Życie i umieranie

Wszystko jest możliwe w racjonalnej rzeczywistości…z wyjątkiem nieśmiertelności. Nieśmiertelnością i życiem po życiu zajmują się religie, ani coaching, ani psychologia, ani terapia. Coaching zaprasza do zmiany jakości życia w racjonalnym świecie, w sprawach nad którymi możesz mieć przynajmniej częściową kontrolę. Największy wpływ i często jedyny, mamy na siebie samych. Każdy z nas jest „tym wszystkim”, co w istocie można zmienić – najłatwiej i najtrudniej zarazem.

Byłem obecny przy śmierci bliskich mi osób. Z wieloma osobami pracuję w sytuacjach granicznych, także dotyczących chorób i śmierci. „Możesz wszystko” – oznacza wówczas: możesz wpływać na siebie i swój stosunek do trudności, choroby, traumy, możesz wybierać, wyciągać wnioski, budować nowy osobisty ład nawet w obliczu śmierci. Możesz decydować o sposobie leczenia lub zaprzestaniu terapii. Tak odchodzili Steven Jobs, Randy Pausch, moja droga ciotka, mama i mój przyjaciel Michał Brudzyński. Umieranie i chorowanie to wielki sprawdzian i wielka sztuka życia. Coaching zaprasza do wykorzystania własnej siły, wewnętrznej motywacji i poczucia wpływu również w sytuacjach granicznych. W przeciwieństwie do oddawania kontroli, choćby przez obwinianie innych i złość, które pogarszają funkcjonowanie, zwłaszcza w trudnych sytuacjach życiowych. Istnieją zadziwiające powinowactwa pomiędzy naukami Buddy sprzed tysięcy lat, a koncepcjami psychologii pozytywnej, które zasilają coaching. Budda Śakjamuni tworząc podwaliny buddyzmu określił cztery szlachetne prawdy: Jest cierpienie, są tego cierpienia przyczyny, jest ustanie cierpienia i jest droga, która prowadzi do ustania cierpienia. Współczesna psychologia poznawcza i neurofizjologia potwierdzają ten mechanizm zależności. To, w jaki sposób myślisz determinuje twoje powodzenie życiowe, a nawet zdrowie fizyczne –  jako znaczący czynnik, choć nie jedyny. Coaching, ani tym bardziej ja, autor książek o coachingu, nie składam obietnic religijnych, nie mówię o cudach, a także o jednostce mogącej odmienić prawa natury. Śmierć, choroba, cierpienia są nieuniknienie związane z życiem. Jeśli coaching wypowiada się w sprawie cierpienia, to przede wszystkim w kwestii ograniczenia lub wyeliminowania cierpienia nadmiernego, którego źródłem jesteśmy my sami – poprzez przekonania, przez obwinianie, złość, poczcie krzywdy, żal, bezradność i wreszcie dokonywane wybory. Ponadto za buddyzmem coaching powie: rzeczy nie są złe ani dobre, to my nadajemy im takie, a nie inne znaczenie. Dzisiejsze życie często bywa skutkiem wczorajszych wyborów i jak powiedział Friedrich Nietzsche: Rezultaty naszych decyzji biorą nas za łeb, nie bacząc żeśmy się do tej pory poprawili.

Dla wielu osób poważna choroba była impulsem do osobistej zmiany, poprawy relacji, dostępu do nowych wartości lub nadała sens ich życiu, nawet u progu śmierci. To nie moje słowa, cudze słowa, lecz twoje – tworzą twoją unikalną rzeczywistość. Twój świat jest twoją kreacją. Twoje przekonania nadają kształt życiu i śmierci. Jako autor zapraszam do refleksji, a także do mojego osobistego świata doświadczeń, również bardzo osobistych, co ma miejsce także na blogu. Otwartość moja to miejsce intymne. Nie chcesz tego zaproszenia – nie przyjmuj go. Przekroczenie granic intymności i szacunku, to fala, która wraca do nadawcy, z rzadka uderza w adresata. W polepszeniu jakości życia nie pomoże nazwanie mnie kłamcą w moim domu, lub stwierdzenie, które brzmi jak groźba, że miliardom ludzi żyłoby się lepiej beze mnie. Od przerzucania odpowiedzialności na zewnątrz nie przybędzie, ani grosza, ani zdrowia – wprost przeciwnie. Maultsby stwierdza, że często chcemy wyeliminowania cierpienia bez zmiany własnego życia, a przede wszystkim myślenia. Ma być po staremu, ale bez problemów. Własną biologię można zmieniać! Udowodnił to Carl Simonton, Maxi C. Maultsby, Robert Dilts i wielu innych. Wymaga to zmiany sposobu myślenia – lecz to dopiero pierwszy krok!

Nocą w New Delhi na chodniku śpi młody chłopak, jak wielu innych. Rano ruszy do pracy. Bezdomni tutaj to nie tylko żebracy. Zatrzymuję się na moment w drodze do bezpiecznej enklawy hotelu. Dla białego, to niebezpieczna chwila. Za moment z mroku mogą wyłonić się zaciekawieni ludzie, pojawią się znikąd, bardziej niż za dnia  – wrodzy i natarczywi. Pochylam się nad śpiącym chłopakiem i szepczę po angielsku: Możesz wszystko odmienić. Słuchaj swojego serca. Działaj. Zostawiam obok niego banknot. Może przyśni mu się sen o własnej sile?

ps.Wszystkim potrzebującym pomocy w sytuacjach ekstremalnych, zwłaszcza chorobowych rekomenduję nieodmiennie kontakt z psychoonkologiem i coachem Aurelią Dembińską.

ps.ps. Mateusza Grzesiaka pozdrawiam. Mam dla niego uznanie za wiedzę i erudycję. Jednak przypisanie mi „grzesiakowatości” to tak, jakby powiedzieć, że koń i kot to to samo, bo zaczynają się na k, mają trzy litery i w środku samogłoskę.

Życie i umieranie
Oceń artykuł

Udostępnij:
Maciej Bennewicz

Maciej Bennewicz

Dyrektor Instytutu Kognitywistyki, wykładowca mentoringu i coachingu, pisarz, socjolog, coach, terapeuta, superwizor.

11 komentarzy

  1. Więc co byś zrobił gdyby zostało Ci 6 miesięcy życia? Gdy wyjdzie się z takiego założenia… choć wydaje mi sie nie do końca trafnego… inaczej się wtedy definiuje cele.

  2. Mistrza powiedział ” .. Nic dodać nic ująć ” …
    A gdzieś przeczytane , raczy “złe , trudne ” zdarzają się aby przybliżyć Nas do Światła , możliwości swojego własnego Oświecenia ….
    Odkrycia po co , czy z tego życia czy z poprzedniego Nam się to dzieje …

  3. Może warto zostawić po sobie dobre zmiany, do których dołożylismy się w świecie-tym dalszym i tym bardzo bliskim.

  4. oj tak Grerr też się czasem zastanawiam po co zostawiać cokolwiek po sobie. Może jakby ktoś chociaż o to poprosił ale zostawiać kiedy właściwie nikt się specjalnie nie dopomina ? to już chyba lepiej zostawić po sobie porządek i przestrzeń żeby inni mieli fajniej żyć po nas. za to chyba będą bardziej wdzięczni niż grzebiąc w jakiś reliktach po nas… :)

  5. balem sie smierci dopoki osobiscie nie zetknalem sie z koncem zycia nieznanej mi osoby, w szpitalu, jak to czesto bywa – przypadkiem i wtedy po raz pierwszy zaczalem swiadomie sie na tym zastanawiac, jaki bedzie moj koniec, co po mnie zostanie? i niemal codziennie zadaje sobie to pytanie, ale tez zastanawiam sie skad pomysl ze wogole cos ma zostawac, pomniki tez znikaja jak ludzie

  6. Hmm… no i właśnie czy to nie jest też, w pewnej perspektywie tak, że racjonalna rzeczywistość bazuje na nieśmiertelności. Że ten konkret, żelazny konkret (szkiełko i oko i nic więcej) jest, istnieje, bo istnieje to, co widzialne-niewidzialne. Terapie bez dziedzictwa Freuda, bez Junga, bez C.Rogersa (i wielu, wielu innych) i pozbawione wszystkich taśm z praktyką V.Satir? A coaching odcinający sobie dopływ myśli filozoficznej sprzed wieków? Nie mogący zaczepić np. o Kartezjusza?
    Kafka np. chciał śmiertelności. Żądał by zniszczyć wszystkie jego papiery.” Nie będzie dowodu, że kiedykolwiek byłem pisarzem” miał dodać. A kolejne roczniki deliberują nad Józefem K. Wczytują się w psychologię postaci. Powoli kończy nam się rok Miłosza. Jego dawno z nami nie ma. A my możemy sięgnąć do biblioteczki po tomik naszego noblisty. Ożywić realność intelektualną poezją. Książki, zapiski, nagrania, wspomnienia. Ktoś wrzuca dawno zapomniane nazwisko na ruszt. Ktoś albo sam sprawdza w wikipedii albo innym podobnym źródle. Wszystko płynie naprzód, ale wciąż można się odwołać i ta nasza możliwość odwołania się do konkretnych myśli pisarzy (jak wiele sesji powstaje na bazie wprawiających w drgania neurony cytatów), naukowców, myślicieli. Ktoś chce wiedzieć na dany temat więcej? O akurat ktoś inny wyszedł mu naprzeciw i w gablotach muzealnych ma wszystko na tacy. A i biblioteki, trochę okurzone, ale otwarte.
    I dzięki, że jest ten blog. Te inspiracje autora. I ktoś kiedyś (hen hen za kupe lat) wygrzebie sobie coś z Macieja, wczyta się, zamyśli, zobaczy jak tenże autor zdaje się pokpiwać sobie, a w sumie to, pal licho, „nie wszystek umrę” ;)

  7. choroba, śmierć bliskiej osoby czy nawet moment uświadomienia sobie, że każdy z nas jest śmiertelny to może być coś co nazywamy kryzysem w życiu. ale kryzys to tak naprawdę moment, w którym musimy zrobić krok do przodu w rozwoju – czy tego chcemy czy nie. Kryzys, sam w sobie nie ma żadnego znaczenia. Jest doświadczeniem tu i teraz. Do tej pory żyłam w jakiś tam sposób a teraz jest moment na zmianę, na postawienie kroku przed siebie. Idąc przenoszę nogę do przodu i przez ułamek chwili stoję na jednej nodze i staram się utrzymać równowagę zanim postawię drugą nogę na ziemi. W życiu – kryzys to właśnie ten ułamek łapania równowagi. Bywa, że ten ułamek chwili jest dłuższy. Ale to tylko znaczy, że byłam, że jestem gotowa na większy krok, na większą zmianę w życiu.
    czasem pytam siebie dlaczego to mnie musiało spotkać? to możliwa jest odpowiedź, że spotyka mnie to po to bym poznała swoją siłę. A dzięki temu poznam moje przeznaczenie. Oczywiście, że pojawia się lęk, strach i opór ale zamiast walczyć ze strachem i lękiem – staram się oczyścić umysł z wszelkich myśli by przeżyć ten moment próby świadomie. A potem, gdy już minie (wszystko wszak mija!), nie zatrzymuję go ani w głowie, ani w ciele. Daję mu odejść bo to już przeszłość, której przecież nie ma w teraźniejszości. Nie myślę w tym momencie o przyszłości bo ona jest tylko wytworem mojej wyobraźni.

    “Gdybyś wiedział, jak cierpieć, miałbyś moc zakończenia swego cierpienia”.

    ~ słowa Jezusa według gnostyckiego hymnu z pierwszych wieków chrześcijaństwa

    pozdrawiam
    ewelka

  8. “Człowieku! gdybyś wiedział, jaka twoja władza!
    Kiedy myśl w twojej głowie, jako iskra w chmurze,
    Zabłyśnie niewidzialna, obłoki zgromadza,
    I tworzy deszcz rodzajny lub gromy i burze;
    Gdybyś wiedział, że ledwie jednę myśl rozniecisz,
    Już czekają w milczeniu, jak gromu żywioły,
    Tak czekają twej myśli—szatan i anioły;
    Czy ty w piekło uderzysz, czy w niebo zaświecisz”

    A jednak Autor tych słów (jakże słusznych, myślę że mogłyby być mottem każdego coachingu) zmarł otruty w Konstantynopolu, osierocił gromadę dzieci, wcześniej opuszczoną przez nieszczęśliwą ich matkę i osierocił Wielką Emigrację, która pokładała nadzieję i w czyn Jego (legiony) i słowo. Przypominam tego szlachetnego Polaka w pierwszy dzień po wyborach. Oby nasi politycy używali swoich mysli i słów rozważnie, ale pamiętali,ze są też ograniczonymi losem ludzmi, połączeni wspólnotą losu z nami, ich wyborcami.

  9. O co chodzi z tą Grzesiakowatością? :) Czy to w ogóle jest Grzesiakowatość, czy Bandlerowatość? :)

  10. Właśnie moje dziecko (Szymon lat 7) stwierdziło: to jest właśnie Bennewicz?
    ja:tak
    Szymon: to ten bardzo mądry facet .
    ;)
    czasami “plotkuje” z moimi dziećmi o autorze blogu:)

  11. Pisarz, poeta brytyjski Martin Amis napisał kiedyś, że naprawdę po śmierci idziemy do serc, tych którzy nas pamiętają. Napisał tak w „Doświadczeniu” – książce jak najbardziej autobiograficznej, przy okazji ciągłego powracania do niego przeżyć związanych z brutalnym morderstwem jego kuzynki. Nigdy nie mógł się pogodzić z tym, w jaki sposób została pozbawiona życia najbardziej niewinna, delikatna, religijna osoba jaką znał. Po śmierci rzeczywiście (i tu nie może spiąć się jak zwykle ateista z wierzącym) zostajemy w sercach tych, w które swoim życiem się wpisaliśmy. Za to, jak nas postrzegają, jakim trwałym dziełem się w nie wpisujemy czy dzięki więzi bądź relacji, jaka nas łączy. Jedną z trudniejszych śmierci (pod względem bagażu bólu i pytań jaki zostawia) jest samobójstwo. Kiedyś związane z potępieniem i wstydem, z trudem walczące o pochówek na cmentarzu. Dzisiaj coraz więcej, także znanych ludzi wybiera je jako drogę odchodzenia. Nie można oceniać, gdyby byli w stanie dźwigać dalej swoje życie, pewnie by to czynili.
    Ale przecież to samo życie, które z jednej strony da w twarz, upokorzy, często da szansę, jeśli człowiek zechce poszukać. W najgorszej nawet sytuacji pojawia się światełko w tunelu. Nie wiemy kiedy hyc! i nas nie będzie. Możemy decydować czy żyć na pełnym oddechu czy byle jak. Czy biadolić i robić z siebie gwiazdę nierozumianą przez nikogo (fajnie czasem pobyć w centrum) czy brać się ostro za życie. Inną jakość ma życie, kiedy się człowiek nie boi (martwi się, rozważa, ale nie jest zalękniony). Hmm… a dzisiaj to wcale nie jest łatwe.

Komentarze są wyłączone.