyłączone.